Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nieetyczne zachowanie psychoterapeuty, co mam z tym zrobić


bedzielepiej

Rekomendowane odpowiedzi

Leczę się na depresję 10 lat, szukałam więc dobrego terapeuty. Były chłopak polecił mi panią K., sam jest jej pacjentem już 2 lata. Terapia jest w nurcie psychoanalitycznym. Ci co czytali moje posty wiedzą że mam zwichrowaną psychikę i ostatnio dość cieżko się działo, bo rozstałam się z wyżej wymienionym byłym, od którego miałam numer. Szukając pomocy dla siebie i z silnym postanowieniem że muszę coś zmienić, tylko potrzebuję kogoś kto mi w tym pomoże, zadzwoniłam do pani psycholog. To nie była decyzja od tak, kilka miesięcy się przygotowywałam do tej terapii psychicznie.

 

Na wizytę udało się umówić bardzo szybko, pani miała wolny termin 3 dni od mojego telefonu. Ucieszyłam się, że pomoc przychodzi tak szybko, normalnie jakby spadła mi z nieba. Zawsze mam problem jeśli chodzi o załatwianie formalności (mam fobię społeczną) więc świadomość ze wszystko udało się załatwić jednym telefonem to była wielka ulga.

 

No i dzisiaj rano, pełna nadziei udałam się na terapię. Pani K. na pierwszy rzut oka bardzo miła,szybkie załatwienie formalności, po czym przeszła do "Jak każdą terapię, zacznę słowami: z czym pani do mnie przychodzi". Więc jak dobrze nastawiony pacjent(to nie moja pierwsza terapia) zwalczyłam wstyd i zaczęłam jej opisywać swoje bolączki. Mam doświadczenie z poprzednich terapii, że jak pacjent nic nie mówi, to jest posądzany o brak zaangażowania i współpracy. Postanowiłam więc przejść do rzeczy i wyrzucić z siebie to co mnie boli. Miałam też przy sobie wypisy ze szpitali, ale nie chciała ich czytać tylko żebym coś o sobie sama powiedziała. Mój umysł jak torpeda wyrzucał z siebie kolejno moje uczucie osamotnienia, problemy w rodzinie, hospitalizacje. Im dłużej o tym mówiłam, tym gorzej się czułam, ale pani K. słuchała mnie ze współczującym wyrazem twarzy.

 

Po pół godzinie mojego monologu pani K. powiedziała widzi że mam dużo kłopotów i potrzebuję pomocy, że niestety ale nie może mnie przyjąć na terapię, bo jej pacjentem jest mój były i to nieetyczne by leczyła dwie bliskie osoby. Zaczęła się powoływać na jakiś kodeks pracy itd. Szok. Zamarłam z osłupienia. To skoro wiedziała o tym od początku, po co pozwoliła mi się wywnętrzniać skoro nie byłam jej pacjentką? Nie miałam pojęcia że coś takiego może mi się przytrafić. Że jak, ja się jej zwierzam, a ona mi na to że nie będzie terapii? Chciałam wyjść, bo poczułam takie napięcie, osłabienie i żal, starałam się trzymać ale fala puściła i rozryczałam się. Potem fala złości. Zapytałam ją, dlaczego skoro od początku o tym wiedziała, że nie przyjmie na terapię, dlaczego mi tego nie powiedziała zanim zaczęłam mówić o osobistych sprawach? Z jakiej racji obca mi osoba miała słuchać o moich problemach skoro nie miała mi pomóc? Spytałam jej wprost, czy była mnie ciekawa, pewnie były jej o mnie naopowiadał, a ona odbiła piłeczkę: "A może to pani była mnie ciekawa, skoro tak pani myśli", no kurwa, jasne, projekcja. Szłam do niej z własnymi problemami, tak się złożyło, że NA SZCZĘŚCIE ani razu nie poruszyłam tematu mojego byłego (chyba jakaś intuicja mi zakazała), ogólnie tylko powiedziałam ze mam problem z relacjami i powielam pewne schematy.

