Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
k123

Pożyć na maksa i umrzeć

Rekomendowane odpowiedzi

Dręczy mnie życie w świecie norm i konwenansów, nie widzę nadziei, żeby życie stało się fajne, jeśli mam oszczędzać, pracować i ciągle spełniać wymagania innych. Jestem nieszczęśliwa, chora i nawet nie wiem jak musiałoby wyglądać moje życie, żeby było ok, mam zaburzenia i tyle, terapia prowadzi tylko do akceptowania rzeczywistości, i tak żyjemy, ale co to za życie?

 

Ostatnio dojrzewa we mnie wielkie marzenie.. Chcę wziąć wielką pożyczkę, wyjechać, mieszkać sobie, nie pracować, kupować co zechcę, ryzykować, a kiedy kasa się skończy.. Skończyć ze sobą..

 

Co o tym myślicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Po stokroć głupota !.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Popieram zdanie powyzej

 

jeśli mam oszczędzać, pracować i ciągle spełniać wymagania innych.

Niby dlaczego mialabys to robic?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dręczy mnie życie w świecie norm i konwenansów, nie widzę nadziei, żeby życie stało się fajne, jeśli mam oszczędzać, pracować i ciągle spełniać wymagania innych. Jestem nieszczęśliwa, chora i nawet nie wiem jak musiałoby wyglądać moje życie, żeby było ok, mam zaburzenia i tyle, terapia prowadzi tylko do akceptowania rzeczywistości, i tak żyjemy, ale co to za życie?

 

Ostatnio dojrzewa we mnie wielkie marzenie.. Chcę wziąć wielką pożyczkę, wyjechać, mieszkać sobie, nie pracować, kupować co zechcę, ryzykować, a kiedy kasa się skończy.. Skończyć ze sobą..

 

Co o tym myślicie?

 

Ja myślę że to jest głupie...w dzisiejszych czasach możesz sobie pojechać w truskawki do Norwegii na 2 mieś i potem reszte roku siedzieć w Tajlandii. Tam wszystko jest3 razy tansze a Tajowie uwielbiają białych...zakupy są do dupy i samobójstwo tez jestdo dupy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No tak bo na te truskawki do Norwegii to czekają na Ciebie z pocałowaniem w stópkę i w ogóle kokosy za tą pracę.

Wcale nie głupi pomysł..tylko żeby tak przez 20 lat bo mi czas strasznie zapieprza ;] ciekawi mnie też skąd chcesz wziąć tą wielką pożyczkę, zarabiasz fortunę najwyraźniej albo komuś chcesz sprawić 'miłą' niespodziankę zostawiając mu swój dług.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nawet nie wiem jak musiałoby wyglądać moje życie, żeby było ok, mam zaburzenia i tyle, terapia prowadzi tylko do akceptowania rzeczywistości, i tak żyjemy, ale co to za życie?

 

No to masz bardzo konkretne zadanie do zrealizowania: wyobrazić sobie życie, które sprawia, że jesteś szczęśliwa. Tak naprawdę, nie na niby, nie akceptując smutek. To według mnie jeden z najtrudniejszych etapów wychodzenia z zaburzeń emocjonalnych. Zmuś się do jakiejś aktywności i jeśli nie potrafisz sobie wyobrazić pokaż sobie, że są takie prace/zajęcia/zainteresowania i tacy ludzie, których chciałabyś znać i którzy by Cię motywowali.

 

A co do planu- nie będziesz się czuła szczęśliwa aż skończą się pieniądze i nie będziesz chciała popełnić samobójstwa. A co, jeśli się zakochasz, poczujesz motywację, chęć do życia, chęć rozwoju? Sama skażesz się na cierpienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że gdybym przykładowo zamiast brać kredyt sprzedała mieszkanie (nie chcę bo przecież nie wygonię narzeczonego..) to mam szansę, że kiedy wyjadę i przyjmę wszystko na "i tak umrę" to będę podejmować decyzje tak dla mnie zawsze ryzykowne, że odkryję swój sposób na życie i jak mi się spodoba to będę mogła w tym zostać.. Tak więc jest to forma "teraz albo nigdy", a jak się nie uda to zawsze można wszystko zakończyć.. Czyli jest to forma dania sobie szansy na szczęście i sprawdzenia czy może się ono stać codziennością.

