Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Eve

Jak uwolnić się od zachowań i wzorców rodzinnych?

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie!

Niektórzy mnie już tutaj trochę znają i zapewne wiedzą, że jedną z moich największych bolączek jest rodzina. Jej zachowania. To nie są fajni ludzie o otwartych umysłach, wręcz przeciwnie.

Moja mama jest taka sztywna, zachowawcza. Ma obsesję na punkcie sprzątania, raz jej pierwszym zdaniem, gdy otworzyłam rano oczy było 'nie posprzątałaś!'. Truje jak jakaś natrętna mucha. Ja jestem raczej bałaganiarzem i nie przeszkadza mi nieład.

Dodatkowo nadmiernie przejmuje się zdaniem innych, tak samo jak babcia. Ich główna obawa to 'ojejku, co ludzie sobie pomyślą!?'. Ja osobiście mam to gdzieś. Moje życie, nie będę go układać pod dyktando innych. Obie mają spory z pewną osobą w rodzinie, jeśli można to tak nazwać, bo one nie powiedzą tej osobie tego wprost, spokojnie i z obustronnym szacunkiem, tylko jadą na nią sobie nawzajem przez telefon, a gdy dojdzie do spotkania, z przyklejonymi uśmiechami zachowują się, jakby nic się nie stało. Ogólnie, sztuczne, nieszczere zachowanie to ich specjalność. Aż na wymioty bierze jak się słyszy ich dialog choćby ze znajomymi, spotkanymi przypadkowo na ulicy. A nawet słysząc dialog babci z jej własną siostrą widzi się tylko tą nieszczerość i sztuczność. Nie sądzę, żeby tak miały wyglądać zdrowe i fajne relacje międzyludzkie. Jak to było w piosence Grubsona 'szczerość to podstawa żeby przejść przez życie'. Dodatkowo moja mama ma ograniczone podejście do np. ludzi którzy ubierają się inaczej niż inni, mają szalone fryzury czy coś w tym stylu. Reaguje wtedy takim pensjonarskim uśmiechem, jakby to było coś niegodnego, coś złego. A ci ludzie przecież wyrażają siebie. Tylko im pogratulować.

Mój tata... pomijając jego darcie się na ludzi z byle powodu - jest podobny do mamy. Nie chciał wejść do reastauracji, w której nikogo jeszcze nie było (bo było przed południem), tylko dlatego, że... tam nikogo nie było. Jakby się bał zrobić coś samodzielnie, bez całej masy. Albo dziś przyjechał dziadek, miałam dać mu prezent dla niego i dla babci z moich wakacji. I stanęłam, czekając, aż przestanie mówić coś do mojej mamy a tata siedzący obok mówi do mnie tak natarczywie 'czekaj! czekaj!', jakby przerwanie dziadkowi było czymś strasznym. A potem 'no idź! idź!'. Taki dosłownie zestresowany był. Chore.

I wywyższają swoją rolę, rolę 'dorosłych' (ja mam 17 lat). Kurde, jakby mądrzejsi byli. Patrzą na mnie i ludzi w moim wieku z góry. Myślą, że jestem ich niewolnikiem, że mają nade mną władzę. ('Będziesz mnie słuchać!' - krew mnie zalewa jak słyszę coś takiegooo!!!! :evil::evil::evil: ). A przecież każdy jest wolny.

 

Ale niech by oni sobie tacy byli - byle bym ja taka nie była, byle bym miała pewność, że się taka nie stanę. Ale już trochę przejęłam tych i bezsensownych obaw. I zachowań. Staję się ciut sztuczna. Nie wśród przyjaciół, ale wśród takich mniej znanych ludzi. Zachowuję się wtedy jak moja mama. Tak samo reaguję na bardziej niekonwencjonalne, ale przecież w żadnym wypadku nie szkodliwe wyrażanie siebie np. strjem, zachowaniem. To czyni ze mnie bezbarwną mameję, oni czynią ze mnie kogoś takiego. Kogoś zamkniętego na innych. Kogoś, kto jest niewolniekiem życia. Nie chcę taka być! A czuję, że taka się staję, czuję, jakbym tonęła w tym! :(

