Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

chalkwhite, mi się wydaje z tego jak często tutaj wchodziłam na to całe forum i inne w necie i jak znam np. swojego ojca, a on na pewno ma to, to, że bordery... płaczą. Że są złe, ale umieją to jakoś zobaczyć, że czują coś innego oprócz tylko złości i radości.

 

Chyba, że to ten drugi typ, co wszystkim pluje na zewnątrz. Nie, no ale co innego ona opisuje...

Mało się znam, bo co przeczytam to z głowy wylatuje ; p

 

No a halucynacje czy coś takiego... to nie wiem czy coś takiego jest w borderline.. pewnie się pojawia, ale częściej to jakieś podejrzenia czy coś takiego, prędzej coś paranoidalnego.

 

Myślę, że masz diagnozę z d...py... no sorry... że to nie border.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja juz troche mam taki stan ale w duzej mierze moje splycenie emocjonalne spowodowane jest przez leki. Dlugo ich nie biore juz(dlugo to malo powiedziane) a mimo to nadal czuje ich wplyw. Co do placzu to niemozliwe u mnie. Juz nie pamietam kiedy to ja plakalem..

 

Zlosc dominuje jako uczucie. A przy tym pobudzenie psychoruchowe i gonitwa mysli. Teraz wiem ze antydepresanty nakrecaja te stany do maximum.

 

 

Do liceum to wszystko bylo ok ze mna. Dla kazdego Adaś...mily kochany Adaś. Wlasciwie to lubilem przebywac wsrod ludzi teraz moze nie tyle co nie lubie ile nie czuje potrzeby . Z drugiej strony wsrod ludzi nie moge ze soba wytrzymac..czesto gdzies wychodze albo co gorsza laze po domu bez sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lubudubu, no to chyba nie masz predyspozycji do czegoś takiego. Ja przynajmniej tak to wszystko widzę. Albo ktoś ma skłonności do jakiejś osobowości, albo mu się zaczyna jakaś choroba psychiczna. A czy prawdę mówię to nie wiem. Z tego co w życiu przeczytałam. Zresztą to trochę głupie by było - ktoś kiedyś byl jakiś, a nagle co. Cała osobowość w piz... du? No chyba nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm czyli znowu rozbieżności ;) Mam ze szpitali diagnozę schizofrenia paranoidalna, w jednym szpitalu osobowość borderline, jeden psycholog stwierdził psychopatię, drugi borderline, a trzeci jeszcze nic nie stwierdził... może mi ta wiedza niepotrzebna ale z ciekawości chciałabym jednak wiedzieć co i jak, poza tym jeśli mam borderline to terapia jak najbardziej na tak, a jeśli schizofrenię lub psychopatię to raczej ona mi się nie przyda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

natas, bardzo ciekawy koszyk przypadłości. jestem pod wrażeniem ;) wiesz przypadkiem na jakiej podstawie (o ile wyjawili) dostawałaś konkretne diagnozy? co decydowało np. o psychopatii? bpd? bo co do schizo to się domyślam.

 

jak myślę nad tym, to wydaje mi się, że twoja postawa wobec ludzi, taka dość interesowna, mogła być zinterpretowana jako zaprzeczanie potrzebie bliskości i stąd 2 pozornie przeciwstawne diagnozy bpd-psychopatia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak myślę nad tym, to wydaje mi się, że twoja postawa wobec ludzi, taka dość interesowna, mogła być zinterpretowana jako zaprzeczanie potrzebie bliskości i stąd 2 pozornie przeciwstawne diagnozy bpd-psychopatia

to albo po prostu państwo lekarze nie zagłębiali się w bpd i uważają, że persony na nie cierpiące są agresywnymi manipulantami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Objawy wymieniłam wcześniej. Schizofrenię stwierdzono na podstawie objawów wytwórczych. Psychoterapeutka do której chodziłam 2 lata stwierdziła psychopatię. W szpitalu chcieli stwierdzić zab. antyspołeczne ale jak dodali do tego objawy wytwórcze to im wyszło borderline. Oni sami nie wiedzą co mi jest i czy nadaję się na terapię czy nie. Mogliby się zdecydować :/ No nic, w piątek mam kolejną konsultację u psychologa, może on cos wyjaśni. A może znacie jakieś testy na osobowoś z internetu?

 

-- 01 kwi 2013, 08:01 --

 

co decydowało np. o psychopatii? bpd?

