Skocz do zawartości
Nerwica.com

żona w amoku nienawiści i szantaż


Rekomendowane odpowiedzi

witam serdecznie,

 

chciałbym podzielić się tutaj na forum swoim sporym problem, ponieważ nie mam za bardzo do kogo się zwrócić, a moje małżeństwo wisi praktycznie na włosku. Opiszę to w dużym skrócie:

 

Jesteśmy małżeństwem od 5 lat, mamy 2 małych dzieci. Nasze małżeństwo od początku nie było idealne, ponieważ często się kłóciliśmy, ale zawsze jakoś dochodziło do porozumienia. Moja żona jest typem człowieka, który robi przysłowiowe „z igły widły”, a do tego jest wyjątkowo pamiętliwa.

 

O samego początku naszego małżeństwa moja żona toczyła walkę na każdym kroku z moją rodziną czyli rodzicami i siostrą. Każda wizyta u nich, każda obecność u nas kończyły się awanturą. W 95% sytuacji powodem było coś, co powodowało, że ja łapałem się za głowę, bo nawet nie zwracałem na to uwagi podczas rozmowy, np. ojciec mówi coś w rodzaju „będziesz musiał coś tam zrobić... (rzecz typowo męska do zrobienia), podczas gdy moja żona akurat nie siedziała przy stole z nami tylko w pobliżu bawiła się z dzieckiem i nie była jakoś bezpośrednio uczestnikiem konwersacji. Niestety jej uszy to wychwyciły i już podczas jazdy samochodem do domu była wielka awantura, ponieważ mój ojciec użył formy liczby pojedynczej „będziesz musiał”, a nie w liczbie mnogiej „będziecie musieli”.

 

To jeden z setek przykładów. Niestety agresja mojej żony w stosunku do mojej rodziny przybrała formę wulgaryzmów i zdarzyło się nawet nazwać moją matkę dziwką. Kilka lat temu w tej sytuacji zareagowała nawet teściowa, która obiecała, że jeśli to się powtórzy, to sama swojej córce da za to w gębę. Niestety „suki”, „szmaty” w kierunku mojej siostry i matki leciały coraz częściej. Moje prośby języka za zębami nie pomagały. Kiedyś nawet raz podszedłem do niej, chwyciłem ją za ciuchy i wstrząsnąłem nią. Do dzisiaj słyszę, że jestem męskim bokserem...

 

Rok temu zmarł ojciec mojej żony, za którego śmierć winni są oczywiście moi rodzice... No i od tego momentu jest totalny sajgon. Moja żona wpadła w totalny amok nienawiści, moim zdaniem ma depresję i ma też wiele cech z osobowości paranoicznej. Do tego teściowa wprowadziła się do nas i nie ma zamiaru się wyprowadzić, co też wyjątkowo prowadzi do eskalacji napięć. Pojawia się konflikt za konfliktem, ciągła agresja w stos. do mojej siostry, która mieszka za granicą i pojawia się tutaj raz na pół roku. Moi rodzice już nawet nie przychodzili w ostatnim roku do nas - tylko 2 razy się pojawili na urodzinach dzieci. Na początku stycznia wyprowadziłem się z domu, po tym jak moja żona bez żadnego powodu przy mnie i córce ponownie zaczęła wyzywać moją matkę od dziwki. Powiedziałem jej kiedyś, że jeśli jeszcze raz nazwie tak moją matkę lub siostrę, to wtedy się wyprowadzę.

 

Na dzień dzisiejszy moja żona postawiła mi warunek w formie szantażu: jeśli myślę o powrocie, to muszę się „odciąć” od swojej rodziny...

 

Rozmowy nie pomagają, siła argumentów nie dociera do niej, ponieważ ona stworzyła sobie narrację pt. „nienawiść do mojej rodziny” i dorzuca sobie argumenty na poparcie swej tezy po prostu je wymyślając!!

 

Jestem naprawdę w kropce :(

 

Doradźcie proszę co mam robić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lohn, witaj twoja żona ma problem i to wielki,wskazana byłaby terapia wspolna,ale pewnie nie pójdzie...

nie ma prawa Cie szantażować.niczym w żaden sposób,sam bym sie zastanowił czy warto wracać,czy jest po co?tylko na jej warunkach?to prędzej czy pózniej i tak skończy sie katastrofą....

