Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość blah!

Samobójstwo - prawo wolności człowieka

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

W tym dziale w wielu tematach często przewija się temat wolności[/i] wyborów człowieka - czy to w sprawie edukacji, in vitro, obrony siebie i swojego mienia itd. itd.

Więc, zastanawia mnie jaki inni mają stosunek do odebrania sobie życia.

 

Kiedyś rozmawiałam ze "znajomym", który w pewnym momencie usiadł i zrobił sobie podsumowanie życia - stwierdził, że po prostu nie podoba mu sie życie, nie ma żadnych planów na przyszłość ani też chęci, żeby coś konstruktywnego w życiu robić. Zaplanował, że popełni samobójstwo (nie będę się zagłebiać w szczegóły) ale udaremniono jego próbę, zamknięto w zakładzie a po wyjściu i tak finalnie chłopak targnął się na swoje życie z pozytywnym skutkiem.

 

Zastanawia mnie taka rzecz, czy skoro człowiek teoretycznie ma prawo decydować o własnym losie to dlaczego zabrania mu się podejmować akurat tej decyzji. Jescze jedną ciekawostką jest taki pewien kruczek prawny, że skoro od morderstwa istnieje pewne odstępstwo pod postacią "Zabójstwa z litości", gdzie "ofiara" jest pozbawiana życia na własną prośbę, to dlaczego zabronione jest dokonywanie auto-eutanazji. Oraz dlaczego taka osoba od razu przymusowo zamykana jest w zakładzie.

 

I podobnie sprawa ma się z przymusowym zamykaniem (na wniosek np. rodziny) w zakładach osób, u których jest podejrzenie, że sa zagrożeniem dla własnego życia.

 

Domyślam się, że z racji specyfiki forum opinie będą raczej negatywne niemniej jednak ciekawi mnie jak to widzicie.

 

Ja osobiście uważam, że każdy powinien mieć prawo do odebrania sobie życia a zabranianie tego jest naruszeniem prawa do wolności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zastanawia mnie taka rzecz, czy skoro człowiek teoretycznie ma prawo decydować o własnym losie to dlaczego zabrania mu się podejmować akurat tej decyzji. Jescze jedną ciekawostką jest taki pewien kruczek prawny, że skoro od morderstwa istnieje pewne odstępstwo pod postacią "Zabójstwa z litości", gdzie "ofiara" jest pozbawiana życia na własną prośbę, to dlaczego zabronione jest dokonywanie auto-eutanazji.

 

Dokonywanie auto-eutanazji nie jest zabronione, przynajmniej z perspektywy prawnej naszego kraju. Gdyby tak było, osoby po nieudanej próbie samobójczej lądowałyby nie w szpitalach tylko przed sądem.

 

Nie bardzo rozumiem ten fragment na temat kruczku prawnego, oraz "Zabójstwa z litości". Mógłbyś rozwinąć myśl?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu maciek, najwidoczniej zycie nie dokopalo Ci az tak bardzo. Samobojstwo to nie tylko tchorzostwo, ale tez ogromna odwaga.

 

Imo jak ktos chce sie targnac na wlasne zycie, to i tak to zrobi. Dobrze, jezeli ktos robi to z rozmyslem[czyli jest to konkretnie przemyslana decyzja, ktora jest "sensowna"], a nie pod wplywem mysli samobojczych czy impulsu. Niektorzy cierpia katusze i gdy nie da sie zaradzic temu, to nie widze przeciwskazan, by uciec sie do tej metody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Samobójstwo=tchórzostwo

Tyle w temacie :roll:

Nie zgadzam się - dlaczego w społeczeństwie przyjęło się, że człowiek do życia musi być "zmuszany" bo jesli popełnia samobójstwo to niby jest tchórzem?

