Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
1optymista

upadek optymisty

Rekomendowane odpowiedzi

Jaka to ironia losu, wiele osób mówiło mi,że jestem niepoprawną optymistką,że jeżeli ja stracę nadzieję to świat runie, jakoś nie słyszę łomotu tego upadku w dobie własnych osobistych problemów.

Nieczułość, niewrażliwość (brak odrobiny empatii), niedostrzeganie... to boli niemiłosiernie...nawet nie mam komu o tym powiedzieć, pisząc przez łzy tę notatkę leżąc u boku męża. Gdy opatulił się i zachrapał, owinęłam się swoją kołdrą i wstałam do łazienki. Zapytał: - Dokąd idziesz?

- Nigdzie

Beczałam i szlochałam w łazience na podłodze przez półtorej godziny. Przekonując się,że nie ma jak w filmie, nikt nie zauważy mojego zniknięcia, nie pochyli się, nie poda ręki... to głupie, naiwne, wcale nie optymistyczne.

Facetów pociąga ryzyko, lubią gdy seks wiąże się z przysłowiową wpadką, jednak gdy okazuje się,że to ryzyko spada do 0 podobnie jak w przypadku kobiet w wieku poprodukcyjnym, tracą nimi zainteresowanie itp. Głęboko gdzieś ma ktoś psychikę czy osobowość liczy się użyteczność... no chyba,że psychologowie, chociaż we współczesnym świecie mamy wystarczająco wariatów z politykami na czele.

 

Ludzie przychodzą gdy czegoś chcą, by wyciągnąć coś od ciebie, wyssać, wykorzystać, gdy jesteś dla nich w jakiś sposób potrzebny, a co jeżeli człowiek sam się załamał, nie widzi swojej wartości, nie daje pretekstu do bycia potrzebnym. Taki człowiek nikomu jest niepotrzebny i nikomu nie może pomóc, bo sam ze sobą nie daje radę... życie przetłacza, bo człowiekowi samotnie niczego nie udaje się. Człowiek sam nic nie może.

 

Po to, więc zakładamy rodziny, wychodzimy za mąż, aby to mężczyzna - człowiek, który stanie u naszego boku był naszą ostoją, wsparciem, ucieczką (i vice versa), szukamy sensu w podstawowym prawie naturalnym - samorealizacji poprzez rodzinę. Gdy to nie może być spełnione...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1optymista, mówiłaś mężowi jak się czujesz?

 

Oczywiście.

To nie jest coś z przed kilku dni czy z nastania zimy.

Próbowałam dotrzeć do niego subtelnie, wychodząc z założenia,że nie potrafi zinterpretować były próby prosto z mostu, płaczem, gdy nie mnie sytuacja dobijała, uciekałam po nocach wsiadając w samochód jechałam gdziekolwiek.

Najczęściej było to traktowane przez niego jako kolejna kłótnia, jak to on mówi... (chyba ulubione stwierdzenie mężczyzn) wygrzebywanie starych brudów (ale to logiczne,że jeżeli ktoś coś wyciąga tzn,że nie zostało to zamknięte), nawet gdy próbowałam porozmawiać z nim pod kątem jak się ja czuję na przykładzie konkretnych sytuacja on to traktuje jak atak na swoją osobę.

 

Nie rozumiem jak tak można, analizować problemy innych nie widząc w swojej rodzinie, wczuwać się w sytuacje kolegi/koleżanki a nie dostrzegać osoby najbliżej siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Faktycznie. Większość facetów nie jest za czuła.

Jak długo jesteście razem? Od kiedy nie układa się dobrze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1optymista, i jesteś pozostawiona sama sobie? Wszystko jest na Twojej głowie... dzieci, dom?

Jak było wcześniej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1optymista możliwe, ale mnie tam nie ma ;) . Możesz spróbować zwalczyć swój stan lekami, ale na moje oko to problemem jest brak oparcia ze strony męża. Tak to wygląda dla mnie.

Istotne też jest jak wyglądało Wasze wcześniejsze życie.

Wyjaśnij co źle zrozumiałem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

uspiony2

zapytałeś o dzieci , przeczytaj post 1optymista a zrozumiesz jaki błąd .

witaj 1optymista na forum .

Jesteście razem 11 lat

a od kiedy jest tak źle ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a od kiedy jest tak źle ?

W takim stopniu,że wielokrotnie żądałam rozwodu od roku.

 

Aby zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa,że nie ucieknę, mąż zabiera mi pieniądze, sam robi zakupy, opłaty, jeżeli "łaskawie" mi coś da to za chwilę znajdzie się powód aby te pieniądze stracić lub z powrotem ode mnie "pożyczyć".

 

Pewnie nasuwa się pytanie, czemu pozwalam odbierać pieniądze, a nóż dlatego,że oficjalnie nie pracuję, nie mam typowo swoich pieniędzy, mam od bardzo długiego czasu problemy ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy, nawet w PUP-ie powiedziano mi za którymś razem,że dla mnie jedyną szansą jest samozatrudnienie. Próbowałam kilka razy założyć własną działalność, jednak mimo dużych wkładów własnych, nie udało mi się. Mam strasznego pecha od 3 lat :hide:

Na domiar żadnego wsparcia od najbliższych tym bardziej dalszych osób, moje życie rodzinne prawie nie istnieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×