 

Czyż nie??

 

A faktem jest że rzeczywiście skazanie się na śmierć kredytem nie ma tu większego sensu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja słyszałem o takich ludziach...tylko że bynajmniej nie mieli zamiaru sie zabijać. Kredyt spłacali nastepnym kredytem, potem jakieś konsolidacyjne i chwilówki...wszystko na bierzące przyjemności wydane

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wydaje mi się, że gdybym przykładowo zamiast brać kredyt sprzedała mieszkanie (nie chcę bo przecież nie wygonię narzeczonego..) to mam szansę, że kiedy wyjadę i przyjmę wszystko na "i tak umrę" to będę podejmować decyzje tak dla mnie zawsze ryzykowne, że odkryję swój sposób na życie i jak mi się spodoba to będę mogła w tym zostać.. Tak więc jest to forma "teraz albo nigdy", a jak się nie uda to zawsze można wszystko zakończyć.. Czyli jest to forma dania sobie szansy na szczęście i sprawdzenia czy może się ono stać codziennością.

 

Czyż nie??

 

Problem jest w tym, że stracisz poczucie bezpieczeństwa i kontroli, a ono bardzo często jest niezwykle ważne i broni przed nerwicami.

Jeśli nie kochasz swojego narzeczonego, wywal go. Nie dlatego, że wyjeżdżasz na zawsze (to forma ucieczki), ale dlatego, że uczysz się być szczęśliwa i szczera wobec siebie. To trochę tak, jakbyś chciała się nauczyć czegoś i twierdziła, że to za trudne, więc zatrudnisz się na stanowisku, które wymaga od Ciebie tej umiejętności. To może Cię zmiażdżyć. Ucz się stanowczo i powoli. Ja tak zrobiłam- nauczyłam się postawy egoistycznej i hedonistycznej (też zawsze robiłam rzeczy pod kogoś albo dlatego, że tak trzeba) powoli coraz częściej pytając siebie czy naprawdę chcę to zrobić. Z tego powodu przestałam wychodzić na piwo z ludźmi z roku. Bo tego nie lubiłam. Może spróbuj takiego ostrego programu zmiany swojego autorstwa, przeczytaj kilka książek, zrób kilka kursów i jak już zobaczysz, że te metody nic nie dają (a mogą jednak dać dużo), a jak nie pomoże- zrealizuj plan z przeprowadzką ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawe jest to jak autorka i zapewne wiele innych osób wyobraża sobie wyrażenie "pożyć na maksa" :roll: (bo sam pomysł b. głupi, tak żeby nie robić off topa)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Konkretnie mam na myśli.. Robisz co chcesz, wydajesz ile chcesz, spotykasz się z kim chcesz (np nie chodzisz na niedzielne obiady do mamusi), możesz mieć 3 facetów bo ci co znali cię wcześniej nie będą cię oceniać, możesz przestać przyjmować pozy bo masz jakiś zafajdanych partnerów biznesowych i musisz trzymać klasę, możesz używać innego imienia.. Wiem, że to może wydawać się idiotyczne, ale chodzi właśnie o to, żeby zacząć życie od nowa, a jak się spalisz, możesz się spakować i wyjechać gdzieś indziej i to ty decydujesz gdzie, a nie mamusia albo mąż

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a Ty w ogóle wiesz czego chcesz?

 

 

chcę się dowiedzieć próbując różnych rzeczy:) bo jak inaczej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

k123,

no ale probować można niekoniecznie w taki desperacki sposób :?

wątpie, że będziesz miała jednocześnie nadzieję na odnalezienie swojego miejsca w świecie i podejście "i tak niedługo umrę".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×