Skocz do zawartości
Nerwica.com

Samotność


ixi

Rekomendowane odpowiedzi

jestem sama na tym swiecie, nikogo nie obchodzi moje istnienie, przypuszczam, ze nawet ten post kazdy zignoruje. nawet go nie przeczyta. nie ma wiekszej samotnosci niz ta ktora przezywam aktualnie. czasem chcialabym zeby pewni ludzie czytali w moich myslach. zeby wiedzieli ze potrzebuje ich. ich obecnosci, czasami potrzeby wysluchania, przytulenia sie... eh
ja przeczytałem ale chyba nie bardzo Ci mogę pomóc choć sam samotny jestem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podpinam się pod topic jako kolejna samotna osoba. Praktycznie nie mam znajomych. Mam nierzadko wrażenie, że ludzie się do mnie odzywają głównie wtedy, gdy mają do mnie jakiś interes. To jest przykre. A ja marzę o tym, żeby ktoś mi napisał esemesa z prostym i banalnym pytaniem: "Co słychać"? Chciałabym, żeby ludzie czuli się dobrze w moim towarzystwie, żeby nie spoglądali się nerwowo na zegarek, żeby nie kończyli ze mną spotkania tłumacząc się jakimś banalnym powodem. Inna kwestią jest to, że ja z kolei czuje się źle w towarzystwie innych osób. Chcę być bardziej wyluzowana i spontaniczna, mniej zalękniona. Nie chcę przejmować się, gdy pojawia się niezręczna cisza. Nie chcę myśleć o sobie w ten sposób: "ale Ty jesteś głupia, nudna itp."

Mam podobnie z tym że u mnie takie rzeczy są już niemal pewne. Kiedy ktoś się do mnie odzywa z reguły 1 pytanie jakie pada to czego potrzebujesz? Szkoda tylko że potem zostaję tylko ja i gdyby nie takie fora to już w ogóle nie miałbym się do kogo odezwać. A co do reszty to mam już jakąś psychoterapię grupową ale jak na razie nie widzę różnicy między przeszłością i przyszłością :/

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i użalam się nad własną osobą, ale z obserwacji wiem że zostanę sam na zawsze. Nie ma drugiej osoby na świecie której bym pasował.

 

To takie prawdziwe, że aż zabawne, ta chwila, w której po poznaniu ogroma ludzi spod naprawdę wielu gwiazd uświadamiasz sobie, że prawdziwego zrozumienia ani uczucia, które mogłoby ignorować twoje wady nie doznasz NIGDY, że zawsze będziesz sam, więc lepiej jest ignorować wszystkich innych i porzucić nadzieję. To jest tak przytłaczające, że we mnie wywołuje już tylko pusty uśmiech.

 

 

Też się bardzo z tym zgadzam, to takie przytłaczające...

"Co się ze mną dzieje? - Powiedz mi. Co za demon we mnie drzemie? - Powiedz mi. Nie wiem, nie wiem, nie wiem..."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co do reszty to mam już jakąś psychoterapię grupową ale jak na razie nie widzę różnicy między przeszłością i przyszłością :/

 

Ja też miałam psychoterapię grupową w trybie stacjonarnym na oddziale nerwic. Do dzisiaj sobie wyrzucam, że nie zżyłam się bardziej z ludźmi z mojej grupy terapeutycznej. Hamowały mnie lęki, obawy przed tym, jak zostanę odebrana. Mój stan po tej psychoterapii nie uległ poprawie, co najwyżej miałam lepszy wgląd w to kim jestem i jakie są powody moich zachowań, skąd się biorą moje emocje. Mimo to nie żałuję, że podjęłam się tej krótkiej (trwała tylko 10 tygodni) terapii grupowej, bo zyskałam dzięki niej większą wiedzę na swój temat, tak więc teraz na terapii indywidualnej korzystam z tego.

 

Semir, daj sobie czas. Może na razie nie widzisz żadnej różnicy, ale kto wie może za tydzień albo dwa albo pod sam koniec terapii coś się ruszy...

