Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość anna_222

Ludzie,nie dajcie się wykorzystać,żyjcie w prawdzie

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Założyłam ten temat,po to by uświadomić niektórym ludziom,że w niektórych sytuacjach sami siebie oszukują,lub sami sobie poprostu wmawiają jakie to ich zycie jest świetnie,jakich wogół siebie mają wspaniałych ludzi.Otóz,moim zdaniem w rzeczywistości,to całkiem inaczej wygląda.Znam sytuacje,pewnej osoby,która prowadzi firme,zarabia dużo ,wokół niej ludzie się uśmiechają,są życzliwi,on się czuje poprostu bogiem wsród innych.On czuje że ludzie go kochają.i tu jest pytanie.Czy gdyby był zupełnie sam,nie prowadził żadnej firmy,to czy tak naprawdę by miał prawdziwych przyjaciół?Teraz to nie ma co liczyć na prawdziwą przyjazn.Ludzie oszukują,udają kogoś,kim naprawdę nie są.Po takich sytuacjach,gdzie osoby przekonuja się,że przez ten czas były wykorzystywane,oszukiwane,popadają w depresje,a dlaczego?bo tak naprawde są głąbami,i nie uzywają swoich mózgów.A ja?ja dzięki znajomości,mogłabym nawet grać w telewizji,i zarabiać niezłą kasę,a dlaczego nie poszłam?bo chcę w życiu dziękować tylko włącznie sobie,tzn swojej zasłudze,nie czyjejś.W dzisiejszych czasach każdy patrzy na znajomości,jak tu się "dostać" dzięki komuś.Po co mi takie zycie?co ja z tego będę miała.Nawet nie wiecie ile osób zawdzięcza niektórym ludziom,że występują wogóle w reklamie,czy tam w innych programach.A skąd wiem?bo poznałam pewną osobę,która się takimi rzeczami zajmuje i opowiedziała mi co nie co,także poprostu masakra :).Pamietajcie,że prawdziwych przymjacioł to poznaje się w "biedzie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Prawda jest jak dupa, każdy ma własną, o!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wg. mnie jak masz możliwośc pracowania za dobrą kasę to pracuj a nie filozofuj!

co kogo obchodzi kto komu prace załatwił, tak było i będzie. Naganne, no i co? zmienisz to?

miskę trzeba czymś wypełnić, dzieci nakarmic

gdyby mi ktos pomógł lepszą prace znaleźć to ja bym się bardzo cieszył

życie to nie ideał. a ludzie są źli z natury. pamiętaj o tym

a prawdziwi przyjaciele? poza pracą. i tyle :o

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie zawsze uzono, ze kapital spoleczny to podstawa. Nie musze tych wszystkich ludzi pkochac, przyjaznic sie z nimi czy spotykac. Dobrze znac wiecej osob, bo to zawsze zwieksza nasze mozliwosci w kazdej wlascieiwe dziedzinie zycia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Założyłam ten temat,po to by uświadomić niektórym ludziom,że w niektórych sytuacjach sami siebie oszukują,lub sami sobie poprostu wmawiają jakie to ich zycie jest świetnie,jakich wogół siebie mają wspaniałych ludzi.Otóz,moim zdaniem w rzeczywistości,to całkiem inaczej wygląda.Znam sytuacje,pewnej osoby,która prowadzi firme,zarabia dużo ,wokół niej ludzie się uśmiechają,są życzliwi,on się czuje poprostu bogiem wsród innych.On czuje że ludzie go kochają.i tu jest pytanie.Czy gdyby był zupełnie sam,nie prowadził żadnej firmy,to czy tak naprawdę by miał prawdziwych przyjaciół?Teraz to nie ma co liczyć na prawdziwą przyjazn.Ludzie oszukują,udają kogoś,kim naprawdę nie są.Po takich sytuacjach,gdzie osoby przekonuja się,że przez ten czas były wykorzystywane,oszukiwane,popadają w depresje,a dlaczego?bo tak naprawde są głąbami,i nie uzywają swoich mózgów.A ja?ja dzięki znajomości,mogłabym nawet grać w telewizji,i zarabiać niezłą kasę,a dlaczego nie poszłam?bo chcę w życiu dziękować tylko włącznie sobie,tzn swojej zasłudze,nie czyjejś.W dzisiejszych czasach każdy patrzy na znajomości,jak tu się "dostać" dzięki komuś.Po co mi takie zycie?co ja z tego będę miała.Nawet nie wiecie ile osób zawdzięcza niektórym ludziom,że występują wogóle w reklamie,czy tam w innych programach.A skąd wiem?bo poznałam pewną osobę,która się takimi rzeczami zajmuje i opowiedziała mi co nie co,także poprostu masakra :).Pamietajcie,że prawdziwych przymjacioł to poznaje się w "biedzie".

