Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
4711

Czy to jeszcze ma sens?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Pisałem kiedyś w tym temacie, jeśli komuś chciałoby się czytać. co-jest-normalne-t61591.html

A teraz siedzę sobie i myślę. I chyba muszę się gdzieś wyrzucić z tego co mnie trapi. A to forum to jedyne miejsce jakie przychodzi mi do głowy. Może być trochę nieskładnie, za co przepraszam z góry.

Zastanawiam się czy to jeszcze wszystko ma sens? Mam 25 lat, skończyłem studia humanistyczne, które kochałem, ale po których dosłownie nie mam żadnej perspektywy. Z resztą nawet co to za perspektywa zasuwać gdzieś 8 godzin, czy to biuro, czy to magazyn, czy to bank, czy to wykopki? Co to za różnica? Jak żywy automat, tylko inaczej wyceniony w innym miejscu. Moja nerwica daje o sobie ciągle znać, ale wydaje mi się, że i tak sam z siebie dokonałem pewnego przełomu, jestem w stanie już w miarę rozpoznawać te moje lękowe "jazdy". No i ostatnio z tą poprawą przyszło mi na myśl zmienić swoje życie - przechodzę do głównej rzeczy. Mam teraz, jak już mówiłem - 25 lat. Nie mam żadnej rodziny. Nie mam aktualnie dosłownie NIKOGO bliskiego. Nie mam co najważniejsze - pieniędzy. Jeszcze co prawda nie mieszkam na ulicy, ale aktualnie nie pracuję. A nawet jakbym odważył się teraz pracować to i tak zarobiłbym tyle żeby żyć.

Czy to jeszcze jest możliwe? Czy to jeszcze ma sens? Czy warto się starać? Zawsze marzyłem o medycynie. To jest po prostu praca dla mnie. Chyba jedyna o jakiej mógłbym myśleć bez chęci wymiotowania. Z resztą jest to pewnego rodzaju zawód który mi od dawna wmawiano i który chcąc nie chcąc stał się moim marzeniem. Zastanawiam się ostatnio, żeby przez jakieś biuro pracy wyjechać za granicę, przez rok pracować, zarobić tyle ile się da, a potem rozpocząć właśnie studia medyczne. Nie boję się nauki, kocham się uczyć, ale zastanawiam się czy to jeszcze ma w ogóle sens. Jestem już przecież stary, ludzie w moim wieku robią już jakieś kariery, zakładają rodziny. A ja aktualnie jestem bez żadnej perspektywy. Z resztą jeszcze dochodzi ta nerwica. Jak tylko zaczynam przygotowywać się do matur, jak się uczę, jak myślę o wyjeździe za granicę, to aż czuję jak mi się napinają mięśnie na plecach. Zaczyna mi dosłownie szumieć w głowie. Nie mogę się na niczym skupić. To wszystko wina tego lęku i napędzającego się koła negatywnych myśli. Kompletnie nie wierzę, że cokolwiek może mi się udać. Jestem tylko pieprzonym egocentrykiem, ze skrajnie słabym charakterem.

 

Zapisałem się do psychiatry, może rozpocznę psychoterapię. Ale w sumie po co? Nigdy nie mogę mógł mieć normalnej rodziny, jestem DDD - kompletnie nie wierzę, że mogę stworzyć rodzinę. Przecież nawet jak jakaś kobieta się zdecyduje ze mną być, to niemożliwe, że ktoś taki jak ja może mieć dziecko. Przecież prędzej czy później spaczę mu głowę. Nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności. Kariera chyba też mi się nie zapowiada jakaś wyśmienita. Jestem stary, nie wiem czy jeszcze w ogóle można coś zmienić, czy cokolwiek można jeszcze osiągnąć. Po prostu czasami myślę, że najchętniej bym sobie umarł. Nie żeby komuś zaoszczędzić cierpienia (przecież i tak nie ma nikogo), ale tak po prostu. Zanurzyć się w nicości. Może w jakimś innym świecie?