Medice, cura te ipsum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bertha Wiem jak na razie mam terapię w szpitalu a co potem to nie wiem dojdzie jeszcze praca i inne obowiązki a to wiadomo że jest ważniejsze. Nie wiem czy nie będę musiał zrezygnować jak się okaże że nie będę miał na to czasu. Tylko jedno spotkanie ze znajomymi pozwoliło mi uwierzyć że jestem jeszcze do odratowania :)

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bertha Wiem jak na razie mam terapię w szpitalu a co potem to nie wiem dojdzie jeszcze praca i inne obowiązki a to wiadomo że jest ważniejsze. Nie wiem czy nie będę musiał zrezygnować jak się okaże że nie będę miał na to czasu. Tylko jedno spotkanie ze znajomymi pozwoliło mi uwierzyć że jestem jeszcze do odratowania :)

 

Semir, nie znam Cię, ale wierzę, że jesteś do odratowania. Obyś częściej spotykał się z takimi pozytywnie nastawionymi znajomymi. :great:

 

Terapia w szpitalach jest zbyt krótka, by przeprowadzić "gruntowny remont" własnej osoby. ;) Jestem jeszcze studentką, dlatego mam czas na terapię indywidualną dwa razy w tygodniu po 50 minut. Nie mam tak naprawdę innych obowiązków poza nauką. Ale jak już pójdę do pracy, to nie wiem jak to będzie z terapią. Czas pokaże.

Medice, cura te ipsum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się postaram o to by terapię załatwić sobie w pewnym miejscu ale jak na razie czekam na nią już od Sierpnia tamtego roku. Potem się zobaczy jak to będzie dalej. Poza tym skoro udało mi się przetrwać bez ucieczki wśród tamtych ludzi to pewnie uda mi się i z innymi :)

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też chodziłem na psychoterapię grupową do szpitala... Ale około dwa tygodnie-tydzień przed końcem mi się zaczęły śnić codziennie samobójstwa, zgłosiłem to tam i mi dali skierowanie na oddział zamknięty. Heh.... Chyba jestem jakiś wyjątkowo nienormalny.

"Co się ze mną dzieje? - Powiedz mi. Co za demon we mnie drzemie? - Powiedz mi. Nie wiem, nie wiem, nie wiem..."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poza tym skoro udało mi się przetrwać bez ucieczki wśród tamtych ludzi to pewnie uda mi się i z innymi :)

 

Miałam taki krytyczny moment w terapii grupowej, że chciałam zrezygnować (na 4 tygodnie przed końcem), ale mama mnie wybłagała, żebym została na terapii. I ukończyłam terapię.

Medice, cura te ipsum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też chodziłem na psychoterapię grupową do szpitala... Ale około dwa tygodnie-tydzień przed końcem mi się zaczęły śnić codziennie samobójstwa, zgłosiłem to tam i mi dali skierowanie na oddział zamknięty. Heh.... Chyba jestem jakiś wyjątkowo nienormalny.

 

filip133, nie myśl o sobie, że jesteś wyjątkowo nienormalny. Podobnie pomyślałam o sobie, kiedy terapeutka stwierdziła, że musi ze mną pracować dwa razy w tygodniu (a zwykle terapie indywidualne odbywają się raz w tygodniu). Dziwne, że tylko na podstawie snów o samobójstwie śniło dali Ci skierowanie na oddział zamknięty.

Medice, cura te ipsum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

filip133 Czasem i ja miałem ochotę się zabić przez to co się tam nasłuchałem no i czasem nie widzę sensu tego dalej przeciągać widząc beznadzieję w postępach. Ale jednak warto nawet i z takich sytuacji wyciągać wnioski w końcu człowiek uczy się na własnych błędach :)

 

Bertha co do mnie to bardziej czas a raczej jego potencjalny brak daje o sobie znać. Na głowie mam właściwie wszystko związane z moim życiem i zwyczajnie nie wiem czy znajdzie się miejsce na kolejny obowiązek. Jak na razie staram się sam wychodzić do ludzi ale samo przebywanie jest dla mnie bardzo trudne taki nagły skok z samotności do bycia towarzyskim .