Na Twoim miejscu sam zapisałbym sie na terapie...i walczyl o siebie,ale nie na warunkach żony,szantażu,oszczerstw bo to jest chore...skoro ona nie widzi problemu,niszczy wszystkich ....więc jakos musicie sie odciąc od tego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję za szybką odpowiedź nextMatii

 

zaproponowałem mojej żonie terapię i być może dojdzie do skutku, chociaż bardzo się ociąga, bo twierdzi, że z nią jest wszystko w porządku.

 

Tylko moje 2 śliczne córeczki hamują mnie przed ostatecznym odcięciem się od tej patologii i to jest bardzo bolesne, ale z drugiej strony jak widzę i słyszę ten jazgot celowo prowokowany przy dzieciach, to nie wiem co jest lepsze dla nich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lohn, właśnie tu nie ma takiego,,złotego środka,,,terapia to jedyne rozsądne rozwiązanie,jeżeli zona jej nie podejmie,coż tkwienie w piekle z ktorego dzieci wyniosa ,strach...patrząc na kłocących sie rodziców ma jakiś sens?Do Ciebie należy decyzja,ale ratuj co sie da i jak sie da...Twoja żona to toksyczny człowiek...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz od poczatku były kłotnie , jak na poczatku sa kłotnie r.o.znice zdań to wiadomo,ze to nie minie a będzie sie pogłebiac, wspólne zycie we dwójke polega na dogadywaniu sie na tym by miec w miare podobne pogłady, wrażliwośc i patrzenie na swiat, w opisie zachowania twojej zony nie widze depresji . depresja poowduje raczej bezcelowośc zycia , beznadzieje u wielu osób takze obwinianie sie za wszystko, człowiek wtedy potrzebuje zrozumienia drugiej osby , bardziej to jakies zaburzenie zwiazane z charakteerem a przedewszystkim brak szacunku i niestety kultury bo jak mozna matke własnego meza od dziwek wyzwac, w moim odczuciu chamstwo i szantaz to sa bardzo dziwne odruchy ludzi małych, takich karłow moralnych, zapewniam Cie równiez ,ze dzieci widża wszystko i wszystko czuja, jesli są swaidkiem kłotni wyzwisk rodziców to chłona to jak gabka, jęsli słysza bark szacunku ojca do matki i matki do ojca to w ich mozgu słady tych zachowan tworząc powiązania neuronowe pozostana na zawsze, moim zdaniem czasem lepiej sie rozejśc dla dobra dzieci po to by własnie wychowywały sie w zdrowej atmosferze bez tego ciagłego napiecia nerwowego w domu, moim zdanie składnikiem prawdziwej miłości jest szacunek , który okazuje sie partmeropwi, zrozumienie, wsparcie i ten wspólny świat , który sie tworzy razem nie obok siebie na bazie wrazliwosci , wspólnych rozmów opartych na wspólnych zainte3resowaniach, wspólnych wycieczkach cała rodzina po górach, na bazie wspólnych pasji wtedy jest pieknie , jak sa kłłotnie i brak szacunku , brak wspólnych , rozmów, zainteresowan , pasji, wyzwiska, to brak wspólnego swiata i nie jest pieknie , tylko źle ,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oboje mamy to samo wykształcenie, pracujemy w tej samej branży, mamy podobne zainteresowania i tak właściwie zawsze potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i przez cały ten okres był jednak ciagle ten "magnetyzm", który powodował, ze nawet jak się trochę poklocilismy, to i tak ladowalismy w łóżku ;)

 

Jednak w ostatnich miesiącach moja żona wpadła w taki amok, ze już nic nie pomaga :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladowanie włozku nie jest najlepszym rozwiązywaniem problemow i nie ma to nic wspoólnego z godzeniem sie i z szacunkiem , jest to tylko ladowanie w łozku a problem sie nasila zamiast romawiac i go rozwiązac myslicie ze rozwiąze seks , nie nie rozwiąze a jeszcze nasili bo nieprzerobiony problem pozostaje nasili sie i w pewnym momencie seks z ta oosba stanie sie juz tez nie fajny, skoro jednak sie kłocicie i macie pretensje do siebie to jednak musi was sporo róznic a sytuacja sie pogłebia , spróbujcie tej terapi dla par

