Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cześć!


pandzia

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć! Nazywam się Paulina i mam 26 lat.

 

Trochę wstydzę się swojego wieku, bo wydaje mi się, że jestem strasznie stara i niczego nie osiągnęłam. Że inni już pokończyli studia itd. Przez ostatnie 5 lat studiowałam, a raczej próbowałam studiować i pracować. Zawsze przed każdym egzaminem i kolokwium miałam paniczny lęk. Nie byłam w stanie wyjść z domu, bo tak mnie to przerażało i płakałam jak jakaś histeryczka - wiem, to głupie. Ale jak już poszłam to nie miałam problemu aby zdobyć 5tkę z analizy matematycznej czy z algebry i tego typu przedmiotów. Niestety jak wpadłam w histerię z powodu stresu to nie byłam w stanie nawet usiąść i się uspokoić, bo krążyły mi po głowie myśli "jestem debilem", "nawet więksi debile z liceum, którzy mieli problemy z matematyką pozwalali egzaminy na studiach". Raz udało mi się zaliczyć sesję i miałam średnią 4,68 na kierunku informatyka i ekonometria, ale przez to że zawsze dawałam lewe zwolnienia lekarskie (powiedzmy sobie szczerze to nie jest ciężkie zrobić sobie lewe zwolnienie) to przenosiłam sobie rzeczy na inny termin, a potem tyle się tego zebrało, że nie byłam w stanie ogarnąć i wpadłam znowu w jakiś swój dziwny nastrój. Można by było zadać pytanie: Dlaczego nie poszłaś i nie napisałaś tego tak jak umiesz? Bo ja nie lubię ocen mniejszych niż 5 i jeżeli nie byłam tak idealnie nauczona jak powinnam być to uważałam, że nie mogę pójść.

 

19 lat wcześniej...

Do 7 roku życia wychowywałam się u dziadków i z nimi mieszkałam, bo rodzice wtedy dużo pracowali i już mieli kim się zajmować (moimi siostrami). I w sumie to był najlepszy czas w moim życiu - taki beztroski i jak to dziadkowie rozpieszczali swoją najukochańszą wnuczkę jak mogli. Ale nadszedł czas kiedy musiałam pójść do szkoły i wróciłam do rodziców i sióstr. Było inaczej i strasznie brakowało mi dziadków z którymi gadałam o wszystkim, jadłam podwieczorki i grałam w różne gry planszowe. Rodzice pracowali od rana do wieczora, a rozmowy z nimi polegały na tym, że ja mówiłam jakie oceny dostałam. Nawet na dzień matki w szkole zaprosiłam dziadka. Pamiętam, że po raz pierwszy jak dostałam 4kę (zamiast niebieskim długopisem napisałam zadanie domowe czerownym, bo zgubiłam niebieski) dostałam lanie. Dowiedziała się o tym nauczycielka, bo powiedziałam jej, że muszę dostać 5tkę i mogę zrobić jakieś dodatkowe zadanie w ramach poprawy oceny, bo za 4kę dostanę lanie. Wezwałą mamę, pogadała i potem już sytuacja zrobiła się znacznie lepsza - już nie dostałam lania za ocenę. A i tak nadal byłam bardzo dobrym uczniem. Średnia 5,5 albo i więcej. Zawsze aktywna aby reprezentować szkołę w konkursach matematycznych i sportowych. Bo naprawdę lubię się uczyć. Ale już wtedy zaczął się mój okropny nałóg z drapaniem ran na nogach. W 6tej klasie umarła mi babcia, która mnie wychowywała.