 

Miałem jakiś sens w głowie, kiedy zaczynałem to pisać. Ale wyszło tylko narzekanie. Czy ktoś taki jak ja może w ogóle mieć na cokolwiek nadzieję?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciężko jest mieć nadzieje na cokolwiek, gdy towarzyszy im zwątpienie. Szkodą byłoby gdybyś się nie odważył na krok w stronę swoich pragnień, jeśli tylko te dawałyby sens istnienia. Osobiście nie widzę żadnych logicznych przeszkód które mogłyby wadzić Ci na tej drodze, powiedzmy : ciężki stan zdrowia wykluczający ten kierunek, a później zawód, czy chociażby status finansowy. Masz problem z sobą, Twoje myślenie ciągnie Cie w dół i dzięki temu kulejesz. Faktem jest że podjęta przez Ciebie droga do łatwych nie należy i trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, by wątpliwości Tobą nie kierowały, dlatego skieruj uwagę na swoje podejście do całej tej sprawy i racji które podejmiesz się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć,

jasne, że warto dążyc do swoich marzeń i jeżeli faktycznie tego chcesz to będziesz najlepszym lekarzem ale.....

 

W tej chwili najważniejsze jest tu i teraz - dzisiejszy dzień.

Musisz się zastanowić, co możesz zrobić, posiadając takie umiejętności które już nabyłeś,

zdobyte doświadczenie, predyspozycje, ....

Co możesz zrobić, żeby już zmienić swoje życie, a przy najmniej zacząć.

 

Nie ma co odkładać szczęścia, na następnych kilka lat.

Popracuj nad tym, żeby już dzisiaj doceniać każdy dzień, być wdzięcznym za to co masz,

cieszyć się z tego co już posiadasz.

Żeby pokochać samego siebie już teraz, umieć cieszyś się życiem.

Psycholog na pewno bardzo dobry krok w kierunku pracy nad sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć ;)

Też mam 25 lat - rocznik 92. I miałam niedawno, w sumie nadal mam bardzo podobne rozterki.

Ale złożyłam w tym tygodniu deklaracje maturalną - rozszerzona biologia i rozszerzony polski. Nie wiem czy w ogóle będę w stanie się uczyć, bo na tą chwile nie mogę się na niczym skupić przez lęki, ale postanowiłam, że do maja zajmę dwoma rzeczami: nauką do matury i ogarnianiem swojej psychiki. Po prawie półrocznej przerwie w tym tygodniu spotkałam się z moją terapeutką. Nie ma wolnych miejsc, ale nie poddam się, będę próbować u innej.

Wydaje mi się, że najważniejsze to nie uzależniać swojego wyzdrowienia i w ogóle sensu swojego istnienia od tego czy coś wypali, czy nie. Odwrotnie trzeba... najpierw zadbać o swój stan "tu i teraz". Nie wiem, czy jasno pisze, bo nie bardzo umiem przekazać to o co mi chodzi.. w każdym razie nie może być tak, że jeżeli Ci wyjdzie z medycyną to Ci się polepszy i odnajdziesz sens życia, a jeżeli nie wyjdzie to się załamiesz. Siłę i sens musisz odnaleźć w sobie, a to pozwoli Ci spełniać marzenia na zewnątrz. Co oczywiście nie znaczy, że do tego czasu masz nic nie robić :P

Może na moim przykładzie.. chcę się dostać na psychologię na dobrej uczelni. Nie wiem czy mi się uda, jeśli nawet to nie wiem czy będę pracować w ogóle w zawodzie, ale nawet jeśli nie, to wymyśliłam sobie, że wykorzystam wiedzę i umiejętności które zdobędę, żeby w ramach np jakiegoś wolontariatu pomagać takim zaburzonym osobom jak ja teraz... albo takim zagubionym młodym ludziom jak ja w czasie szkoły. Wtedy moje życie będzie miało w moim mniemaniu sens nawet jeśli będę od 7 do 15 pracować na etacie w miejscu niezwiązanym z czymkolwiek co mnie interesuje. Tylko najpierw muszę zadbać o siebie, stanąć na nogi, żeby mieć siłę pomagać innym, inaczej nic z tego. Najpierw sytuacja wewnątrz, potem pozycja na zewnątrz :)

A czy to ma jeszcze sens? Tak. Skoro twoja aktualna sytuacja Ci nie odpowiada, to próbując ją zmienić niczego nie tracisz, a możesz zyskać. No bo co stracisz? Sytuacje, która i tak Ci nie pasuje? Chyba nie będziesz za nią tęsknił ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×