Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
merveg

Mam już dość, nie chcę żyć...

Rekomendowane odpowiedzi

Piszę do Was, ponieważ nie ma nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić...

Jestem dzieckiem przemocy, całe dzieciństwo rodzice bili mnie i katowali... Nie pytali czy zawiniłam... Obrywałam, gdy mieli zły dzień... Choć nie mieszkam już z rodzicami, w moim życiu nic się nie zmieniło...

Od kilku lat leczę się z powodu zaburzeń lękowych... depresji... Nie mam chęci do życia, najchętniej nie wychodziłabym z łóżka... Mam ochotę schować się przed całym światem, przed ludźmi, którzy i tak potrafią tylko krzywdzić...

Mam za sobą 3 nieudane próby samobójcze... okaleczanie... czasem nie potrafię się powstrzymać... Ból jest zbyt silny...

Chodzę do psychiatry... biorę leki, które nie pomagają... Chodziłam na terapię, ale pół roku temu mój kontakt z psychologiem się urwał... Nie odbiera telefonu, nie odpisuje na sms-y, e-maile... Nie wiem co się dzieje... Przecież nic nie zrobiłam... Trafiłam do innego, ale usłyszałam że prowadzi tylko poradnictwo psychologiczne, a mnie potrzebna jest psychoterapia psychoanalityczna... Czekałam 2 miesiące na wizytę u kolejnej terapeutki pracującej w tym nurcie, która dziś na 2 spotkaniu powiedziała, że nie czuje się kompetentna by mnie leczyć... że powinnam trafić do kogoś, kto leczy napady lęku... jej koleżanki... I znów najbliższa wizyta za miesiąc...

Nikt mnie nie chce... nie mam przyjaciół, nie mam terapeuty, nie mam nikogo... Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...

Znów mam ochotę zrobić sobie krzywdę... Nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle żyć... Czy już nikt mi nie pomoże ?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piszę do Was, ponieważ nie ma nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić...

Jestem dzieckiem przemocy, całe dzieciństwo rodzice bili mnie i katowali... Nie pytali czy zawiniłam... Obrywałam, gdy mieli zły dzień... Choć nie mieszkam już z rodzicami, w moim życiu nic się nie zmieniło...

Od kilku lat leczę się z powodu zaburzeń lękowych... depresji... Nie mam chęci do życia, najchętniej nie wychodziłabym z łóżka... Mam ochotę schować się przed całym światem, przed ludźmi, którzy i tak potrafią tylko krzywdzić...

Mam za sobą 3 nieudane próby samobójcze... okaleczanie... czasem nie potrafię się powstrzymać... Ból jest zbyt silny...

Chodzę do psychiatry... biorę leki, które nie pomagają... Chodziłam na terapię, ale pół roku temu mój kontakt z psychologiem się urwał... Nie odbiera telefonu, nie odpisuje na sms-y, e-maile... Nie wiem co się dzieje... Przecież nic nie zrobiłam... Trafiłam do innego, ale usłyszałam że prowadzi tylko poradnictwo psychologiczne, a mnie potrzebna jest psychoterapia psychoanalityczna... Czekałam 2 miesiące na wizytę u kolejnej terapeutki pracującej w tym nurcie, która dziś na 2 spotkaniu powiedziała, że nie czuje się kompetentna by mnie leczyć... że powinnam trafić do kogoś, kto leczy napady lęku... jej koleżanki... I znów najbliższa wizyta za miesiąc...

Nikt mnie nie chce... nie mam przyjaciół, nie mam terapeuty, nie mam nikogo... Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...

Znów mam ochotę zrobić sobie krzywdę... Nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle żyć... Czy już nikt mi nie pomoże ?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piszę do Was, ponieważ nie ma nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić...

Jestem dzieckiem przemocy, całe dzieciństwo rodzice bili mnie i katowali... Nie pytali czy zawiniłam... Obrywałam, gdy mieli zły dzień... Choć nie mieszkam już z rodzicami, w moim życiu nic się nie zmieniło...