Co mogę z tym zrobić - aby nie wchłaniać takich śmieci i pozostać sobą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

człowiek nerwica, dlaczego się mylę? Wiesz, różnie to bywa, ale wg mnie każdy jest wolny (psychicznie), a raczej ma do tego pełne prawo i może się tej wolności nauczyć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Eve, wiesz że ja mam z moją mamą podobnie... po prostu kiedy widzę że powielam jej zachowanie, albo ktoś ze znajomych zwróci mi na to uwagę to staram się to korygować następnym razem... zastanawiam się co bym zrobiła ja a nie moja mama i potem staram się robić to co ja uważam za stosowne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lady_B, ale ja mogę sobie mówić, tłumaczyć, starać się, a i tak orientuję się dopiero po fakcie... czasem czuję się, jakbym miała ich charakter, nie ten mój, który miałam kiedyś..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Eve, troszkę pracy nad sobą i zobaczysz efekt

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eve, mam ten sam problem. Jestem niestety aż 10 lat starsza od ciebie, dla tego w moim przypadku jest już dużo gorzej… Ale nawet u mnie nie wszystko stracone, to u ciebie tym bardziej. Musisz pozostać sobą, często wymawiać w myslach albo na głos swoje zdanie, szczególnie jeśli jest ono inne od ich zdania. A może pisz pamiętnik? Tak będziesz mogła dosłownie wyrazić swoje poglądy, swoje zdanie, potem jak to przeczytasz to będziesz sobie to utrwalała. To będzie takie twoje, prywatne, osobiste i nikt nie będzie w to wchodził brudnymi buciorami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lady_B, tylko jak ta praca miałaby wyglądać? Bo moje dotychczasowe starania nie przynoszą skutków, jest coraz gorzej tak naprawdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aha, i dbaj o to, by nie dyktowano ci za bardzo co masz myslec, nie robiono prania mózgu. Mi niestety to zrobiono i mam dziś niezłe problemy z psychicznością...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Eve,

onanek,

 

Pominęłyście w wieku nastu-lat okres buntu ?

 

Moim zdaniem jest tylko jedna droga ,walka o samodzielność .

I budowa własnych wzorców .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

onanek, właśnie bardzo się staram tak robić - co jakiś czas burza mózgów i jak krowie na rowie wszystko sobie tłumaczę. Troszkę pomaga, ale to u mnie postępuje. Czuję, jakby nie było już mnie. A tak bardzo się staram. Zeszyt też mam, zapisuję sobie tam wszystko, bo wiem, że to zginie :( A pranie mózgu już mi zrobili.

 

-- 15 sie 2011, 21:39 --

 

Im_Back, ja jeszcze teoretycznie jestem w trakcie buntu, krew mnie zalewa, jak ktoś próbuje mnie spętać. Nie dam się, i koniec. Ale wbrew sobie staję się kopią mojej rodziny, mimo największych starań. Bo tak ogólnie mam też tendencję do przejmowania cudzych punktów widzenia. Ile ja sobie natłumaczyłam, że to zachowanie jest bez sensu bo to i to, a ta postawa jest do kitu z tego i tego powodu, ale to nia pomaga, może ewentualnie spowalnia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zeby uwolnic sie od zachowan nalezy sie wyprowadzic, natomiast zeby uwolnic sie od wzorcow trzeba zdac sobie sprawe ze kazdy z nas jest kowalem wlasnego losu, decyzje jakie podejmujemy zaleza od nas nie jestesmy wlasnymi rodzicami ..... przepis jest prosty w przepisie ale ciezki do wykonania co nie znaczy ze nie jest awykonalny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Im_Back, niestety ale masz racje co do mojej osoby- pominęłam okres buntu, bo nie miałam nawet jak... Przy tak stanowczej mamie i babci , które nie pozwalały nawet wyrazić swojego zdania, bałam się zrobić cokolwiek po swojemu i nigdy sie nie postawiłam. Skutki są opłakane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie do konca chyba da sie uwolnic od wzorcow. Czym skorupka za mlodu nasiaknie... ;) Ale duzo mozna osiagnac samoswiadomoscia i przebywaniem w towarzystwie, ktore zachowuje sie inaczej, niz wymienione osoby z Twojej rodziny.