Równie dobrze można przyporządkować tchórzostwo do każdej inne sytuacji życiowej: np. jesli ktoś wykonuje pracę mniej narażającą życie od innych to w imię Twojej tezy również taką osobe powinno zanzwać się tchórzem no bo przecież boi się narażać swoje życie.

 

Dokonywanie auto-eutanazji nie jest zabronione, przynajmniej z perspektywy prawnej naszego kraju. Gdyby tak było, osoby po nieudanej próbie samobójczej lądowałyby nie w szpitalach tylko przed sądem.

Nie jest zabronione prawem ale konsekwencją jest zamkniecie pod przymusem (nieformalnie zaliczyłam bym to pod łamanie prawa) w ośrodku gdzie ktoś może stwierdzić, że taka osoba nie nadaje się do życia "na wolności", gdyż nadal zagraża swojemu życiu co pozwala na dalsze trzymanie takiej osoby "pod kluczem". Można to odnieśc do sytuacji kiedy ktoś łamie prawo a uznaje się tą osobe za niepoczytalną i zamiast do więzienia trafia do szpitala psychiatrycznego ;).

 

Nie bardzo rozumiem ten fragment na temat kruczku prawnego, oraz "Zabójstwa z litości". Mógłbyś rozwinąć myśl?

Chodzi o to, że osoba, która dokonała zabójstwa "na zlecenie" - na prośbę "ofiary", która sama chce się pozbawić życia ale np. sama nie ma możliwości - to sąd może nawet odstapić od jakiejkolwiek kary w stosunku do "oprawcy". Więc skoro daje się możliwość pozbawienia swojego życia poprzez inną osobę to dlaczego "zabrania się" (poprzez umieszczanie w ośrodkach) dokonania tego przez siebie samego?

Rozumiem tutaj wszelkiego rodzaju słuzby porządkowe i ratnkowe - one ustawowo mają obowiązek interweniować w takich przypadkach oraz dokonać wszelkich starań aby pacjenta utrzymać przy życiu. Ale potem...potem to ja już powinnam sama mieć wybór czy chce wrócić do domu i się powiesić czy stwierdzę, że chcę iść do psychiatryka - i nikt nie powinien mieć prawa ingerencji w taką decyzję.

 

-- 14 mar 2015, 14:20 --

 

Imo jak ktos chce sie targnac na wlasne zycie, to i tak to zrobi.

Oczywiście, to prawda ale czy zanim zrobi to po raz kolejny to Państwo czy rodzina powinny mieć prawo do umieszczania takiej osoby w zamkniętym ośrodku i/lub trzymania kogoś na chama przy życiu (?) - pytanie skierowane do ogółu.

 

-- 14 mar 2015, 14:24 --

 

Dobrze, jezeli ktos robi to z rozmyslem[czyli jest to konkretnie przemyslana decyzja, ktora jest "sensowna"], a nie pod wplywem mysli samobojczych czy impulsu. Niektorzy cierpia katusze i gdy nie da sie zaradzic temu, to nie widze przeciwskazan, by uciec sie do tej metody.

Tak, tylko zwróć uwagę na to, że osoby, które myslą o samobójstwie z góry traktuje się jako niepoczytalne. Nikogo nie obchodzi, że to może być "Twoja" przemyslana decyzja a nie tylko impuls - powszechnie uznawane jest, że samobójca nie mysli racjonalnie - a to duży błąd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, to prawda ale czy zanim zrobi to po raz kolejny to Państwo czy rodzina powinny mieć prawo do umieszczania takiej osoby w zamkniętym ośrodku i/lub trzymania kogoś na chama przy życiu (?) - pytanie skierowane do ogółu.

Chyba nie do konca dobrze sie wyrazilem. Majac na mysli, ze jezeli ktos chce to i tak to zrobi, to mialem na mysli skutek pozytywny.