Od kilku lat leczę się z powodu zaburzeń lękowych... depresji... Nie mam chęci do życia, najchętniej nie wychodziłabym z łóżka... Mam ochotę schować się przed całym światem, przed ludźmi, którzy i tak potrafią tylko krzywdzić...

Mam za sobą 3 nieudane próby samobójcze... okaleczanie... czasem nie potrafię się powstrzymać... Ból jest zbyt silny...

Chodzę do psychiatry... biorę leki, które nie pomagają... Chodziłam na terapię, ale pół roku temu mój kontakt z psychologiem się urwał... Nie odbiera telefonu, nie odpisuje na sms-y, e-maile... Nie wiem co się dzieje... Przecież nic nie zrobiłam... Trafiłam do innego, ale usłyszałam że prowadzi tylko poradnictwo psychologiczne, a mnie potrzebna jest psychoterapia psychoanalityczna... Czekałam 2 miesiące na wizytę u kolejnej terapeutki pracującej w tym nurcie, która dziś na 2 spotkaniu powiedziała, że nie czuje się kompetentna by mnie leczyć... że powinnam trafić do kogoś, kto leczy napady lęku... jej koleżanki... I znów najbliższa wizyta za miesiąc...

Nikt mnie nie chce... nie mam przyjaciół, nie mam terapeuty, nie mam nikogo... Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...

Znów mam ochotę zrobić sobie krzywdę... Nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle żyć... Czy już nikt mi nie pomoże ?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...
No w sumie racja.

W jaki sposób ktoś mógłby Ci lepiej pomóc?

Mieszkasz sama?

Wytrzymaj ten miesiąc,

a psychiatrze powiedz, że leki nie pomagają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...
No w sumie racja.

W jaki sposób ktoś mógłby Ci lepiej pomóc?

Mieszkasz sama?

Wytrzymaj ten miesiąc,

a psychiatrze powiedz, że leki nie pomagają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...
No w sumie racja.

W jaki sposób ktoś mógłby Ci lepiej pomóc?

Mieszkasz sama?

Wytrzymaj ten miesiąc,

a psychiatrze powiedz, że leki nie pomagają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychiatra wie, że leki nie działają... niedawno wyszłam z kolejnego szpitala... Wszystkie te leki to eksperymenty... a nóż któryś zadziała...

Co do pomocy - wiesz, nie chodzi o leczenie objawów lęku czy depresji, bo są one wtórne do tego co się dzieje i nimi zajmuje się psychiatra... Terapeutka miała zająć się leczeniem przyczyny, tymczasem wybiera drogę na skróty i kieruje mnie do kogoś, kto leczy objawy... I nie o miesiąc tutaj chodzi, a o to, że jest to kolejna osoba, która odmawia mi pomocy, choć tak naprawdę to ona powinna się mną zająć... Przecież nie po to czekałam 2 miesiące na wizytę, by na drugim spotkaniu usłyszeć, że sorry, ale ja Pani nie chcę...

Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychiatra wie, że leki nie działają... niedawno wyszłam z kolejnego szpitala... Wszystkie te leki to eksperymenty... a nóż któryś zadziała...

Co do pomocy - wiesz, nie chodzi o leczenie objawów lęku czy depresji, bo są one wtórne do tego co się dzieje i nimi zajmuje się psychiatra... Terapeutka miała zająć się leczeniem przyczyny, tymczasem wybiera drogę na skróty i kieruje mnie do kogoś, kto leczy objawy... I nie o miesiąc tutaj chodzi, a o to, że jest to kolejna osoba, która odmawia mi pomocy, choć tak naprawdę to ona powinna się mną zająć... Przecież nie po to czekałam 2 miesiące na wizytę, by na drugim spotkaniu usłyszeć, że sorry, ale ja Pani nie chcę...

Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychiatra wie, że leki nie działają... niedawno wyszłam z kolejnego szpitala... Wszystkie te leki to eksperymenty... a nóż któryś zadziała...

