Skocz do zawartości
Nerwica.com

Trudność z wychodzeniem z domu


studnia bez wody

Rekomendowane odpowiedzi

Zastanawiam się czasami... co ze mną jest nie tak.

Dziwnie to zabrzmi ale nie lubię wychodzić z domu bez wyraźnej przyczyny ale nie że całkiem nie wychodze. Tam gdzie powinnam jestem i czasem z ludźmi pogadam ale... szukam takich dróg żeby nikogo kto mnie zna nie spotkać , z daleka jak widzę czasem sąsiada/sąsiadkę to staram się ominąć . Niby brak mi ludzi a z drugiej strony w jakąś skrajność popadam i uciekam przed nimi. Nie ma problemu w dużym mieście gdzie wiem że nikt mnie nie zna ale we wsi gdzie mieszkam to jakoś mam właśnie takie stany. Tak nawet myślę ze nie zawsze to jest.

 

zwariowałam?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno nie zwariowałaś, jak też tak kiedyś miała, i to dośc długo, jak chodziłam do szkoły. Bałam się spotkać jakiś znajomych osób najczęściej dorosłych (nauczycieli sąsiadek a nawet krewnych) np. w sklepie, na ulicy, po prostu nie wiedziałam jak się wtedy zachować, ogarniało mnie dziwne uczucie, rumień wyskakiwał mi na twarzy, w gardle zaczęło ściskać, do tego stopnia, że często nawet zwykłego "dzień dobry" nie potrafiłam wypowiedzieć. Głupio się czułam w takich sytuacjach, i najczęściej starałam się robić wszystko, że ich nie widzę, unikałam kontaktu wzrokowego. Dziś to na szczęście należy to już do przeszłości :D ale ciągle zastanawiam się dlaczego tak się ze mną działo ale wynikało to chyba z ogromnej nieśmiałości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pamietam że mam to od zawsze, w rodzinnym mieście wybierałam najmniej uczęszczane drogi i chodniki, udawałam ze ogladam wystwawy sklepowe żeby tylko nikt mnie nie zauważył i nie zaczepił.

Nie jestem jakoś bardzo nieśmiała, mam strzępiaty jęzor jak trzeba (tego nauczyłam sie od męża dopiero) ale wierzcie mi... jesli deszcz pada i dziecko chore to ja moge i tydzien i dwa nie wyjsc jesli nie bede musiała...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

studnia bez wody, z tym nie wychodzeniem z domu należy uważać..

Ja także, jeśli nie musiałam, nie wychodziłam z domu i chyba sama zrobiłam sobie tym krzywdę. Wycofuję się, gdy muszę gdzieś wyjść, rezygnuję, jeśli tylko mogę i każde wyjście to lęk...

studnia bez wody, uważaj więc, staraj się wychodzić codziennie, choć na chwilę, bo łatwo można sprowokować lęk...a tego Ci nie życzę...to koszmar, znam z autopsji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jasaw, ja mam tak samo, nawet po zakupy staram się iść raz w tyg, a jak brakuje jakiejś pierdoły to prosze mojego chłopaka by kupił po drodze.

Zdałam sobie z tego ostatnio sprawę, no i zaczęłam trochę więcej wychodzić, bo zaczęłam się obawiac, ż ekiedys w ogóle nie wyjdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kafka, no ja już z 3 tygi nie wychodzę jak nie więcej. no oprócz wyjścia do koleżanki na noc i do terapeuty i by przyjaciółkę pożegnać. ale oczywiście nie chciało mi się. ale dałam radę. gdybym nie miała uczulenia na twarzy, to nie wiem, czy wyszłabym z domu. pewnie nie. obawiam się, że właśnie nie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oczywiście nie chciało mi się. ale dałam radę.

to najważniejsze

ja bardzo nie lubię sama wychodzić

co tu dużo mówić, po prostu ludzie mnie wkurwiają

ci co przepychają się i stają mi na stopę w tramwaju

lub ci co potrącają mnie wózkiem w sklepie, mimo że miejsca od cholery itd :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jestem raczej spokojna i cierpliwie czekam

super, zazdroszczę :105:

ja nie znam takich słów jak spokój i cierpliwość, nie leżą w mojej naturze, ja to muszę mieć wszystko szybko, teraz, natychmiast i już

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lata praktyki ale się da.

Wychodzę z założenia iż nie ma co się ciągle denerwować , na zasadzie; psuje mi się coś, robię znów... do skutku i spokojnie.

Chyba że mi ktoś wlezie w paradę wybitnie to się czasem wściekam dosyć mocno. Nie mam też w zwyczaju niszczyć nic, jak kiedyś miałam ochotę rzucić o podłogę filiżanką to... wybrałam najpierw z szafki taka która była bez pary :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

psuje mi się coś, robię znów... do skutku i spokojnie

a ja wtedy: no żesz kur! i walnę np pięścią w stół :D

Nie mam też w zwyczaju niszczyć nic

ja już nie mam za bardzoi par w domu :cry::oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja mama wszystko niszczyła ... jak lecialo ...

