Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
autodestrukcja2

odzyskać zwięzek

Rekomendowane odpowiedzi

Hej. Zastanawiałam się czy zakłądać wątek. Zastanawiałam się w której rubryczce i doszłam do wniosku że dda/a bedzie ok.

 

Historia w skrócie:

Poznalam kogoś. Związek na odległość się szykował.

Zaczęło się niesamowicie intensywnie. Niespotykane ( dla mnie i jak mówił dla niego) połączenie na poziomie emocjonalnym i mentalnym. Intensywne dochodzenie do siebie i zaufania, przebijania kolejnych warstw. Przyjeżdżał do mnie do więcej, potem pojechałam na tydzień. Niesamowicie. Potem się nawzajem widywaliśmy, byliśmy w kontakcie skajpowym. Czułam przy nim wciąż pewnego rodzaju napiecie, obydwoje łatwo chowamy się w siebie i izolację, ciągle jednak sprawdzaliśmy się pod kontem wzajemnych reakcji pomimpo tego. Świetnie.

Ja jednak miałam problemy z otwieraniem się emocjonalnym. On mimo to bardzo się starał. Wspieraliśmy się obydwoje, obydwoje mamy lekko narcystyczne konstrukcje. Obydwoje lubimy uciekać. Ale na wzajem się łapaliśmy w kryzysach.

Potem raz nie przyjechał do mnie glownie dlatego, że nie dogadaliśmy się w sprawie planu. Trzasnęłam laptopem, napisałam że zwiazek nie wypala i ignorowałam jego histeryczne [próby kontaktu przez cały dzien. Potem rozmowa, pojechałam do niego aż na cały miesiac. nie było najlatwiej, czułam dużo napiecia ( ale napiecie przy ludziach cuje zawsze zwlaszcza gdy jestem na granicy depresji a wtedy byłam ). Po dłużej spedzonym czasie czulam sie przy nim lepiej. Mimo to ostatniego dnia powiedziałam mu ze jestem zdezorientowana i nie wiem czy to wypali. Wpadl w panike i powiedzial ze sie poddaje.

Potem było ciezej. Zamknął się przede mną a ja się bałam ze oslabiony entuzjazm jego strony to brak zainteresowania i utrata uczuc. Wczesniej nazywał mnie miloscia zycia i takie tam śmakie i owakie.

Nie widzielismy sie 3 miesiace. Nie rozmawialismy tez o tym co sie dzialo.. Ja zaczelam wpadac w depresje. Tak na prawde teraz wiem ze dlatego ze chcialam chyba wymoc na nim zainteresowanie. Nie potrafilam porozmawiac, podswiadomie wpadlam w manipulacje. Przez te 3 miesiace to byla wiec katorga. Staranie utrzymywania kontaktu ktory przz net wiadomo ze robi sie monotonny... wiec i stopniowa utrata bliskosci.

Chcial przyjechac do mnie ale nie przyjechal... kiedy u mnie byl panowal extremalny stres. mieszkam z matka... potraktowała nas jak psy wczesniej, wygonila z lozka... on mnie w tym wspierał ale cała akcja, szukanie hostelow ( obydwoje jestesmy biedni) i uzaleznienie sie od znajomych oferujacych lub nie nocleg... mega stres... Wiec teraz sie bal przyjezdzac. Ja sie wkurwilam... myslalam sobie, jakby kochal to zrobilby wszystko... sugerowalam mu ze on nie chce przyjezdzac... nie mogl tego zniesc, obrazil sie... wiem ze moja reakcja byla bledem... zero empatii z mojej strony... zaczelam wypisywac ze go kocham sraty taty ale nie musimy byc ze soba bo on nie che blablalba. interpretowalam jego zachowanie tak, ze mnie ignoruje bo nie ma odwagi zerwac bo czeka ze ja to zrobie. potem uslyszalam ze to nie prawda, ze nie ma takiej potrzeby bo raczej chce mnie jeszzce spotkac... i ze to absurdalne... to byly dramaty ktorych zaluje... nie moglam wtedy jasno myslec... nie moglam sie pozbierac ani byc obiektywna... robilam z niego zwojego wroga... jestem pojebana... mial juz powoli dosyc...