Co za bzdura totalna...

Nie widzę nic złego w załatwianiu komuś pracy. I tak ten ktoś będzie się musiał w tej pracy wykazać, takie czasy. I po co uogólniać?

Oczywiście, trzeba mieć do siebie szacunek. A o priorytetach w dzisiejszych czasach jest ciężko rozmawiać. Każdy ma inne.

Uwierz, że są jeszcze na tym świecie dobrzy ludzie, którzy nie patrzą przez pryzmat pieniędzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Załatwić komuś pracę to raczej dobra rzecz. A dalej od tego kogoś czy ją utrzyma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak jest możliwość pracowania za dobrą kasę to trzeba podwinąć rękawy i do roboty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Uwielbiam" wkładanie wszystkich do jednego worka ;)

"Wszyscy kłamią bla bla bla "

 

Więc mąż na pewno blefował mówiąc, "tak" przed ołtarzem, dziecko cię kocha bo ma w tym interes .... i można tak wymieniać ;)

Nie ma to jak usprawiedliwić czymś obecną sytuację .

 

Zanim się powie słowo "wszyscy" powinno się najpierw porządnie zastanowić.... ;)

 

Nie znoszę być wszystkimi ... i myślę, że nie tylko ja.

To że jedni ludzie są źli/kłamliwi/zawistni to nie znaczy że trzeba tym mianem obdarzać wszystkich innych.

 

 

a prawdziwi przyjaciele? poza pracą. i tyle

 

Otóż to. Chociaż są wyjątki. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszyscy w swoim całym życiu:

- jedzą

- piją

- sikają

- robią kupę

- kłamią

- śmieją się

- płaczą

- wściekają się

- złoszczą

- cieszą się

- oddychają

itd.

Póki nie zaczniesz chodzić po wodzie to witam w grupie wszyscy ludzie :)

czy to Cię teraz zaboli ?

zaboli

czy warto było to pisać ?

niezmiernie :) na pewno to w Tobie popracuje :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

specjalista_terapi, robić coś poprostu a z premedytacją to zasadnicza różnica ;)

 

Nie jestem wszystkimi - jestem sobą - osobą jedyną w swoim rodzaju i nikt mi nie wmówi, że jestem jak inni ;)

Bo nie ma dwóch takich samych osób - to jest biologicznie niemożliwe :P

Chyba że stworzysz klona :P

Który będzie wyglądał, robił i czuł tak jak jego oryginał ;)

 

Jak stworzysz to pogadamy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie jestem wszystkimi - jestem sobą - osobą jedyną w swoim rodzaju i nikt mi nie wmówi, że jestem jak inni ;)

Bo nie ma dwóch takich samych osób - to jest biologicznie niemożliwe :P

 

I tak jak wszyscy :

- jesz

- pijesz

- sikasz

- robisz kupę

- kłamiesz

- śmiejesz się

- płaczesz

- wściekasz się

- złościsz

- cieszysz się

- oddychasz

itd.