Potrafiła szukając REKLAMÓWKI - do dzis pamietam , takiej żółtej z pieluszkami i dziecmi - zdemolować 2 pokoje i spuścić nam mega lanie, nie słuchajac nas, dzieci gdzie ona jest , oczywiście tam była (w szafce u niej w pracy) to jedna w wielu takich własnie opowieści tematycznych i zawsze sie bałam jak czegos szukała bo byla wielka wojna , krzyki i bicie jak nie mogła czegoś znaleźć a w wiekszosci "winna" byłam ja... . Niszczyla dokładnie wszystko i najwiecej też moich rzeczy (braci nie). Paranoja totalna .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja się chyba nie bałam, jak wchodziłam do domu... zresztą sama nie wiem, nie pamiętam. może to i lepiej, że tak mało pamiętam. ;) o jeden problem mniej.

 

-- 09 sie 2012, 13:25 --

 

jestem raczej spokojna i cierpliwie czekam

ja nie znam takich słów jak spokój i cierpliwość, nie leżą w mojej naturze, ja to muszę mieć wszystko szybko, teraz, natychmiast i już

 

ja też do niedawna nie wiedziałam, co to spokój i cierpliwosc... dopiero terapeuta nauczył mnie byc spokojną i cierpliwą tak naprawdę...

tylko niestety nie w domu, ale tego może też się w końcu nauczę. ;)

uczy mnie cierpliwości to, ze np. muszę czekać na wizytę 3 tygodnie, to jest dla mnie niezła nauka. jakby mi tak zrobił miesiąc temu, to poszłabym i zmieniłabym terapeutę zapewne... taka już jestem . byłam... ? :mrgreen: no a o spokoju już mówiłam... że mnie zaraża swoim spokojem.

tyle, że też nerwowy jest, jeśli naskoczył na moją matkę... znów boję się, że coś zrobi, bo tata i ciocia własnie do tej Komisji jadą w czwartek, ja się z nim Bogu dzięki widzę w czwartek, to mu powiem, by na mój temat wgl nie gadał, by się nie wtrącał!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kafka, ja kiedyś tego nie rozumiałam... nie zwracałam na to uwagi... chociaż w sumie płakałam nieraz, bo się chyba bałam. w sumie nie wiem, nie pamiętam. chyba coś przeczuwałam... ale matka raz była "fajna" raz była "potworem" i chyba byłam już zdezorientowana... nocami płakałam i się bałam najbardziej, bo tata wracał do domu i się kłócili i walczyli. dopiero od czasu gdy miałam z 10 lat to pamiętam, że strasznie to przeżywałam. budziła nas w środku nocy, łapała, kazała nam coś gadać, mojego brata wzięła w środku nocy wybudziła by zaczął odliczać po niemiecku ... :shock: teraz aż mi się śmiać z tego chce, ale wtedy to ja nawet nie wiem, co czułam... i nawet nie pamiętam, co robiłam. po prostu tego nie wiem. może kiedyś sobie przypomnę... ? chociaż wątpię. mało pamiętam, ale jak już pisałam, to może lepiej. niektórych rzeczy lepiej nie pamiętać. jeśli zapomniałam, to było to mało istotne albo za bardzo bolało.

 

-- 09 sie 2012, 13:52 --

 

chociaż jak taty nie było to też było strasznie (wtedy to dopiero nam pokazywała, co w niej drzemie, jaka agresja...) . mojego brata biła, ja na to patrzyłam... nie wiem. cały czas chyba byłam w strachu, ale po prostu tego nie wiedziałam wtedy. byłam mała. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nocami płakałam i się bałam najbardziej, bo tata wracał do domu i się kłócili i walczyli

ooo, to moze u mnie z takiego powodu właśnie wieczorem się lęk pojawia

może kiedyś sobie przypomnę... ?

możliwe, że coś ci się podczas terapii i rozmów z ludźmi z podobnymi przeżyciami przypomni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kafka, wgl jak patrzę na papierosa, to mi się przypomina coś...

w sensie, że moja matka chyba nas straszyła tym, że nas przypali papierosem. i kilka razy wydaje mi się, że próbowała zrobić to mojemu bratu.

przypomniało mi się, jak przedwczoraj chciała zrobić to samo tej samej osobie...

straszne... :( mam nagrane audio !! i jak się na nim moja matka wydziera... jak chora psychicznie. w końcu udało mi się nagrać jej prawdziwe oblicze podczas najebania się, szkoda, że filmu nie mam... próbowałam ją nagrywać, ale wtedy się zakrywa. mam kamerę, ale w nocy złe oświetlenie, a na komórce nawet nie widać tego, że się chwieje, więc nie ma sensu.

 

-- 09 sie 2012, 14:17 --

 

w sumie tata nie chce żadnych dowodów tam zanosić. a szkoda... bo mam dużo ciekawych dowodów. kiedyś miałam nagranie, jak mnie uderzyła, ale skasowałam... bo ludzie mi komórkę brali do łap i wykasowałam, bałam się, wstydziłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×