Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Badzynka

Ciągłe napięcie, lęk - czyżby nerwica?

Rekomendowane odpowiedzi

witam!

Mam 19 lat. Postanowiłam tu napisać, gdyż do tej pory nic nie nie pomagało i nie pomaga.

Odkąd tylko pamiętam bałam się ojca. Nie bił mnie, tylko chodzi o jego sposób bycia i stosunek do mnie(moim zdaniem wrogi). W wieku 12 lat bałam się wracać do domu, gdyż wiedziałam, że on tam jest. czułam ciągły strach, lęk i napięcie. Teraz gdy wyprowadziłam się na studia problem ten nie minął, gdyż jestem pod jego kontrolą, odrobinę się zmiejszył (chyba...)

No ale w czym rzecz. Ciągle jestem spięta, mam napięte mięsnie, gdy się zdenerwuje boli mnie okropnie brzuch (na wysokości żołądka). Od około roku boli, piecze mnie język. z tym problemem byłam u wielu lekarzy, żadne antybiotyki itp nie pomogły. Strach że to coś o wiele gorszego skłonił mnie do szukania informacji po internecie. i co znalazłam: pieczenie języka może być spowodowane nerwicą itp. Lekarz rodzinny przepisał mi Kalms, mimo to nie czuję, żeby coś mi pomógł.

Nawet w sytuacjach, w których powinnam być rozluźniona, szczęśliwa często jest tak, że jestem niespokojna smutna. czasami mam ataki paniki, płaczu, a nawet agresji skierowanej zarówno na otoczenie jak i na samą siebie. Nawet teraz pisząc ten post jestem hmm zdenerwowana, w sumie nie wiem jak ten stan nazwać - aż mnie plecy rozbolały.

Często mam przyśpieszone bicie serca, kluje mnie w tamtym miejscu, pocę się, pobolewa mnie dosłownie wszystko ;/

Denerwuję się nawet błahostkami.

 

poza tym chciałabym dodać, że moj ojciec również ma problemy psychiczne, które objawiają się bólem i uczuciem zimna w stopach (nawet latem) Z tego powodu bierze leki na depresję.

 

Czy to może być nerwica?

proszę o pomoc. co mam zrobić? ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tak, to może być nerwica. Zapraszam do specjalisty.

 

Co do ojca to tak jakbyś opisała moje odczucia w stosunku do mojego :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobne dolegliwości.

Nawet jakieś głupotki potrafią mnie maksymalnie zestresować.

Już od dawna nie byłam zupełnie zrelaksowana, nawet w weekend jak siedzę sama w pokoju.

Ciągłe nerwy, stres, wrażenie, że inni się na mnie gapią.

Jak stres, to i napięcie = ból pleców, głowy.

Ogólnie nieciekawie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Badzynka, Tak, to może być nerwica... Idź do psychiatry/psychologa i opowiedz mu co się dzieje z Tobą.. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam!

Dziękuję za odpowiedzi, po skończeniu tabletek Kalms mam zamiar pójść do psychologa. Trochę się boję :(

 

 

Tak, to może być nerwica. Zapraszam do specjalisty.

 

Co do ojca to tak jakbyś opisała moje odczucia w stosunku do mojego :roll:

A jak twój ojciec zachowuje się w stosunku do Ciebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Też mnie nie bił, poza jakimiś małymi klapsami, jak jeszcze byłam dzieckiem, ale zawsze był ode mnie jakby "odsunięty". Miałam wrażenie, że mnie nie lubi, że jestem tym gorszym dzieckiem... Mojego brata uwielbiał... Często jak opowiadałam coś o szkole, że np. nie lubię jakiejś koleżanki, to stawał w obronie tej dziewczyny, chociaż nawet jej nie znał. Zawsze szukał, jakiegoś drugiego dna w rzeczach, które opowiadałam, tak jakby zawsze błąd był po mojej stronie. Nigdy, gdy byłam dzieckiem oraz gdy dorastałam, nie powiedział mi, że mnie kocha (ostatnio to powiedział, ale teraz żyjemy już trochę na innej stopie...), przytulił mnie może ze 3 razy w życiu... Każda moja decyzja była zła. Chciałam telefon komórkowy - po co mi? chciałam samochód (za swoje pieniądze zaznaczam) - zbędny wydatek, jestem rozpieszczona i muszę wozić dupę, przecież wszyscy chodzą pieszo i żyją...

Bałam się go, bo jak byłam mała zmuszał mnie np. do zjedzenia całego obiadu, chociaż nie miałam ochoty. Nie lubiłam, jak był w domu.