ot takie wspólne cechy ludzkie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie jestem wszystkimi - jestem sobą - osobą jedyną w swoim rodzaju i nikt mi nie wmówi, że jestem jak inni ;)

Bo nie ma dwóch takich samych osób - to jest biologicznie niemożliwe :P

 

I tak jak wszyscy :

- jesz

- pijesz

- sikasz

- robisz kupę

- kłamiesz

- śmiejesz się

- płaczesz

- wściekasz się

- złościsz

- cieszysz się

- oddychasz

itd.

ot takie wspólne cechy ludzkie :)

 

Ale mam również cechy niewspólne ;)

Więc nie jestem wszystkimi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
specjalista_terapi, więc ... nie jestem jak inni ;)

Takie myślenie może prowadzić do radykalnych form dyskryminacji lub uprzywilejowania ;)

 

Masz grupę 100 ludzi, wszyscy, jak pisał specjlista oddychają, sikają, kłamią itd... Wśród nich jeden jest czarny. I zaczyna się rozkminianie że "on jest inny, bo niby sika i oddycha - a czarny!" ;) Działać to może w dwie strony - tłum sobie będzie myślał torem "on jest czarny, jakiś inny, jest w mniejszości = gorszy jest", czarny będzie sobie myślał "oni są biali, jacyś inni, tylu ich, ja jeden wyjątkowy = muszę być lepszy" ;) Oczywiście może to funkcjonować na cechach niekoniecznie aż tak oczywistych jak kolor skóry. Przykładowo: wegetarianizm. Ktoś nie je mięsa, nie uznaje zabijania zwierząt, jest inny od ludzi którzy mięso jedzą = jest inny, a może i nawet wmówić sobie że "lepszy" (bo np. nie męczy zwierząt jak ci "gorsi"). Ale generalnie, to czy mięso czy trawa - to wszystko jest jedzenie. Inny przykład: jedna grupa uznaje Jahwe za boga, inna Allaha. Jak wiemy obie grupy uważają że są inne, i uważają że są lepsze od "tych drugich". Tymczasem znów - generalnie, jest to zbiór osób wierzących w zjawiska nadprzyrodzone i nie różnią się pod tym względem.

 

Konkluzja: jesteś jak inni ludzie. Nie jesteś innymi ludźmi. Dwa podobne zdania, dwa bardzo różne znaczenia, oba funkcjonują jednocześnie i się nie wykluczają. Dyskusja na ten temat może być ciekawa i barwna (bo zawsze znajdzie się multum przykładów) ale nie wiem czy ma jakiś głębszy sens - postrzeganie inności przebiega na wielu poziomach. Jedynym pewnym stwierdzeniem jest właśnie to że jesteśmy wszyscy tacy sami - choćby z tego powodu że zaliczamy się do jednego gatunku, mamy zestaw cech wspólnych i pod tym względem każdy jest jak inni - każdy coś kocha, czegoś nienawidzi; można kochać czy nienawidzić różne rzeczy, ale generalnie zasada jest ta sama ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W ogóle w dzisiejszych czasach pojęcie normy jest naginane. Bo co nią w ogóle jest? Wiadomo, że istnieją ściśle określone reguły czy zasady, tworzone są regulaminy. W świetle tych ustalonych odgórnie przepisów, rozporządzeń jest nieco łatwiej się poruszać i ustalić co jest normą. Są jednak ludzie, którzy nie umieją się podporządkować, odbiegają od schematów. Jak takie ustalone reguły mają się w odniesieniu do etyki i moralności?

Etyka i moralność też wg mnie jest naginana. Ludzie lubią się usprawiedliwiać i tworzyć własne pojęcia z kręgu moralności i etyki. Dlaczego tak się dzieje?