Co do pomocy - wiesz, nie chodzi o leczenie objawów lęku czy depresji, bo są one wtórne do tego co się dzieje i nimi zajmuje się psychiatra... Terapeutka miała zająć się leczeniem przyczyny, tymczasem wybiera drogę na skróty i kieruje mnie do kogoś, kto leczy objawy... I nie o miesiąc tutaj chodzi, a o to, że jest to kolejna osoba, która odmawia mi pomocy, choć tak naprawdę to ona powinna się mną zająć... Przecież nie po to czekałam 2 miesiące na wizytę, by na drugim spotkaniu usłyszeć, że sorry, ale ja Pani nie chcę...

Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...
Merveg,

to nie jest dobre i to Cię ciągnie w dół. Masz kogoś bliskiego spoza rodziny, masz jakąś możliwość aby zamieszkać sama? Pomijając fakt, że wujek stosuje przemoc a to jest przestępstwem..

 

Myślę ,że terapeutka wybiera drogę na skróty dlatego, że nie "chcesz" pozwolić sobie pomóc, jakkolwiek to zabrzmiało. Mówiąc obrazowo - trudno jest wyleczyć Twoje rany w środku bitwy, podczas gdy Ty chcesz walczyć do końca i wciąż z tych ran płynie krew.

Możesz brać leki, które trochę stłumią ból, jak do tej pory.

Możesz zrobić.. nie wiem co.

Możesz też wycofać się na chwilę w bezpieczne miejsce - dlatego właśnie pytałem o możliwość zamieszkania samej, przynajmniej tymczasowo.

Wiem, że to trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...
Merveg,

to nie jest dobre i to Cię ciągnie w dół. Masz kogoś bliskiego spoza rodziny, masz jakąś możliwość aby zamieszkać sama? Pomijając fakt, że wujek stosuje przemoc a to jest przestępstwem..

 

Myślę ,że terapeutka wybiera drogę na skróty dlatego, że nie "chcesz" pozwolić sobie pomóc, jakkolwiek to zabrzmiało. Mówiąc obrazowo - trudno jest wyleczyć Twoje rany w środku bitwy, podczas gdy Ty chcesz walczyć do końca i wciąż z tych ran płynie krew.

Możesz brać leki, które trochę stłumią ból, jak do tej pory.

Możesz zrobić.. nie wiem co.

Możesz też wycofać się na chwilę w bezpieczne miejsce - dlatego właśnie pytałem o możliwość zamieszkania samej, przynajmniej tymczasowo.

Wiem, że to trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...
Merveg,

to nie jest dobre i to Cię ciągnie w dół. Masz kogoś bliskiego spoza rodziny, masz jakąś możliwość aby zamieszkać sama? Pomijając fakt, że wujek stosuje przemoc a to jest przestępstwem..

 

Myślę ,że terapeutka wybiera drogę na skróty dlatego, że nie "chcesz" pozwolić sobie pomóc, jakkolwiek to zabrzmiało. Mówiąc obrazowo - trudno jest wyleczyć Twoje rany w środku bitwy, podczas gdy Ty chcesz walczyć do końca i wciąż z tych ran płynie krew.

Możesz brać leki, które trochę stłumią ból, jak do tej pory.

Możesz zrobić.. nie wiem co.

Możesz też wycofać się na chwilę w bezpieczne miejsce - dlatego właśnie pytałem o możliwość zamieszkania samej, przynajmniej tymczasowo.

Wiem, że to trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt mnie nie chce... nie mam przyjaciół, nie mam terapeuty, nie mam nikogo... Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...

Znów mam ochotę zrobić sobie krzywdę... Nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle żyć... Czy już nikt mi nie pomoże ?!

 

Merveg Trzeba znaleźć siłę w Sobie. Zbuntuj się wreszcie. Czego całe życie to ty masz być ta pomiatana i zastanawiająca się gdzie się podziać, niech usłyszą wreszcie Twój Głos. Co o tym wszystkim myślisz co Ci robili, co masz do powiedzenia? Jakie żale, jaką złość? Wyrzuć to z siebie tutaj do nas. Masz prawo czuć się na nich wściekła, robili okropnie, trzeba ich za to potępić. A dopiero jak się powie prosto w twarz co się o nich uważa, to można przebaczać i układać z nimi życie, ale muszą wiedzieć co o tym myślisz. I żadnymi próbami samobójczymi tego nie pokarzesz, bo po złych ludziach takie rzeczy spływają, musisz się wkurzyć i z dumą i uniesioną głową powiedzieć że masz ich w nosie i dłużej tego znosić nie będziesz. Najlepiej obrazuje to ta piosenka:

Kiedyś był do tego lepszy klip, no ale trudno. Zbieżność mojego imienia z jego autorką przypadkowa. Jak będziesz chciała to pisz do mnie, jestem do dyspozycji. Mnie też bito i jakoś się z tego pozbierałam, ale zanim do tego doszło byłam bardzo przybita (chodzi mi o nastrój) i na prawdę nie miałam siły na to żeby się pozbierać. Więc jeśli chcesz to Ci pomogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt mnie nie chce... nie mam przyjaciół, nie mam terapeuty, nie mam nikogo... Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...

Znów mam ochotę zrobić sobie krzywdę... Nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle żyć... Czy już nikt mi nie pomoże ?!

 

Merveg Trzeba znaleźć siłę w Sobie. Zbuntuj się wreszcie. Czego całe życie to ty masz być ta pomiatana i zastanawiająca się gdzie się podziać, niech usłyszą wreszcie Twój Głos. Co o tym wszystkim myślisz co Ci robili, co masz do powiedzenia? Jakie żale, jaką złość? Wyrzuć to z siebie tutaj do nas. Masz prawo czuć się na nich wściekła, robili okropnie, trzeba ich za to potępić. A dopiero jak się powie prosto w twarz co się o nich uważa, to można przebaczać i układać z nimi życie, ale muszą wiedzieć co o tym myślisz. I żadnymi próbami samobójczymi tego nie pokarzesz, bo po złych ludziach takie rzeczy spływają, musisz się wkurzyć i z dumą i uniesioną głową powiedzieć że masz ich w nosie i dłużej tego znosić nie będziesz. Najlepiej obrazuje to ta piosenka:

Kiedyś był do tego lepszy klip, no ale trudno. Zbieżność mojego imienia z jego autorką przypadkowa. Jak będziesz chciała to pisz do mnie, jestem do dyspozycji. Mnie też bito i jakoś się z tego pozbierałam, ale zanim do tego doszło byłam bardzo przybita (chodzi mi o nastrój) i na prawdę nie miałam siły na to żeby się pozbierać. Więc jeśli chcesz to Ci pomogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt mnie nie chce... nie mam przyjaciół, nie mam terapeuty, nie mam nikogo... Przecież techniki redukcji lęku nie rozwiążą moich problemów...

Znów mam ochotę zrobić sobie krzywdę... Nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle żyć... Czy już nikt mi nie pomoże ?!

 

Merveg Trzeba znaleźć siłę w Sobie. Zbuntuj się wreszcie. Czego całe życie to ty masz być ta pomiatana i zastanawiająca się gdzie się podziać, niech usłyszą wreszcie Twój Głos. Co o tym wszystkim myślisz co Ci robili, co masz do powiedzenia? Jakie żale, jaką złość? Wyrzuć to z siebie tutaj do nas. Masz prawo czuć się na nich wściekła, robili okropnie, trzeba ich za to potępić. A dopiero jak się powie prosto w twarz co się o nich uważa, to można przebaczać i układać z nimi życie, ale muszą wiedzieć co o tym myślisz. I żadnymi próbami samobójczymi tego nie pokarzesz, bo po złych ludziach takie rzeczy spływają, musisz się wkurzyć i z dumą i uniesioną głową powiedzieć że masz ich w nosie i dłużej tego znosić nie będziesz. Najlepiej obrazuje to ta piosenka:

Kiedyś był do tego lepszy klip, no ale trudno. Zbieżność mojego imienia z jego autorką przypadkowa. Jak będziesz chciała to pisz do mnie, jestem do dyspozycji. Mnie też bito i jakoś się z tego pozbierałam, ale zanim do tego doszło byłam bardzo przybita (chodzi mi o nastrój) i na prawdę nie miałam siły na to żeby się pozbierać. Więc jeśli chcesz to Ci pomogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...
Merveg,

to nie jest dobre i to Cię ciągnie w dół. Masz kogoś bliskiego spoza rodziny, masz jakąś możliwość aby zamieszkać sama? Pomijając fakt, że wujek stosuje przemoc a to jest przestępstwem..