On jest DDA, więc teraz trochę zrozumiałam, czemu mnie tak traktował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Też mnie nie bił, poza jakimiś małymi klapsami, jak jeszcze byłam dzieckiem, ale zawsze był ode mnie jakby "odsunięty". Miałam wrażenie, że mnie nie lubi, że jestem tym gorszym dzieckiem... Mojego brata uwielbiał... Często jak opowiadałam coś o szkole, że np. nie lubię jakiejś koleżanki, to stawał w obronie tej dziewczyny, chociaż nawet jej nie znał. Zawsze szukał, jakiegoś drugiego dna w rzeczach, które opowiadałam, tak jakby zawsze błąd był po mojej stronie. Nigdy, gdy byłam dzieckiem oraz gdy dorastałam, nie powiedział mi, że mnie kocha (ostatnio to powiedział, ale teraz żyjemy już trochę na innej stopie...), przytulił mnie może ze 3 razy w życiu... Każda moja decyzja była zła. Chciałam telefon komórkowy - po co mi? chciałam samochód (za swoje pieniądze zaznaczam) - zbędny wydatek, jestem rozpieszczona i muszę wozić dupę, przecież wszyscy chodzą pieszo i żyją...

Bałam się go, bo jak byłam mała zmuszał mnie np. do zjedzenia całego obiadu, chociaż nie miałam ochoty. Nie lubiłam, jak był w domu.

On jest DDA, więc teraz trochę zrozumiałam, czemu mnie tak traktował.

 

jestem w szoku! naprawdę. Miałam baaardzo podobną sytuację. Wiem co czujesz i naprawdę Ci współczuję. Też mam brata, ale jakoś nie pamiętam żeby go uwielbiał - w każdym razie był lepiej traktowany (chyba) a już na pewno akceptowany. Też mi nie powiedział nigdy "kocham Cię" (mama w sumie też nie). Nie lubiłam/ nie lubię kiedy jest w domu - ciągłe napięcie, stres. Nie cierpię, kiedy ma gorsze dni - wprost "trzęsę się" ze strachu - wtedy albo się w ogóle nie odzywa albo drze się na mnie albo mamę. Natomiast w stosunku do innych osób (spoza domu) to normalnie do rany przyłóż :(

Na dodatek nie mogę mu odmówić gdy czegoś chce, jeśli odmówię to się odgraża, szantażuje. Nie nawidzę tego!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Heh to chyba znalazłyśmy podłoże Naszych nerwic :P

 

Pół życia się go bałam, więc latałam jak mały helikopterek wokół niego, żeby tylko wszystko mu pasowało i byle się do mnie nie odzywał. Jak skończyłam 18 lat, to nagle przypomniał sobie, że ma córkę. Zaczął się wtrącać we wszystkie moje sprawy, a ja już nie byłam dla niego taka łaskawa i zaczęłam się stawiać, przez co przez kilka miesięcy było piekło w domu. Wykrzyczałam mu nieraz, jak beznadziejnym ojcem był, ale dla niego i tak problem był/jest we mnie...

Potem go olałam i jest mi z tym lepiej, tylko nerwica została :?

On też na nią cierpi, ale w życiu się do tego nie przyzna.

 

[Dodane po edycji:]

 

Na dodatek nie mogę mu odmówić gdy czegoś chce, jeśli odmówię to się odgraża, szantażuje. Nie nawidzę tego!

 

 

Boże, mam ten sam problem... Nienawidziłam go, ale jak mnie o coś prosił to załatwiałam to perfect, żeby tylko był zadowolony i w końcu mnie docenił... Do tej pory nie potrafię często mówić mu "NIE".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to chyba musimy iść do psychologa/ psychiatry. Trochę się boję. W sumie nie wiem czemu. A Ty?

Mam już dość tego ciągłego napięcia. Tylko alkohol powoduje, że się rozluźniam, ale tak przecież nie można.

to chore, jesteśmy takie młode (ja 19, Ty chyba 22) a takie gó*wno nas dopadło. Mówiłaś komuś o swoim problemie? Bo ja nie, trochę się wstydzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Badzynka, do sierpnia tego roku sama ze sobą spierałam się, że nic mi nie jest. Potem do mnie dotarło, że to nerwica, zdołowałam się, potem powiedziałam mamie, która się rozryczała i tylko mnie tym zdołowała jeszcze bardziej... potem wylądowałam u psychologa, do którego chodzę raz w tygodniu, a dziś byłam pierwszy raz u psychiatry po jakiś doraźny lek.

Powiem Ci, że ciężko jest pogodzić się z tym zaburzeniem, ale ja już je zaakceptowałam. Z tym, że nie lubię o tym mówić, wolę żeby ktoś pamiętał, że mam nerwicę niż jakbym miała przypominać co jakiś czas.