Czym innym dla mnie jest wziecie tabletek, gdy cala rodzina jest w domu[masz niemalze 100% szanse na odratowanie], a czym innym np. powieszenie sie gdy mieszkasz sam/wiesz, ze nikogo nie bedzie w domu przez przynajmniej godzine[szanse na odratowanie sa bliskie zeru wtedy]. Pierwszy przypadek jest dla mnie glosnym wolaniem o pomoc i w takim wypadku imo warto zamknac taka osobe w osrodku, bo wyraznie widac, ze jest to impuls.

 

Tak, tylko zwróć uwagę na to, że osoby, które myslą o samobójstwie z góry traktuje się jako niepoczytalne. Nikogo nie obchodzi, że to może być "Twoja" przemyslana decyzja a nie tylko impuls - powszechnie uznawane jest, że samobójca nie mysli racjonalnie - a to duży błąd.

Przeciez nawet osoby chore psychicznie[lub zaburzone, jak zwal tak zwal] traktuje sie jako niepoczytalne, dopoki nie jest to gwiazda z telewizji.

Zyjemy w czasach, kiedy istnieje taki glupi stereotyp i bedzie potrzeba jeszcze troche czasu, zanim on zniknie. Jak napisalem wyzej, dla mnie jest roznica pomiedzy glosnym wolaniem o pomoc, a przemyslana decyzja w tej kwestii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie no, oczywiście są też przypadki kiedy ktoś świadomie chce po prostu zwrócić na siebie uwagę bo nie ma odwagi wprost poprosić o pomoc. Ale są również sytuacje, gdy np. rodzina podejrzewa, że dzieje się coś "nie tak" i taką jednostkę szpiegują na każdym kroku. Wtedy orzeczenie czy ta osoba zrobiła coś pod wpływem impulsu czy faktycznie planowała odebranie sobie życia jest bardzo wzgledne.

 

Zresztą, może istnieć też sytuacja, w której ktoś postanawia popełnic samobójstwo ale mimo wszystko chce pożegnać się z rodziną (uważam, że to dosyć odpowiedziale zachowanie) ale wtedy zapewne taki człowiek od razu zostanie uznany za wariata. A rodzina dopilnuje, żeby taka osoba została na siłę utrzymana przy życiu.

 

I jeszcze jedna sytuacja, w której jednostka od wielu lat cierpi np. na dpresję (ale taką ostrą, nie dół po zerwaniu z chłopakiem), nie wyraża chęci do leczenia i nie ma też perspektyw na poprawę stanu zdrowia - ma chęci się zabić - czy rodzina powinna ingerować w tą decyzję i trzymać takiego człowieka przy życiu? Chyba raczej nie powinna, tym bardziej, że wyraźnie większą męczarnią dla takiej osoby jest życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Po prostu maciek, najwidoczniej zycie nie dokopalo Ci az tak bardzo. Samobojstwo to nie tylko tchorzostwo, ale tez ogromna odwaga.

Buahahahahahahahahahahahha po trzykroć buahahaha

Głupota i bzdura.

Jeden z moich ulubionych tekstów z Dr. Housa, mówi niejaki Wilson "Dying is easy, living 's hard"

Zgadzam sie z tym w 100%. Dzisiaj życ, trwać wytrwać jest bardzo trudno.

Umrzeć natomiast bardzo łatwo i prosto. Jedynie tchórz ucieka z zaczętej walki w środku jej trwania, poddaje sie odchodzi i oddaje walke walkowerem.

A walkę tą zwą życiem. :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

comatom, nie powiediałabym, że ten demot jest prawdziwy - jest to kolejna rzecz, która pokazuje, że jedyną poprawną rzeczą jest żyć. Nie uważam, żeby odbieranie sobie życia było aktem desperacji (przynajmniej nie w każdym przypadku). Nie rozumiem, dlaczego przyjęło się, że człowiek musi żyć. A życie po prostu może się komuś np. znudzić - jak nudzi "Ci" się praca to ją rzucasz, a jak życie się znudzi to co, nie można go "rzucić"?