 

GIMNAZJUM

Potem poszłam do gimnazjum katolickiego, bo było bardzo dobre. 1 klasa gimnazjum nadal bardzo dobra średnia powyżej 5, ale nauczycielki matematyki były takie do dupy. Bardzo dobrze uczyły, ale tylko to co miały w programie nauczania a co już umiałam, bo na konkursy matematyczne w podstawówce musiałam opanować materiał z gimnazjum. I mimo moich próśb dotyczących konkursów matematycznych czy są jakieś zajęcia dodatkowe przygotowujące do konkursów typu kangur itp to im się po prostu nie chciało - i to jest przykre. Tutaj nastąpiło pogłębienie się mojego nawyku drapania ran na nogach. I druga klasa gimnazjum po raz pierwszy nie miałam świadectwa z paskiem. I w sumie nie wiem dlaczego, bo nie miałam problemów z rówieśnikami. Nawet jeżeli ktoś by próbował mnie prześladować to umiałam sobie poradzić. Miałam 2kę bardzo bliskich znajomych. 3 klasa to już była tragedia. Spadłam do średniej 3,5. I nawet ksiądz dyrektor był zaskoczony, że napisałam test gimbazjalny 93/100, a ja wiedziałam, że z palcem w dupie to zrobiłam. Ja nie wiem czy on myślał, że jak ktoś miał słabą średnią to znaczy, że jest debilem? tak, tak myślał. No bądźmy szczerzy wystarczy się trochę pouczyć, a niektóre rzeczy przećwiczyć - nie trzeba być geniuszem. W 3 klasie umarł dziadek, który mnie wychowywał, a moja niezbyt inteligentna wychowawczyni, z którą gadałam przez telefon jako moja mama i się nawet nie zorientowała, zaproponowała mi, że "może po pogrzebie przyjdę na zdjęcie klasowe? że może zdążę" - w tym dniu miało być zdjęcie klasowe.

 

LICEUM

Liceum - nadal zostałam w salezjanach. Robili jakąś tam śmieszną rekrutację, ale prawda była taka, że przyjmowali wszystkich którzy płacili czesne. No chyba, że byłeś/aś zbyt dużym debilem to nie przyjęli, ale każdy kto był w gimnazjum w tej szkole dostał się do liceum.