 

Pytałam pani terapeutki czemu uważa, że to nie jest bpd i czym to się różni. Ona na to, że bpd boją się odrzucenia a ja się tym nie przejmuję, że bpd często odczuwają lęk, a ja mam deficyt lęku, że bpd są wrażliwi a ja na odwrót. Ale z kolei jak ostatnio byłam w szpitalu to diagnoza "zaburzenia osobowości - osobowość chwiejna emocjonalnie F60.3"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie. Może trochę odbiegnę od wątku,ale mam pytanie może ktoś mi pomoże. Czym różni się osobowość narcystyczna i os. bordeline,czy można mieć cechy obu osobowości i czy boderka może być spokojnym unikającym sporów,kłótni człowiekiem,a w środku aż rozsadza ją z wściekłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chalk, ciesze sie (moze chodzi o to że dostałaś to czego szukałaś?)

natas - ja bym obstawiała psychopatię. Terapeuta po 2 latach (jaka to była terapia?) myślę że zdecydowanie najlepiej cie poznał.

Zapewne nie tylko psychopatia.. kiedyś pisałam tutaj o poziomie ukonstytuowania osobowości - można być psychopatą na poziomie z pogranicza (bpd). Nawet jeśli psychopatia to terapia może pomóc, ale analityczna, ew psychodynamiczna u dobrego specjalisty

biedronka - na oba twoje pytania można odpowiedzieć tak, ale potrzeba więcej informacji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selma Podczas mojej terapii wyszło że nie potrafię troszczyć się o siebie,o najbliższych. Miłość do bliskiej osoby to dla mnie odpowiedzialność za nią(czyli bardziej poczucie obowiązku). Straszna prawda o mnie jestem załamana,kochane osoby ranię za chwilę strasznie tego żałuję. Do tego co u mnie dominuje cały czas to że jestem przesadnie krytyczna wobec siebie,dosłownie "biczuję się" jak bardzo jestem np. beznadziejna.

Ta nieumiejętność troski o siebie i najbliższych,nadmierna krytyka siebie to chyba nie są typowe zachowania bordera?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

biedronka, to co piszesz jak na razie pasuje do bpd. Dobrze że masz terapię, tzn że niezaleznie od diagnozy rozwijasz sie i idziesz do przodu

 

wkleje fragment artykułu.. oczywiście polecam cały

 

Osoby z problemem symbiotycznym z powodu rozszczepienia własnego "ja" mają poczucie braku autentycznego kontaktu z innymi ludźmi. Mając poczucie braku kontaktu z sobą, nie rozumieją siebie, swoich potrzeb, rzutują te problemy na kontakty z innymi ludźmi. Zjawisko silnego rozszczepienia "ja" i innych obiektów wywołuje przewagę popędów agresywnych (do siebie i innych ludzi). Pogarsza to kontakty z ludźmi, a jednocześnie jest powodem poczucia winy i lęku, że własna agresja będzie tak duża, że może zniszczyć innych. Z kolei lęk uruchamia obronę przed własną agresją w postaci dystansu do innych. Dystans jest gwarancją, że obiekt nie zostanie zniszczony. Jest to mechanizm schizotymii: braku głębokich związków z ludźmi i emocji do nich skierowanych (Sokolik Z., 1994).

 

http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/655-osobowosc-symbiotyczna-w-relacji-z-soba-i-innymi-ludzmi.html

 

osobowość symbiotyczna to pojęcie trochę podobne do bpd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

można być psychopatą na poziomie z pogranicza (bpd)

Możesz to wyjaśnić? Mam jakby pogranicze psychopatii i psychozy a nie nerwicy i psychozy (nie mam objawów nerwicowych) czy o to chodzi?

Nawet jeśli psychopatia to terapia może pomóc, ale analityczna, ew psychodynamiczna u dobrego specjalisty

 

Tamta terapia była psychodynamiczna. Teraz staram się o terapię u psychoanalityka, który pracował w Krakowie na oddziale leczenia zaburzeń osobowości. Jeszcze nie wiem czy on podejmie się terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ktoś tu słusznie napisał żeby olać etykietkę "borderline" - bo zaraz wpadniemy w rytm społecznie oczekiwanych zachowań dla osoby chorej... zapieram się przed tym rękoma i nogami, broń losie żebym wpadła w narzucanie sobie bycia zależną od lekarza/rodziny/fachowych lektur... mam jakąś ułomność lecz nie jest dla mnie przeszkodą bym razem z tym żyła aktywnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja to myślę, że pewnych zachowań nie da się w sobie wytworzyć tylko z powodu wiedzy, że dane zachowanie występuje w zaburzeniu które mam. nie da się na przykład narzucić sobie słabego poczucia tożsamości, to albo występuje, albo nie.

