Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Od kilku dni jest mi znowu bardzo źle. Nie mam motywacji by wyjść z domu, a pogoda wcale nie pomaga.

Taki stan zawsze przypomina mi o tym, że leki które zażywam nie sprawią, że będę zawsze zadowolona i pełna optymizmu.

Mam ochotę cały dzień spędzić w ciszy, czytając książkę, a męczy mnie straszne poczucie obowiązku - żeby ruszyć tyłek i dalej, zawzięcie szukać pracy. Chwilowo opadłam z sił i czuję się tak, jakbym potrzebowała wymówki, albo usprawiedliwienia. Żeby ktoś powiedział mi, że to nic złego, że nawet od intensywnego szukania pracy potrzebny jest czasem odpoczynek. Cały dzień nakręcam się tylko tym, jak bardzo gardzę sobą, bo nie potrafię się zawziąć i ruszyć tyłka. Cały dzień widzę oczami wyobraźni to rozczarowanie w oczach mojego faceta, które zobaczę kiedy on wróci z pracy. I zastanawiam się co mu odpowiem na pytanie co udało mi się dziś załatwić :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od ciągłego wertowania ogłoszeń i wysyłania cv, szukania w różnych kanałach przez 12h na dobę można dostać zajoba.

mothyl, nie wiem, jaka branża Cię interesuje, ale pomaga trochę wyróżnienie cv od setki innych takich samych aplikacji. Wystarczy inny szablon, coś co wyróżni Twoją aplikację spośród innych. U mnie jakiś czas temu mimo braku doświadczenia telefony się rozdzwoniły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak, ale inni ludzie nie mają tego "komfortu", żeby sobie zostać w domu cały dzień. Zaciskają zęby i idą do pracy czy innych swoich zajęć i obowiązków. A ja wciąż toczę z sobą nieustanną walkę, ciągle mam do siebie żal i pretensje, że nie potrafię się zmotywować. Jestem wściekła na siebie a z drugiej strony czuję taką cholerną obojętność. Czuję się tak bezpiecznie i dobrze w domu, chociaż biczuję się przekonaniem, że powinnam teraz marznęć biegając po mieście i roznosząc cv gdzie się da.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moja współlokatorka właśnie się szczęśliwie i z wzajemnością zakochała. wygląda na to, że się cudownie odnaleźli na tym świecie, nie zdziwiłabym się gdyby z tego był ślub. idealnie się dobrali charakterami. wszystko jest po prostu jak w jakimś filmie.

a ja ten film codziennie oglądam. jestem pieprzonym samotnym widzem z piwem w ręku. cieszę się jej szczęściem i próbuję się nie rozpłakać, jak mi o nim opowiada.

:why:

 

zaczynam myśleć, że moje zaburzenie po prostu całkowicie uniemożliwia mi satysfakcjonujący związek, pracę i życie. jestem z góry skazana, więc skoro nic nie mogę z tym zrobić, to nie powinnam z tego powodu cierpieć. najlepiej się całkowicie poddać, wyrzec wszystkich pragnień i nic nie czuć. powtarzać sobie "to nie dla mnie" i utrzymywać dystans między sobą a światem. postawić szybę z lodu, grubą i zimną. a przed ludźmi udawać wesołą, sympatyczną i nie mającą problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

veganka, przyzwyczaisz się. Codziennie w szkole słuchałam od kumpeli o jej chłopaku. Na początku było smutno, potem mnie to wkurzało a teraz jest mi to totalnie obojętne. A nie tylko ona gada, mam w klasie same dziewczyny i dzień w dzień potrafią nadawać o swoich chłopakach, o sprawach łóżkowych, ciążach, pierścionku i w ogóle wspólnym, szczęśliwym życiu. Rzyg rzyg rzyg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Indifference1, mi jest źle z tym, bo ja jej życzę szczęścia a nie potrafię się cieszyć razem z nią. wczoraj cały wieczór opowiadała o pieprzonej idealnej miłości, o idealnych teściach i planach i o tym wszystkim. a że z nią mieszkam to rano i wieczorem opowiada tylko o nim. na jej miejscu robiłabym to samo, w końcu to ogromne szczęście. tylko, że ja później idę do swojego pokoju i próbuje nie ryczeć. bo to zwyczajnie boli jak się jest samotnym od paru lat. muszę być jakaś gorsza albo przeklęta, albo już nie wiem co, może taka zła karma, albo złośliwość losu, albo coś ze mną nie tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zaczynam myśleć, że moje zaburzenie po prostu całkowicie uniemożliwia mi satysfakcjonujący związek, pracę i życie. jestem z góry skazana, więc skoro nic nie mogę z tym zrobić, to nie powinnam z tego powodu cierpieć. najlepiej się całkowicie poddać, wyrzec wszystkich pragnień i nic nie czuć. powtarzać sobie "to nie dla mnie" i utrzymywać dystans między sobą a światem. postawić szybę z lodu, grubą i zimną. a przed ludźmi udawać wesołą, sympatyczną i nie mającą problemów.