O ile gimnazjum było do dupy do liceum było jeszcze bardziej chujowe. Nie miałam ochoty chodzić i patrzeć na niektórych ludzi (o ile nie na wszystkich). Nie, że ich nie lubiłam, ale miałam stosunek obojętny i po prostu nie miałam ochoty. Zaczęłam wagarować. Nie, nie zaczęłam pić i palić, bo... żal by mi było wydawać kasę na jakieś tanie piwo i papierosy. Zresztą ja piwa nie lubię ani petów nie lubię. I nigdy nie ruszyłam narkotyków, bo nie chciałam i nie czułam potrzeby bycia fajną. Ale miałam swój inny nałóg - drapanie ran, nóg, skubanie, wyciskanie. Nie mogłam przez to nosić krótkich spodni nawet na wfie. Raz ubrałam i laska, która prowadziła wf zaczęła się pytać mojej koleżanki czy rodzice mnie nie przypalają petami. Myślałam, że padnę jak to usłyszałam - tak, śmieszyło mnie to. Moi rodzice nie palą papierosów. Ale jedno było dobre - nie plotkowała o tym z innymi, ale też nigdy się mnie nie zapytała o co z tym chodzi, bo już potem nigdy nie przyszłam na wf w krótkich spodenkach i się bardzo dobrze ukrywałam z moimi nogami przebierając się w toalecie. Co do wagarowania... to może niektórych to zdziwi, ale albo zostawałam w domu jeżeli rodziców albo babci nie było albo chodziłam do biblioteki publicznej i tam siedziałam i uczyłam się, bo o ile udawałam, że mi nie zależało to jednak zależało - debilem nie chciałam być. Z powodu wagarów powtarzałam drugą klasę - miałam szansę aby jakoś "uratować się", ale zdecyowałam, że za dużo rzeczy sobie odpuściłam w 2giej klasie i lepiej jak powtórzę materiał jeszcze raz. Chciałam zdawać maturę z angielskiego, matematyki, fizyki i geografii rozszerzonej, i z podstaw z niemieckiego. Pamiętam pierwszą lekcję z ludźmi z którymi powtarzałam klasę - śmieszyło mnie jak była moja pierwsza lekcja matematyki i nauczycielka, która została wtedy moją wychowawczynią, zawołała mnie do najtrudniejszego przykładu - to spojrzenie klasy jakby się spodziewali, że to żart "bo ona powtarzała klasę i przecież tego nie zrobi", a ja rozwiązałam go z palcem w dupie i w stronę "nowej klasy" powiedziałam "Taki banalny przykład to nawet debil zrobi" i wtedy zaczęły się pytania "skoro to umiem to czemu powtarzam rok", a ja zawsze odpowiadałam "bo jestem debilem". Ale mimo powtarzania klasy znowu zaczęłam wagarować. Znowu nie miałam ochoty widzieć ludzi, wychodzić z domu. Chyba najgorszy był moment jak kiedyś tata niespodziewanie "wpadł" do domu, bo czegoś zapomniał, a ja nie poszłam do szkoły. Zamknęłam się wtedy w pokoju, pamiętam jak był wkurzony i nie był pewien czy zamknęłam drzwi od pokoju i wyszłam z mieszkania czy jestem w pokoju, a ja tak cholernie nie miałam ochoty wyjść z pokoju, ale też nie chciałam nikomu robić na złość. 20 minut póżniej wyszedł z domu, ponieważ musiał wrócić do pracy - czasami sobie myślę, że to chore i dziwne i gdybym miała oceniać takie zachowanie z boku to powiedziałabym, że to psychiczne. 2 klasa skończyła się warunkiem z historii, który musiałam zdawać we wrześniu i zaczęłam uczyć się do niego 4 dni przed, ale zdałam na 95%. Pamiętam, że na moim warunku był ksiądz dyrektor, moj nauczyciel historii i inny nauczyciel historii. Było całkiem miło. Najpierw napisałam test, wyszłam na 10 minut z klasy, a po tej krótkiej przerwie odpowiadałam na pytania. Po czym miałam wyjść na 5 minut za drzwi, ale już po 30 sekundach mnie zawołali i powiedzieli "Gratulujemy, zdałaś na 95%", a ja tylko powiedziałam, że "Dziękuję, ale wiedziałam, że to dobrze zdam, bo się w końcu nauczyłam i że przepraszam, że musieli w wakacje przychodzić." 3 klasę też jakoś skończyłam. Napisałam swoje rozszerzone matury na 80% każdą, niemiecki podstawa 96% i polski podstawowy 56% - z polskiego nigdy orłem nie byłam i nie umiałam pisać idealnych wypracowań, ale za to wiedziałam, że humanista ze mnie żaden :)

 

STUDIA

Wyniki z matury pozwoliły mi się dostać do Warszawy na uczelnię, ale znowu nie miałam ochoty na nic i w grudniu 2 tygodnie przed świętami podtrącił mnie samochód. Wyglądało to podobno strasznie, bo rozwaliłam głową szybę samochodu i przekoziołkowałam, ale mialam też dużo szczęścia, bo chłopak nie jechał szybko, a ja uderzyłam w tą częścią głowy na której miałam zrobionego koka z włosów, miałam na sobie czapkę i jeszcze kaptur. Ale tak właśnie zakończyła się moja przygoda z SGH, bo stwierdziłam, że nie chcę do Warszawy i wybrałam inne miasto, ale wiedziałam, ze nie chcę ekonomii, bo jest nudna i nijaka i tak jakoś wyszło, że wybrałam ekonometrię i informatykę o której rodzice mi marudzili, bo przecież jest tam tak niski próg punktówy - to prawda, łatwo się dostać, ale ze 180 osób po roku zostaje 50 osób. Dla porównania na 180 osób na ekonomii po roku zostaje 170 osób. Mimo wyboru Poznania znowu coś było nie tak ze mną. Jak wpadłam w histerię, że jestem głupia, nie potrafiłam nauczyć się banalych rzeczy. Drapanie ran jak było tak jest i myślę, że tylko się pogorszyło, bo teraz jak zrobię sobie nogi depilatorem i jestem w stanie wydłubać, wyciskać sobie włoski albo jak zauważę, że rosną pod skórą to drapię skórę aż wydrapię włoska i go wyjmę.

