Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

offtop!

 

dziś miałam wyjątkowo borderową sytuacje...

chwaliłam się mężowi, że terapeutka była ze mnie dumna, bo poczyniłam postępy. I powiedziałam mu, że w sumie, to on powinien widzieć najbardziej te postępy, bo zna mnie od dziesięciu lat. I po dłuższej rozmowie stwierdził, że jest już po tych dziesięciu latach zmęczony.

On. Zmęczony. Och joj.

KUR*WA.

Taka agrecha mnie strzeliła... Przez kilka minut się nie odzywałam, a gdy chciał mnie za rękę złapać, to się wyrwałam i uciekłam. Stanęłam przed regałem z makaronami (sic) (w sklepie byliśmy) i się rozryczałam.

Dalej mam problemy z jedzeniem i do tego te napady - zmienność nastroju... Mam ochotę go ukatrupić... a w myślach... no cóż, skomentuję to tylko tak, że będę się smażyć w piekle.

:evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

o, apropos Selma, miałam się o coś pytać. właśnie o te epizody rozpadu ego do poziomu psychotycznego. jak ci się wydaje, w przypadku bpd to następuje raczej tylko w kryzysach powiązanych z porzuceniem, czy mogą się wydarzyć tak poprostu, bez powodu? da się ten stan po czymś konkretnym rozpoznać? poza omamami, które są dość oczywiste. pamiętam taką sytuację, stałam na dworcu z ojcem czekałam na pociąg. niby żadna tragedia mnie nie spotkała, ale nie najlepiej sie ogólnie miałam. nagle się zorientowałam, że ludzie w koło (sporo ich tam było) patrzą się i śmieją się ze mnie, rozmawiają o mnie :roll: zaczęłam się bać, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. myśle se, czy coś jest nie tak ze mną? pobrudziłam sie, albo może coś przeoczyłam? nie wiem moze stoje w t-shircie a tak na prawde jest bardzo zimno, może zapomniałam o tym? takie kretynizmy chodziły mi po głowie. ale patrze po sobie, po innych ludziach i chyba wyglądam normalnie. dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to jest niemożliwe przecież, żeby wszyscy w koło naśmiewali się ze mnie. co nie zmienia faktu, że nieprzyjemne wrażenie pozostało :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie umiem ci odpowiedzieć na to pytanie. sytuacje rozstania czy porzucenia są najbardziej przerażające, ale to może być rozstanie w rodzaju - ktoś ma inne poglądy niż ja w ważnej sprawie np partner, co czujemy jako oddzielenie od niego

Nie mieszałabym rozpadu ego faktycznie, bo wtedy to jest raczej dłuższy epizod psychotyczny (nie znam norm, strzeliłabym że chociaż ze 2 tyg musi trwać) a lęku przed tym rozpadem który wiąże się z jakąś derealizacją, ale w miarę chwilową (kilka godzin raczej)

A czekanie na pociąg to wręcz synonim rozstania, chociażby z miejscem w którym jesteś :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lubudubu, zle sie wyrazilam, a ty nie zrozumialas/es - chodzi mi o to ze kazdy mozg ma taka sama mozliwosc, wszyscy ludzie roznimy sie cialem i struktura mozgu ale nie samym istnieniem/byciem/swiadomoscia.

 

ty wybierasz co chcesz. nie chce byc twoja terapeutka, wiec wszystko na razie w porzadku.

 

kazdy ma wybor - albo byc szczesliwym albo nie.

 

poczytajcie wytwory junga.

 

a to a propos jakiego tematu ? -

przez takie numery jak ćwiczenie telekinezy, świadomego śnienia i tym podobnych parapsychicznych shitów można sobie zdrowo namieszać w głowie i dopiero wtedy zaczyna być zabawnie.

 

najgorszym uzależnieniem jest użalanie sie nad sobą. warto to sobie uświadomić. skoro jesteście zdolni jeść, pić, mówić i pisać o swoich problemach to tak samo jesteście w stanie wyjść z tego.

 

ja mam 1234 osobowości. zapewne mam borderline. byłam u wielu psychologów. żaden mi nie pomogł. dlaczego? bo nie chciałam.