 

Na myśl że zwierzyłam się obcej osobie z intymnych szczegółów mojego życia poczułam upokorzenie i ryczałam nie mogąc się uspokoić, jakim prawem ta osoba urozmaicila sobie czas moim kosztem? Potem przyznała ze może popełniła błąd że mi nie przerwała, niepotrzebnie mi narobiła nadziei. Spytała się czy już coś podobnego przeżywałam w życiu, że coś mi obiecano a potem nie dostałam, ja na to że wiele razy, ale sobie z tym poradzę. Dodałam też, że to znak od Boga, że tak się stało i widocznie nie potrzebuję terapii. Specjalnie tak powiedziałam, miałam nadzieję że się wystraszy i pomyśli że wpadłam w psychozę :) Ona na to że myślała o mnie przez wekend, już wiedziała kim jestem bo były miał terapię i normalnie jej powiedział że do niej przyjdę. Przygotowała mi też kartkę z nazwiskami psychologów których by polecała, a ja jej odpowiedziałam ze tyle to sobie sama mogę poszukać jakiegoś psychologa i skąd mam mieć pewność, że mnie przyjmie od razu, a potrzebuję pomocy teraz (na pewno do nich bym nie poszła). Chyba sumienie ją ruszyło, bo zaczęła też gadać też o jakiejś pomocy dla młodych do 30 roku życia, jakieś star cośtam i czy ma tam zadzwonić a ja na to że nie dziękuje. Psycholożka spytała czy teraz jak jestem na nią zła to nic od niej nie wezmę, odparłam że nic od niej nie chce. Masakra, wyszłam i czułam się tak zdruzgotana, moje nadzieje pogrzebane, nie mam siły ani chęci na żadną terapię, muszę teraz się jakoś doprowadzić do normalności. Chora sytuacja. Musiałam się pociąć żeby to ze mnie zeszło, dlaczego mnie spotykają takie sytuacje... Nie zaufam już chyba żadnemu specjaliście, baba ma tytuł doktora nauk hujmanistycznych, a zero wrażliwości. I ktoś taki może być psychologiem. Czuję wściekłość i bezsilność, że coś takiego mnie spotkało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej, napisz najsampierw po co szłaś do ośrodka/przychodni, do której chodzi Twój były? Trójmiasto jest dosyć dużym obszarem, jak się nie chce, to naprawdę można się tam nie znaleźć.

 

Pani zachowała się bardzo niefajnie, ale ja nie mam jakiś większych wymagań co do terapeutów. Sam kiedyś miałem podobną sytuację (bez związku z drugą połową). Przez godzinę opowiadałem o wszystkim, żeby potem usłyszeć, że pan i tak nie ma czasu, jest wypalony i w sumie, to nie powinien już nikogo przyjmować, ale dyrektorka mu nie pozwala. Na pytanie: "to po cholerę ja tu siedziałem tę godzinę..?" odrzekł krótko, że takie są wymagania, bo im dłuższy czas, tym większa kasa z nfz-u. <3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poszłam tam bo miałam do niej numer, więc w kryzysie zadzwoniłam w pierwszej kolejności do niej, a ona odebrała od razu. Gdyby nie odebrała pewnie szukałabym innych psychologów. Nie wiedziałam że tak nie można, do głowy mi nie przyszło nawet. Po prostu były ją zachwalał jako dobrą specjalistkę, że mu pomaga, a ja mam niemiłe doświadczenia z poprzednią terapeutką, więc chciałam iść do kogoś sprawdzonego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

będzielepiej a co Ty sama masz ochotę z tym zrobić? Co czujesz i co miałoby się wydarzyć, żebyś poczuła się usatysfakcjonowana ?

