Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
tictac

Fryzjer,dentysta,kościół, podróż, kolejki - jak pokonać lęki

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie ,

Od wielu lat zmagam się z nerwicą lękową , jakiś czas temu lekarz przepisał mi paroksetyne i po 13 dniach brania czuje tylko nie znaczną poprawę ,do tego doraźnie biorę benzo. Chciałem zapytać czy ktoś ma podobne lęki i jak sobie z nimi radzi, jakie leki przyjmujecie. Moim głównym problemem jest strach przed nagłym parciem na pęcherz , nagła potrzeba wyproznienia sie i ataki paniki połączone z palpitacjami serca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tictac, witaj! Wszystkie te miejsca, które wymieniłeś jeszcze do niedawna ogarniały mnie lękiem. Próbowałam sama pokonać te lęki idąc w te miejsca niemalże na siłę i przekonując siebie samą, że nic mi się tam nie stanie. Pomogła mi również brana Elicea (esci), która stopniowo łagodziła lęki. Im bardziej zwlekałam z pójściem np. do fryzjera, tym większy lęk miałam. Sama zaczęłam chodzić "na siłę", by przemóc strach, aż się udało. Mam "swoje" te miejsca, które oswoiłam i czuję się tam bezpiecznie. Robię zakupy w markecie, chodzę do kościoła, fryzjera, itp. Nie było to łatwe, ale jest to możliwe do pokonania. Próbuj. A wszelkie "kibelkowe" sprawy to normalka w nerwicy i też da się ujarzmić. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za wpis, na razie jeszcze czekam tydzień, aż lek zacznie działać lepiej, a potem spróbuję zacząć coś zmieniać. Bo w końcu ileż można, a samo się nie zrobi !

Czy ktoś ma podobne problemy jeszcze i doświadczenia ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie by pokonać lęki trzeba się z nimi mierzyć.To coś jak wychodzenie ze strefy własnego komfortu.Ale jaka zajebista radość kiedy w końcu coś co napawało cię lękiem staję się normalnością kiedy wygrywasz z lękiem.A potem się z tego śmiejesz jak ja mogłem się tego bać :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To racja, ja mimo okropnego lęku i okropnych przeżyć miałem czasami frajdę z banalnych rzeczy, że np. wysłałem list z poczty , czy wytrzymałem w kolejce. W skali najbardziej przerażają mnie uroczystości gdzie jest dużo znajomych , rodziny ( wesela, pogrzeby, komunie) potem wyjazdy busem/autobusem , następnie Kościół, potem fryzer, kolejki , duże centra handlowe, środek miasta , imprezy masowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie branie benzo po tylu latach sprowadzilo sie do wyjścia na zakupy, niestety. Dlatego zacząłem przyjmowac SSRI.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no ja sie boje jeszcze fryzjera bo takie wizyty zwykle za dobrze sie nie koncza

 

co do kosciola to zamiast na sume idz na 20 - ludzi wtedy praktycznie nie ma

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez sie obawiam fryzjera, niby to banalne, a jednak jak jeszcze kilka lat temu chodziłem to miałem nieźłe jazdy. Co do Kościołka , to nie zawsze da się tak zrobić żeby chodzić na wieczorne mszę, czasem trzeba iść ze znajomymi czy rodziną czy są jakieś uroczystości i święta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje jazdy u fryzjera biora sie z tego ze to sie wiaze z dotykiem twarzy i wlosow [zwyczajnie nie jestem w stanie wytrzymac gdy ktos z przypadku sie nimi bawi]

nie zawsze da się

wszystko sie da tylko trzeba cos zrobic w tym kierunku a nie szukac wymowek - nie widze powodu dla ktorego musisz sie dostosowywac do zwyczajow otoczenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja do niedawna nie byłam w stanie wejść do galerii, chodzić w pracy itd.

 

Uważam, że chodzenie na siłę niewiele daje. Gdy się zmuszalam i chodziłam, objawy były dużo silniejsze, to że mi się nic tam nie stało, niewiele dawało mojej podświadomości i było tylko gorzej. Nie mówiąc o żadnej przyjemności.

 

Po paru miesiącach terapii, na którą nadal chodzę, po prostu to zaczęło odchodzić, przechodzić. Ale to długotrwały proces i dopiero zaskakuje po jakimś czasie.

Mimo strasznych lęków, chodziłam w różne miejsca, ale w żaden sposób mi to nie pomagało. Robiłam to, żeby nie zamknąć się w domu.

Ogólnie pół roku koszmaru.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chciałem zapytać czy ktoś ma podobne lęki i jak sobie z nimi radzi, jakie leki przyjmujecie.

 

Mam

-sama se obcinam włosy

-unikam dentystów

-nie chodzę do kościoła

-unikam podróży

-unikam kolejek

 

biorę to co Ty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

U mnie lęk przed odwiedzaniem tych miejsc wiązał się z fobią społeczną. Ale tak jak pisze mirunia po prostu trzeba się zmusić i z czasem mniej się boimy tych miejsc. A jeśli chodzi o nagle pojawiające się potrzeby fizjologiczne to też miałam z tym problem. Szczególnie jak miałam jakiś sprawdzian, prezentację, egzamin, a wiadomo że stres może to napędzać. Do tego jeszcze strach, że to się stanie w najmniej odpowiednim momencie :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest tak.Do fryzjera.A raczej fryzjerki (ładna lat 41) umawiam się na godzinę konkretną.Nie mam problemów w staniu w kolejce.To jest kiedyś miałem problem,dziś już nie.Kościół ? Nie chadzam i nie mam problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na lęk trzeba się wystawiać, nie ma innej drogi, żeby mózg nabrał innego nawyku reakcji. Im bardziej się zaszyjemy, tym będzie gorzej. Ale nie stricte na siłę, czyli nie na zasadzie - muszę. Bo po "muszę" - z reguły albo się nie udaje, albo lęk jest straszny i powoduje to frustrację i jego nasilenie. Za porażką idzie myśl - "jestem beznadziejny (a)" , a też chcielibyśmy tego uniknąć. :smile:

Przede wszystkim nie "muszę: tylko "chcę" . Spokojnie pozwalamy sobie na to, że może się nie udać, że np. odwołamy wizytę ( jak uczciwie sobie takie pozwolenie daję, nigdy jeszcze nie odwołałam spotkania). A następnie dajemy sobie przyzwolenie na to żeby się źle czuć. U fryzjera np. łaziłam po salonie, wychodziłam na chwilę w trakcie seansu w kinie, czy latałam do kibla u kosmetyczki. Nie było w tym przecież nic złego. Po prostu teraz tak mam. Jeśli chodzi o np. supermarket możemy wejść na chwilę i wyjść. Trenować metodą małych kroczków.

Żadnego samobiczowania za porażkę, tylko "dobra -jutro spróbuję jeszcze raz" i nagrody za sukces.

Konsekwencja, chęć, akceptacja to klucz do sukcesu. Mówię to z perspektywy osoby, która w pewnym momencie nie wychodziła w ogóle z domu. To się da zrobić. Lęki nadal są i objawy somatyczne ale ... po prostu są. Jakbym szła z mega katarem. Upierdliwe, ale do przeżycia. Jestem przecież swoim najlepszym przyjacielem, więc akceptuję siebie z tymi jazdami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wszystkim za cenne wskazówki i uwagi , miło jest popatrzeć , że są osoby na forum które mają podobne problemy, a co więcej niektórzy mają siłę i chęć walczyć z tym .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×