Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
LINA

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Rekomendowane odpowiedzi

1 minutę temu, Roza00 napisał:

Ok! Przepraszam, tak jak już wcześniej pisałam. Podzieliłam się tylko tym, co mnie bardzo zestresowalo. Bo nie mam komu o tym powiedzieć, tak jak większość z Was. I wiem, że takie przypadki to jeden na milion, ale jak każdy hipochondryk myślę, że jestem właśnie tym 1. Chodziło mi tylko o to, że mówią mi, że jak wyniki krwi są ok to znaczy, że jest ok. A tu taka bomba. Nic tylko się zalamac. 

Wybacz mi 🙂

Ale ja Cie rozumiem, takie bomby tez czytałam wielokrotnie. I nie mam Ci czego wybaczać Róża :) Ja Ciebie lubie i lubie czytac Twoje wpisy. Tez kiedys mnie krzyczeli ze pisze o raku mózgu :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A w ogole to sama tez tego juz nie czytaj najlepiej i tyle, bo sie sama nakręcasz niepotrzebnie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W ogóle mam dziś bardzo zły humor, wszystko mnie wręcz wkurwia, chociaż na ogół nie przeklinam. Mam dosyć już tej nerwicy i hipochondrii i tego całego syfu z tym związanego. Gdzie się człowiek nie obejrzy tam tylko rak, srak, białaczka i bezradni lekarze. Ale jak człowiek idzie i chce się przebadwcz to patrzą na Ciebie jak na idiote i traktują jak zło konieczne. Cała ta medialna nagonka, żeby się badac, kontrolować nijak ma się do rzeczywistości i podejścia lekarzy. A potem pytania: gdzie Pani była wcześniej? W dupie. Krew mnie już zalewa. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyny nie ma się co teraz denerwować, faktycznie pod wpływem emocji i impulsu mozna opisać historie która Nas zestresowała. Ja tez opisałam kiedyś przypadek mojej cioci która miała kolono bo miła polipy i tez zupełnie nie pomyślałam, ze mogę kogoś wystraszyć 🙁 fakt, ze wszystko z nią dobrze i nie ma się czym martwić ale mnie juz nawet takie coś nie pociesza😞

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez mam dzis zły dzien. Na prawde wczoraj obiecywałam sobie, ze przestaje się denerwować a przyszedł dzisiejszy dzien i znów to samo. 

I dokładnie tak jak Ty Róża, wkurza mnie ogólnie to, ze dopadła mnie nerwica. Tez jestem nerwowa, tak jak pisałam wyzywam się na mężu, NIC mnie nie cieszy. Dosłownie NIC. Mam pretensje ( nawet nie wiem do kogo) dlaczego mam takie wkręty, dlaczego nie potrafię sobie z tym poradzić. Zamiast być lepiej to jest co raz gorzej.

A najlepsze newsy są zawsze na Facebooku. „ poznaj historie tego i tamtego który ma raka” „zbieramy na leczenie guza tego czy tamtego” 

Ja wiem ze takie rzeczy się dzieją ale jak przeczytam takie historie to czuje sie sto razy bardziej chora 😳

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania, nie był to rak jelita 🙂 to na pewno 🙂

Każdy z nas pisze tu coś, co kogoś może nakręcić. Pisałam tu kiedyś o moim wujku, który zmarł na raka trzustki mając zaledwie 50lat. Też mogło to komuś dołożyć gwóźdź do trumny. Czytając wcześniejsze posty sprzed kilku lat ludzie też pisali tutaj takie rzeczy, że mi włosy dęba stawały. 

Faktycznie, mój błąd, nie pomyślałam. Ale zdenerwowalo mnie to okropnie. Prawie zawału dostałam. Nie myśląc przelałam to na posta. Chodziło mi o mnie, o to, że jak mam być spokojna, jak takie rzeczy się dzieją na świecie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 minuty temu, biedronka napisał:

Zestresowana dzis nawet niezle, ale nic nie mowie, bo pewnie potem bedzie gorzej, jak zwykle. Ale wczoraj po obiedzie biegunka, takze... 

Biedronka ja sobie obiecałam, ze postaram się zwalczyc lęk i jeśli objawy ze strony jelit nie mina udam się do lekarza. Ale nie mogę pozbyć się tego strachu :(

Całymi dniami myśle tylko o mojej „kupie”😳

otwieram rano oczy i się zaczyna wiec jak zwalczyć lęk jak ciagle mam takie objawy 😢😢😢

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, zestresowana1990 napisał:

Ja tez mam dzis zły dzien. Na prawde wczoraj obiecywałam sobie, ze przestaje się denerwować a przyszedł dzisiejszy dzien i znów to samo. 