Potem powiedziałam jeszcze chłopakowi, który bardzo mnie wspiera, a potem koleżankom i tu już było gorzej ze zrozumieniem :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_1988, Podziwiam Cię za odwagę. A psycholog rożni się czymś od psychiatry?

Też muszę się zebrać w sobie i iść do lekarza, bo to już za długo trwa :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Badzynka, psycholog poprowadzi z Tobą terapię i to jest najważniejsze, bo nerwica to choroba Naszych myśli. Ogólnie wszyscy jesteśmy zdrowi ;) Psychiatra natomiast daje leki, jeśli chcesz i jeśli jest taka potrzeba i kieruje na psychoterapię. Pamiętaj jednak, że leki nerwicy nie wyleczą, one tylko zabierają objawy, przez co może się wydawać, że wyzdrowiałaś, a potem po odstawieniu wszystko wraca...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_1988, Dziękuję za wyjaśnienie. No to poturlam się do psychologa.

Chodzisz prywatnie/ na kasę chorych? Jeśli to pierwsze to ile płacisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Psychiatra prywatnie, a do psychologa na terapię na NFZ. Ciocia miała znajomą psycholog i poprosiła ją, żeby mnie wcisnęła gdzieś w swojej przychodni. Miałam farta, bo nie musiałam czekać ani nic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Komu dobrze ;) No nic, też spróbuję na NFZ bo z kasą krucho (student:P)

Pomaga Tobie ten lekarz? Widzisz jakieś efekty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Badzynka, też studiuję, więc Cię rozumiem :D

Po terapii czuję się lepiej i zaczynam rozumieć mechanizmy tego zaburzenia, ale znacznej poprawy jeszcze nie ma. Chodzę dopiero od końcówki sierpnia. Ile to? Z 2 miesiące z hakiem, a nerwice mam od 10 roku życia, więc wiesz... :D Nazbierało się tego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wow, długo. U mnie zaczęło się chyba 11/12 lat a dopiero teraz są skutki uboczne: bóle, nieznośnie pieczenie jamy ustnej (koszmar!) napady agresji itp. Chyba znasz to. Kurcze, dobrze jest z kimś o tym pogadać/popisać. Jakoś lżej na duszy. Dzięki ;)

Nie wiem czy mam prawo pytać, ale moja ciekawość nie zna granic: na czym polegają Twoje wizyty u lekarza? co robicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Moim zdaniem lepiej iść z NFZ bo większość prywaciarzy to patrzy jednak żeby kase wyciągnąć... Byłem kiedyś u psychologa prywatnie zapłaciłem 100 zł za wizytę... i widziałem jak pani psycholog niecierpliwie patrzy co chwilę na zegarek ;) A na koniec jeszcze się beszczelnie zapytała na kiedy mnie zapisać na nastepny raz.... Zaśmiałem sie tylko i poszedłem z tamtąd. A do psychiatry chodzę z NFZ i jestem bardzo zadowolony z mojej pani psychiatrki. I mogę śmiało powiedzieć że mi pomogła...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_1988, Od jakiego czasu chodzisz na sesje? Pomagają?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
wow, długo. U mnie zaczęło się chyba 11/12 lat a dopiero teraz są skutki uboczne: bóle, nieznośnie pieczenie jamy ustnej (koszmar!) napady agresji itp. Chyba znasz to. Kurcze, dobrze jest z kimś o tym pogadać/popisać. Jakoś lżej na duszy. Dzięki ;)

Nie wiem czy mam prawo pytać, ale moja ciekawość nie zna granic: na czym polegają Twoje wizyty u lekarza? co robicie?

 

Pierwsze wizyty to były rozmowy o przeszłości, o ewentualnych przyczynach nerwicy, ale też ćwiczenia relaksacyjne. Potem przeszłyśmy do myśli/sytuacji, które wywołują lęki. Przeanalizowałyśmy je i ciekawych rzeczy się dowiedziałam :) Np. lęk przed otwartymi przestrzeniami, który mam to tak naprawdę lęk przed stratą i krzywdą. Obecnie, co tydzień analizujemy, co się wydarzyło, dlaczego np. dana sytuacja wywołała u mnie lęk, dlaczego znów przez lęk nie poszłam do szkoły itp. Uczę się, jak nie stwarzać sobie presji, że nic się nie stanie, jeśli nie dam rady czegoś dokonać, że nie jestem gorsza/zła/słabsza itd. I jeszcze wiele innych rzeczy, które pomagają :) Po terapii czuję się lżejsza i odważniejsza. Praktycznie czekam na dzień, aż znów pójdę i nabiorę optymizmu, którym zaraża mnie moja psychoterapeutka :P To pomaga, tylko potrzeba dużo czasu. Czasem nawet bardzo dużo. Ja się nastawiam, że u mnie to przynajmniej z rok, bo mam często takie jazdy, że nawet na podwórko nie wychodzę ze strachu.