 

-- 14 mar 2015, 15:16 --

 

Zgadzam sie z tym w 100%. Dzisiaj życ, trwać wytrwać jest bardzo trudno.

Umrzeć natomiast bardzo łatwo i prosto. Jedynie tchórz ucieka z zaczętej walki w środku jej trwania, poddaje sie odchodzi i oddaje walke walkowerem.

A walkę tą zwą życiem. :evil:

Czy ja wiem...ja nie mam jakoś szalenie trudnego życia a do kwestii bytu mam stosunek zupełnie obojętny.

Nie przeszkadza mi, że żyję ale z drugiej strony jest mi obojętne czy jutro umrę - nawet poprzez odebranie sobie życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jesli ktos rzeczywiscie chce sie zabic z pewnością tego dokona.Katalizatorem zachowań samobójczych jest poczucie beznadziejności.Zatem głoszenie kategoryczne że samobójstwo jest tchórzostwem jest na wyrost.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

szczerze to pragnąłbym dzis zasnąc i juz się nie obudzic...mam dośc ciągłej walki,mam dosc takiego życia

wiem że to moja wina że spieprzyłem swoje zycie i tyle w temacie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dlaczego w społeczeństwie przyjęło się, że człowiek do życia musi być "zmuszany" bo jeśli popełnia samobójstwo to niby jest tchórzem?

 

Podejrzewam, że w społeczeństwach wytwarzają się takie przeświadczenia po to, żeby przeciwdziałać niepotrzebnemu traceniu swoich członków. Jeśli w danej społeczności panuje pogląd, że samobójstwo jest tchórzostwem/egoizmem/grzechem/zuem itp. hamuje to odpływ w zaświaty jego członków.

 

Oczywiście, to prawda ale czy zanim zrobi to po raz kolejny to Państwo czy rodzina powinny mieć prawo do umieszczania takiej osoby w zamkniętym ośrodku i/lub trzymania kogoś na chama przy życiu (?) - pytanie skierowane do ogółu.

 

Utrzymaywać przy życiu na chamca w odosobnieniu to raczej nie (dziwnie mi się to kojarzy z bioetycznym terminem "uporczywa terapia"). Jednak sam fakt, że ktoś po raz enty próbuje się zabić z marnym skutkiem sugeruje, że wcale o śmierć mu w tym działaniu nie chodzi tylko działa pod wpływem impulsu. Człowiek zdecydowany na śmierć zawsze znajdzie sposób żeby życie sobie odebrać. Nie jesteśmy znowu aż tak żywotni, żeby nie znaleźć "technicznego" rozwiązania.

 

Rozumiem tutaj wszelkiego rodzaju służby porządkowe i ratunkowe - one ustawowo mają obowiązek interweniować w takich przypadkach oraz dokonać wszelkich starań aby pacjenta utrzymać przy życiu. Ale potem...potem to ja już powinnam sama mieć wybór czy chce wrócić do domu i się powiesić czy stwierdzę, że chcę iść do psychiatryka - i nikt nie powinien mieć prawa ingerencji w taką decyzję.

 

Jeżeli ktoś ingeruje w taką decyzję na zasadzie: "W sumie jej lepiej, zagrożenie życia minęło, ale profilaktycznie i tak jej nie wypuścimy z psychuszki" to zgoda. Jednak w sytuacji gdybym był lekarzem na oddziale i mi pacjentka powiedziała "dzięki za wszystko, teraz wsiadam do taksówki i jadę do Castoramy po sznur" to sam bym delikwentce wypis anulował.

 

osoby, które myślą o samobójstwie z góry traktuje się jako niepoczytalne. Nikogo nie obchodzi, że to może być "Twoja" przemyslana decyzja a nie tylko impuls - powszechnie uznawane jest, że samobójca nie myśli racjonalnie - a to duży błąd.