 

Co do mnie, mysle, ze mnie przed takimi negatywnymi wzorcami uratowal jeden ogromny wzorzec zapisany w rodzinie - wzorzec "nie mowimy zbyt duzo o sobie (matka) oraz nie przebywamy za duzo ze soba (ojciec)"... Dzieki temu dopiero teraz, po tylu latach wychodza na jaw poglady moich rodzicow na wiele spraw. Sa to oczywiscie poglady, ktorych nie jestem w stanie zaakceptowac i ciesze sie, ze nie zostaly mi przekazane w dziecinstwie, bo dzieki temu nie przejelam ich. Homofobia ( na wiesc o tym, ze udaje sie gdzies z kolegami gejami, komentarz: "A co to za towarzystwo! Jak mozesz sie z kims takim zadawac, to przeciez strach! Nie ma juz normalnych facetow?" :mrgreen: ), lekanie sie o wszystko, widzenie wszystkiego w czarnych barwach, nietolerancja wobec innych wyznan (kazde wyznanie inne, niz katolickie to sekta), oraz niezrozumiale dla mnie "zasady kulturalne"...Oburzenie w calej rodzinie wywolal fakt, ze wracajac z grilla ze znajomymi (w ogrodku), przyszlam do domu i usiadlam na chwile przy stole z rodzina, trzymajac w reku butelke piwa. "Jak moglas nie wziac szklanki! Z kim ty sie zadajesz, z jakim towarzystwem, jest nam tam wstyd" itp, itd. :D Dziekuje niebiosom, ze te glupoty nie zostaly mi wtloczone dawno temu do glowy, bo chyba bylabym zupelnie inna osoba, niz jestem...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcja, proszę nie odbieraj mi nadziei :P lepiej mi, jak myślę, że mogę tego dokonać. Ponoć 'jeśli się wierzy, że nie można czegoś dokonać, to nie można, a jeśli się wierzy, że można, to może się nie udać, ale ma się szansę na wygraną', czy jakoś tak ;) Ja właśnie walczę z podobnymi głupotami, chociaż nie z homofobią, ale innymi tego pokroju.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie ! :)

Eve.. widzisz, doskonale Cię rozumiem... Tylko, ze ja własnie łamie schematy rodzinne, nie przesiąkłam ich zachowaniami. Jestem zupełnie inna- dlatego nieakceptowana przez nich.. Uważają mnie za czarną owcę;/ Ja jako jedyna z rodziny poszłam na studia. ba! Mam maturę i to już ich boli... jak jest mała sprzeczka to ja potrafę używać odpowiednich argumentów w rozmowie z nimi a nie krzyk i awantura gotowa.. wtedy naskakują na mnie , że sie wywyższam, ze jestem wielą panią profesor z matura phi! Nigdy sie nie wywyższałam.. nawet nie wiedzą na którym roku jestem i na czym polegają moje studia , nie mówie im- bo nie pytali..

Tylko widzisz.. mój problem jest troszkę inny. Zawsze byłam inna, stałam obok wszystkich rodzinnych problemów obok bo to mnie niby nie bolało! Ba! dlaczego niby? No własnie tu tkwi całe przedstawienie... Teraz te wszystkei zachowania, emocje i uczucia, którymi darzą mnie bliscy ( oczywiście niegatywne.. - czarna owca etc.) Dało mi to wszystko kopa,ponieważ ja - silna, towarzyska, kreatywna osoba pogubiłam się we wszystkim.. świat spadł mi na głowę i jestem bezradna..powiem więcej- wylądowałam u pscyhologa i mam depresję....teraz czeka mnie terapia. Powiedziałam to mamie, na co ona " zgłupiałaś! nie masz depresji, wymyślasz etc.) nawet mnie wyśmiała... No ,ale cóż.. pora walczyc o siebie, postaram się nie poddać- może akurat psycholog pomoże :)

Trzymam za Ciebie kciuki!

Pozdrawiam wszystkich czytelników. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ona_22, to naprawdę fajnie, że się im nie poddałaś. Teraz pora zawalczyć o siebie w walce z depresją ;) ja również trzymam za Ciebie kciuki ;)

Moja mama też twierdzi, że 'wymyślam'. Och, jak ja kocham takie gadki! ; /

A mnie się bardzo trudno przebić spoza tych wszystkich wzorców ze sobą i swoim zdaniem. Nie wiem nawet dokładnie, jaka ja jestem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja własnie przez to , ze złamałam schematy rodzinne przywłaszczyłam sobie nową koleżankę- depresję. Od pewnego czasu jest ciągle przy mnie...