 

Monika1974, na sesje chodzę raz w tygodniu od 20któregoś sierpnia tego roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pierwsze wizyty to były rozmowy o przeszłości, o ewentualnych przyczynach nerwicy, ale też ćwiczenia relaksacyjne. Potem przeszłyśmy do myśli/sytuacji, które wywołują lęki. Przeanalizowałyśmy je i ciekawych rzeczy się dowiedziałam :) Np. lęk przed otwartymi przestrzeniami, który mam to tak naprawdę lęk przed stratą i krzywdą. Obecnie, co tydzień analizujemy, co się wydarzyło, dlaczego np. dana sytuacja wywołała u mnie lęk, dlaczego znów przez lęk nie poszłam do szkoły itp. Uczę się, jak nie stwarzać sobie presji, że nic się nie stanie, jeśli nie dam rady czegoś dokonać, że nie jestem gorsza/zła/słabsza itd. I jeszcze wiele innych rzeczy, które pomagają :) Po terapii czuję się lżejsza i odważniejsza. Praktycznie czekam na dzień, aż znów pójdę i nabiorę optymizmu, którym zaraża mnie moja psychoterapeutka :P To pomaga, tylko potrzeba dużo czasu. Czasem nawet bardzo dużo. Ja się nastawiam, że u mnie to przynajmniej z rok, bo mam często takie jazdy, że nawet na podwórko nie wychodzę ze strachu.

 

O, to brzmi naprawdę super. W takim razie też już się nie mogę doczekać wizyty (piątek).

 

A powiedzcie mi, ten Kalms Wam coś daje? Bo ja ciągle czuję stres, napięcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyny, ja mam ten sam problem z tatą. Tzn. nie bił mnie (ew.klapsy, ale b rzadko, ledwo pamiętam), nawet nie jest nadzwyczaj surowy. Nigdy nie słyszałam "kocham cię", może przytulał jak byłam mała, ale kompletnie nie pamiętam, mam wrażenie, że takie rzeczy zdarzają się tylko w serialach. Nawet nie umiem już powiedzieć do niego "tata", zwracam się bezosobowo, jak byłam mała zwracałam się normalnie. I normalnie ryć mi się chce jak piszę tego posta :why: Może przesadzam, może nie jestem sprawiedliwa, może ja też jestem winna. Nie wiem. Jest we mnie konflikt już nie do pokonania. I może (pewnie tak) jest to jedna z przyczyn mojej nerwicy Jak mówiłam - ogromny konflikt wewnętrzny (zatem z nerwicą trudno będzie się pożegnać.. Dziękuję wam za poruszenie takiego tematu. Trochę się wyżaliłam - taka mini psychoterapia. :D

 

[Dodane po edycji:]

 

Kanashimi, raczej nic nie daje, ale próbuj może innych leków bez recepty o innym składzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

 

A powiedzcie mi, ten Kalms Wam coś daje? Bo ja ciągle czuję stres, napięcie.

 

Niestety Kalms jest lekkim środkiem, opartym na ziołach i na nerwicę to niewiele daje. Faszerowałam się nim na potęgę, jak dowiedziałam się, że mam NL, a musiałam jakoś pracować... Uspokajał mnie nieco. Czułam lęk i niepokój, ale nie było aż tylu objawów somatycznych. Kup sobie jeszcze Validol - jest tani i czasem, jak go possę to chociaż odrobinkę lepiej się czuję.

 

Dziewczyny powiedzcie mi - co z tymi ojcami? :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kanashimi, Zaczęłam brać Kalms i chwilowo nie zauważyłam poprawy.

tynka92, Kolejna osoba, która ma problem z ojcem :( Współczuję, bo wiem jaki to ból nigdy nie usłyszeć od rodziców "kocham cię", nie być przytulonym od tak. Dopóki nie poznałam mojego chłopaka przez brak tego typu gestów byłam strasznym dzikusem.

Wracając do mojego chłopaka, czasem tak myślę,że to również on jest przyczyną moich dolegliwości, bo kiedyś mnie okłamywał, ogólnie strasznie ranił i baaardzi to przeżywałam (prawie 2 lata). Podejrzenie również o zdradę było - uczucie, jakby ktoś mi serce wyrwał. teraz jest ok, ale lęk, napięcie, strach nie mijają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×