ale jest mnóstwo objawów chorobowych, w tym wiele niebezpiecznych dla zdrowia i życia pacjenta, które można podkręcać, wyolbrzymiać. są prace, które mówią o jatrogennym bardziej zaburzonym niż przed diagnozą zachowaniu u osób z bpd. samookaleczenia, nadużywanie leków, wymioty, używki, agresywne reagowanie na jakiekolwiek próby zwrócenia uwagi czy naprostowania (bo przecież jestem chory, mam prawo tak się zachowywać, jak śmiesz mnie krytykować!), oczekiwanie specjalnego traktowania (bo jestem borderem, to nie żadna lajtowa depresja czy nerwica, this is serious shit!) - to tylko pierwsze co mi przychodzi do głowy. nie wkręcisz sobie bordera od początku do końca będąc zdrową osobą, ale sama znajomość diagnozy, mechanizmów i zachowań - jeśli cierpisz na to zaburzenie - może wpędzić w gorszy stan. jest to szczególnie niebezpieczne właśnie ze względu na wspomniane słabe poczucie tożsamości. jak ktoś nie ma stabilnego "ja", bardzo wiele może sobie wkręcić. a lekarze i terapeuci swoim strachliwym podejściem lub specjalnym traktowaniem tylko utwierdzają w przekonaniu, że im bardziej zaburzony, tym mocniej zasługuje na pomoc i leczenie. przecież już pojawiały się na tym wątku głosy osób, które czuły przymus dorównania lub wyprzedzenia podobnych do siebie pacjentów w chorych zachowaniach - byle tylko być najbardziej niezwykłym i najtrudniejszym przypadkiem.

 

także zgadzam się z tym, że nie można za bardzo podniecać się tą etykietką, ALE: z drugiej strony dla osoby całe życie targanej przez szalone emocje, przeżywającej ciągłe trudności, będącej w wiecznej rozpaczy - zdanie sobie sprawy z tego, na co cierpi, na czym to polega i z czym to się je może być po prostu ulgą. może zabrać choć troszeczkę poczucia winy, którym ciągle się katujemy. także nie chciałabym, żeby ktoś moje czytanie o bpd i odnoszenie przeczytanych treści do siebie odebrał jako wkręcanie sobie bordera na siłę. szczerze mówiąc wolałabym poświęcić ten czas na inną literaturę :roll: niestety, mam zbyt niespokojny i żądny samoświadomości umysł, żeby zostawić siebie i swoją psychikę zupełnie w spokoju ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ha, ostatnie zdanie twojej wypowiedzi trafia w sedno ;)

 

nie no, tutaj ciężko polemizować z objawami jatrogennym, na pewno takowe się pojawiają, przy czym tu bym była ostrożna, bo to, że leczenie spowodowało pogorszenie nie musi być jednoznaczne z tym, że to świadomość diagnozy spowodowała pogorszenie. jest sporo doniesień o tym, że terapia psychoanalityczna powoduje wyraźne (większe niż przeciętnie w innych zaburzeniach) pogorszenie funkcjonowania pacjenta. osobiście nie znam badań, z których wynikałoby, że to poznanie diagnozy spowodowało pogorszenie. (co nie znaczy, że ich nie ma, poprostu się nie natknęłam ;) )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bylam u internisty- maja sie do mnie odezwac. tzn. psycholog. w ciagu czterech tygodni (teraz juz trzech). Angol nie Angol, ale lepsze to, niz nic.

ostatnio codziennie nad soba pracuje- nie marnuje ani chwili na glupoty. wszystko sobie zapisuje, powoli rozwiazuje problemy z brakiem pewnosci siebie, dystansem do siebei etc. myslalam, ze jest juz minimalnie lepiej, ze jestem silniejsza. prawie przez tydzien sie nie klocilismy. a dzis zlamalam obietnice, ktora sobie dalismy a raczej podpunkt ulozonego planu- ze nie wyskakujemy z rozmowa o czyms waznym ot tak, z d*py, tylko sie na nia umawiamy. a ja dzis wyskoczylam. bo czulam sie zle. ignorowana i niedoceniana. i wogole jakos tak, jakby nie mial ochoty na bycie ze mna ostatnio. chyba traktuje mnie bardziej jak dziecko, niz jak kobiete. powiedzialam Mu wszystko. i chcialam jechac do domu, bo gadac nie chcial, tylko lezal. nawet na przytulenie sie nie mial ochoty. na nic. a kiedy znalazlam sie w domu- co? 20 razy do niego dzwonilam, za kazdym razem piszac smsa z prosba a pozniej blaganiem, zeby odebral, bo zle ze mna bylo. panika i strach, niepewnosc... pogadalismy, rzucil cos na odchodne a mi zal samej siebie. mowi, ze zaczyna czuc sie jak ja. a ja bardziej przejmuje sie Nim, niz soba. tak bardzo sie boje...

nie musicie nic pisac. ja pisze chyba tylko wtedy, jak mi naprawde zle. przez reszte czasu nie postrzegam siebie jako osobe chora...

