Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MałyMartwyCzłowiek

Schizofreniczno-depresyjna nerwica natręctw

Rekomendowane odpowiedzi

Niedługi czas temu w innym dziale założyłem wątek "pół żartem-pół serio", z kolei ten będzie już całkowicie poważny. Z góry przepraszam za chaos panujący w poście, ale jestem kłębkiem nerwów.

Od dziecka byłem bardzo wycofany i zamknięty w sobie, co wynikało ze złej sytuacji w domu, w którym nigdy nie miałem wsparcia. Mój Ojciec był schizofrenikiem, który oszalał bardzo pózno, ale gdy już się to zaczęło-odbiło mu na dobre, co skończyło się jego samobójstwem. Zniszczona życiem z tym człowiekiem Matka nie tylko nie była wsparciem, ale wyżywała się na mnie, nie wiedzieć czemu uważając mnie za to "gorsze dziecko". Sceny które oglądałem od najmłodszych lat miały ogromny wpływ na moje poczucie bezpieczeństwa. W szkole czułem się jak gdyby wszyscy chcieli mnie uderzyć czy poniżyć i często tak się rzeczywiście działo-dzieci dostrzegając moją słabość widziały we mnie tylko kozła ofiarnego i w najlepszym wypadku traktowały jak powietrze. Mimo to zawsze miałem po jednym-dwóch kolegach/przyjaciołach.

Przebrnąłem przez obowiązkową edukację mając najgorszą z możliwych frekwencji, bo wolałem siedzieć w domu i słuchać muzyki czy grać na komputerze. Wszystko było mniej-więcej w "normie" do momentu, gdy pod koniec liceum pierwszy raz się zakochałem. Uważałem, że tamta dziewczyna jest dla mnie wszystkim i ignorując ludzi wokół postawiłem wszystko na jedną kartę, co skończyło się odrzuceniem i było wstępem do najgorszego okresu w moim życiu.

W tamtym czasie miałem "proroczy" sen dotyczący mojej ukochanej(w całym życiu miałem bodajże dwa takie-nic szczególnego), co zaczęło być pożywką dla moich lęków przy pierwszym ataku paniki w życiu. Pojawiło się wtedy też coś, co pózniej okazało się być omamami hipnagogicznymi, lub czymś podobnym(kolorowe plamy po zamknięciu oczu/przy zasypianiu) Atak minął, a ja wmawiałem sobie, że jestem chory na schizofrenię-zacząłem spędzać czas czytając o tej chorobie aż doprowadziłem się do stanu, w którym byłem wrakiem człowieka. Pojawiła się trwająca krótko derealizacja, uczucie obcości własnego ciała i skrajny lęk przed... wszystkim- w pewnym momencie błądziłem nawet po mieście bojąc się zapytać kogokolwiek o drogę.

Zanim zdążyłem się przyzwyczaić do objawów derealizacji, ta zniknęła, pojawiły się za to regularne ataki paniki, ciągły ucisk w klatce, uczucie "zaciskania się" krtani i strach przed uduszeniem, palpitacje serca czy osłabienie wraz z mrowieniem twarzy i kończyn(nadal to mam, szczególnie w samochodzie). W międzyczasie non stop towarzyszył mi lęk przed schizofrenią-oczekiwałem pojawienia się głosów czy urojeń, co nakręcało błędne koło lęku. Obawiałem się szaleństwa do tego stopnia, że pewnego dnia poczułem ogromną ulgę sądząc, że te wszystkie objawy pasują bardziej do raka mózgu :D

Po jakimś czasie przy zasypianiu pojawiały się wyczekiwane "głosy"-urywki zasłyszanych w ciągu dnia wypowiedzi, różne(często przerażające) obrazy, jaskrawe fraktale czy przypadkowy głos powtarzający moją myśl, czemu częst towarzyszył ból głowy. Mimo tego, że internet zalicza to do omamów hipnagogicznych, nie przeszkodziło mi to w dołożeniu kolejnej cegiełki do mojego przekonania o tym, że jestem nienormalny.