Nie wiem ile masz lat,ale.. może jak się usamodzielnisz, będziesz już "na swoim" to będzie Ci łatwiej znaleźć własne "ja". Teraz własnei zastanawiam się nad znalezieniem stancji.. z reszta to chyba dla mnie jedyna droga do wyjścia na prostą , co nawet zauważyła moja cudowna pani psycholog...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ona_22, eech, ale miałaś i masz siebie, a to bardzo ważne. A ja? Od dziecka jestem we mgle świadomości. Do niedawna o samodzielnym działaniu nie było mowy. Moje życie jest ruiną, taka prawda.

Mam 17 lat, napisałam już chyba w poście. Taaak, wtedy chyba będzie lepiej, ale po pierwsze oni już mnie ukształowali, a po drugie.. moje ja powinno być ze mną cały czas bez względu na to, z kim przebywam...

Tak, myślę, że stancja będzie dobrym wyjściem. Ja bym się przeprowadziła najchętniej już. Masz cudowną panią psycholog? Gratuluję. Ja chyba nie mam takiego szczęścia, heh.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mylisz się.. niestety nie odnalazłam siebie tylko depresja mnie dopadła i tu skończyło się moje jakiekolwiek działanie... teraz jestemz agubiona i w ogóle nie wiem co robić- jestem bierna.. bez reakcji, uczuć, nie ma mnie po prostu...

Cy mam cudowną? Tak mi się wydaje.. zobaczymy jak bedzie wyglądała moja terapia, a ona.. już za parę dni :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, moje uczucia do tej pory też były uśpione, tzn. czasem się budzą, ale tego, co czuję, dowiaduję się z lustra po mojej minie. Bierna byłam niemalże całkowicie - do niedawna. Też czuję, jakby mnie nie było, choć wydaje mi się, że już jest lepiej.

Oby ona okazała się odpowiednia ;) a w jakim nurcie masz terapię?

Moja wygląda tak - teoretycznie jest w nurcie psychodynamicznym - ja gadam gadam gadam co najmniej 3/4 czasu wizyty, a moja terapeutka w przerwach komentuje moje wywody. Czasem zada pytanie. Mówi mi to z perspektywy osoby z zewnątrz typu że u nas w domu jest nieustanna walka o dominację. Ale na cholerę mi to? Co ja z tego mam? Sama dużo rzeczy widzę i rozkminiam, ale nic to nie zmienia. Liczyłam na jakieś pobudzające do działania pytania, jakieś zadania, a tu co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez mialam ogromne obawy w zwiazku z powielaniem wzorcow rodzinnych, bardzo duzo pomogla mi terapia behawioralno poznawcza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie to byłam tylko na jednej wizycie.. która wyglądała tak : ja gadałam, gadałam i jeszcze raz gadałam..pani komentowała.. zadawala pytania, dała wskazówki, pytała jak się czuje w danej sytuacji...wzbudziła moje zaufanie, bardzo miła kobietka! Liczę na nią. Kazała mi sie zastanowic czy chce terapii czy nie,ale dała do zrozumienia, ze przede mną duuużo pracy niestety...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linka, i co, uporałaś się z tym?

 

Ja kiedyś byłam na behawioralno-poznawczej, ale tylko na co najwyżej 10 wizytach, bo przerwałam tą terapię. Była bardzo fajna w tym sensie, że pomogła mi uporać się z atakami paniki w szkole, ale gdy potem chciałam zająć się właśnie tą sprawą - że moja mama jest taka a nie inna i ja trochę po niej tego 'odziedziczyłam' - ta terapeutka na to powiedziała coś o naczyniu, że jak za wiele jest w jednym naczyniu, to się przelewa do drugiego, czy coś takiego, zamiast się tym zająć. To mnie wkurzyło, ale potem wkurzyło mnie coś jeszcze, i zrezygnowałam. Ale ogólnie nie była zła.

 

ona_22, na pierwszej tak jest, że mówi głównie osoba, która przyszła do terapeuty. Dużo pracy, ale chyba warto jej się podjąć :smile: Czyli nie wiesz, w jakim masz nurcie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eve, niestety nie wiem.. :P ale będe wiedziała więcej około 22 sierpnia :)

a jak zaregowałaś na takie slowa psychoterapeutki? I co ona na to?

Pozdrawiam ciepło!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×