Czy bycie innym jest czymś oryginalnym? Pojęcie "inność" tak jak napisałeś deader, odnosi się do wielu poziomów. Zastanawiam się jak można rozpatrywać to pojęcie w kategoriach odstępstw od normy. Bo tak jak napisałam wcześniej... co nią właściwie jest? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader, nie miałam na myśli "inności" jako bycia lepszym od innych ;)

Bardziej chodziło mi o to jak łatwo ludzie wciskają innych w jakieś "ramy" które często są z "sufitu" ;)

 

Podam ci prosty przykład, w dodatku na sobie - chodzę do psychiatry, do terapeuty, mam problemy z którymi nie mogę sobie poradzic, które wynikają w dużej części z tego złego które przytrafiło mi się w dzieciństwie. Doskonale wiemy ( ci którzy tu piszą ) że takie rzeczy mają ogromny wpływ na ludzka psychikę (bez względu na to co to było za zło ).

A co moi rodzice na to jak usłyszeli, co to za zło itd ?? - "Musisz sobie poradzić, ja sobie poradziłam to i ty musisz. Po co ci terapeuta ... " i inne tego typu bzdety ;)

 

Wiemy doskonale, że nie muszę - bo ... nie jestem nimi ;) Nie mam takiej samej psychiki, nie myślę identycznie, inaczej reaguję na zdarzenia itd. itd.

Można by wymieniać bez końca.

Takich przykładów jest na pęczki - jeden ma zdolności do jezyków drugi nie i choćby ślęczał 24h nad książkami to nigdy nie dorówna temu który jest w tym "orłem".

 

Dlatego każdy jest inny i nie można mówić, że skoro ten, tamten coś tam to ja też. Owszem są i takie rzeczy ale nigdy nie stworzymy takiej sytuacji gdzie dwoje ludzi będzie czuc i myśleć tak samo.

No chyba, że zaczniemy się w końcu klonować od A do Z ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
(...) Jak takie ustalone reguły mają się w odniesieniu do etyki i moralności?

Etyka i moralność też wg mnie jest naginana. Ludzie lubią się usprawiedliwiać i tworzyć własne pojęcia z kręgu moralności i etyki. Dlaczego tak się dzieje?

To jest bardzo ciekawe zagadnienie. Teoretycznie - według mojego postrzegania przynajmniej - powinniśmy być pod tym względem tacy sami. I w pewnym sensie jesteśmy; uważam za prawdziwe stwierdzenie że wszyscy ludzie dzielą bardzo podobne podstawowe standardy moralne. Przykładowo, wszyscy staramy się unikać morderstwa, uważamy je za zło. No i podstawowo nie ma w tym na pozór nic ciekawego - ot, morderstwo to morderstwo, morderstwo jest złe = staramy się nie mordować. Podobnie z choćby kradzieżą - wszyscy uważamy że przywłaszczenie cudzej własności jest niefajne, "złe", staramy się nie kraść.

 

Ale - wraz z rozwojem cywilizacji, te podstawowe, wynikłe z ewolucji podstawy moralności napotykają na przeszkody, które w nieunikniony sposób wprowadzane są do równania wraz z postępem. W kwestii morderstwa - mamy choćby zwolenników i przeciwników aborcji, jedni mówią że to morderstwo, drudzy że usunięcie biomasy z organizmu żywiciela. Morderstwo to czy nie? W kwestii kradzieży - ot, choćby pirackie wersje programów, książek czy muzyki. Kradzież to czy nie?

 

Ludzie w pewnym sensie muszą tworzyć swoje pojęcia moralności - żeby przetrwać. Inaczej zagubili by się w świecie dla nich niezrozumiałym, chaotycznym. Te nowe składowe zostały dołączone stosunkowo gwałtownie (wystarczy porównać inne etapy ewolucyjnego rozwoju moralności) i równie szybko musimy im "sprostać". Wiesz, że kradzież jest zła. Ale musisz zdecydować czy dla ciebie ściągnięcie mp3-ki to kradzież.