 

ŻYCIE MIŁOSNE:

1) W 3 klasie gimnazjum zaczęłam latać za jednym gościem i mówić, że jestem jego fanką. Trochę się w to wkręciłam, a raczej w niego wkręciłam. A pomyśleć, że wszystko wyszło z głupiego gimbazjalnego zakładu "Jak podlecisz to tego chłopaczka i go przytulisz to dostaniesz 10 zł", a że Paulina nigdy nie odpuszczała to to zrobiłam. Kasy nigdy nie dostałam, bo "dostaniesz 10 zł" nie było brane na poważnie. Trochę go męczyłam. Trochę za bardzo. Biedaczek, ale jakoś wytrzymał. Dobrze, że nigdy nie zadzwonił na policję :P

2) W 3 klasie liceum "byłam" z takim Piotrkiem. Porażka totalna. Jak ja już się wkręciłam to mu się odwidziało i zaczął chodzić z moją koleżanką. Głupi chuj nawet nie umiał tego w twarz powiedzieć. Miałam mu dać cygara które kupiłam na Kubie i dałam za nie trochę kasy. Teraz się cieszę, że jestem zapominalska i gubię rzeczy, bo właśnie 1000 zł, które za nie mogę dostać poszedłby się zmarnować na kogoś kto nie jest warty grosza. Kto chciał mieć kucharkę, sprzątaczkę i praczkę w domu, a nie partnerkę. Kto wygłaszał ze swoim przyjacielem (który poszedł na kierunek Bezpieczeństwo Narodowe), że kobieta nie może zarabiać więcej od faceta. Miłość jest głucha.

3) To najnowsze. Jak drugi raz byłam na informatyce i ekonometrii złapałam dobry kontakt z wykładowcą. Zaczęłam z Nim gadać na fejsie. Trochę skarżyłam się mu, że duża część studentów to debile, a on mi przyznał rację i mówi, że po prostu to trzeba jakoś znieść i że 70% społeczeństwa to debile - moje oskarżenie wyszło z jednej sytuacji. To chyba była taka przełomowa rozmowa gdy zaczęłam z Nim gadać o swoim życiu. Potem już poleciało, spotkaliśmy się w sesji (bo wtedy jest małe prawdopodobieństwo, że spotka się studentów) i było wiadome, że coś z tego wyjdzie. I wyszło. Wtedy sobie pomyślałam "No świetnie. Gratulacje Paulina, przeleciałaś swojego wykładowcę. Jakby na to nie patrzeć zaliczyłaś jego przedmiot wcześniej niż inni. Hahahhahaha" Zaczęliśmy częściej gadać, w jego gabinecie sex uprawiać, ale... On ma żonę, 2kę dzieci i nie zostawi ich. Nie był tego w stanie zrobić dla innej dziewczyny w której był zakochany jak miał 30 lat i nie jest w stanie zrobić tego dla mnie gdy ma 49 lat. Powiedział, że mnie kocha, ale to nie ten sam rodzaj miłości, który ja do niego czuję. Wie o moich nogach, wie że byłam u psychiatry. Mówi, że chce mi pomóc, ale nie wie jak. Od jakiegoś czasu już nie pracuje na tej uczelni. W sumie to ostatnio się tylko kłócimy. Teraz od długiego czasu nie odzywamy się do siebie. I nie lubię tego. Przykro mi z tego powodu. Ale może to dobrze? Może ja dojrzałam do tego aby podziękować za taki "związek"? Ja potrzebuję kogoś 24h/7, a nie tylko wtedy jak jego żony nie ma.

 

To tak w "skrócie", ale i tak mam wrażenie, że jest tu straszny bałagan. Chyba musiałam wyrzucić to z siebie. Dla tych którym się nie chce czytać specjalna wersja ;)

 

PROFIL

Imię: Paulina

Wiek: 26

Moje zainsteresowania: programowanie, marketing, harry potter, sposoby oszczędzania pieniędzy, matematyka.

