Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Batu

zmieniajaca sie ciagle osobowosc

Rekomendowane odpowiedzi

witam, mam pytanie: (od razu przepraszam za pismo, nie mieszkam w pl)

 

czy to mozliwe zeby dosc szybko zmieniala mi sie osobowosc? nie wiem jak to opisac, ale sprobojmy:

mam czasami rozne jakby "napady" osobowosci; czasami jestem zimna jak lod, czasami chce tylko jak najlepiej sie z ludzmi bawic (pogaduchy w pracy itp), czasami nie chce sie odzywac do nikogo, lub specjalnie wywoluje klotnie, czasami mysle tylko jak kogos zranic albo wykorzystac. to nie tak ze mam jakies humory; stany te trwaja srednio 2 tyg, czasami krocej czasami dluzej (nawet 2 miesiace)

dodaje do tego ze w niektorych stanach nie mam skropolow; robie co chce, nie zwazajac na uczucia innych. mowia mi (tylko ci ktorym pokazuje czesc osobowosci) ze jestem ostatnio (jakis 1 rok) dosc nieprzewidywalna i "mam napady humoru" <- ale ja tak tego nie odczuwam. wiem co to jest napad humoru (jestem dziewczyna - mam co miesiac @ -__-) mi sie po prostu jakby cala psychika zmienia...

co moge jeszcze dodac: czasami jestem optymistka czasami pesymistka, czasami bi czasemi aseksualna, czasami sadystyczna lub masochistyczna czasami mam znowu napady mysli ze wolalabym byc chlopakiem (byl taki okres rok temu i utrzymywal sie przez pare miesiecy... nie bede o tym pisac bo to chyba nie istotne :D ) mam zwykle jakby 4 rodzaje osobowosci - optymistyczna ktora oznaczam 1.++ (super humor, ciagle gadam, optymistka itp) 2.- (deprecha, zanizony obraz samego siebie itd lub ciagle sie kloce i robie na b*tch) 3.-- (stan depresyjny, nie robie nic nie mysle nic, albo o wiecie czym :( "go with the flow" itd) 4.** (manipulacja ludzmi, wykorzystuje, podlizuje tylko zeby postawic na swoim, robie co chce - w 3h calowalam sie z 13 chlopakami, 8 dziewczynami "dla zabawy" namowisz mnie do wszystkiego jakby to glupie nie bylo, lubie knuc intrygi)

myslalam na poczatku ze to humory lub zmieniam sie przez wydarzenia czy cos takiego ale to tez nie to...

mam zdiagnozowana na razie depresje (mialam ostatnio 3 spotkanie u terapeuty ktory skierowal mnie do psychiatry - za 2 tyg mam rozmowe kwalifikacyjna - znowu) biore lexapro (wczesniej citalopram ale nie pomagal) dopiero 5 tyg ale poprawy nie widac - wogole jak biore leki to nie mam zadnych skotkow ubocznych...

 

czy moze mi ktos pomoc z okresleniem co sie dzieje? jesli sa pytania odpowiem :uklon:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A słyszałaś o osobowości borderline?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sama u siebie podejrzewam bordera, a raczej niektóre osoby tu z forum mi sugerowały, że moge miec, bo również mam dziwne stany i uczucia popadające od skrajności do skrajności. Tylko że u mnie te zmiany potrafia nastąpić nagle, wystarczy, że ktoś coś napisze (nawet nieświadomie) albo ktoś coś powie, coś zrobi i już potrafię sie zmienić. Ostatnio panuje nad tym, dużo sama nad sobą pracuję, ale w kwietniu miałam sytuację, gdy siedząc z dziewczynami, śmiejąc sie i wygłupiając nagle wstałam, poszłam do kuchni, wzięłam nóz i pocięłam sie, blizny mam do dziś. Coś sobie nagle wkręciłam i... się stało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Osobowosc moze sie zmieniac szybko :( dobrze ze zauwazasz je. Powodzenia w pracy nad soba!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie wiem ,czy to mam . Bywa u mnie tak ,że jestem pełen zapału , a potem . Plusk i to znika . Mogę nie rozmawiać z nikim , bo nie mam o czym .Potem jednak jest tak ,że chcę kogoś poznawać .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Proponuje przyzwyczajaj sie ze zaburzenia osobowosci sa na cale zycie. Ale przelaczanie ich zachodzi pod wplywem konkretnych emocji ktore warto rozpoznac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i dalej nic nie wiem. Mieszkam w Holandii i mialam ponad miesiac temu rozmowe wprowadzajaca (nie wiem jak to po polsku nazwac) i mial do mnie facet zadzwonic. Czekam 2 tygodnie nic. Pozniej zadzwonilam do nich zeby zostawila mu babka z sekretariatu wiadomosc zeby oddzwonil. 3 tyg nic...