I dokładnie tak jak Ty Róża, wkurza mnie ogólnie to, ze dopadła mnie nerwica. Tez jestem nerwowa, tak jak pisałam wyzywam się na mężu, NIC mnie nie cieszy. Dosłownie NIC. Mam pretensje ( nawet nie wiem do kogo) dlaczego mam takie wkręty, dlaczego nie potrafię sobie z tym poradzić. Zamiast być lepiej to jest co raz gorzej.

A najlepsze newsy są zawsze na Facebooku. „ poznaj historie tego i tamtego który ma raka” „zbieramy na leczenie guza tego czy tamtego” 

Ja wiem ze takie rzeczy się dzieją ale jak przeczytam takie historie to czuje sie sto razy bardziej chora 😳

Ja dostałam ostatnio od znajomej wiadomosc na fb o tresci, ze jakies tam dziecko ma białaczke i ze potrzebuja bardzo rzadkiej grupy krwi, w razie co dzwonić pod nr ...(i tu był podany numer). I mi takie cos wysyła w PRYWATNEJ WIADOMOŚCI. Zdenerwowałam sie, ale mysle sobie, ze to sprawdze co mi szkodzi. I wpisałam ten nr w wyszukiwarke i co sie okazało? Ze to jacys oszusci, połaczenie jest płatne i to sporo i tak naciągają ludzi. A mi juz oczywiscie sie nogi ugiely na wiadomosc o chorym dziecku. 

Edytowane przez Issaa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja wróciłam od mojego psychologa. Siedziałam dzisiaj z nim 3 godziny, ale trochę mi lepiej. 

Psycholog powiedział mi, że muszę zmienić tok myślenia, bo ciało jest niewolnikiem umysłu. Czyli zakaz myślenia:" nie chce mieć raka", tylko "chce być zdrowa". Bo dla umysłu nie istnieje słowo "nie". Więc jak sobie odejmiemy słowo "nie" w zdaniu "nie chce mieć raka" to wiadomo co wychodzi... 

Druga sprawa, przedstawił mi dzisiaj nerwice jako takiego krasnoludka, który przybija pione z naszym uśmiechniętym mózgiem i mówi: "ale będzie zabawa, teraz jest faza na chłoniaka, więc musisz mieć tendencje do powiększania węzłów, świądu, kaszlu i skoków temperatury, zobaczysz ucieszy się!", na co mózg:"super pomysł, działam!", dlatego teraz mogę mieć skłonność do węzłów, bo mój umysł OCZEKUJE tych reakcji od ciała. Boli mnie gardło, bo mój unysl tego oczekuje. Macie biegunki, dziewczyny, bo Wasz umysł tego chce. A raczej ten krasnolud co się z tym umysłem dogadal. 

 

Gadam jak potluczona, ale może Wam też choć trochę pomoże. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, Roza00 napisał:

Ja wróciłam od mojego psychologa. Siedziałam dzisiaj z nim 3 godziny, ale trochę mi lepiej. 

Psycholog powiedział mi, że muszę zmienić tok myślenia, bo ciało jest niewolnikiem umysłu. Czyli zakaz myślenia:" nie chce mieć raka", tylko "chce być zdrowa". Bo dla umysłu nie istnieje słowo "nie". Więc jak sobie odejmiemy słowo "nie" w zdaniu "nie chce mieć raka" to wiadomo co wychodzi... 

Druga sprawa, przedstawił mi dzisiaj nerwice jako takiego krasnoludka, który przybija pione z naszym uśmiechniętym mózgiem i mówi: "ale będzie zabawa, teraz jest faza na chłoniaka, więc musisz mieć tendencje do powiększania węzłów, świądu, kaszlu i skoków temperatury, zobaczysz ucieszy się!", na co mózg:"super pomysł, działam!", dlatego teraz mogę mieć skłonność do węzłów, bo mój umysł OCZEKUJE tych reakcji od ciała. Boli mnie gardło, bo mój unysl tego oczekuje. Macie biegunki, dziewczyny, bo Wasz umysł tego chce. A raczej ten krasnolud co się z tym umysłem dogadal. 

 

Gadam jak potluczona, ale może Wam też choć trochę pomoże. 

Róża wlasnie weszłam na forum i chciałam spytać czy byłaś u psychologa. 