No właśnie rzecz w tym, że nie mam nikogo z poza rodziny, do kogo mogłabym się przeprowadzić... Mam 600 zł renty, co ledwie wystarcza na opłacenie studiów... a gdzie życie i opłata za wynajem czekogolwiek...

Dlatego żyję w tym chorym układzie, ponieważ nie widzę innej drogi...

 

Co do terapeutki... zawsze miałam problem by zaufać ludziom... Mój poprzedni terapeuta wiedział o tym i pokonaliśmy bariery... On wiedział jak do mnie dotrzeć... Ta Pani, nawet się nie starała... I o to mam żal...

 

karlolinka piszesz o przemocy - raz się naprawdę zbuntowałam, wezwałam nawet policję... Efekt... przed komisarzami rodzina udawała "świętych" a ja płacząca i roztrzęsiona w oczach policjantów, wyszłam na niezrównoważoną emocjonalnie...

Kazali mi pokazać rany... tylko że mój wuj jest ochroniarzem i wie, jak bić tak by nie było śladu... Poza tym przemoc psychiczna nie pozostawia fizycznych ran...

Poza tym mówienie im prosto w oczy nie pomaga... Próbowałam setki razy... Oni uważają się za kochającą rodzinę i każą mi się cieszyć, że mam "dach nad głową i gdzie spać"...

Ta droga, to ślepa uliczka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mieszkam z babcią i wujem (bratem mojego ojca) który jest aspołeczny i jeszcze gorszy niż mój ojciec... Dopóki żył mój dziadek, to jeszcze mnie bronił, ale rok temu zmarł i od tamtej pory jest jeszcze gorzej... Może rzadziej mnie bije, ale znęca się nade mną psychicznie...
Merveg,

to nie jest dobre i to Cię ciągnie w dół. Masz kogoś bliskiego spoza rodziny, masz jakąś możliwość aby zamieszkać sama? Pomijając fakt, że wujek stosuje przemoc a to jest przestępstwem..

No właśnie rzecz w tym, że nie mam nikogo z poza rodziny, do kogo mogłabym się przeprowadzić... Mam 600 zł renty, co ledwie wystarcza na opłacenie studiów... a gdzie życie i opłata za wynajem czekogolwiek...

Dlatego żyję w tym chorym układzie, ponieważ nie widzę innej drogi...

 

Co do terapeutki... zawsze miałam problem by zaufać ludziom... Mój poprzedni terapeuta wiedział o tym i pokonaliśmy bariery... On wiedział jak do mnie dotrzeć... Ta Pani, nawet się nie starała... I o to mam żal...

 

karlolinka piszesz o przemocy - raz się naprawdę zbuntowałam, wezwałam nawet policję... Efekt... przed komisarzami rodzina udawała "świętych" a ja płacząca i roztrzęsiona w oczach policjantów, wyszłam na niezrównoważoną emocjonalnie...

Kazali mi pokazać rany... tylko że mój wuj jest ochroniarzem i wie, jak bić tak by nie było śladu... Poza tym przemoc psychiczna nie pozostawia fizycznych ran...

Poza tym mówienie im prosto w oczy nie pomaga... Próbowałam setki razy... Oni uważają się za kochającą rodzinę i każą mi się cieszyć, że mam "dach nad głową i gdzie spać"...

Ta droga, to ślepa uliczka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co do terapeutki... zawsze miałam problem by zaufać ludziom... Mój poprzedni terapeuta wiedział o tym i pokonaliśmy bariery... On wiedział jak do mnie dotrzeć... Ta Pani, nawet się nie starała... I o to mam żal...

A ten poprzedni terapeuta.. to o nim wspomniałaś w pierwszym poście mówiąc, że pół roku temu urwał się z nim kontakt? Co się wtedy stało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co do terapeutki... zawsze miałam problem by zaufać ludziom... Mój poprzedni terapeuta wiedział o tym i pokonaliśmy bariery... On wiedział jak do mnie dotrzeć... Ta Pani, nawet się nie starała... I o to mam żal...