Mieszkając z Matką nie pracowałem i dni mijały mi na marzeniach o tym, że kiedyś będzie lepiej i nieustannym lęku, który zapijałem hektolitrami kawy. Od czasu do czasu wyszedłem do znajomych, którzy nawet nie podejrzewali przez co przechodzę na codzień.

Od początku tego wszystkiego minęły jakieś trzy lata i po jednej, średnio udanej wizycie u psychiatry, który twierdził, że jeszcze nie wie co mi jest, ze strachu przed diagnozą(albo "wyrokiem") nie poszedłem tam drugi raz. Do całego tego śmietniska dokładały się takie rzeczy jak skrajny perfekcjonizm, przez który niczego nie kończę i masa innych objawów depresyjnych i nerwicowych-ciągłe zmęczenie, lęk przed zasypianiem, rozkojarzenie, częste paraliże przysenne i przygnębienie przy niezdolności do płaczu.

W międzyczasie moja Matka zmarła, po czym nasiliły się lęki i objawy depresyjne.

Jakiś tydzień temu usłyszałem o tym, że niektóre z moich objawów mogą być wywołane niedoborami magnezu, co było prawdopodobne przy moim zamiłowaniu do kawy. Od czterech dni biorę go w końskich dawkach wraz z cynkiem i omega 3 i o dziwo szybko dało to efekty w postaci braku uczucia zmęczenia, większej ilości energii, ustąpieniu ciężkich ataków paniki(nerwowość pozostała, czuję ją przy pisaniu tego posta) i drastycznym zmniejszeniu się ilości natrętnych myśli i zdarzającej się u mnie od niedawna pogoni myśli, zniknęły także wahania nastroju.

Niestety, jak pisałem nerwowość i natrętne myśli o tym, że mam schizofrenię, dalej są ze mną. Mało tego, problemy z zasypianiem i omamy po zamknięciu oczu się wręcz nasiliły. Do napisania tego posta skłoniła mnie sytuacja z wczoraj-przy zasypianiu, a właściwie niedługo po zamknięciu oczu pojawiły się nie tylko te same obrazy(które są coraz intensywniejsze w miarę zwiększania się lęku), ale i dwa obce głosy, które zamiast jak zwykle-powtarzać przypadkowe, bezsensowne słowa, wymieniły zdania na mój temat. Nie pamiętam co to dokładnie było, w każdym razie wiem, że nic szczególnego. Od razu rozpoznałem w tym jeden z objawów schizofrenii i lęk znowu się nasilił. Do tego dochodzą całkiem nowe dla mnie lekkie zaburzenia pamięci krótkotrwałej-coraz częściej muszę przypominać sobie co miałem powiedzieć, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało i choć jeszcze nie widać tego w rozmowach z ludzmi boję się, że się to rozwinie.

Jedyna rzecz, która jeszcze trzyma mnie w jednym kawałku to fakt, że zdaję sobie sprawę, że to co się ze mną dzieje, nie jest normalne, "schizofreniczne" objawy nigdy nie miały miejsca w ciągu dnia, a głosy przed snem wynikają z zaburzeń i nie pochodzą z kosmosu :D

Nie wierzę, że tak ciężkie objawy wynikają z niedoborów witamin, więc nie mam co liczyć na całkowite wyzdrowienie, dlatego w najbliższym czasie mam zamiar zapisać się do psychiatry, ale do tego momentu chciałbym się dowiedzieć czy jest tu ktoś, kto przeszedł coś podobnego i jeśli tak-co usłyszał od lekarza.

 

Pozdrawiam

 

P.S. Wspomnę też, że odkąd pamiętam mam kilka natręctw-tarcie rąk, omijanie pęknięć w chodniku i "zakreślanie" czubkiem nosa konturów przedmiotów-ciężko to inaczej opisać, ale wygląda przekomicznie :D Nie są jednak czymś, co przeszkadza w codziennym życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MałyMartwyCzłowiek, Myślę, że dużo przeszedłeś w życiu. Ciągły lęk ukształtował Ciebie w taki sposób, że jesteś nim obezwładniony. Pomyśl o psychoterapii. leki od psychiatry przyniosą, albo i nie tymczasową względną ulgę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×