Nałóg: drapie/skubie/rozdrapuje/wydusza rany na nogach, nie pali, nie pije piwa, wódka/whiskey raz na pół roku, narkotyków spróbowała 2 razy - marihuana i uważa, że to nic specjalnego poza tym, że zyskujesz super moc zjedzenia 6 tabliczek czekolady milki jogurtowej (żal kasy aby wydawać na to)

Lubi: kawę, parzyć kawę, uczyć się robić wzorki na kawie i rozwiązywać zadania z matmy oglądając głupie seriale takie jak Szkoła, 19+ itp (wiem, że to żałosne xP ale kto nie ogląda niech pierwszy rzuci kamieniem)

Nie lubi:

- ludzi którzy nie potrafią kulturalnie wchodzić do tramwaju tylko się pchają i którzy stoją przy wejściu robiąc sztuczny tłok

- klientów w kawiarni, którzy awanturują się że aż 5 minut czekają na kawę widząc, że jestem sama, przyszło do odbioru zamówienie za które trzeba zapłacić i włożyć do lodówki, bo inaczej się rozmrozi, a jeszcze do obsłużenia ma 5 innych zamówień w stylu koktail czy deser lodowy, który robi się dłużej niż kawę

- idiotów na studiach, a szczególnie takich którzy obrażają starszego człowieka na wykładzie, który jest naprawdę kochany w stosunku do studentów chociaż nie umie tłumaczyć materiału, ale przeciągnie Cię na ostatnim terminie chociażby miał Cię sam nauczyć

- śmiecenia! nienawidzę ludzi, którzy śmiecą i za to uwielbiam Singapur w którym są wielkie kary za śmiecenie.

 

Jeżeli chodzi o stan moich nóg i jak wyglądają dołączę zdjęcie w wątku który jest związany z nerwicami. Przyszłam tu po to aby znaleźć osoby, które mają podobny problem i od nich dowiedzieć się jak sobie z nim radzą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć pandzia witaj na forum :papa: uśmiałem się z tej twojej wersji skróconej i w ogóle :mrgreen: widać, że pomimo swoich jakichś "schizów" (które ma każdy tutaj) jesteś "pozytywną wariatką" :smile: ..Lanie za czwórkę ??! Dżizus ! Twoi rodzice mają chyba zawyżone wymagania w stosunku do Ciebie i wychowali Cię na chorobliwą perfekcjonistkę która rozróżnia tylko dwie kategorie "wszystko albo nic"? Też tak miałem, teraz leczę się i staram się myśleć inaczej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć pandzia witaj na forum :papa: uśmiałem się z tej twojej wersji skróconej i w ogóle :mrgreen: widać, że pomimo swoich jakichś "schizów" (które ma każdy tutaj) jesteś "pozytywną wariatką" :smile: ..Lanie za czwórkę ??! Dżizus ! Twoi rodzice mają chyba zawyżone wymagania w stosunku do Ciebie i wychowali Cię na chorobliwą perfekcjonistkę która rozróżnia tylko dwie kategorie "wszystko albo nic"? Też tak miałem, teraz leczę się i staram się myśleć inaczej

Mój tata jest bardzo pedantyczny. Wymagali ode mnie dużo, bo są lekarzami. Teraz czasami podczas rozmowy z mamą słychać, że martwi się o mnie i mówi, że chce żebym była szczęśliwa. Nie wie, że nie jestem na studiach, coś podejrzewa mimo faktu, że zrobiłam własny dziekanat i wpisałam sobie oceny - ach te plusy gdy się umie programować :P Przez przypadek dowiedziała się o tym, że chodzę do psychiatry. Trochę się tym przejęła. Ale z tatą to mam słaby kontakt, praktycznie zerowy. Ciężko się z nim gada. Jak przyjeżdżam czasami do nich do domu to kontakt z nim polega na ukrywaniu przed nim swoich nogi, bo wiem, że jak tylko je zauważy to zaraz powie, że znowu mam podrapane, a ja sobie wtedy myślę "że przecież widzę bo ślepa nie jestem."