 

Nic przecież z tym nie mogę zrobić. Myślałam żeby iść do rzecznika praw pacjenta, ale stwierdziłam że po co szargać sobie nerwy takim czymś. Nie jestem na tyle silna. Czuję bezradność i żal. Nie mam ochoty już na żadną terapię, nie mogłabym już nikomu obcemu sie zwierzyć, czuję wstyd i obrzydzenie że jestem taka nieostrożna i czuję jakbym zdradziła samą siebie. Nie ufam już nikomu.

 

bonsai, widocznie niektórzy psycholodzy sami potrzebują pomocy psychologicznej. Szkoda że nie nagrałeś tej rozmowy. Ja tak sobie myślę teraz, że pacjenci powinni nagrywać swoje terapie, żeby w razie czego mieć dowód i móc się obronić. Tacy psycholodzy nie mogą czuć się bezkarni, nie powinni pracować z ludźmi o wrażliwej psychice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NaaN, tak, serio. Kiedyś bym się jeszcze mocno wkurzył, pewnie pojechał jakimś tekstem, jak to mam zwyczaju, ale już coraz mniej mi się chce. Może naprawdę się starzeję i wiem, że świata nie zmienię. :) Szkoda nerwów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

będzielepiej a co Ty sama masz ochotę z tym zrobić? Co czujesz i co miałoby się wydarzyć, żebyś poczuła się usatysfakcjonowana ?

 

Nic przecież z tym nie mogę zrobić. Myślałam żeby iść do rzecznika praw pacjenta, ale stwierdziłam że po co szargać sobie nerwy takim czymś. Nie jestem na tyle silna. Czuję bezradność i żal. Nie mam ochoty już na żadną terapię, nie mogłabym już nikomu obcemu sie zwierzyć, czuję wstyd i obrzydzenie że jestem taka nieostrożna i czuję jakbym zdradziła samą siebie. Nie ufam już nikomu.

 

bonsai, widocznie niektórzy psycholodzy sami potrzebują pomocy psychologicznej. Szkoda że nie nagrałeś tej rozmowy. Ja tak sobie myślę teraz, że pacjenci powinni nagrywać swoje terapie, żeby w razie czego mieć dowód i móc się obronić. Tacy psycholodzy nie mogą czuć się bezkarni, nie powinni pracować z ludźmi o wrażliwej psychice.

 

Myślę, że jednak zdawałaś sobie sprawę, żę ona nie może by ć Twoją terapeutką. i że ona nie jest osobą, która jest w stanie Ci pomóc już idąć do niej. W pewnym sensie rzeczywiście zdradziłaś sama siebie. może jak te trudne emocje przejdą pomyślisz co i dlaczgo spowodowało taką Twoją decyzjuę ?

 

Jeśli ta osoba jest terapeutką to warto rozważyć opisanie sytuacji i wysłanie do towarzystwa, którego jest członkinią.

 

Osobiście bardzo odradzam korzystanie z pomocy pychologów nawet jesli mają doktorat albo są profesorami. Tylko terapeuci przechodzą własną wieloletnią psychoterapię. "czyści" psychologowie nie mają takiego obowiązku.

btw. rzecznik praw pacjentów nie zajmuje się takimi sprawami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NaaN, tak, serio. Kiedyś bym się jeszcze mocno wkurzył, pewnie pojechał jakimś tekstem, jak to mam zwyczaju, ale już coraz mniej mi się chce. Może naprawdę się starzeję i wiem, że świata nie zmienię. :) Szkoda nerwów.

 