W swieta kontakt sie troche ożywił. Pzrzeprosilam go za to ze potraktowałam go wczesniej tak jak potraktowałam. Odrzucając. Poczulismy ponownie silne emocje w zwiazku z tymi rozmowami, wskrzeszenie nadziei ze bedzie tak jak bylo. W miedzy czasie rozmawialismy oczywiscie ot ym czy warto to ciagnac. Mowil ze fakt ze jest ciezko ( spotkania mimo tak duzej odleglosci < 700 km... > nie jest powodem do zerwania. Jedyny problem to ta emocjonalna bliskosc i moje trudnosci w zaufaniu i wyzraniu emocji... Mial do mnie pretensje ze nie powiedzialam umu ze zaczelam brac leki na dwubiegunowke... Ale nie powiedzialam bo swirowalam ze z jego strony to koniec.. a on zapadl sie pod ciezarem swoich problemow tak jak ja... nchcialam z nim o tym rozmawiac ale bliskosc nie byla juz ta sama wiec po prostu zajelam sie ratowaniem swojego zycia... Mial z reszta ciagle pretensje ze czesto nie mowie mu o tym co sie dzieje w moim zyciu, wczesniej mega chcial byc jego aktywna czescia i mi o tym mowil. Terazi mial okropnie ciezki czas, zycie walilo sie na glowe... pobyt u rodzine - tragedia, problemy w pracy, finanse. Ja nie mialam latwiej. Napisal do mnie histerycznego maia ze nie daje rady, ze nie wie jaka mamy przyszlosc, ze swiruje bo mysli ze nie moglam juz czekac kiedy się zamknął emocjonalnie i ze mysli tylko o tym ze go zdradzam... powiedzial ze jesli nie jest za pozno to potrzebuje zebym mu jeszcze pomogłą. byl w czarnej dziorze.

Pojechalam do niego tydzien pozniej. Na poczatku bylo poczucie ze wreszcie mamy to za czym tesknilismy. Ale potem po tym wszystkim pojawiło sie napiecie... 2 dni bylismy jak obcy sobie ludzie... Koszmar. Przestalismy sie nawet zblizac fizycznie i takie tam. Zaczelam z nim rozmawiac... zamiast o napieciu miedzy nami... o jego problemach i moich... wywalilam z grubej rury pyt czy powinnam odejsc. Przyznal ze jest dziwnie i nie jest tak samo jak bylo. Powiedzial ze to wszystko jest za drudne. Widywanie sie i fakt ze zeby odbudowac ta relacje trzeba by bylo wlozyc koszmarnie wielka ilosc pracy. Zerwanie. Wzielam dume na bok ze wzgledu na to ze to co mielismy wczesniej bylo piekne. sam to przyznawal - ze to sie nie zdaza w tym swiecie i staralam sie go przekonac zebysmy jeszcze probowali. Ze jak zaczniemy ogarniac swoje zycia w czym mozemy sie wspierac to bedzie lepiej i miedzy nami. Powoli i na spokojnie. Zgodzil sie. Nastepnego dnia znow go pytalam i zgodzil sie. Ale potem traktował mnie ozieble. Dlugo rozmawialismy, traktował mnie jak obcą. Rozmawialismy całą noc...Powiedzial ze super rozmowy i swietny seks to za mało... Ze emocjonalnie nie pasujemy, ze to nie wypala... Ze nie wierzy ze bedzie inaczej... ze nie wierzy ze otworze sie emocjonalnie i bede komunikowac z nim swoje przezycia i to co dzieje sie w moim zyciu, ze nagle zaczne odpowiedac na pytania ,,jak sie czuje" i ,,co u mnie" . Ze probowal probowal tyle miesiecy i nie wierzy ze to sie zmieni. Ze ma w dupie argument ze to dlatego ze mialam depresje..

Zerwał. Ostatni seks( jak zwykle gleboko emocjonalny i generalnie w pytke) i ostatni papieros przy The End the doors ( musi byc romantycznie jak na filmach, prawda?)

Rano wyjechalam. Przytulilismy sie ,, zegnaj Xkjk Xlhjkjjh Kowalska" ,, żegnaj Imkn Ljdslkhjf Kowalkski". Wyszłam mowiac tak nie musialo byc, wciaz moglismy odzyskac dobra komunikacje i kontakt ( po poprzednim wieczorze dlugich rozmow i super seksu oczywisce znow poczulam sie niezwykle blisko).. powiedzial ze moze tak moze nie. Wyszlam trzaskajac drzwiami. Wrocilam do naszego pieknego kraju usłanego Pisem, kryzysem i śniegiem.