 

W ten sposób dochodzimy do wniosku, że naginanie etyki i moralności jest nieuniknione w różnorodnym świecie. Gdyby wszyscy myśleli tak samo - no, to nie byłoby potrzeby, nie byłoby też wojen i dyskusji ;) Jednak przyszło nam żyć w świecie gwałtownie podlegającym zmianom, w którym wymusza się szybkie dostosowanie do nowo zastałych warunków, wymaga szybkiego przestawienia torów myślenia w pewnych przypadkach (np. po zniesieniu niewolnictwa można było zostać ukaranym za pozostawanie wiernym "tradycji" - trzeba było zmienić myślenie, nagiąć dotychczasową moralność [inna sprawa że trzeba było to uczynić też wcześniej żeby w ogóle doprowadzić do zaistnienia niewolnictwa]).

 

Można więc wyciągnąć wniosek że pewne naginanie etyki jest niezbędne i w większej skali - mało znaczące. Ważne jest aby nie podkopywać filarów moralności - bo wtedy zaczynają się prawdziwe problemy, wtedy wszystko się wali.

 

-- 19 sie 2014, 15:12 --

 

deader, nie miałam na myśli "inności" jako bycia lepszym od innych ;)

Bardziej chodziło mi o to jak łatwo ludzie wciskają innych w jakieś "ramy" które często są z "sufitu" ;)

Wiem, ale musiałem pójść w ekstremalny przykład żeby dobrze wyłożyć tok rozumowania ;)

 

Kontynuując (pozwolę sobie bez cytowania, bo za długi fragment - generalnie odnoszę się do całej wypowiedzi) - mogę się z tobą zarówno zgodzić jak i nie :D

 

Bo niby każdy jest inny i każdy inaczej znosi różne rzeczy i choćby na przytoczonym przez ciebie przykładzie: twoi rodzice poradzili sobie bez terapeutów, ty nie potrafisz. Nie uważam żeby to był argument przeciwko narzucaniu pewnych ram. Weźmy pod uwagę choćby kontekst czasowy - w czasach twoich rodziców nie mieliśmy tak rozwiniętej tej sfery medycyny. I tak jak kiedyś jaskiniowiec potrafił sobie rozpalić ognisko bez zapalniczki - bo zapalniczek po prostu nie było - tak twoi rodzice dali sobie radę najpewniej (wybacz jeśli złe założenie) dlatego że nie mieli nawet świadomości istnienia czegoś takiego jak terapeuta - a przynajmniej nie wykraczającą poza laicką typu "to taki świr od wariatów" :D

 

My jesteśmy w pewnym sensie ofiarami postępu. Osobiście podejrzliwie trochę podchodzę właśnie do kwestii tego czy rodzice byli w stanie tak zryć nam psychikę, jak się nam to czasem oznajmia. Nie mówię że to w 100% ściema, ale jestem przekonany (czy jak kto woli - głęboko w to wierzę ;) ) że jakiś procent ludzi którzy określają siebie na przykład jako DDD czy DDA - w rzeczywistości zwala winę za swoje błędy na rodziców czy kogoś jeszcze innego. Jeszcze 100 lat temu zdaje się nie istniało w ogóle takie pojęcie jak DDA - to jest osiągnięcie ostatnich dekad. Do czego dążę - myślę że jesteśmy w porównaniu do pokolenia naszych rodziców czy dziadków bardziej rozpieszczeni, żeby nie powiedzieć cipowaci. Żyjemy we względnym komforcie, do tego regulowanym przez mocne wpływy świata zewnętrznego. Trzeba by nas wszystkich jakoś zrównać, żeby przekonać się czy faktycznie jesteśmy tacy inni. W sytuacjach ekstremalnych, typu wojna czy katastrofa, ludzie pokazują "prawdziwą twarz". Myślę że wielu ludzi z depresją czy innymi zaburzeniami znaleźliby w sobie zakopane pokłady energii, pewności siebie i innych cech, kiedy okazałoby się że trzeba zrobić coś konkretnego - np. spierdzielać przed czołgami Putina, bo masz do wyboru spieprzać albo umrzeć. Podejrzewam że zdecydowana większość wybrałaby spieprzanie, ewentualnie walkę, a bardzo mała część zdecydowałaby się z marazmem położyć pod gąsienicę ;)