 

różnica jest w wiedzy na temat borderline a na byciu świadomym, że się to ma. czy obserwujecie swoje poczynania z boku czy nadal tkwicie w SWOJEJ osobowości? jeśli nadal tkwicie w swojej osobowości to jest null i d...pa. i będzie jeszcze długo. jeśli będziecie świadomi swojego istnienia to to się odmieni.,

 

kiedyś, dawno temu, jak powstawały pierwsze cywilizacje, jak medytacje był popularniejsze, to o wiele bardziej wierzono takim ludziom, którzy wkłądają wiele w rozwój duchowy. a teraz wierzy się w tym dzisiejszym szybkim świecie naukowcom i psychologom. a psychologiem mo,że być każdy. wykonać doświadczenie także.

 

taka można wyleczyć za pomocą zdrowego trybu życia i zdrowego myślenia. tak samo osobowość można wyleczyć. czyli duszę.

 

ale łatwiej jest wierzyć naukowcom - tak jest zaprogramowany człowiek - wierzy komuś innemu, a nie sobie.

 

ja wierzę w skuteczność leków, ale na krótką metę. na dłuższą trzeba pracować nad sobą i jeszcze raz pracować.

 

ciągle człowiek się zastanawia - kiedy będę szczęśliwy? kliedy w końcu zrozumiem siebie i zrelaksuję się? itd. a gdybyście się dowiedzieli, że macie 6 dni życia to inaczej byście się zachowywali. byście byli świadomi upływalności czasu.

 

ja co dzień mam myśli samobójcze. słyszę głosy. czasami jest na prawdę źle. i nie uważam się za silną, ja nie walczę z tym. po prostu wiem, że tak mam. wiem, ze tak czasami jest. ale to nie ja. ja jestem gdzie indziej. to tylko myśli.

 

mam ochotę krzyknąć - spróbujcie tej cholernej medytacji, kontaktu z naturą itd. trzeba się przemóc. jak dla mnie jest tragedią, że jestem obciążeniem dla mojej rodziny i krewnych i bliskich.

 

moze dla Was nie, pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, na tą skuteczną ponad rok,

wcześniej chodziłam pół roku na terapię u podstarzałej pani psychiatry-terapeutki.

 

Ale ja jestem zajebistą pacjentką, bardzo świadomą swojego zaburzenia i jej mechanizmów.

Wiem, kiedy i co mi się włącza.

Przekleństwo O_o

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co zrobić z niedającym funkcjonować poczuciem pustki i bezsensu? Wszystko wydaje mi się takie płytkie, mało ważne, nieistotne. Brak mi celu. Niby wiem, co powinnam robić, ale nie chcę. Mam dość udawania, zabiegania o kontakty kiedy czuję się jak gówno, a przyjaciele chyba nawet nie próbują tego zrozumieć. Odsuwam się od życzliwych osób, a potem cierpię, że mnie odrzucili. Nie wiem kim jestem i co z tym zrobić. Wszystko jest czarno-białe, w dodatku wpadam w paranoję... Czy Wy też tak macie? Jak sobie z tym radzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no, brawo, jak na bpd to rzeczywiscie jestescie wrażiwi. bardzo mi przyjemnie.

 

staram się pomóc niekonwencjonalnie. dlaczego wierzycie tylko w tą jedną naukę. ja wierzę nie tylko w to co widzę.

 

wszystko to napisałam po to aby pomoc - ktoś mógłby np. ruszyć d...pę i pójść się sobą zająć, rozwinąć samoświadomość. jakbyście nie wiedzieli to to jest prawie to samo co terapia, tylko wymaga własnego wkładu i wysiłku.

 

psychologia czerpie ze wschodu. europa jest zacofana. trwajcie w tym dalej, jesli chcecie.

 

ps. jakoś nie mam objawów psychotycznych.

 

 

+ a wiem, o te głosy wam chodziło. - śmieszne - nie słyszę cudzych głosow. mam nerwicę natręctw, słyszę swoje głosy. bardzo natrętne, nie polecam.