Wiem, że to lanie za czwórkę było dziwne. Szczególnie, że ja wtedy nei rozumiałam co źle zrobiłam, ale na szczęście po rozmowie mojej mamy z wychowawczynią już nie dostałam nigdy lania za słabą ocenę. Chyba jej się głupio zrobiło. Ale sam fakt lania ze to, siedzi we mnie mocno i mam o to żal. Bo zanim do rodziców się przeprowadziłam to tylko raz dostałam od dziadka lanie - nazwałam babcię głupią starą małpą (tak, to było najgorsze przekleństwo jakie umiałam :P) i wiem, że za to mi się należało, bo babcia była kochana, a ja już nie pamiętam czego nie chciałam zrobić i tak głupio jej powiedziałam, ale potem ją przeprosiłam, bo mi głupio było.

Z tym "wszystko albo nic"| to się zgadza w 100%, bo jak przychodziłam do szkoły i był jakiś sprawdzian, a ja nie umiałam idealnie, to podpisywałam kartkę i oddawałam. Mimo faktu, że mogłabym coś ściągnąć , napisać bzdury czy użyć po prostu mózgu. Raz nawet była sytuacja, że nauczycielka biologii specjalnie posadziła mnie z dobrym uczniem w ostatniej ławce i chciała żebym od niego ściągnęła, a ja nic. Nie ściągnęłam od niego. Mimo naszego gadania i naszej dyskusji głośnej, którą słyszała (raczej aż taką ignorantką nie jest jak ktoś mówi do kogoś "no przepisz to, bo zaraz sam Ci to przepiszę na Twoją kartkę" i "nie, bo mi się nie chce i to nie ma sensu, bo i tak nie będę tego umieć jak przepisze to od Ciebie") nie zwróciła uwagi nam. Za to jak inni postanowili ściągać widząc co się dzieje to zwróciła im uwagę. Pamiętam, że ona coś próbowała ze mną gadać, chyba nawet się przejęła, bo dziwnym trafem kazano mi potem pójść do szkolnej pedagog, ale sami wiecie jak to bywa ze szkolną pedagog. Kazała mi wypełnić jakiś test i usiadła sobie i coś innego robiła zamiast porozmawiać ze mną normalnie . Stwierdzając, że ona ma to w dupie to ja też będę mieć, ale przy tym będzie odrobina frajdy i tak uzupełniałam zdania do uzupełnienia:

Kocham... dobrze ugotowane ziemniaki.

Płaczę gdy... nie ma ziemniaków w domu.

Nie lubię... źle ugotowanych ziemniaków

Lubię... ziemniaki, a nawet je kocham.

Drugi raz u niej nie byłam, bo miała mnie poinformować o kolejnym spotkaniu, ale chyba "zapomniała" ;D

 

Dziękuję Ci, Przemek, że chciało Ci się przeczytać :) To był dobry krok aby się tutaj zarejestrować. Wszyscy wariaci tutaj są mega mili :) To takie pozytywne jest :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc,

wydajesz sie byc bardzo otwarta i sympatyczna panda :)

 

Cala edukacja stara sie pozamykac uczniow w jakies szuflandki / wzorce,

bardzo fajnie czyta sie Twoje posty,

jednak w szkole nie to sie liczy, zeby wyrazic siebie w zdaniach,

tylko zeby wpasowac sie w klucz ... niestety.

 

Mysle, ze szybko poradzisz sobie z problemem drapania,

jakbym mial taki problem to bym na pewno zawsze mial krotkie paznokcie,

i nosil albo jakies przylegle jeasny albo leginsy,

cos co by skutecznie uniemozliwialo, utrudnialo ta czynnosc.

Ale nie znam sie, tak tylko glosno mysle,

naszczescie nie mam takiego problemu i nie musze zakladac leginsow na codzien :D

 

 

Pracujesz juz w zawodzie?

Piszesz w C,

czy juz skonczyalas z perfekcjonizmem? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc,

wydajesz sie byc bardzo otwarta i sympatyczna panda :)

Staram się to być otwarta tutaj, bo myślę, że to mi pomoże. I chyba coś w tym jest, że wyrzucając z siebie to co leży na sercu chyba jest mi lepiej. Zresztą chcę realnej pomocy i coś zrobić.