 

Dlatego ja i owszem, jestem przeciwnikiem trochę szufladkowania - bo to już zbyt szczegółowe. Ale pewne ramy - które są według mnie pojęciem szerszym, bardziej pojemnym - uznaję. Np. mając przed sobą płyty Slayer, Nirvana czy Rolling Stones nie będę się bawił w opisywanie że to jest metal, to grunge... To jest wszystko rock'n'roll. Który i owszem, różni się od muzyki klasycznej czy jazzowej - to są właśnie "ramy" które akceptuję. Natomiast głębsze podziały prowadzą do absurdów i nagle okazuje się że jakiś zespół gra nordic-pagan-blast-deathmetal. Uomatko! A to już "metal" nie wystarczy? :D

 

Choć może lepiej powiedzieć: staram się tak nie robić. Niestety taki nawyk 'wyssany z mlekiem matki' trudno wykorzenić, tak jak ciężko mi powstrzymać się od jęknięcia czasem "ło Jezu" mimo że nie jestem wierzący :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader, hahaha :D

Ale przyjemnie mi się Twoja wypowiedz czytało :D

 

Zgadzam się co do tego, że nasi rodzice "musieli" sobie jakoś radzić bo w tamtych czasach nie było tego i tamtego. I fakt, nie m tu co umniejszać - radzili sobie na tyle na ile pozwalała im obecna wtedy sytuacja.

Na szczęście świat idzie z postępem i teraz mamy różne "cuda nauki" po to by z nich korzystać więc można by powiedzieć, że idiotyzmem jest "piłować drzewo piłą ręczną jak obok leży spalinówka" :D

I drażni mnie, że nasi rodzice wymagają od nas byśmy cofneli się do jaskiń i ogień rozpalali dwoma kamyczkami mając to co mamy pod ręką.

Po to mamy rozum by z niego korzystać i ułatwiać sobie życie a nie je utrudniać.

 

Co do DDA DDD to akurat nie takie "zło" miałam na myśli (jeśli chodzi o mnie akurat ) miałam na myśli ... molestowanie ...

Zresztą nie będę tu wyszczególniać co jest gorsze bo tu nie ma porównań - dla każdego jego trauma jest straszna ...

 

Haha co do muzyki ... tu masz rację - zawsze mnie to zastanawia - po co te zlepki pięciu innych gatunków muzyki - akurat trochę w tym siedzę - no może bardziej aktualnie w latach 80-90 więc tam zasadniczo nie było takich "udziwnien" ale jak czasem czegoś nowszego słucham to ciężko się zastanawiam po co "nawalą" tych gatunków tyle.

W zasadzie można by rzec, że teraz taka muzyka powstaje - mieszanka wielu gatunków muzycznych i czasem ciężko to jakoś sensownie sklasfikować :D

 

Nawyk "wyssany z mlekiem matki" trudno wykorzenić faktycznie aczkolwiek nie jest to niemożliwe. Potrzeba tylko silnej motywacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anna_222, odnosząc się do twojego postu chciałbym zgłosić swoje spostrzeżenie. Otóż:

Ludzie w dzisiejszym świecie uwielbiają się łudzić i oszukiwać samych siebie.

Ludzie wmawiają sobie sami, że żyją w normalnym kraju, gdzie platforma nie kradnie; że mają prawdziwych przyjaciół a nie udawanych, że nie spotka ich nic złego, że nie zachorują, że osoba z którą są to jest prawdziwa miłość anie związek dla bycia związkiem itd itp. Znam krocie takich przypadków gdzie wiara w coś zastępuje racjonalne argumenty.