 

pozdro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie chodziło o sposób wypowiedzi nie o treść ale o to jak mówisz jakich używasz słów, jak przechodzisz z tematu na temat. choć twoje zainteresowania też nie są bez znaczenia.

piszesz że masz bpd, stąd bardzo mały kroczek w stronę psychotyczną/ Teź jak sądzę, chcemy pomóc, wieć rozważ proszę taką opcję. Jeśli uważasz że jest ok to rozmowa ze specjalistą ci nie zaszkodzi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strzyga reagują tak, i ja to rozumiem, choć rozumiem co chcesz przekazać, ponieważ przychodzisz z listą świetnych rzeczy do zrobienia... Tylko gdy napadają Cię straszne stany, borderline, nie jesteś w stanie działać, po prostu nie....

 

Mnie cholernie załamały takim podejściem dwie osoby. Mój brat, który powiedział, że to co mi jest to kwestia samozaparcia i blablabla, żebym włożyła więcej wysiłku, żebym wzięła na siebie więcej obowiązków... Nic nie rozumie... I nie wierzy w psychiatrię. Moja przyjaciółka z kolei podważa wiarę w leki i w chorobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aaaaa pies ich wszystkich ruchał :evil: tych kanapowych filozofów, tych nabzdyczonych ignorantów, co by wszystko chcieli leczyć pracą i sportem. obśmiewają temat bpd, do momentu aż wydarzy sie coś poważnego. wcześniej na wszystko mówią depresja/lenistwo/brak obowiązków, aż na własne oczy widzą diametralne zmiany nastroju, to jak wypełzasz z pokoju wyglądając jak zwłoki w 3 dniu rozkładu i dopiero wówczas dociera do ćwierćmózgów informacja "aha, to jednak coś jest nie tak". i tylko sie słyszy "no ale przecież ona (t.) wróci z urlopu", "przecież nie wyjeżdżam na zawsze" (tylko na pare miesięcy na drugi koniec europy...) i co ja mam tłumaczyć, że bliscy znikają emocjonalnie z mojego świata? że przez to cała moja rzeczywistość aktualna i przyszła rozpadają się, wszystko staje sie chaotyczne, mgliste? przeciez oni tego zwyczajnie nie ogarniają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wcześniej na wszystko mówią depresja/lenistwo/brak obowiązków, aż na własne oczy widzą diametralne zmiany nastroju, to jak wypełzasz z pokoju wyglądając jak zwłoki w 3 dniu rozkładu i dopiero wówczas dociera do ćwierćmózgów informacja "aha, to jednak coś jest nie tak".

U mnie na depresję mówili "lenistwo/brak obowiązków, a wypełzanie po 3 dniach nic nie zmieniało. ;-) Nawet stan bliski katatonii czy tam już katatoniczny nie zrobił na nikim wrażenia, bo każdy uznał, że skoro kilka dni leżę nie ruszając się, nie pijąc i nie jedząc to to widać z lenistwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no ja to rozumiem :? potrafie sobie wyobrazić. teraz poniekąd żałuję tego całego uzewnętrzniania się, otwartego mówienia o moich problemach bo efekt jest taki, że zamiast koleżanki w pokoju obok mam drugą matkę, która skrupulatnie obserwuje i odnotowuje mój stan psychofizyczny oraz wszelkie odchylenia, dopatrując się rychłych zachowań autodestrukcyjnych i aktów samobójczych. zamienił stryjek :evil: jestem osaczona i kontrolowana jak retard wymagający całodobowej opieki. nie o taką polskę walczyliśmy :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielona miętowa, bierz poprawkę, że to raczej ciężko wypośrodkować i dostarczać komuś tyle uwagi i zrozumienia, ile potrzebuje, nei za mało i nie za dużo. Ja pewnie też bym była nadopiekuńcza i skrupulatnie obserwowała stany, bo lepiej w tę stronę niż szok przeżyć wchodząc do łazienki i widząc ją upaćkaną krwią. ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