we wtorek ide do szpitala a GGNet jest tuz obok (GGNet to takie cos na cala NL - leczy sie w niej zaburzenia umyslu lol) wiec pojde tam i najchetniej pojade sobie na sekretarce albo facetowi ktory ze mna mial inteek.

 

Co do lekow, bralam 10 tygodni (lexapro) i nie czulam zadnej zmiany. Myslalam nawet ze placebo bo nie mialam zadnych skutkow ubocznych. Wiec odstawilam. Mialam czasami lekkie dziwne bole glowy ale teraz juz nic. Zadnej zmiany nie czuje.

Choc to tez nie takie dziwne. Dostawalam rozne tabletki nasenne oxazepam, zolpidem, diazepam i takie tam - nie pomagaly. Nie czulam po nich zadnej zmiany, dawke diazepamu mialam 10 mg (2x5) i nic nie czulam. Ok nastepny raz 15, nic. 25 nic. pozniej juz mi sie nie chcialo probowac bom len.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje emocje siedzą chyba na huśtawce i pokazują mi język, bujając się w górę i w dół.

 

Rano budzę się zazwyczaj w dobrym humorze. Zjem coś, połażę, siądę przed kompem i nagle się rozpłaczę. I nie to, że mam jakiś konkretny powód. Nagle czuję taki "pusty" smutek, nie mogę nic pod niego podczepić. Popłaczę sobie, później się czymś mogę zająć normalnie, do następnego takiego popłakania sobie, ale już z jakiegoś powodu (ale nie takiego, że coś się stało, po prostu mi się coś pomyśli, nagle zwali na głowę mnóstwo spraw, które w tym momencie mnie przerastają).

 

Albo inny przykład: budzę się, jest okej. Ranek miły, radosny. Tylko że robię się coraz bardziej rozzłoszczona. Aż jestem wkurzona porządnie i oczywiście jak tylko coś ktoś nie tak zrobi, zaraz mnie to mocno irytuje. A później wieczorem znów jakoś robi się smutno, bo znowu coś mi się wymyśli. I płacz.

 

Albo cały dzień jestem tak pobudzona, jakbym kilka kaw wypiła. Gadam jak najęta, łażę, no człowiek na duracellu. A po pod wieczór pac i śpię, bo jestem tym zmęczona. Później nie mogę w nocy zasnąć, jakoś się denerwuję.

 

Ktoś jeszcze ma takie jazdy? Może ktoś wie, skąd to się bierze, czy da się coś z tym zrobić?

A może to normalne i każdy człowiek tak ma? (trochę wątpię :mhm: )

 

Edit: mam też takie dłuższe okresy, np miesiąc na siłę niemal znajduję sobie zajęcie, ciągle z czymś popylam, wtedy w miarę się jakoś to trzyma kupy. A teraz mam takie wahnięcia, bo okres ciągłego sprzątania mi przeszedł i siedzę i nic mi się nie chce za bardzo. I wiem, że niedługo znowu się czymś tak zajmę i będzie jako tako.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem pewna, ale być może nie okazujesz emocji w momencie kiedy naprawde coś Cię zdołuje, i Ty je tak jakby "schowasz" do siebie, a one potem się i tak pojawią ;) Ja mam ostatnio że rano wstaje denerwuje się i płacze bez konkretnego powodu w sumie bo o niczym nie myśle... Albo pod wieczór płacze, np przez ostatnie dni natręctwa jakoś mineły ale jakoś chce mi się płakać właśnie czuje jakby czegoś było za dużo i jakbym nie dawała sobie z tym rady... Kiedyś miałam tak, psycholog mi uświadomiła, że nie okazywałam złości w momencie kiedy byłam zła na coś, i ona potem i tak się pokazywała w nie adekwatnych momentach. Być może u Ciebie problem tkwi w czymś innym dlatego płaczesz "ot tak" bez konkretnego powodu :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam to samo, niestety, to bardzo uciążliwe.