 

Też myślę, że nie każdy samobójca jest niepoczytalny. Ludzie powinni mieć prawo do decyzji o własnej śmierci. Jednak nie powinni w to wciągać osób trzecich, albo przynajmniej zminimalizować negatywne skutki swojego czynu na innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Po prostu maciek, najwidoczniej zycie nie dokopalo Ci az tak bardzo. Samobojstwo to nie tylko tchorzostwo, ale tez ogromna odwaga.

Buahahahahahahahahahahahha po trzykroć buahahaha

Głupota i bzdura.

Jeden z moich ulubionych tekstów z Dr. Housa, mówi niejaki Wilson "Dying is easy, living 's hard"

Zgadzam sie z tym w 100%. Dzisiaj życ, trwać wytrwać jest bardzo trudno.

Umrzeć natomiast bardzo łatwo i prosto. Jedynie tchórz ucieka z zaczętej walki w środku jej trwania, poddaje sie odchodzi i oddaje walke walkowerem.

A walkę tą zwą życiem. :evil:

 

ja mysle o samobojstwie codziennie i zrobilbym to teraz, gdybym nie byl tchorzem, zreszta moj mozg jest martwy i tak. koledzy maja racje ze zycie ci nie doj**balo, idz z ta swoja nerwica albo depresja w piz**

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Podejrzewam, że w społeczeństwach wytwarzają się takie przeświadczenia po to, żeby przeciwdziałać niepotrzebnemu traceniu swoich członków. Jeśli w danej społeczności panuje pogląd, że samobójstwo jest tchórzostwem/egoizmem/grzechem/zuem itp. hamuje to odpływ w zaświaty jego członków.

A co z niepotrzebnym ich trzymaniem? Nie chcę, żeby zabrzmiało to zbyt radykalnie ale z drugiej strony po co trzymac na chama jednostke, która jest bezproduktywna i niejednokrotnie jeszcze dokładać do jej utrzymania.

Mnie się wydaje, że często chodzi tutaj o poprawność polityczną. Ale dla mnie w dalszym ciągu głupie jest, że ktoś ma prawo decydować o moim życiu/śmierci, kto nawet mnie nie zna - mam na myśli właśnie to społeczne przymuszanie do życia.

 

Jednak sam fakt, że ktoś po raz enty próbuje się zabić z marnym skutkiem sugeruje, że wcale o śmierć mu w tym działaniu nie chodzi tylko działa pod wpływem impulsu. Człowiek zdecydowany na śmierć zawsze znajdzie sposób żeby życie sobie odebrać. Nie jesteśmy znowu aż tak żywotni, żeby nie znaleźć "technicznego" rozwiązania.

Racja, jednak człowiek może czasem żyć w przeświadczeniu, że dany sposób jest pewny. Wiele osób żyje w przeświadczeniu, że najlepiej jest najeść się tabletek - co wcale prawdą nie jest. Można rzucić się pod pociąg ale nie raz słyszałam o przypadkach, że jedyną konsekwencją tego okazał się dożywotnio wózek inwalidzki itd. itd. Ba, nawet kiedyś była kobieta, która miała guza mózgu i postanowiła się zastrzelić...no i nie wyszło. Oczywiście, że posób tak czy siak sie znajdzie, tylko często po pierwszej nieudanej próbie taka osoba potem jest bacznie obserwowana przez najbliższe otoczenie.

 

Jednak w sytuacji gdybym był lekarzem na oddziale i mi pacjentka powiedziała "dzięki za wszystko, teraz wsiadam do taksówki i jadę do Castoramy po sznur" to sam bym delikwentce wypis anulował.