 

Cala edukacja stara sie pozamykac uczniow w jakies szuflandki / wzorce,

bardzo fajnie czyta sie Twoje posty,

jednak w szkole nie to sie liczy, zeby wyrazic siebie w zdaniach,

tylko zeby wpasowac sie w klucz ... niestety.

nigdy orłem nie byłam - tzn nie umiałam pisać wypracować, rozprawek i reszty form pisemnych. I tutaj zawsze brałam poprawkę na oceny. I oceny z polskiego akurat nigdy mnie nie bolały, bo wiedziałam, że nigdy nie pójdę na kierunek humanistyczny, bo się po prostu nie nadaję i tego nie lubię. No dobra, raz mnie zabolało jak wkładając bardzo dużo wysiłku, odnosząc się do literatury poważnej, dając do sprawdzenia rozprawkę innej nauczycielce polskiego nagle dostałam 4kę gdy uważałam, że powinnam dostać conajmniej 5tkę i ta nauczycielka, która to sprawdzała powiedziała, że 6tkę by za to spokojnie dała. Od tego czasu nigdy już nie napisałam ani jednego opowiadania do szkoły - no chyba, że trzeba było pisać na lekcji w szkole. Potem już pisała moja mama, bo ja jej powiedziałąm, że chociaż miałaby mnie z domu wyrzucić nie napiszę już więcej wypracowania, bo nie ma sensu się starać skoro dostanę 4kę, a ja byle gówna "na odwal się" pisać nie będę. Co było zabawne też dostawała 4ki, starając się napisać naprawdę zgrabne rzeczy. I o dziwo, 4ki z polskiego nigdy mnie nie irytowały. Natomiast 4ki z innych przedmiotów już tak.

 

Mysle, ze szybko poradzisz sobie z problemem drapania,

jakbym mial taki problem to bym na pewno zawsze mial krotkie paznokcie,

i nosil albo jakies przylegle jeasny albo leginsy,

cos co by skutecznie uniemozliwialo, utrudnialo ta czynnosc.

Ale nie znam sie, tak tylko glosno mysle,

naszczescie nie mam takiego problemu i nie musze zakladac leginsow na codzien :D

Krótkie paznokcie dużo nie dają, bo jak nie mam czym zdrapywać ran to robię to albo cążkami do skórek albo pęsetą. Jak już pozdrapię to co miałam to przemywam rany spirytusem salicylowym, bo nie chcę dostać zakażenia - już jestem tak nieczuła na spirytus, że nie boli mnie to jak rany nim polewam. Leginsy się nie sprawdzają - są zbyt elastyczne i da się drapać nogi mając leginsy na sobie. Przyległe jeansy jakoś dają radę, ale tylko jak je zdejmę to od razu rozdrapuję wszystko co się da. Co ciekawe tylko na nogach. Kiedyś jeszcze rozdrapywałam na karku, ale to mi jakoś minęło. Lubię jeszcze na twarzy wyciskać, ale od czasu jak jem lepiej pojawia mi się mało syfów - mniej powodów do skubania. Ale na rozdrapywanie na twarzy nigdy nie było w takiej skali jak na nogach. Jedyne co utrudnia tą czynność to gdy jestem na uczelni, w pracy albo gdzieś poza domem - wtedy nawet nie myślę o drapaniu. To kwestia tego, że są inni ludzie w pobliżu. Czasami myślę o tym, że może gdybym mieszkała razem z kimś w jednym pokoju to byłoby mniej powodów do drapania.

 

Pracujesz juz w zawodzie?

Piszesz w C,

czy juz skonczyalas z perfekcjonizmem? :D

Na razie nie pracuję w zawodzie, bo ciągle jak zaczynam studia boję się, że nie dałabym rady tego pogodzić. Na razie pracuję w kawiarni, bo strasznie lubię robić kawę - to mnie odpręża i lubię to :) I o dziwo, mam naprawdę mega spoko dziewczyny w pracy. Na początku jakoś ciężko było nam się dogadać, ale potem dało radę i jest naprawdę fajnie :) Chociaż z tego co czytałam to kawa nie jest zalecana w nerwicach natręctw i depresajch, bo wypłukuje magnez, ale lubię ją pić i lubię jej zapach. Udzielam również korepetycje z matematyki i mikroekonomii matematycznej.