TO jest chore.

 

pozdrawiam

 

impermeable

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pisalam już o tym kilka stron wcześniej, ale powtórzę:

Są 3 poziomy 'rozwoju' osobowości - psychotyczny, z pogranicza i neurotyczny i na każdym z tych poziomów będąc (zależy to od tego jak wcześnie w dzieciństwie pojawiły się problemy które zaburzyły rozwój osobowości) można mieć dane zaburzenie osobowości np osobowość zależną, narcystyczną, histrioniczną czy psychopatyczną. To jest trudne zagadnienie ogólnie..

 

Zielona - to są dwie odrębne koncepcje, zakresy znaczeniowe tych pojęć pokrywają się, nie ma prostej odpowiedzi.. Symbioza jest pojęciem bardziej rozwojowym, wyjaśniającym objawy poprzez ich etiologię nt bpd to pojęcie bardziej opisowe, wyliczające objawy (i te wyliczanki bpd vs symbiotyczna mogą się nieco różnić)..

Żeby było bardziej zawile jest też osobowość oralna, masochistyczna, depresyjna, bierno-agresywna.. i one wszystkie mogą opisywać częściowo bpd.

 

natas- a jak zakończyła się poprzednia terapia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy to ta zima wieczna, ale coś wisi ostatnio w powietrzu. Wszyscy, w przerwach na spanie, by się mordowali najchętniej. Wszędzie dookoła spiny i kłótnie tylko widzę. Sama dzisiaj w przypływie furii wyrzuciłam przyjaciela z domu w trakcie wagarów, wywalając jego rzeczy za drzwi, każąc "wypier.dalać", a klucze znosić jego bratu na dół, bo okrutnie mnie zirytował i przesadził z czymś, czego nie toleruję. Nie odzywam się z częścią znajomych wskutek bezsensownych kłótni, od kolejnego przyjaciela "odcinam emocjonalnie", bo coś do mnie poczuł i zaczął to okazywać pieszczotami, co wzbudziło we mnie irytację, choć pewnie to mi minie, odcinam się ogólnie od wszystkich.

W domu także chaos. Jednego dnia awantura o pieniądze, następnego z rana o awanturę z poprzedniego dnia, a jeszcze kolejnego nie wytrzymałam z matką usilnie starającą się krytykować i kontrolować wszystko w moim życiu: butelkę stojącą za szafką, popielniczkę, zapalniczkę, każde słowo, które wypowiem, gdzie wychodzę, foch że wychodzę i na pewno nie tam, gdzie mówię, po co i dlaczego. Ostatnio wkurzyła mnie czepianiem się, że na pewno nie byłam w szkole, bo...moje buty na korytarzu nie są mokre i nie ma piachu, więc parsknęłam tylko "A moje g*wno też wąchasz?" i odizolowałam od nich na dwa dni.

Do szkoły znowu nie mogę zajść, czuję się okropnie depresyjnie. Na 36 dni szkoły 18 mam nieobecnych. Jutro wielka impreza, na którą idę sama bo...kolega pokłócił się z rodziną. Ratunku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jednego dnia awantura o pieniądze, następnego z rana o awanturę z poprzedniego dnia, a jeszcze kolejnego nie wytrzymałam z matką usilnie starającą się krytykować i kontrolować wszystko w moim życiu: butelkę stojącą za szafką, popielniczkę, zapalniczkę, każde słowo, które wypowiem, gdzie wychodzę, foch że wychodzę i na pewno nie tam, gdzie mówię, po co i dlaczego.

Znam to co czujesz, mimo ze mam już 26 lat moja matka kontroluje mnie naokrągło, wszytsko robie zle, czepia sie o wszystko, z wyjsciem na zewnątrz to masakra (wmawia mi ze ją kłamie, ze znowu popełnię głupotę, ze bedzie sie za mnie wstydzić itp) , nie mam zadnej prywatności...wszystko pod kontrolą co doprowadza mnie do szału coraz bardziej.... ale zamierzam to zaniedługo zmienić raz na zawsze, wierze ze mi sie uda a już mam swoje lata i trzeba oderwać się od roli "dziecka" :great: bo inaczej...hmm marny mój los w tym zasrr.rranym domu :zonk:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×