A ten poprzedni terapeuta.. to o nim wspomniałaś w pierwszym poście mówiąc, że pół roku temu urwał się z nim kontakt? Co się wtedy stało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzymaj się , nawet nie wiesz jak dobrze , Cię rozumiem mnie też nikt nie chce , i też nie chce mi się żyć , a co do prób samobójczych to planuję dopiero , ale znając moje szczęście to się nie uda ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzymaj się , nawet nie wiesz jak dobrze , Cię rozumiem mnie też nikt nie chce , i też nie chce mi się żyć , a co do prób samobójczych to planuję dopiero , ale znając moje szczęście to się nie uda ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A ten poprzedni terapeuta.. to o nim wspomniałaś w pierwszym poście mówiąc, że pół roku temu urwał się z nim kontakt? Co się wtedy stało?

 

Tak, właśnie o niego chodzi... Nie stało się nic... przy pożegnaniu umawialiśmy się na telefon w kwestii ustalenia kolejnego terminu... dzwoniłam, ale nie odbierał, nie odpisywał na smsy... dziś wiem, że jest zajęty... ma pilną pracę i nie chce umawiać się na spotkania, które nie będą systematyczne... dopiero za kilka miesięcy wznowimy kontakt...

Przykro mi tylko, że mnie o tym nie powiadomił... musiałam zadzwonić z innego nr by odebrał telefon...

 

-- 18 mar 2013, 20:10 --

 

a co do prób samobójczych to planuję dopiero , ale znając moje szczęście to się nie uda ...

Mnie też się nie udało... różnica polega na tym, że ja żadnej nie planowałam...

 

Poza tym... jeśli już coś planujesz... to może właściwsza byłaby terapia, niż samobójstwo... ? ;) Wiem, że kiepski ze mnie doradca, przecież sama próbowałam, ale mimo wszystko są ludzie, którzy potrafią Tobie (Nam) pomóc... Tylko trzeba w to wierzyć... nawet jeśli to trudne, bo setki razy próbowałeś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Przemocy psyhicznej nieda się zobrazować, ale da się udźwiękowić.

Powinnaś była lepiej przygotować się do wezwania policji(jakieś nagrania przez dyktafon, cokolwiek), choć oczywiście niewinie Cię, wiadomo że takie decyzje podejmuje się zwykle pod wpływem impulsu... - ale to na przyszłość, najlepiej najbliższą, jeżeli wujek niezaprzestanie robić Ci przykrości. Musisz zadbać przede wszystkim o bezpieczny dom, musisz mieć chociaż jedno takie miejsce, który będzie napawał Cię spokojem, to priorytet. Leki tylko złagodzą ból, nieunicestwią go. Możesz wykorzystać również bunt, który opisał już ktoś parę postów wyżej - wiem, że aktualnie może wydawać Ci się że to Ty jesteś jakimś problemem, bo na Twoje nieszczęście znajdujesz się cały czas w kręgu takich a nie innych osób, ale uwierz mi, wg. 99% użytkowników tego forum to oni mają problem, i Ja napewno pomógłbym Ci gdybym tylko mieszkał gdzieś w Twoich okolicach bo już naprawdę nieraz doświadczałem przemocy w rodzinie, na moje szczęście, nie tej najbliższej. I czuje że, dopóki Ty teraz tego nierozwiążesz w jakiś sposób, ja będę niespokojny o to, czy Wszystko u Ciebie wporządku. Przelałaś na mnie garść swoich zmartwień, czuj się odpowiedzialna za to żeby się ich teraz pozbyć ;). Wierzę w Ciebie, przeżyłaś już przecież tak wiele, a wciąż stać Cię nawet na głupią emotikonkę z uśmieszkiem post wyżej ;D.

Pomodlę się w intencji Twojej, i Twojej rodziny.

 

Pamiętaj;

To oni powinni się leczyć - nie Ty, to oni powinni dzwonić z policji do domu, a nie ty z domu na policję. Nie daj się zwariować, nie daj się zrobić z siebie tym, kim są oni, walcz.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×