Rycze cały dzien. Kolejny. Mimo ze gdzies takm akceptuje sytuacje... bo wiem ze w tym momencie swego zycia, pod ciezarem problemow dookola, mojej depresji ( w pewnym momencie tak ciezkziej ze az zaczelam brac leki o ktorych balam sie mu powiedziec gdy sie oddalilismy ) i problemow z zaufaniem to byl moment kiedy zwiazek w ogole byl dla mnie extremalnie ciezki i choc na poczatku genialnie sie emocjonalnie wspieralismy, teraz zrobilo sie mega trudno ( jest to chyba normalny etap zwiazku jesli w pewnym momencie wychodza mechanizmy z przeszlosci i glosy emocjonalne... tesknota za abdolutna miloscia rodzica ktorej sie nie dostalo i zdezenie z rzeczywistoscia ze w doroslym swiecie absolutnej bezwarunkowej milosci nie ma... mysle ze obydwoje wpadlismy w depresje o tym podlozu). Uwazalam ze mozna dalej to naprawic.

No ale zerwł. Wkurwialam sie... wyrzucam sobie ze zamiast wymiesc trudne emocje, zasugerowałam odejscie i rozmowa tak sie potoczyła, nie moglam uwierzyc ze dwa dni go utwierdzily w przekonaniu ze to nie ma sensu. Bylam potwornie smutna i wkurwiona.

Placze i mimo ze mam akceptacje na ta decyzje i mysle ze jest dupkiem ktory wolal sie uwolnic zamiast kotynuowac proces , chce znow tego co bylo, bo jest to czlowiek dla mnie ( tez mowil ze nigdy nie poznał wlasciwszej dla siebie dziewczyny) , to chce zeby do mnie wrocil...

 

Pisze tu nie wiem... moze mam myslenie zyczeniowe i chcialabym uslyszec ze to sie da zrobic! :D moze chce opiniii, moze chce sie wyzalic i na forum mozge to zrobic anonimowo wiec jest super... Chcialam zwiexle ale sie w sumie nie dalo. Sory za chaos. jest to chaos rozpaczy :(

Czy jest tu ktos kto wie co mozna zrobic !? Czy jest tu prorok co mi wyjasni jak oszykac los!?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no moze faktycznie bylas zamknieta i nie komunikowalas sie zdrowo odpowiadajac na normalne pytania dotyczace uczuc czy czegokolwiek i wiecej komplikowalas niz na odwrot i gosciu nie wytrzymal. trzeba by poznac historie z jego perspektywy dla pelnego obrazu, ale generalne wrazenie jest takie, ze za duzo u was ciaglej analizy i rozdrabniania zamiast po prostu wspolnego bycia, czulosci, wsparcia, luznej gadki bez ciaglej towarzyszacej temu myslówy, nie jestescie obydwoje zbyt dojrzali emocjonalnie do stworzenia trwalej zdrowej relacji(?) i inna sprawa, ze gdy cos jest na odleglosc, to w ogole ciezko mowic o jakimkolwiek zwiazku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z tego co mi mowi to taka wlasnie jest perspektywa. polaczenie emocjonalne nie jest juz takie i poprawa komunikacji jest niepewna - w tym swietle nie widzi specjalnie zeby bylo warto stawiac wszystko na jedna karte finansowo etc zeby moc sie spotykac bedac tak daleko od siebie bez wizji na przyszlosc.

bardzo jasne i racjonalne podejscie. rozsądek mowi zeby to zaakceptować. ale tylko rozsadek..

 

ale dzieki za odp ; )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale jeszcze przed naszym ostatnim spotkaniem mial nadzieje ze ,,wyjdzie" wiec... wkurwiam sie na to ze zadecydowal tak po pieprzonych 3 dniach

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nuu ciezko cos sensownie radzic, bo sciana tekstu i sam sens niemalze nie do przegryzienia;) aale, ja wychodze z zalozenia, ze trzeba sie (pomijajac extremalne przypadki, gdzie oczywiscie lepiej pojsc po rozum do glowy) kierowac sercem i jesli nam na czym/kims zalezy - to sie walczy!!!!1! bo o coz niby innego w zyciu chodzi.......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

autodestrukcja2, Komunikacja ,,lepsze dogadanie się'' to proces w obie strony. Moglibyście się dogadać i mogło by wyjść to w czym się nigdy nie dogadacie, tym samym dając na siebie asa kier i swoiste potwierdzenie że to nie to. Taki dystans to bufor, nie wychodzą wtedy wszystkie smaczki bo człowiek się stara, nie ma reakcji przy innych ludziach, częstotliwość to przybliża bo nie da się na wysokim c jechać. Wydaje się ze on cię lepiej skomunikował niż ty jego i po prostu doszedł do pierwszo zdaniowego wniosku mimo tego ze się kryłaś ale wiadomo to ma swój negatywny efekt bo powstaje zakrzywiony obraz osobowości, nie prawdziwy, bardziej strachliwy, nie pełny bym powiedział. Taki obraz pusty dla osób z ważną komunikacją dla których ważne są emocje, to nad czym mielibyście pracować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×