 

-- 28 lut 2012, 21:21 --

 

wykształcenie tu nie ma nic do rzeczy raczej kultura ma sporo

 

-- 28 lut 2012, 21:23 --

 

nextMatii,

o matii napisałes to samo co ja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja myślę ze powinna być zbadana dokładnie przez psychiatrę.....jest osobą toksyczną......z jej osobowością nie do końca jest ok...

rób coś bo dzieci wychowywane przez taką matkę to przyśli pacjenci .....leczący się na nerwy ..... :time:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam jeszce raz po dluzszym czasie.

 

Postanowilem napisac i podzielic sie z wami moimi doswiadczeniami.

 

Nasza wspolna terapia trwala od poczatku marca i bylo chyba jakies 8-9 spotkan. I tak wlasciwie zaden efekt. Tak naprawde agesja jest coraz wieksza i nawet w pewnym momencie sama psycholog stwierdzila, ze ona tutaj juz raczej nie pomoze. Odnioslem wrazenie, jakbysmy stali w miejscu, zadnego posuniecia do przodu, a agresja coraz wieksza. Koniec kwietnia wprowadzilem sie z powrotem do domu. Wrocilem akurat z krotkiego wyjazdu z zagranicy, kupilem dla wszystkich prezenty, dzieci bardzo sie cieszyly, ale niestety sielanka trwala zaledwie 3 dni. Horror znowu sie rozpoczal, gdy planujac nastepny dzien mielismy zajete popoludnie i zona stwierdzila, ze po poludniu juz nie zaiwzie dzieci do swojej matki (bo codziennie sa tam przed poludniem) wiec ja myslac, ze jest juz "normalnie", zaproponowalem, ze moze podrzucimy dzieci do moich rodzicow i... furia i bagno zostalo do dzisiaj. W miedzyczasie ciagle slysze pogrozki i grozby, do tego nawet lęka moich rodzicow smsami grozac im, a potem robi mi awanture, ze to moi rodzice znecaja sie nad nia!!! A oni od wielu miesiecy nie maja z nia zadnego kontaktu, nie przychodza do nas itd.

 

Pani psycholog zadala podczas terapii pytanie: co musialoby sie stac, zeby zona zmienila zdanie i pozwolila zabrac mi dzieci do dziadkow? Niestety zona stwierdzila, ze nie ma takiej mozliwosci.

 

Ja juz jestem tym zmeczony i dlatego zastanawiam sie nad wezwaniem policji. Wzbranialem sie przed tym, bo chcialem oszczedzic tych scen dzieciom, ale mam wrazenie, ze wszystkie mozliwosci sie juz wyczerpaly.

 

Co sadzicie o tym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lohn, Sądzę ,że niewiele. Musiałaby się ostro awanturować i zrobić komuś krzywdę ,żeby zechcieli interweniować , a i wtedy mogłoby się tylko na interwencji i pouczeniu skończyć. Tak to powiedzą ,że nie są od rozwiązywania małżeńskich sporów co jest zresztą prawdą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lohn, Przykro mi to pisać, ale ja na Twoim miejscu zabrałabym dzieci i uciekała jak najdalej od tej baby :evil:

Też zrobiłabym tak, jak napisała Wiola.

Nie wiem jak Ci pomóc. Współczuję.

Rozwieźć się i załatwić sobie w sądzie widzenia z dziećmi. Bo pewnie dzieci zostałyby przy matce, takie prawo......

Masz jeszcze szansę na normalne życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myslalem tez o wizycie u psychiatry, bo moim zdaniem ma ona jakies zaburzenia psychiczne. Zreszta brala juz kilka lat temu jakies psychotropy, a jej matka ma powazne schorzenia psychiczne i jeszcze 3 lata temu lezala w szpitalu psychiatrycznym i do dzisiaj jest na tabletach. Wiec moim zdaniem na pewno jest to dziedziczne.

 

Ale kto ja do tej wizyty nakloni, skoro wielokrotnie juz od niej slyszalem, ze "ona nie ma sobie nic do zarzucenia".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×