Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
anancites

z tym da się żyć :)

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie,

na wstępie chciałabym powiedzieć, że mimo, iż piszę tutaj po raz pierwszy, forum przeglądam od kilku lat. Bardzo Wam dziękuję za wszystko o czym piszecie, niezależnie czy są to rzeczy smutne czy wesołe. Świadomość, że są gdzieś ludzie z podobnymi problemami podtrzymuje na duchu. Jeżeli tę wiadomość czytają osoby niezalogowane - chciałabym je z tego miejsca serdecznie pozdrowić, może Wy też znajdziecie kiedyś siłę, żeby tu napisać.

 

Dlaczego nie pisałam tutaj wcześniej? Przede wszystkim: brak odwagi. Nie lubię mówić o sobie. Nawet te krótkie informacje, które znajdują się poniżej są napisane z dużym wysiłkiem.

 

Aktualnie mam 22 lata, NN zdiagnozowano u mnie w wieku 17 lat. Choroba wywróciła mi wtedy życie do góry nogami. Otarłam się o szpital psychiatryczny (trafiłam na cudowną psychiatrę, którą do dziś uważam za Anioła, który wyciągnął mnie z tego piekła). Zaistniała konieczność nauczania indywidualnego, bo przez 4 miesiące nie byłam w stanie sama wyjść z domu. 1,5 roku intensywnej farmako- i psychoterapii. Gdyby nie odejście mojej pani dr na emeryturę, moja "droga do wolności" zapewne zakończyłaby się dużo szybciej... Od tego czasu leczyłam się u 3 lekarzy, których rola ograniczała się do przepisywania leków. Pewnego dnia (ok. 3 lata od zdiagnozowania choroby) stwierdziłam, że leków już brać nie chcę, odstawiłam je samodzielnie, co było bardzo trudne, ale uważam, że było warto.

 

Moim głównym natręctwem było liczenie (przy oddychaniu, myciu rąk, czesaniu włosów, liczenie kroków). Były liczby, które "lubiłam" (do nich dążyłam) i liczby, których "nienawidziłam" (unikałam). Obsesyjne sprawdzanie wszystkiego (gaszenie światła, sprawdzanie drzwi). W najgorszym momencie choroby pojawiło się odrealnienie, które trwało jakieś 2 miesiące.

Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale ja swoje natręctwa pokonałam w ten sposób, że zamiast z nimi walczyć, po prostu się z nimi "zaprzyjaźniłam". I zaczęłam podchodzić do nich zdroworozsądkowo: "Ok, mogę sobie lać wodę z kranu ile chcę, ale przecież tyle wody się wtedy marnuje".

 

Na chwilę obecną żyję "normalnie". O moich przejściach wie tylko moja Rodzina. Nikt nigdy o taką chorobę mnie podejrzewał.

Natręctw nie mam od długiego czasu. Są niestety objawy nerwicy wegetatywnej (począwszy od bólu zęba, głowy, na kołotaniu serca i bólu brzucha skończywszy) i depresji.

Jestem mistrzem kamuflażu, co nie zawsze ma dobre skutki. Na zewnątrz, wśród ludzi sprawiam wrażenie osoby wesołej, pogodnej. Moje cierpienie zaczyna się, kiedy jestem sama, bo takie "udawanie" wiele mnie kosztuje.

Od kilku miesięcy chodzę na rozmowy z psychologiem, bo wiem, że sama bym sobie nie dała z tym rady. Żyję jednak w świadomości, że mimo wszystko przeszłam w życiu krok milowy. I staram się żyć tak, żeby z powrotem "nie zwariować". 8)

 

Tyle o sobie.

Jeżeli mój post podniesie na duchu choć jedną osobę, będę szczęśliwa.

O objawach więcej pisać nie chcę, bo jak już wspomniałam, nie chcę się z tym upubliczniać.

Jeśli ktoś chciałby ze mną porozmawiać, proszę pisać na PW. :D

Jeśli ktoś szuka materiałów do prac naukowych (psychologia, psychiatria) etc. i moja historia mogłaby być przydatna - również proszę pisać.

Myślę, że jestem już na takim etapie, że mogę służyć pomocą. ;)

 

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i trzymam za Was mocno kciuki. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

anancites, dzięki za Twój pozytywny przykład zmagań z NN :D

 

ja też przekonuję się, że przede wszystkim to my sami musimy sobie pomóc... :bezradny:

 

pozdrawiam

i życzę Ci dalszych sukcesów i wytrwałości :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Milutki, Tez od niedawna jestem na forum. Odważyłam się tu ujawnić, ponieważ bardzo się zamknęłam na ludzi i odnowiła się moja choroba. Co do tego, co piszecie, ja również uważam, ze da się z tego wyjść, a nawet jak nie do końca to mozna nauczyć się z ta chorbą zyć. Ja na nerwice natrectw cierpię od prawie 10 lat i do tego co było na poczatku jest masakryczny postęp. Nie chce pisać szczegółów mojej choroby, poniewaz mogę się niepotrzebnie nakręcić ale chciałam Wam jedno napisać, co wg mnie jest najważniejsze w tym wszystkim - podstawa jest nauczyc sie byc ważnym dla samego siebie:) Nie chcę używać określeń typu "pokochaj siebie", gdyż jest ono zbyt uogolnione i nic w zasadzie nie mówi konkretnego. Chodzę od dwóch lat na terapię i powiem Wam, ze dzieki niej zrozumialam, ze zyłam dla wszystkich innych ale nie dla siebie. Najpierw zyłam dla rodziców, rodzenstwa, dla męża, dziecka a w tym wszystkim ja się nie liczyłam. Balam sie oznajmiac innym, ze ja tez mam swoje potrzeby, pragnienia i odczucia. Dlatego zaczęłam od malutkich kroczków. Zaczęłam wynajdować sobie zainteresowania, na poczatku było bardzo ciężko ale z czasem bywało lepiej. Doszło do momentu, ze brakowalo mi czasu zeby zrealizowac wszystko. Dzieki temu stałam sie kims wspaniałym dla siebie:) teraz mam dołka i wrociłam do leków i mimo tego co mówi moja doktórka to wierze, ze odejde od leków i bede szczesliwa:) dlatego kolejnym krokiem aby sobie pomóc było wejscie tutaj na forum:)

Życzę wam wszystkim dużo siły, wiary w siebie i szacunku do innych ale przede wszystkim do siebie:) Każdy z Nas ma ogromne poklady wspaniałej energi, tylko trezba ją odnaleźć. jak to mówi moja psycholog "skrzyneczka ze szczęsciem jest w tobie tylko musisz znaleźć do niej kluczyk"

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
teraz mam dołka i wrociłam do leków i mimo tego co mówi moja doktórka to wierze, ze odejde od leków i bede szczesliwa:) dlatego kolejnym krokiem aby sobie pomóc było wejscie tutaj na forum:)

natretna27, myślę, że dobrze trafiłaś, i że znajdziesz tutaj wsparcie,

bo wiele osób ma podobne problemy i wszyscy dobrze rozumiemy, co to znaczy NN... :-|

 

Życzę wam wszystkim dużo siły, wiary w siebie i szacunku do innych ale przede wszystkim do siebie:) Każdy z Nas ma ogromne poklady wspaniałej energi, tylko trezba ją odnaleźć. jak to mówi moja psycholog "skrzyneczka ze szczęsciem jest w tobie tylko musisz znaleźć do niej kluczyk"

:great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×