true. ja mam akurat o tyle kiepsko, że moja matka przejawiała bardzo niezdrowy rodzaj uwagi skupionej na mnie. daltego dzisiaj panikuje i opluwam każdego, kto patrzy się zbyt intensywnie we mnie, wyglądając oznak choroby. ale nawet i bez tego, po jednym suicydalnym epizodzie dla ludzi już zawsze będziesz potencjalnym samobójcą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc. na wstepie chcialabym aby nie przenoszono stad tego watka do innego bo chcialabym aby wypowiedzieli sie w nim tylko borderzy :)

chodze na terapie juz ponad 2 miesiace ( od ponad miesiaca mam sesje 2x w tygodniu) w nurcie integratywnym. moja terapeutka zdiagnozowala u mnie osobowosc borderline. Wlasciwie potwierdzila to co ja podejrzewalam juz od dawna nie chodzac na terapie.

generalnie jest mi z tym dobrze, wrecz czuje troche dume, ze nie jestem nijaka i to ma swoje naukowe potwierdzenie.

Ale do rzeczy... w piatek mialam sesje i przebiegla ona w dosc nietypowy sposob. generalnie jestem osoba wspolpracujaca choc nie poddajaca sie bez walki ( nawet symbolicznej) a w piatek przeszlam sama siebie.

na wstepie odwrocilam role i to ja stalam sie terapeutka. zaczelam wypytywac ja o jej uczucia do mnie, a skoro nie chciala powiedziec jak sobie radzi z przeciwprzeniesieniem i generalnie odbijalysmy pileczke dosc intensywnie, wkoncu sie wkur...ila i mocno zirytowala. widac bylo jak kipiala z irytacji. nie mowila wtedy nic, siedziala i patrzyla na mnie ale widac, ze juz po 30 minutach miala mnie serdecznie dosc.

dodam, ze chyba sama w sobie miala zly dzien bo popijala kawe co sie jej wczesniej nie zdarzalo.

i jak juz nie wiedziala co zrobic, zaczela mnie straszyc, ze mnie odda innemu terapeucie bardziej doswiadczonemu ( ona ma 10 letnia praktyke ale certyfikat bedzie miala w przyszlym roku) i ogolnie to ma takie prawo postapic. i generalnie to co 2-3 sesje mnie tak straszy. koniec koncow i ja sila rzeczy sie przestraszylam, ze mnie zostawi i troche moja agresja w stosunku do niej zelzala a ona to wykorzystala dajac warunki w sumie niedoprzyjecia, ze poprowadzi mnie do konca jesli bede chodzic raz w tygodniu i nie bede jej pytac o to, co ona do mnie czuje. no niby wszystko do zrealizowania, z tym, ze jedna sesja w tygodniu to dla mnie za malo, nawet nie chce sie zgodzic na jedna sesje ale dwugodzinna.

to co sie stalo w piatek generalnie nie bylo moim zamierzeniem. chcialam dostac odpowiedz na moje pytanie, nie dostalam, wiec stalo sie jak stalo ( ja tak latwo nie odpuszczam).

napiszcie mi prosze, czy wam sesje raz w tygodniu wystarczaja? jak wasze sesje wygladaja? tez czesto macie podobne akcje, ze wasi terapeuci nie wytrzymuja? moze moj przypadek ejt jakis mocniejszy?

zmiana terapeutki nie wchodzi w gre, bo ja nie wierze w zbiegi okolicznosci a wszystko co sie dzialo przed i na poczatku terapii z nia, wskazuje, ze jednak to musi byc ona.

mozecie mi cos doradzic??

i czuje, ze zbyt mocno chce ja przywlaszczyc dla siebie... nie jestem zazdrosna o innych pacjentow ale chcialabym byc wyjatkowa, taka o ktorej ona mysli czesciej i na dluzej zapamieta. jak w piatek mi powiedziala, ze ma takich pacjentow jak ja na peczki, to ja wysmialam, powiedzialam, ze to klamstwo i ogolnie mnie tym zirytowala ale wiem, ze mam racje. nie udalo jej sie zamaskowac reakcji niewerbalnej na te slowa.

jak przestac sie tak zahcowywac, bo zamiast isc do przodu to ciagle drepczemy w miejscu ustalajac nowe, coraz bardziej restrykcyjne granice terapii :( zaczyna mnie to meczyc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×