Ale ja zaczęłam się leczyć, przyjmuje od wczoraj leki, i zaczynam psychoterapię, mam nadzieję, że te wszystkie huśtawki emocjonalne, natręctwa, fobie przeminą i wyzdrowieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj,nie licz za bardzo na to aniołku.Ja miałem kiedyś tak,że np.czytałem sobie w domu książkę,o historii mojego miasta,nie wiedząc że nakręcam się jakoś tym.A potem jak walnął mnie lęk to dosłownie wbił mnie w ziemię,byłem jak w malignie,musiałem wczesnym rankiem o 5.00 wiać po prostu z miasta,i błąkać się gdzieś i wąchać kwiatki na łące :D przez cały dzień,żeby opanować ten rozstrój emocjonalny.

A dziś?Wykonuję dość odpowiedzialną pracę,w pewnej dość szacownej instytucji artystycznej w dużym wojewódzkim mieście i jakoś daję radę(z Bożą pomocą)Jakby mi to ktoś w tamtych latach powiedział,że to będę robił,nie uwierzyłbym.

Chodzę czasem z sercem w gardle i z duszą na ramieniu.Nerwica uczy pokory.(Po moich wpisach raczej tego nie widać :? )

Od czasu jak w zdecydowany sposób podziękowałem mojej toksycznej rodzince(ojcu i braciom) za współpracę,cały czas czuję jak się stopniowo podnoszę i jest coraz lepiej.A ta moja rodzinka i sytuacja w niej-bardzo podobne do Twojej.

To ks.Piotr Pawlukiewicz powiedział kiedyś,że człowiek ma często w życiu taką ścianę(problem) nie do przeskoczenia.Tak jak uczniowie na WF-ie napierają na ścianę,żeby rozciągać jakieś tam mięśnie-ściana stoi w miejscu,ale człowiek się rozwija.(polecam rekolekcje tego księdza,są na chomiku)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, ks.Pawlukiewicz mądrze mówi :) Ksiądz na religii nam przynosił i słuchałyśmy jak zaczarowane.

 

Co do emocji- być może, że nie okazuję złości, ponieważ bardzo intensywnie ją odczuwam i żeby to rozładować, muszę czymś rzucić, trzasnąć itd, a za to mi się okropnie dostaje od mamy. Dlatego wstydzę się okazywać złość, bo uznaję to za coś złego i dziecinnego. Ale co jakiś czas chyba mi się to tak nawarstwia, bo potrafię wpaść w prawdziwą białą i mam ochotę komuś po prostu sprawić ból. To okropne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja również bałam się okazywać złości i boje jej się też okazywać teraz, często tak jest, właśnie tak jak Ty uważam to za coś złego, zawsze chciałam być dobrą i grzeczną dziewczynką, żeby nikomu nie zrobić krzywdy ani nie zranić, żeby ktoś nie poczuł się urażony, jeżeli była jakaś sytuacja kiedy coś mnie zdenerwowało lub coś było nie po mojej myśli, machnęłam na to ręką, twierdząc, ah już trudno czy- nie ważne... W sumie zawsze byłam taka jaką mama chciała żebym była czyli grzeczna i poukładana.... Teraz jak na coś się zezłoszczę to po tym czuje ogromne poczucie winy, że nie powinnam...... :? I jakoś nie potrafię sobie z tym poradzić. Wierze że to okropne, najgorsze własnie to jak ta złość się kumuluje to dopiero :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szyszaa, mam bardzo podobnie. Dla mnie okazywanie jakichkolwiek emocji jest wstydliwe. Dopiero przy moim chłopaku się przełamuję, umiem mu powiedzieć, że go kocham. Ale to też było trudne na początku.

 

Najgorsze jest to, że mam wrażenie, że zrobiłabym wszystko, zrezygnowała ze wszystkiego, oby tylko nie dyskutować z mamą. Zwyczajnie się jej boję. To też blokuje chyba normalne przeżywanie emocji.

 

Ciągle myślę o pójściu do psychologa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kris1966 nadzieję zawsze trzeba mieć. :)

 

Kazania Ks. Pawlukiewicza znam, czasami słucham.

 

marciatka nie myśl, tylko działaj, idź. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×