Super, ze Nam to napisałaś, czyli zle robimy myśląc...”nie mogę się denerwować” „nie mogę zachorować na raka” czyli trzeba raczej myśleć ze bedzie dobrze, że będę zdrowa coś w tym stylu? Przyniosło Ci ulgę spotkanie z psychologiem? Fajnie, ze chodzisz na terapie. Możesz się wygadać, jakoś tak zawsze pewnie lżej na sercu 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, trzeba sobie mówić: jestem chora, dobrze się czuje,  wszystko ok. Żadne: nie chce mieć raka, nie chce się denerwować. Mózg ucina sobie "nie". 

Jak mu powiedziałam, że nie wierzę, że ciało może reagować w taki sposób od nerwicy, to opowiedział mi o swojej podopiecznej, która tak wkrecila się w stwardnienie rozsiane, że sparaliżowany jej pół ciała. Nie mogła ruszać prawa strona. I wylądowała na oddziale zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Roza00 napisał:

Tak, trzeba sobie mówić: jestem chora, dobrze się czuje,  wszystko ok. Żadne: nie chce mieć raka, nie chce się denerwować. Mózg ucina sobie "nie". 

Jak mu powiedziałam, że nie wierzę, że ciało może reagować w taki sposób od nerwicy, to opowiedział mi o swojej podopiecznej, która tak wkrecila się w stwardnienie rozsiane, że sparaliżowany jej pół ciała. Nie mogła ruszać prawa strona. I wylądowała na oddziale zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym. 

Kurcze...mózg i podświadomość ma ogromna sile 😳ja pamietam jak pod koniec zeszłego roku o czym juz pisałam, tak się wkręciłam w raka piersi ze byłam pewna ze go mam. Mało tego...wyczuwałam guza w tej piersi, drętwiała mi ręka do tego pierś mnie strasznie bolała i mój mąż umawiał mnie pare razy na usg ale nie poszłam bo stchórzyłam 😞 ale byłam pewna ze w wieku 27 lat umrę na raka piersi. Płakałam czemu mnie to spotkało, dlaczego ja, potem doszły mega duszności, uczucie „czegoś” w gardle....w końcu jak poszłam na Usg okazało się ze mam zdrowe piersi. Jakoś mi to przeszło i tak bym chciała, żeby moje jelita tez wróciły do normy. 

Wam tez wszystkim całym sercem życzę żebyście byli zdrowi!!!! 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie wytlumaczone Roza :). Ja zdaje sobie sprawe, ze umysl moze wszystko, problem jest tylko jeden, ja wierze w to u innych, u siebie nie :(. 

Polecam wam ksiazke "Wszystko jest w twojej głowie. Opowieści o chorobach psychosomatycznych", zobaczycie same co glowa moze nawyprawiac z cialem. Swietna ksiazka. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Akurat czytanie takich książek może jeszcze bardziej nakręcać. Nawet jak czytam jakieś super hiper profesjonalne rady na temat jakiegoś problemu, to wewnętrznie jeszcze bardziej się negatywnie nakręcam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Apek, wiadomo, każdego stymuluje i nakręca co innego. A Ty poszedłes w końcu do tego szpitala? 

Jeszcze jedno. Zapytałam psychologa też dziś, jak to jest, że kiedy zaczyna mi się poprawiać, to nagle występuje taki objaw, że zwala mnie z nóg i nie mogę przejść obojętnie obok tego. Tak jak np teraz. Już było lepiej, to mi wyskoczył mega wezel. To jak jakieś fatum. Odpowiedział mi, że tak to właśnie jest, że jak mózg zaczyna poprawnie funkcjonować to krasnolud mówi:"ej, opierdzielasz się, tak dobrze się bawiliśmy a Ty co! Musisz się bardziej postarać!" no i wtedy objawy są jeszcze mocniejsze, bo mózg jest bardziej stymulowany i daje z siebie wszystko. Nazwał to autosabotażem.

Generalnie, wiele z tych rzeczy uczyłam się na studiach, o wielu czytałam, ale sama nie potrafię sobie tego uświadomić. 

Kazał mi też wyobrazić sobie ten lęk i go zmaterializować. Nadać mu jakis kształt, żeby stał się przedmiotem. I opisać dokładnie jego kolor, kształt, każdy szczegół. Na jakim tle go sobie wyobrażam. Gdzie się znajduje. W jaki sposób się ze mną komunikuje. Potem kazał mi sobie wyobrazić, że zamykam się z tym czymś w jednym białym pokoju i próbuje z nim rozmawiać. Jak z przyjacielem i wrogiem. Powiedzieć co mu zawdzięczam, a co zarzucam. 

