Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Tendo

Patologiczna potrzeba uwagi.

Rekomendowane odpowiedzi

Żyję samotnie. Nic wielkiego. Nie pracuję. Właściwie gardzę robotą manualną i innymi formami prozaicznej aktywności w celu generowania szmalu. Lat 23. Ucze się. Nie mam realnej szansy na robienie tego, co mogłoby mnie zadowolić, nasycać poczuciem spełnienia, więc robię to, co muszę i właściwie zmuszam się do życia. Dorabiam jakąś marną forsę na boku + dostałem wsparcie z pomocy społecznej [3 miesiące po 190 zeta] - to pozwala przetrwać, przebić się przez prozaiczność i nadal zapewnić sobie środki, by kontynuować dychanie. Całe swoje późne dzieciństwo i wczesne dorosłe życie podporządkowałem mysli, ze nie potrzebuję nikogo. Że poradzę sobie sam - w pojedynkę. Wyizolowałem się - tak jak chciałem. Stałem się wolny - jak chcialem. Niczego nie muszę i na niczym mi nie zależy. Jest to wszystko jednak najwyraźniej pięknym kłamstwem, w które przestaje wierzyć. Jest ze mną solidnie coś nie tak ; wykazuje się patologiczną, podświadomą dążnością do skupiania na sobie uwagi otoczenia. Manipuluję, kłamię, błyszę - by zdobyć uznanie środowiska, z którego selektywnie izoluje podatnych na moje wpływy i oczarowuje. Niektórzy na to lecą ; zazwyczaj kobiety [bardziej podatne na szczerość, głęboki emocjonalizm, filozofowanie]. Miałem nie jeden romans z dojrzałymi zazwyczaj Paniami [takie najbardziej mi odpowiadają fizycznie i intelektualnie]. Wszystkie te relacje jednak z czasem unicestwiałem - gdy eskalowała się dostatecznie we mnie potrzeba życia na własną rękę, w fałszywym poczuciu niezależności i wolności. Jestem wyeksplatowany oddziaływaniem tego mechanizmu. Przychodzę tutaj - nie oczekując właściwie niczego. Przeanalizowałem swoje wnętrze na tysiące rozmaitych sposobów ; dysponuję pewnymi, znamiennymi informacjami i wątpie by istniała dla mnie realna szansa na jakąkolwiek pomoc. Nie pojąłem jednak wszystkiego i być może wcale pojmowac nie muszę [nie tędy droga, towarzyszu]. Może wystarczy jakaś wymiana. Przez chwilkę. Na chwilkę.

 

Tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś samotny.

I tęsknisz.

Szukaj dalej.

Nie poddawaj się.

Poradzisz sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tendo, Witaj na forum.

 

A ja myślę, że ów izolacja wynika z lęku przed bliskością.

Można zapytać jakie relacje miałeś z rodzicami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tendo, przeanalizowałem swoje wnętrze....

To samo powiedziałam na terapii, i pani Terapeutka zrobiła oczy jak spodki " to po co pani terapia" hmmm. No właśnie. Analizujemy to co na widoku, to co schowane głęboko siedzi i z nas trochę kpi.

Manipulacja to kontrola. Witaj w klubie kontrolerów :)

Czy istnieje realna szansa na pomoc? Tak. Z fachowcem.

To trochę jak naprawa samochodu. Jakbym ja się za to zabrała to nawet z podręcznikiem nie wiem co tam się dzieje. Wiem, że dziwnie warczy, dymi, skrzeczy ale tylko dobry mechanik może mi pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Można zapytać jakie relacje miałeś z rodzicami?
Umówmy się, proszę. I nie chcę być tutaj niegrzeczny. Uważam, że bezcelowa jest rozmowa o relacjach rodzinnych, cierpieniach czasu dziecięcego i innym brudzie tej i zbliżonej kategorii. Jestem dorosłym człowiekiem. Człowiekiem dysponującym wykształconym już ośrodkiem decyzyjno-kierowniczym [wolitywność. Posiadam wolę]. Próba podjęcia jakiegoś rodzaju pseudopsychoterapii za pośrednictwem internowego forum publicznego - zdecydowanie nie spotka się z moją aprobatą.

 

Flea. Jeśli mogę zapytać ; od dawna to robisz? Manipulacja, kontrola? Przemieszania stanów [?]. Wielu ludzi skrzywdziłaś w ten sposób? Skrzywdziłem wielu. Jako narcyz. Jako egocentryk. Zainteresowany soba i swoimi potrzebami - palant. Dostatecznie inteligentny by tworzyc na poczekaniu kłamstwa i siecią kłamstw krępować swoich najbliższych sprzymierzeńców. Bywa, że gardzę sobą. Wiesz? Intelektualnie. Na emocjonalną pogardę mnie nie stać [w stosunku do samego siebie -> narcyzm]. Jak u Ciebie z emocjonalizmem?