A powinna być sprawa jasna: jej życie - jej decyzje. Kim tak na prawdę jest lekarz (psychiatra), żeby mógł decydować o czyimś życiu bez wyraźnej zgody tej osoby?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja od dawna o tym tutaj piszę. Tak jak nie mieliśmy żadnego wyboru czy chcemy być na tym świecie, tak powinniśmy mieć pełny wybór, czy nie chcemy na nim być. Powinna być jakaś płatna opcja, ogólnodostępna, gdzie mógłbym się zgłosić, zapłacić i sam sobie zaaplikować co potrzeba pod ewentualnym okiem specjalisty lekarza. A tak to pozostają nam jakieś dramatyczne próby wieszania się, rzucania pod pociąg, trucia nieskutecznymi środkami itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Po prostu maciek, najwidoczniej zycie nie dokopalo Ci az tak bardzo. Samobojstwo to nie tylko tchorzostwo, ale tez ogromna odwaga.

Buahahahahahahahahahahahha po trzykroć buahahaha

Głupota i bzdura.

Jeden z moich ulubionych tekstów z Dr. Housa, mówi niejaki Wilson "Dying is easy, living 's hard"

Zgadzam sie z tym w 100%. Dzisiaj życ, trwać wytrwać jest bardzo trudno.

Umrzeć natomiast bardzo łatwo i prosto. Jedynie tchórz ucieka z zaczętej walki w środku jej trwania, poddaje sie odchodzi i oddaje walke walkowerem.

A walkę tą zwą życiem. :evil:

 

:brawo:

 

 

Jeszcze zanim na ekrany wszedł dr House sama to mówiłam innym

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ja od dawna o tym tutaj piszę. Tak jak nie mieliśmy żadnego wyboru czy chcemy być na tym świecie, tak powinniśmy mieć pełny wybór, czy nie chcemy na nim być.

Prawda, ja mam wrażenie, że ludziom na chama sie wbija do głowy, że mają obowiązek życia. Często czytałam i słyszałam, że człowiek z natury ma chce żyć co uważam za nie prawdę - tak jest bo tak się przyjęło i tak nakazuje "moralność". A gdy człowiek tych chęci nie ma to od razu uznaje się go za chorego. Osobiście chęć i niechęć dożycia ustawiłabym równowaznie względem siebie.

Poza tym, często można wyczytać, że ktoś kto ma mysli samobójcze nie wprowadza tego w czym ze wzgledu na bliskich, co często identyfikowane jest z pozorną chęcią pozbawienia się życia a nie faktycznym myśleniem o tym. Ciekawe, że nadmiernej radości z życia nie nazywa się chorobą bo przecież nikt nie ma życia idealnego i każdy czasem przeżywa dołek a skoro są oboy, które tak nie mają to też powinno być z nimi coś nie tak.

Powinna być jakaś płatna opcja, ogólnodostępna, gdzie mógłbym się zgłosić, zapłacić i sam sobie zaaplikować co potrzeba pod ewentualnym okiem specjalisty lekarza. A tak to pozostają nam jakieś dramatyczne próby wieszania się, rzucania pod pociąg, trucia nieskutecznymi środkami itd.

Haha jak dla "martwych" eutanazji wprowadzić nie chcą to co dopiero dla żywych.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Poza tym samobójstwo to subiektywna ocena sytuacji życiowej, często mylna.

Nie rozumiem dlaczego miałby istnieć jakiś "punkt obsługi" dla takich ludzi. Czym innym jest eutanazja, kiedy chory jest przykuty do łóżka, jest nieuleczalnie chory, cierpi męczarnie, itp., a czym innym umożliwianie sepuku komuś kto czuje się zmęczony życiem, bo sprawy nie poszły po jego myśli, czy też jest pesymistą od urodzenia.

 

Jeżeli ktoś chce ze sobą skończyć nie powinien w to mieszać innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jakiej racji zakładać, że pobyt w szpitalu psychiatrycznym będzie tylko i wyłącznie przechowaniem zrypanego egzemplarza zwierzątka marki człowiek? Może się przecież tak stać, że niedoszłemu samobójcy w tym szpitalu pomogą. Bez względu na to, czy ten człowiek podjął decyzję o samobójstwie racjonalnie czy też nie, dopóki ta osoba żyje, w każdej chwili może tą decyzję zmienić. Podobnie zresztą sprawa się ma w przypadku osób, które codziennie "decydują się" żyć i walczyć o swoje. Taki urok ludzikich decyzji.