Fakt jednak jest jedynie taki, że prawda zawsze jest brzydka i nielubiana i prędzej czy później jak śmierć każdego dopadnie. Śmierć oczy zamyka natomiast prawda oczy otwiera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
deader, hahaha :D

Ale przyjemnie mi się Twoja wypowiedz czytało :D

Bardzo mi miło :D Mi zaś miło że ktoś nie "zagotował się" po przeczytaniu :D

 

Zgadzam się co do tego, że nasi rodzice "musieli" sobie jakoś radzić bo w tamtych czasach nie było tego i tamtego. I fakt, nie m tu co umniejszać - radzili sobie na tyle na ile pozwalała im obecna wtedy sytuacja.

Na szczęście świat idzie z postępem i teraz mamy różne "cuda nauki" po to by z nich korzystać więc można by powiedzieć, że idiotyzmem jest "piłować drzewo piłą ręczną jak obok leży spalinówka" :D

I drażni mnie, że nasi rodzice wymagają od nas byśmy cofneli się do jaskiń i ogień rozpalali dwoma kamyczkami mając to co mamy pod ręką.

Strzał w 10 ;) Ja też jestem zwolennikiem idei "narzędzia dostosowane do rzeczywistości" więc... Mogę się tylko zgodzić :D Ja w sumie bowiem też korzystam z "drogi na skróty" - moim starym przysporzyłem niejeden powód do pójścia po Prozac, a jednak wiem że tak nie robili. Pisząc rozmyślałem wtedy chyba z rozpędu nad kwestią owej "inności od innych" w kontekście pokoleniowym. Bo to że mając pod ręką spalinówkę będę ją preferował nad siekierą jest naturalne - tak samo w końcu któryś z naszych praprapra-rodziców musiał w którymś momencie wybrać piłę ręczną zamiast siekiery, a wcześniej siekierę zamiast, nie wiem, bobra na patyku :P - po prostu zawsze rozwiązanie lepsze wygra, nie od razu może, ale lepsze wygra a słabsze wyginie; jako tak samo naturalne uznaję pewne uprzedzenia których człowiek nabawia się w pewnym wieku - uważam za bardzo prawdopodobne że i ja i wielu innych w moim wieku na starość będzie uparcie twierdzić że spalinówka jest lepsza od piły laserowej :P

 

Co do DDA DDD to akurat nie takie "zło" miałam na myśli (jeśli chodzi o mnie akurat ) miałam na myśli

Znów - moje rozważania "popłynęły" po prostu trochę bardziej w stronę ogółu niż konkretnie twojego przypadku :D

 

Haha co do muzyki ...

Mnie dziwi że dla niektórych to jest takie mega ważne i potrafią się kłócić o to czy zespół jest black czy death metalowy - przynajmniej kiedyś tak było, kij wie o co młodzi się teraz kłócą, czy zespół jest sceamo-punkowy czy emo-thrashowy, nie znam się na dzisiejszej muzyce :P W sensie, totalnie. Ostatnie cokolwiek "na czasie" ze świata muzycznego co miałem w rękach to Metal Hammer z jakieś 10 lat temu. Ja już dziamgam że dzisiejsza muzyka to nie to co kiedyś ;) Czyli to samo co moi starzy mówili jak przynosiłem na chatę kasety Dezertera na przykład :D Nie mam pojęcia jakie nazewnictwo jest w świecie muzycznym "na fali" (ostatnie co kojarzę czym dzieciaki się jarały to "metalcore" ( wtf..? :mrgreen:) ), więc jak ktoś puszcza mi coś jakiejś nowej kapeli to... mam dużo mniej do rozmyślania jak to sklasyfikować ;) Słyszę - rock'n'roll albo gówno, ot, dwie szuflady :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×