 

I dziękuję za wskazanie na skuteczność autoanaliz ; ich powierzchowny zakres. Nie postrzegałem w ten sposób - a zdaje się, że tak właśnie bywa. To co głębokie i znaczące tkwi w rejonach cięzkich do świadomego wychwycenia i wyodrębnienia. Ośrodki podświadome. Pamięć emocjonalna, ukryta [niedeklaratywna].

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Umówmy się, proszę. I nie chcę być tutaj niegrzeczny. Uważam, że bezcelowa jest rozmowa o relacjach rodzinnych, cierpieniach czasu dziecięcego i innym brudzie tej i zbliżonej kategorii. Jestem dorosłym człowiekiem. Człowiekiem dysponującym wykształconym już ośrodkiem decyzyjno-kierowniczym [wolitywność. Posiadam wolę]. Próba podjęcia jakiegoś rodzaju pseudopsychoterapii za pośrednictwem internowego forum publicznego - zdecydowanie nie spotka się z moją aprobatą.

Nie bez przyczyny zapytałam.

Nie bezpodstawnie na terapii są poruszane kwestie dotyczące dzieciństwa. Bo to ono kształtuje nas jako ludzi w dorosłym świecie. Dzieciństwo teoretycznie powinno zabezpieczyć i zaspokoić nasze potrzeby, m.in. tj. potrzeba miłości, akceptacji, bezpieczeństwa. Tym potrzebom powinni sprostać rodzice.

Oczywiście, że nie musisz odpowiadać, być może jest to dla Ciebie bolesny temat. Powyżej naświetliłam dlaczego zapytałam.

Każdy człowiek dorosły dysponuje wykształconym, jak Ty to nazwałeś ośrodkiem decyzyjno-kierowniczym, ale niekoniecznie w pełni mobilnym, właśnie z uwagi na dzieciństwo.

Na terapii nie bez przyczyny terapeuci analizują ten bardzo ważny okres w życiu dziecka.

Na publicznym forum ludzie będą odnosić się do tego, co napiszesz. Im więcej napiszesz, tymbardziej naświetlisz swoją sytuację. Ale nic na siłę. To Ty decydujesz o tym, co chcesz tu napisać.

Powodzenia w szukaniu przyczyn izolacji, bo domniemywam, że nie jest Ci z nią dobrze. Jest to jedna z Twoich trudności życiowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniko. Wiem, skąd Twoje pytanie. I nie mam za złe ; moja reakcja nie jest też emocjonalna. Jestem świadomy wpływu pokancerowanych przezyć z lat wczesnego dziecinstwa na dorosłe życie. Sęk jedynie w tym, ze nie zamierzam się uzewnętrzniać z konkretami. Co za różnica, czy moja matka dawała sobie w żyłę, czy pod wpływem alkoholu maltretowała mnie i moich braci i siostry? To wszystko jest cierpieniem, a cierpienie wypacza. Nie chcę po prostu mówić prawdy. Tyle.

 

Te potrzeby, które wymieniłaś [elemenarne] były przez długi czas [jakieś pierwsze 4-5 lat mojego życia] zaspakajane - jednakże później żadna z nich nie była już dłużej zaspakajana. Odcięto dostarczanie mi wszystkich tych ciepłych bodźców. Permanentnie.

 

To zabrzmi z pewnością pyszałkowato i nieładnie ; ale sądze, że spory wpływ na nasilanie się moich stanów odosobnienia ma moja ogólnie pojęta 'inteligencja'. Nie rozumiana tu chociażby jako współczynnik IQ. Tu wypadam średnio ; jakieś 120-130 punktów. Bez rewelacji. Jestem średniakiem. Totalnym matematycznym matołem. Sęk w tym, ze jestem świadomy istnienia wielu destruktywnych zależności socjo-psychologicznych, dostrzegam patologiczne mechanizmy funkcjonujące w ówczesnym świecie co skutkuje poczuciem izolacji, odosobnienia. W kapitalistycznym spoleczenstwie nie ma dla mnie miejsca ; bo tu trzeba sie zaharowywać na śmierć, by generować szmal, którym gardzę. Dłuższa historia. Jestem poblokowany ; chcę tylko spokoju. Życia gdzieś na uboczu z kimś bliskim. Prespektywa nierealna ; bo coś do gara wkładać trzeba, a żeby to robić trzeba naginać po 8h dziennie na etacie, by sobie ten cudzysłowiowy chleb i inny chłam najzwyczajniej kupić. Nie dam się zniewolić na 8h, bo jest to dla mnie strata czasu. To także dłuższa historia.

 

Póki co - wsio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żyję samotnie. Nic wielkiego. Nie pracuję. Właściwie gardzę robotą manualną i innymi formami prozaicznej aktywności w celu generowania szmalu.

Brawo :brawo:

Cieszę się że czujesz się lepszy od tych co robią to bo muszą. My czujemy się z kolei lepsi od Ciebie bo nie jesteśmy śmierdzącymi leniami :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tendo, zdajesz się być zagubiony i sfrustrowany...