 

Mnie się wydaje, że często chodzi tutaj o poprawność polityczną. Ale dla mnie w dalszym ciągu głupie jest, że ktoś ma prawo decydować o moim życiu/śmierci, kto nawet mnie nie zna - mam na myśli właśnie to społeczne przymuszanie do życia.

 

Ja w tym przypadku nie widzę decydowania o moim życiu lub śmierci. Tym bardziej "przymuszania do życia". Wydaje mi się raczej, że to jest kwestia obrony społeczeństwa (rodziny/bliskich/lekarzy i innych) przed konsekwencjami świadomości, że oto jeden z jego członków popełnia samobójstwo.

 

Wiele osób żyje w przeświadczeniu, że najlepiej jest najeść się tabletek - co wcale prawdą nie jest. Można rzucić się pod pociąg ale nie raz słyszałam o przypadkach, że jedyną konsekwencją tego okazał się dożywotnio wózek inwalidzki itd. itd. Ba, nawet kiedyś była kobieta, która miała guza mózgu i postanowiła się zastrzelić...no i nie wyszło.

 

Już sam fakt, że dana osoba podjęła tak brzemienną w skutkach decyzję jak zakończenie życia, a nie zadała sobie trudu, żeby zrobić to skutecznie, mówi coś o jej motywach.

 

 

Jednak w sytuacji gdybym był lekarzem na oddziale i mi pacjentka powiedziała "dzięki za wszystko, teraz wsiadam do taksówki i jadę do Castoramy po sznur" to sam bym delikwentce wypis anulował.

 

A powinna być sprawa jasna: jej życie - jej decyzje. Kim tak na prawdę jest lekarz (psychiatra), żeby mógł decydować o czyimś życiu bez wyraźnej zgody tej osoby?

 

Moim zdaniem lekarz to nie jest taki sam zawód jak hydraulik czy księgowy, ale to już inny temat.

 

I dalej nie widzę tu "decydowania o czyimś życiu". Pacjentka "pochwaliła się" lekarzowi, że planuje samobójstwo. Lekarz może kierować się jakimś systemem wartości, który nakazuje mu traktować życie pacjentów jako wartość nadrzędną, innym niż system wartości pacjentki. Lekarz może też mniej etycznie a bardziej ambicjonalnie podejść do przypadku i potraktować przypadek swojej pacjentki jako "porażkę zawodową". Lekarz może w końcu (i nie tylko lekarz, również bliscy świadomi planów pacjentki) podjąć taką decyzję w trosce o siebie, żeby nie czuć się winnym czyjejś śmierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czym innym jest eutanazja, kiedy chory jest przykuty do łóżka, jest nieuleczalnie chory, cierpi męczarnie, itp., a czym innym umożliwianie sepuku komuś kto czuje się zmęczony życiem, bo sprawy nie poszły po jego myśli, czy też jest pesymistą od urodzenia.

Często dolegliwości psychiczne mają bardzo duzy wpływ na dolegliwości fizyczne, które również mogą byc tak mocne i intensywne, że człowiek przeżywa męczarnie i zero radości z życia.

A co z nieuleczalnymi chorobami psychicznymi? Z nimi też ludzie się strasznie męczą. Człowiek chronicznie cierpiący na depresję również strasznie się męczy zarówno mentalnie jak i fizycznie.

Po raz kolejny - dlaczego ktoś inny ma móc mieć możliwość decydowania o moim zyciu/śmierci ;).

Jeżeli ktoś chce ze sobą skończyć nie powinien w to mieszać innych.

Tak czy siak miesza w to innych. Miesza np. osoby, które znajdą samobójcę pod składem pociągu, członka rodziny, który znajdzie osobę po przedawkowaniu tabltek albo powieszeniu się itd. itd.