 

Kasia :nono: a ja wierze ze spotkasz kiedys kogos idealnego dla Ciebie

 

veganka, to może jej powiedz, że źle ci z tym. Przecież się nie obrazi, powinna zrozumieć.

no dokldnie chociaz to nie jest normalne ze ludzie nieszczesliwi moga spokojnie mowic o tym ze sa nieszczesliwi i dostaja wsparcie a ze swoim szczesciem trzeba sie kryc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, dzięki, Indifference1, jakim bym była człowiekiem jakbym jej powiedziała, że ma się zamknąć bo ja tu cierpię? nie umiem się cieszyć więc chociaż jej słucham. szczęście jej uszami wychodzi, a ja dobrze ukrywam swoje prawdziwe uczucia. i wszyscy są zadowoleni. no oprócz mnie, ale co tam ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no dokldnie chociaz to nie jest normalne ze ludzie nieszczesliwi moga spokojnie mowic o tym ze sa nieszczesliwi i dostaja wsparcie a ze swoim szczesciem trzeba sie kryc

Nie no, to akurat jest zasadnicza różnica. Nie wyobrażam sobie tak kogoś dołować. Kiedy ktoś ci mówi, że czuje się samotny to w odpowiedzi opowiadasz swoją wczorajszą randkę? Nie chodzi o to żeby się kryć ze swoim szczęściem, tylko żeby się tak z nim nie obnosić a już na pewno nie w obecności kogoś samotnego. Jak mnie zaczęły wkurzać barwne opisy życia seksualnego mojej koleżanki to jej powiedziałam, że dość tego bo dłużej nie zniosę. Teraz sobie jest szczęśliwa ze swoim facetem a przy mnie po prostu o nim nie mówi. To chyba nie jest aż taki wysiłek żeby przez te parę godzin w szkole o nim ciągle nie gadać?! Wrócisz do domu to sobie go będziesz miała i tyle.

 

-- 15 sty 2014, 17:31 --

 

i wszyscy są zadowoleni. no oprócz mnie, ale co tam ja.

No właśnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

veganko, sama byłam w takiej sytuacji, że to mnie zwrócono uwagę. Kiedy mój związek dopiero rozkwitał dwoje z moich (a właściwie wspólnych z moim chłopakiem) przyjaciół doprowadzało do szału to, jaka rozszczebiotana jestem. Na początku rzucali delikatne sugestie, że im to przeszkadza, aż w końcu sam na sam ze mną będąc powiedzieli mi, że to już staje się nudne, że ja zrobiłam się cholernie monotematyczna i kiedyś można było na więcej, niż mój facet, tematów podyskutować.

Cóż, na początku poczułam się jakby mi ktoś w mordę dał - otumaniona, że ktokolwiek może tak sądzić. Następnie nadeszło wzburzenie, że jak to tak?! A na końcu najzwyczajniejsza w świecie akceptacja. Nafochana przez jakiś czas ograniczyłam kontakt z tą dwójką, ale w sumie na dobre to wszystkim wyszło. Przez ten czas mój związek nieco dojrzał a to pierwotne miłosne uniesienie nieco opadło ;)

 

Myślę, że Ty masz prawo mówić o swoich uczuciach tak samo, jak Twoja koleżanka o swoich. Ważne jest, jak sformułujesz przekaz, bo od tego głównie zależy to jak koleżanka go odbierze. A jak zareaguje? Jeśli jest naprawdę zakochana, to sądzę że jej to nie zaboli. Może nawet puści Twoje słowa koło ucha, ale nawet jeśli, to Tobie wyznanie swoich odczuć powinno przynieść ulgę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Indifference1, mothyl, nie znacie jej, jest dosyć drażliwa :roll: a mi zależy na dobrej atmosferze w domu. przecież jesteśmy na siebie skazane i nie mamy gdzie uciec. liczę tylko na to, że szybko jej spowszednieje i przestanie opowiadać ze szczegółami. jak nie mogę wytrzymać to wychodzę. no i organizuję coś sobie, żeby nie być samemu. w tym tygodniu mam się spotkać z kolegą, a w weekend jadę na szkolenie. a później się coś wymyśli, żeby nie siedzieć w domu i nie zamulać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×