świata n ie zmienisz ale trudno chyba się pogodzić z takim lekceważeniem. Ale czego widocznie wymagać od osoby, która się sama kompletnie nie szanuje (oczywiście mówię tu o tym psychologu). On sam potrzebuje porządnej terapii więc cóż może dać innemu. zenua.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie to niepotrzebnie poszłas do tej babki, chyba chcialas miec cos na kształt wiezi z bylym. Faktycznie nie powinna przyjmowac jak ma takie podejscie, ale wyjasnila Ci i postapiła ok. Akurat podstaw do skargi nie ma zadnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej, nie widzę nic nieetycznego w zachowaniu terapeutki co najwyżej niepotrzebnie kazała ci nawijać o sobie, ale cóż z tym nic nie zrobisz widocznie miała taki kaprys może jakiś ukryty cel, a Ty się zdystansuj i naucz przede wszystkim sama działać, szukać przychodni i ośrodków, a nie łazić tam gdzie łazi twój były nie rozumiem tego. Reagujesz strasznie emocjonalnie i przesadnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agusia to nie kwesti jej podejscia ale wlasnie etyki.. jezeli nie prowadzi sie terapii rozinnej czy par nie przyjue sie jednoczesnie osob zwiazanych ze soba emocjonalnie. Kiedys Pieprzu probowal sie wbic do mojej terapeutki. Nie bylismy wtedy jeszcze razem ale ona cos wyczula bo wspomnial o mnie ze ja polecilam... i nie zgodzila sie na terapie.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agusia to nie kwesti jej podejscia ale wlasnie etyki.. jezeli nie prowadzi sie terapii rozinnej czy par nie przyjue sie jednoczesnie osob zwiazanych ze soba emocjonalnie

 

ale oni nie sa para, para wg prawa jest w zwiazku malzenskim ich wiezy prawne nie łącza. Takze mogla przyjac lub nie, pewnie dowiedziedziała sie od tego faceta w ostaniej chwili i juz nie chciala rezygnowac z wizyty z drugiej strony moze chciala zarobic, z trzeciej moze chciała po prostu sie dowiedziec czegos na temat ich zwiazku, itd. Tak czy owak powinna na wstepie to powiedziec. Motywow nie znamy, niemniej nie jest to podstawa i tak do skargi. W ogole mało jest dobrych psychologow, z drugiej strony nic dziwnego, kazdy kto trafia do psychologa chciałby wylacznie słyszec to co sam mysli...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodam jeszcze, że dopiero w trakcie spotkania dowiedziała się od Ciebie, że jesteś "związana" z jej pacjentem ... Żaden t. nie pyta przez telefon czy zna pani moich pacjentów ;)))

Jak dla mnie - zachowała się bdb i nawet dała Ci namiary na innych specjalistów, a wcale nie musiała.

De facto tak myślę, wcale nie szłaś tam na terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodam jeszcze, że dopiero w trakcie spotkania dowiedziała się od Ciebie, że jesteś "związana" z jej pacjentem ... Żaden t. nie pyta przez telefon czy zna pani moich pacjentów ;)))

Jak dla mnie - zachowała się bdb i nawet dała Ci namiary na innych specjalistów, a wcale nie musiała.

De facto tak myślę, wcale nie szłaś tam na terapię.

 

Ona na to że myślała o mnie przez wekend, już wiedziała kim jestem bo były miał terapię i normalnie jej powiedział że do niej przyjdę.

 

T. Wiedziała wcześniej i o tym powiedziała. Dopuściła do tego, że będzie lepiej opowiedziała jej swoją historię wiedząć od początku, że nie może prowadzić jej terapii. Wykorzystała ją jako dodatkowe żródło wiedzy o swoim kliencie. Wg mnie to nie jest etyczne.

 

Standardem jest podawanie namiarów na innych ter. jeżeli się samemu nie może przyjąć klienta.

 

Agusiaww w Polsce można na szczęśćie jeszcze być parą nie będąc małżeństwem i t. sznują takie związki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiedziała kim jestem, bo kiedy się umawiałam do niej na wizytę, to spytała się skąd mam do niej kontakt więc podałam imię byłego. Nic nie ukrywałam. W piątek on sam do mnie pisał podczas swojej terapii do mnie smsy, kiedy dał mi numer do tej psych, to mu odpisałam po co mu to, a on że psycholożka go o to pyta. Zresztą ona sama mi powiedziała, że wie kim jestem. Czytajcie ze zrozumieniem, a później sie wypowiadajcie.