Moj psycholog jest też psychoonkologiem i powiedział mnie, że zapewnia mnie, że na osobę śmiertelnie chora nie wyglądam, bo z takimi na styczność na codzień. I że takie osoby mają mniej leków, niż ja. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, nie poszedłem. Nie mam czasu na leżenie w szpitalu do połowy lipca.

Zresztą jakoś mi się szpitali odechciało. Zarówno psychiatryka jak i tego zwykłego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak Twoje objawy? Masz stwierdzono hipochondrie? Czy oprócz tych problemow z wymiotami, wyproznianiem, coś jeszcze sobie wkrecales? Jedynie to zolkniecie gałek jest dosyć niepokojące. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, biedronka napisał:

Fajnie wytlumaczone Roza :). Ja zdaje sobie sprawe, ze umysl moze wszystko, problem jest tylko jeden, ja wierze w to u innych, u siebie nie :(. 

Polecam wam ksiazke "Wszystko jest w twojej głowie. Opowieści o chorobach psychosomatycznych", zobaczycie same co glowa moze nawyprawiac z cialem. Swietna ksiazka. 

Biedronka ja mam to samo. Wierze, ze każdy z Was jest zdrowy a ja jedna nie😒

Ze wy przykładowo macie biegunki z nerwów a ja nie 😒

Biedronka a tez czasem tak masz, ze jak juz w miarę załatwisz się normalnie to stolec jest odbarwiony?? Taki żółtawy??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Róża to bardzo ciekawe co napisalas. Może spróbuje poćwiczyć w ten sposób, z wyobrażeniem sobie leku, rozmawianiem z nim...przecież mi to nie zaszkodzi 🙂

Widzisz, jesteś zdrową osobą. Zobaczysz ze wszystko kiedyś minie🙂 a jak gardło juz lepiej? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania, celowo Wam to pisze, moze komuś się przyda, kto nie ma odwagi lub możliwości wizyt u psychologa. Sprobuj, ja już rozmawiam ze swoim lekiem 🙂 zawdzięczam mu to, że jestem przebadana, czego na pewno bym nie zrobiła, nie mając hipochondrii. Zarzucam mu jednak o wiele więcej.

Też muszę Wam napisać coś, co nie będzie super optymistyczne, ale może da kopa do walki. Psycholog powiedział, że czynnikiem zapalnym do powstawania chorób jest, oprócz oczywiście genetyki, niestety stres... Mówił, że na studiach badał związek psychiczny z rozwojem choroby nowotworowej i niestety wyniki sa przerażające. Stres tak obciąża organizm i układ immunologiczny, że ten zamiast zajmować się występującymi patologiami (występującymi nawet kilkanaście razy w ciągu życia człowieka, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy) zajmuje się pierdolami, takimi jak obniżenie hormonu stresu, żebyśmy w ogóle jakkolwiek funkcjonowali. Nasza odpornosc, jeżeli dobrze o nią zadbamy jest praktycznie zdolna sama sobie poradzić. Wiadomo, wyjątki są jak w każdej dziedzinie. Ale im bardziej się boimy, tym bardziej sobie szkodzimy. 

Wiem, że w teorii wszyscy to wiemy. 

A na koniec dodał:"widzisz, była ta smutna historia o Annie Przybylskiej. Straszna tragedia. Fakt, była obciążona genetycznie, ale każdy kto ją znał wspominał, że często mówiła, że nie dozyje 40-stki. Ciężko nie zauważyć, że umysł grzecznie posłuchał" 

To mnie przerazilo, ale jednocześnie zmotywowalo, żeby z tego gówna wyjść. Więc nie dajmy się! 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Roza00 napisał:

A jak Twoje objawy? Masz stwierdzono hipochondrie? Czy oprócz tych problemow z wymiotami, wyproznianiem, coś jeszcze sobie wkrecales? Jedynie to zolkniecie gałek jest dosyć niepokojące. 