Nie piszę w C. C mi jakoś nie przypasował. Uczę się Javy, Ruby (dokładniej railsów) i pythona + wiadomo front-end. Jestem trochę leniuszkiem i nie mogę się ogarnąć z cv żeby zrobić coś fajnego na githuba więc stwierdziłam, że idę na kurs, którego założeniem jest zrobienie cv i na koniec organizują spotkania pracodawcy-kandydaci. W czerwcu będę miała uzbierane 20tyś, ale chcę wyjechać do Anglii do pracy i przywieźć ze sobą kolejne 20 tyś i wtedy pójść na ten kurs (jego koszt to 10 tyś.). Podczas kursu będzie mi ciężej zrezygnować z niego jak będę musiała wydać na niego kasę, którą sama ciężko zarabiałam i oszczędzałam - m.in pracująć w kawiarni, w Amazonie na pakowaniu paczek, dając korepetycje itd

Z perfekcjonizmem nie skończyłam. Chyba za bardzo go lubię. To tak jakby część mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja sie uczylem wyrpacowan na pamiec przez cala szkole w domu,

jakies 2/3 najbardziej prawdopodobne tematy,

potem jakiegos merga robilem i bylo zawsze to 3/4 :D

 

Jak talko troche ogarnolem wyjebalem z pokoju wszystko by mi moglo przypominac

chwile gdy smerc byla dla mnie lepsza niz zycie.

Ograniczylem te bozdze do minimum.

Czemu nie zrobisz podobnie? Wyier**dol te cazki, pesety - wszystko. Da sie bez tego zyc.

Nie bedziesz miala teg miala pod reka bedzie zawsze latwiej i najwazniejsze zeby nie szukac na sile zamiennikow.

Jak by mi ktos powiedzial ze moj najwiekszy problem rozwiaze sie praktycznie zaraz, gdy tylko utne sobie jedna reke,

porozmawial bym z kims kompetentnym i by to potwierdzil, jakas osoba co miala podobie...

to juz dawno bylbym mankutem.

Jak nie widzisz innego rozwiazania to nawet spij w tych jeansach ( znaczy innych na noc :D )

Ewentualnie jakis wspollokator / akademik,

jezeli myslisz ze cos moze pomoc, to warto sprobowac wszystkiego.

 

Wiesz ze nikt nie zatrudni Cie jako spejaliste od 3 jezyzkow z backendu,

liczy sie zeby byc specjalista w jednym, najlepszym w swojej dziedzinie,

a nie z kilku dziedzin umiec po trochu - tacy specjalisci, z waskich dziedzin sa nabardziej cenieni.

Tez zatanawialem sie nad railsami ale ostatecznie ide na 100% w django - tylko praktycznie to w tej chwili robie.

( no oprocz vuejs, boostrapa i dalszych planach wleci jeszce angular )

Niech Cie Matka Boska broni przed inwestowaniem w jakiekolwiek kursy, certyfikaty - to jest najwiekszy rak IT,

nikt nie jest w stanie na jakim kolwiek kursie wtloczyc Ci takiej wiedzy zebys poszla proto do roboty - chyba ze jako tester....

Programowanie to nie jest sucha, teoretyczna wiedza przeczytana z ksiazek, czy uslyszana na kursie....

Przede wszystkim trzeba pisac, dziesiatni projektow, setki godzin.... pisac, myslec, myslec, myslec, stackoverflow, myslec, myslec, pisac .......

Akurat w IT liczy sie tylko doswiadczenie, projekty, umiejetnosci,

nikt nawet najkwiesze korpo nie spojrzy na papierek ( nawet inz, jak bedziesz ogarniac w h*j )

A za te zaoszczedzone pieniedza kup sobie dodatkowe kilka par jeansow :)

 

( chyba troche napsulem CI nerwow powyzszym postem - wybacz,

ale mam nieperfekcyjna klawiature - nie ma pl znakow :D )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×