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też chodziłem na psychoterapię grupową do szpitala... Ale około dwa tygodnie-tydzień przed końcem mi się zaczęły śnić codziennie samobójstwa, zgłosiłem to tam i mi dali skierowanie na oddział zamknięty. Heh.... Chyba jestem jakiś wyjątkowo nienormalny.

 

filip133, nie myśl o sobie, że jesteś wyjątkowo nienormalny. Podobnie pomyślałam o sobie, kiedy terapeutka stwierdziła, że musi ze mną pracować dwa razy w tygodniu (a zwykle terapie indywidualne odbywają się raz w tygodniu). Dziwne, że tylko na podstawie snów o samobójstwie śniło dali Ci skierowanie na oddział zamknięty.

 

 

To może dlatego, że około pół roku wcześniej wyszedłem z oddziału zamkniętego, na który trafiłem po tym jak chciałem się utopić w Wiśle... Powiedzieli, że skierują mnie na oddział na wszelki wypadek, dla bezpieczeństwa żebym sobie nic nie zrobił

"Co się ze mną dzieje? - Powiedz mi. Co za demon we mnie drzemie? - Powiedz mi. Nie wiem, nie wiem, nie wiem..."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak na razie staram się sam wychodzić do ludzi ale samo przebywanie jest dla mnie bardzo trudne taki nagły skok z samotności do bycia towarzyskim .

 

Może masz wrażenie, że przebywanie wśród ludzi jest dla Ciebie czymś nienaturalnym. Ja wychodzę z założenia, że im częściej będę przebywała wśród ludzi tym bardziej stanie się to dla mnie naturalne i tym mnie lęku będzie generowało.

Medice, cura te ipsum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może dlatego, że około pół roku wcześniej wyszedłem z oddziału zamkniętego, na który trafiłem po tym jak chciałem się utopić w Wiśle... Powiedzieli, że skierują mnie na oddział na wszelki wypadek, dla bezpieczeństwa żebym sobie nic nie zrobił

 

Smutna historia. Pewnie coś siedziało w Twojej podświadomości, co ukazywało się w Twoich snach, co mogło by Ciebie popchnąć do kolejnej próby samobójczej.

Medice, cura te ipsum!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może dlatego, że około pół roku wcześniej wyszedłem z oddziału zamkniętego, na który trafiłem po tym jak chciałem się utopić w Wiśle... Powiedzieli, że skierują mnie na oddział na wszelki wypadek, dla bezpieczeństwa żebym sobie nic nie zrobił

 

Smutna historia. Pewnie coś siedziało w Twojej podświadomości, co ukazywało się w Twoich snach, co mogło by Ciebie popchnąć do kolejnej próby samobójczej.

 

Eh, a niedługo po wyjściu z tego oddziału zamkniętego, obudziłem się z szpitalu po tygodniu śpiączki, policja powiedziała że poszedłem na stację metra i podszedłem tak blisko torów że pociąg uderzył mnie w głowę.... Ja nic z tego dnia i z tego wypadku absolutnie nie pamiętam, nie pamiętam czy to jakiś chwilowy impuls czy ja planowałem coś sobie zrobić... To dopiero smutna historia :] Tragiczny rok miałem... Dobra, koniec już tych moich smutów i opowieści o tym wszystkim ;)

"Co się ze mną dzieje? - Powiedz mi. Co za demon we mnie drzemie? - Powiedz mi. Nie wiem, nie wiem, nie wiem..."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bertha w sumie tu trafiłaś bo jest to dla mnie nieco nienormalne odkąd wszyscy niemalże się ode mnie odwrócili zacząłem sobie wpajać że jest mi dobrze ale okazało się zupełnie co innego a teraz nie mogę się wywiązać z tego szajsu bo nie potrafię nawet rozmawiać w towarzystwie ( z reguły cofam się do defensywy tylko na Facebooku jest nieco lepiej). Mimo wszystko jestem dobrej myśli :)

Ból fizyczny ma w sobie tyle dobrego, że jeśli przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, jednak ciągle żyjemy. Paulo Coelho

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×