Jestem ćpunem, lekomanem, alkoholikiem. Mogę mieć milion objawów. Moja psychika nie istnieje. Czy jestem hiphondrykiem? W jakimś stopniu pewnie tak. Ale jak mam problem z odróżnieniem rzeczywistości od nierzeczywistości to sam nie wiem czy sobie coś wkręcam czy nie. Ostatnio po przedawkowaniu miałem przez 3 miesiące problem z sercem i oddychaniem. W sumie wtedy myślałem, że kiedyś się po prostu uduszę. Ile było w tym rys na psychice spowodowanych otarciem się o śmierć, a ile faktycznym uszkodzeniem serca, to nie wiem. Wiem tylko, że w tamtym momencie nie dawałem sobie żadnych szans na przeżycie. Serce mnie piekło i bolało, a biło ze sto razy szybciej niż powinno. 

Świat dla mnie jest fikcją i nie odróżnię hipochondrii od faktycznej choroby. 

Na pocieszenie dodam, że 10 dniowy maraton picia okazał się sto razy lepszą kuracją niż dieta i leki na żołądek. Być może odkazilem i przeplukalem jakieś choróbsko.  Obecnie fizycznie nie jest najgorzej 🙂

To z tym stresem to mnie nie pocieszyło. Bowiem stres mnie już nigdy nie opuści, a zniszczenie jakie sieje w moim organizmie jest ogromne.

Edytowane przez Apek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Apek, a z racji uzależnień uczestniczyłes w jakiś odwykach? Zobacz, my wszyscy tu tak walczymy o zdrowie, oprócz pernamentnego stresu, dokładamy starań, żeby żyć zdrowo i długo 🙂 szukany sposobu, żeby wyjść z obsesyjnego myślenia o zdrowiu i chorobach. Musisz uwierzyć, że Ty też możesz z tego wyjść i być zdrowym! Nie będzie łatwo, ale musisz. Leki, alkohol, narkotyki- zabijają. A nie wierzę, że nie chcesz żyć. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chcę żyć.

Kiedyś nie chciałem, ale po kilku przedawkowaniach stwierdziłem, że co by się nie działo, to chcę żyć.

Mimo wszytko w głębi głowy mam silnie zakorzenioną autodestrukcję i autoagresję. Jak dożyję 40 to będzie cud.

Nie uczestniczyłem w żadnych odwykach, bo jak dla mnie to nic nie dają. Jak człowiek sam sobie nie pomoże to nikt tego nie zrobi.

Mimo wszystko w jakiś specyficzny sposób kocham swoje szaleństwo. Czuję, że mam do odegrania jakąś ważną rolę, bo dalej żyję.

Ja mam zbyt namieszane w głowie by mnie wyleczyć. Psychiatrzy co chwila mi diagnozę zmieniają i są bezsilni. Chcą mnie do psychiatryka wysłać.

Ja już nadzieję straciłem. Moje życie to parodia. Żyję z dnia na dzień. Nie potrafię niczego sobie ułożyć. Nie potrafię nawet głupiego kontaktu z drugim człowiekiem utrzymać. Ludzie traktują mnie jak jakiegoś trędowatego.

Krzywdzę ludzi i nawet nie potrafię mieć wyrzutów sumienia. Nie potrafię okazywać uczuć. Do dupy z takim życiem.

Edytowane przez Apek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Apek, ile masz lat, jesli mogę zapytać? 

Co do jednego, to się nie zgodzę. Człowiek sam sobie nie pomoże, bo nie potrafi zmienić nauczonego przez siebie samego roku myślenia. Działa na określonych trybach funkcjonowania. Wyuczonych. Tylko trzeba zrozumieć, że ma się problem i dać sobie pomóc. Uwierzyć, że można coś zmienić, że można z tego wyjść, że da się żyć normalnie. Na nowo z czysta kartka. Nigdy nie jest na to za późno. Wiesz, możesz trafić na 100 do dupy psychiatrow i terapeutów, ale trafi się ten jeden, który poda Ci rękę i rzuci tratwe, żeby się z tego bagna wydostać. 

Walcz o siebie chłopie, co by nie było, życie mamy niestety jedno, i jaki by nie był jego start, to ważne, żeby na końcu być szczęśliwym.

Wiem, że łatwo nie jest. Sama nie mam nałogów, oprócz wmawiania sobie raka, więc na pewno nie rozumiem tej destrukcyjnej namiętności. Ale nie możesz żyć z czymś, co Cię niszczy. Dasz radę! 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co do Twojego szaleństwa... 

Każdy z nas ma do odegrania jakas rolę. Rodzimy się po coś. Myślę jednak, że tak naprawdę to masz wyjątkowo pracowitego Anioła Stróża, który daje Ci kolejne szanse. Spróbuj więc wziąć się za siebie i zawalczyć i daj mu trochę odpocząć, bo ma chłop pełne ręce roboty! 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×