A tak, przynajmniej wszystko odbywałoby się w warunkach "sterylnych" emocjonalnie. Poza tym, potencjalny samobójca miałby mozliwość spokojnego przygotowania rodziny/bliskich na swoją śmierć.

 

Oczywiście, powyższe stwierdzenia są bardzo hipotetyczne i skrajne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

łączyć samobójstwo z tchórzostwem mogą tylko ludzie, którzy nigdy nie byli w ciężkiej klinicznej depresji albo nie doświadczyli potężnych stanów lękowych/innych psychoz/itp, albo doświadczyli, ale dawno i już nie pamiętają, jak to fajnie. ludzie się nie zabijają z tchórzostwa, tylko olbrzymiej desperacji, bo ich psychika nie umie już znieść bólu ani chwili dłużej. to chyba logiczne, że skoro się w człowieku zatraca naturalnie występujący instynkt przetrwania, to musi być już naprawdę grubo i nie ma miejsca na myślenie kategoriami 'progres' 'jeszcze spróbuję' 'odpowiedzialność za rodzinę' 'dar życia he he'. żaden 'leń' w dystymii pogrążony w życiowym marazmie i rezygnacji nie ucieka się do ostatecznej kwestii przecież. samobójstwo w kategoriach tchórzostwa można podpiąć jedynie pod przypadki chęci uniknięcia np. kary więziennej albo publicznego linczu, bo wychodzą jakieś krępujące fakty machloje zbrodnie i wygodniej się zabić. ale takim ludziom i tak właściwie trzeba przyklasnąć, bo nie będą przynajmniej gnić w celi przejadając pieniędzy podatników

 

i nie umiem też za cholere zrozumieć takiej krytyki instytucji samobójstwa i potępiania tego przez społeczeństwo, co komu do tego, co człowiek chce zrobić ze SWOIM życiem. póki nie kończy go pod wiaduktem albo na torach czy skacząc komuś na głowę, to nikt nie powinien go potępiać. zgadzam się z Hansem, że się tu nie prosiliśmy na świat i powinniśmy mieć święte prawo do wyłączenia się za odpowiednią kaskę i oczywiście po przejściu odpowiednich procedur, żeby się emosy nagminnie nie zgłaszały po zerwaniu z chłopakiem

 

vive le samobójstwo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

blah!blah!, myślę, że taki dogorywający na nowotwór w szpitalu pacjent wolałby mieć depresję z całą jej somatyczną postacią (która jest uleczalna) i żyć, niż zwijać się w męczarniach w oczekiwaniu na śmierć. O jakim decydowaniu za kogoś mówisz?

Jak można przygotować bliskich na swoją samobójczą śmierć???? Pisząc o mieszaniu w swój plan innych miałam na myśli wkład/udział innych ludzi w samobójstwo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja gdybym był wyposażony w wyłącznik jednorazowego użytku, to już dawno bym z niego skorzystał. Ale tak dobrze nie ma i póki co zostają jakieś drastyczne metody, ewentualnie zebranie sporej sumy i wyjazd do jednej z klinik dokonujących eutanazji, no chyba, że forumowi chemicy coś doradzą, bo już tu kiedyś mi pisali co i gdzie zamówić.

 

magnolia84, ciężko nie angażować zupełnie nikogo. Np. sąsiad mojej babci nie chciał nikogo angażować i powiesił się w bloku w mieszkaniu obok. Potem poza zakładem pogrzebowym zaangażowani byli strażacy, policjanci, gazownicy, ekipa remontowo-budowlana no i cały blok, bo administracja wietrzyła mieszkanie dzień i noc, a to był lipiec. A tak to by sobie spokojnie poszedł do punktu obsługi klienta zmęczonego życiem/chorego na depresję itd. i wszystko byłoby tak jak należy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×