Całe swoje późne dzieciństwo i wczesne dorosłe życie podporządkowałem mysli, ze nie potrzebuję nikogo. Że poradzę sobie sam - w pojedynkę. Wyizolowałem się - tak jak chciałem. Stałem się wolny - jak chcialem. Niczego nie muszę i na niczym mi nie zależy. Jest to wszystko jednak najwyraźniej pięknym kłamstwem, w które przestaje wierzyć.

Miałam podobnie, ale właściwie ta teoretyczna wolność nie przyniosła szczęścia i spokoju. W praktyce bardzo się nudziłam, byłam samotna i wiecznie niezadowolona. Być może nie potrzebujesz uwagi, a przyjaciela, kogoś kto Cię w końcu zrozumie i przy którym nie będzie Ci się chciało udawać, kogoś kogo będziesz szanował.

 

Jesteś inteligentny i zapewne wiesz gdzie leży przyczyna Twoich problemów. Ja zmieniłam podejście do ludzi i przypominałam sobie co daje mi radość. A Ty właściwie co robisz całymi dniami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co robię? Zazwyczaj? Rozmaite rzeczy ; zależne od dnia i mojej woli. Mam przyjaciela, ale nie czuję się rozumiany [troche nam się rozjeżdzają światopoglądy. Druga strona uważa, że mnie rozumie - nie towarzyszy mi jednak poczucie, że jestem rozumiany]. Nie nudzę się i bywam niezadowolony. Przy czym ; nie jestem permanetnie niezadowolony. Cała ta izolacja jest zazwyczaj okej ; żyjemy samotnie, umieramy samotnie, borykamy się ze swomi rozterkami samotnie. A więc żyje samotnie ; z tym wszystkim. Nikomu się nie dostaje rekoszetami. Jest właściwie okej.

 

Gram w jakieś gierki, oglądam jakieś ambitniejsze i te całkowicie gówniane filmy, czytam, studiuję ludzką anatomię, psychologię, kognitywistykę, czasem sięgam po jakiegoś Kanta, Wittgensteina czy Kierkegaarda. Czasami się opier*alam całymi dniami robiąc totalne bzdedy, jarając fajki jedną za drugą. Nie jestem szczęśliwy. Nie wiem własciwie czy bycie szczesliwym to coś, czego autentycznie pragnę. Czy szczęście jest stanem, jaki można permanentnie osiągnąć.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Flea. Jeśli mogę zapytać ; od dawna to robisz? Manipulacja, kontrola? Przemieszania stanów [?]. Wielu ludzi skrzywdziłaś w ten sposób?

 

Od dawna , powiedzmy ok 20 lat. Czy skrzywdziłam? Nie wiem, mogę się tylko domyślać. Walczę z tym, i wygram. Kontrola to lęk, lęk przed byciem skrzywdzonym, lęk przed odrzuceniem, przed poniżaniem...

Dzieciństwo ma ogromne znaczenie i nie chodzi o babranie się i użalanie a znalezienie przyczyny "usterki" :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tendo, mnie cholernie działasz na nerwy,ale mniejsza z tym.Widzę w Tobie zakompleksionego,zagubionego małego chłopca który puszy się jak może by nie narazić się na odtrącenie i wyśmianie.Tobie potrzebna jest terapia.Innego wyjścia nie widzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Moniko. Wiem, skąd Twoje pytanie. I nie mam za złe ; moja reakcja nie jest też emocjonalna. Jestem świadomy wpływu pokancerowanych przezyć z lat wczesnego dziecinstwa na dorosłe życie. Sęk jedynie w tym, ze nie zamierzam się uzewnętrzniać z konkretami. Co za różnica, czy moja matka dawała sobie w żyłę, czy pod wpływem alkoholu maltretowała mnie i moich braci i siostry? To wszystko jest cierpieniem, a cierpienie wypacza. Nie chcę po prostu mówić prawdy. Tyle.

.

 

Rozumiem :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tobie potrzebna jest terapia.Innego wyjścia nie widzę.
4 terapie. Każdy psycholog nieskuteczny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uuuu niestety ale terapia jest dla osób, które chcą i są gotowe na zmiany w sobie. Widocznie to nie Twój czas. Mnie kontrolowanie siebie i otoczenia tak umęczyło ( nie ma energii na nic innego), że w końcu akurat ta terapia działa. Wcześniejsze formy pomocy były nieskuteczne. Wiedziałam lepiej od lekarzy, psychologów, psychiatrow co mi jest i jakiego leczenia potrzebuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 terapie. Każdy psycholog nieskuteczny.

terapie czy wizyty u psychologa bo to jednak wielka roznica

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 terapie. Każdy psycholog nieskuteczny.

terapie czy wizyty u psychologa bo to jednak wielka roznica

Dokładnie. Mi wizyty u psychologa gówno dały. Teraz chodzę na normalną terapię i o DZIWO jest okej. W sumie to nawet coraz lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja na terapię chodziłam prawie 10 lat do jednego terapeuty i dopiero po 2-4 latach było widać różnice.Więc życzę wytrwałości,a nie skakania z kwiatka na kwiatek bo to nic nie daje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×