Ktoś tam pisał ze ja wiedziałam że ona nie może być moją terapeutka. A niby skąd miałam wiedzieć? Myślałam że terapeuta jest w stanie oddzielić sprawy różnych swoich pacjentów. Miałam też taką sytuację kiedyś że korzystałam z pomocy tej samej psycholog co moja siostra (w tym samym czasie byłyśmy prowadzone) i ona jakoś nie robiła z tego konfliktu. Do głowy mi by nie przyszło, że tak nie można. Przecież bym tam wtedy nie poszła. Powiedziałam jej o swoich fobiach i natręctwach, o różnych wstydliwych dla mnie sprawach, i ona tylko podsumowała że "mam wiele kłopotów" i potrzebuję pomocy. Usprawiedliwiała się też tym że chciała posłuchać co mam do powiedzenia, żeby wiedzieć jak ma mnie dalej pokierować, a potem wcisnęła mi do ręki kartkę z gotowymi już nazwiskami polecanych przez nią psychologów (oczywiście bez numerów tel) czyli tyle co ja sobie mogę sama poszukać w necie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiedziała kim jestem, bo kiedy się umawiałam do niej na wizytę, to spytała się skąd mam do niej kontakt więc podałam imię byłego. Nic nie ukrywałam. W piątek on sam do mnie pisał podczas swojej terapii do mnie smsy, kiedy dał mi numer do tej psych, to mu odpisałam po co mu to, a on że psycholożka go o to pyta. Zresztą ona sama mi powiedziała, że wie kim jestem. Czytajcie ze zrozumieniem, a później sie wypowiadajcie.

Ktoś tam pisał ze ja wiedziałam że ona nie może być moją terapeutka. A niby skąd miałam wiedzieć? Myślałam że terapeuta jest w stanie oddzielić sprawy różnych swoich pacjentów. Miałam też taką sytuację kiedyś że korzystałam z pomocy tej samej psycholog co moja siostra (w tym samym czasie byłyśmy prowadzone) i ona jakoś nie robiła z tego konfliktu. Do głowy mi by nie przyszło, że tak nie można. Przecież bym tam wtedy nie poszła. Powiedziałam jej o swoich fobiach i natręctwach, o różnych wstydliwych dla mnie sprawach, i ona tylko podsumowała że "mam wiele kłopotów" i potrzebuję pomocy. Usprawiedliwiała się też tym że chciała posłuchać co mam do powiedzenia, żeby wiedzieć jak ma mnie dalej pokierować, a potem wcisnęła mi do ręki kartkę z gotowymi już nazwiskami polecanych przez nią psychologów (oczywiście bez numerów tel) czyli tyle co ja sobie mogę sama poszukać w necie. Nie mam zamiaru z tego korzystać i iść do jakichś jej znajomków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja ci nie wierzę ... bo jest to nielogiczne.

 

Skoro wiedziała że ty to ty, to po co by się z tobą miała umawiać ?

I sms słany w trakcie terapii ???

 

Dla mnie brzmisz mało wiarygodnie, sorry.

 

A z siostrą też nie powinnaś być u tej samej osoby.

 

Ta jasne, wszystko zmyśliłam bo się nudzę. Widzę że Ty z tych co "terapeuta ma zawsze racje". Sama bym chciała znać odpowiedź na te pytania które zadałaś. Domyślam się że użyła mnie właśnie po to, by mieć większą świadomość w terapii z moim byłym. Pewnie była zawiedziona, że na jego temat nic nie mówiłam, ale aktualnie mam większe problemy. Pytała się z czym przyszłam, co bym chciała przepracować, jakie mam oczekiwania co do terapii. Wyglądało to jak normalna terapia, więc się starałam mówić jak najwięcej co mnie boli. A potem nagle że ona wiedziała kim jestem i że od początku wiedziała że nie poprowadzi ze mną tej terapii. Ja na to ze po co mi pozwoliła o tym mówić. Bolało mnie to że zostałam tak z niczym, rozdrapawszy stare rany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×