Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
anonimowa1

Pomóżcie mi proszę, błagam...

Rekomendowane odpowiedzi

Pisząc tego posta, łzy kapią mi na klawiaturę. Nie mam już siły na to wszystko. Pomijam fakt, że leczę się od 15 lat na nerwicę lękową z natręctwami, ostatnio to przemianowali na osobowość borderline'a ale nie o to mi chodzi. Nie radzę sobie sobie, bo mam bardzo trudną sytuację życiową. Mój Tata jest bardzo ciężko chory, ma zapalenie rdzenia z ropowicą. Od 2 miesięcy nie chodzi, w pewnym momencie myślałyśmy z mamą że to już koniec... miał tak silne bóle, dostaje 4xdziennie morfinę. Był w jednym szpitalu 3 tyg gdzie nic mu nie zrobili. Jeszcze wtedy chodził jakoś o kulach. Teraz jest w drugim szpitalu. Dobrze się nim tam zajmują, dostaje silne antybiotyki, fiz. jest troszkę lepiej ale dalej nie chodzi i nie ma pewności że będzie chodzić. Tata jest już tym wszystkim podłamany, przestał wierzyć że wyzdrowieje. Ja sama cierpię straszne napady lękowe, myśli samobójcze, trwoga i strach co z nami wszystkimi będzie dalej. Mama też jest zdołowana. Nie mamy nikogo, nawet rodzina nam nie pomaga. Jak wracamy ze szpitala caluśki dzień siedzimy same, nikt do nas się nie odzywa, nie dzwoni, nikogo nie obchodzimy. Jesteśmy same, a wszyscy mamy depresje. Ja już jestem na wykończeniu. Nie jem, rano budzę się już z tymi lękami. Wprawdzie mam częsty kontakt z lekarzem, z psychologiem, biorę silne dawki leków uspokajających ale to nic nie pomaga (jestem lekooporna). Nadal czuję bardzo silne lęki. Boję się o siebie, o Tate, o nas wszystkich. Potrzebuję rozmowy z kimś, potrzebuję człowieka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj

 

Bardzo trudna sytuacja i nie wiem czy są jakieś sensowne rady:(, które mogłyby Ci pomóc sobie z nią poradzić. Pisz tutaj co czujesz , wiem ,że to nie to samo co rozmowa na żywo z życzliwą osobą, ale może troszkę Ci ulży. Są tu naprawdę fajni ludzie i możesz liczyć na miłe ciepłe słowa. Trzymaj się i pisz jak najczęściej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chodzi mi o to, jak przeżyć kolejne minuty, godziny, dni. Czy naprawdę z tej sytuacji nie ma wyjścia? Boję się samobójczych myśli, boje się tego straszliwego lęku jaki czuję, tego co będzie z nami wszystkimi. :why: boję się że tego nie wytrzymam, że oszaleję i zrobię coś złego. bardzo się boję

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

anonimowa1, a biezesz teraz jakies proszki?może dobrze by bylo się w jakies zaopatrzyc,może nawet benzo,choc jestem zazwyczaj ich zagorzala przeciwniczką?Jak przeżyc kolejne minuty,godziny?to trudne pytanie.Masz jakiegos chlopaka,przyjaciela,siostrę?koggokolwiek bliskiego oprocz mamy i taty?ile masz lat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no właśnie nie mam nikogo, ani chłopaka ani koleżanki, nikogo. Biorę lexotan, trittico. Ale jakoś nie specjalnie mi to pomaga. Mam niebawem iść na oddział dzienny, ale to jeszcze 2 tygodnie, tak długo... nie da się tego przyspieszyć. Mam już prawie ćwierć wieku. Ja potrzebuję wszelkiego kontaktu z ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spróbuj wynajdować sobie zajęcia. Cokolwiek, co na chwilę odwróci Twoja uwagę od problemów i złego samopoczucia. Pierz, sprzątaj, zmuś się do obejrzenia filmu.. Próbuj szukać kontaktu z ludźmi , nawet przez internet: fora, czaty. Wiem ,że to się łatwo mówi, a ciężko to wprowadzić w czyn, ale myślę ,że to w tej chwili sposób by trochę sobie pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiec dam Ci rade- nie wiem czy dobra, pisz tutaj co czujesz, ja siedze dlugo na tym forum, często tu znajdziesz kogos z kim mozesz popisac. Wiem, ze to co przeżywasz jest straszne, boli Cie to okropnie. Ja tez tak mialem, rob to co Ci sprawia przyjemność, Posluchaj smutnej muzyki, polez w lozku, wiem ze praca fizyczna jest czymś za trudym. Pomyśl, za 2 tygodnie idziesz do szpitala, tam Ci sie napewno polepszy, gwarantuje Ci to. Do tego czasu spróbuj znalezc cos co Cie zainteresuje. Oczywiście pisz tu z nami, w tym wątku oraz w moj dzisiejszy dzien- dział nerwica lękowa sa najbardzej czytane. Pozdrawiam i pamietaj, ze od teraz nie jestes z tym sama, masz mnie i innych forumowiczow:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za dobre słowo. To dla mnie bardzo dużo. Nie idę do szpitala, a na oddział dzienny gdzie jest intensywna psychoterapia. Po prostu choroba Taty i parę innych spraw, które nie wyszły...za dużo tego no i ta samotność. Ciężko to wytrzymać. Ja chcę żyć, ale często dopadają mnie myśli o skończeniu, chociaż tego nie chcę, boję się tego i nie umiałabym. Ale życie tak boli...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiem, ze teraz boli. Mnie tez bardzo boli i cierpię, tez jestem samotny. Wieze, ze tam Ci pomogą- trzymam za to kciuki, o Tacie to Bóg decyduje, jesli wierzysz to sie pomodl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

modlę się. Chciałabym żeby kiedyś stanął na nogi i żeby nie był taki podłamany psychicznie. Nie dziwić się, 7 tygodni leżeć. Dobrze, że weszłam na to forum.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ciężko mi się za cokolwiek wziąć. Jestem wymęczona fizycznie.

 

Rozumiem doskonale, ale zmuszaj się, jeśli nie możesz nic zrobić. to oglądaj na siłę tv, nawet jak nie możesz się skupić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mam nadzieje ze Ci ulzy jesli Ci opowiem ze moj Tato tez przez to przezyl moze w innej formie ale obecnie porusza sie z chodzikiem.Ciezka praca na kopalni zniszczyla Jego zdrowie kompletnie.Moj Tatus jest po 3 operacjach na kregoslupie i kolana rowniez go bola.Nie jest w stanie samodzielnie funkcjonowac zrobic sobie kolacje czy cos do picia jest uzalezniony od mojej Mamy ktora rowniez nie jest dobrego zdrowia poniewaz obecnie jest po operacji na plucach.Jedyne co mnie jeszcze cieszy to to ze chociaz autem potrafi jezdzic na automatycnej skrzyni biegow i chociaz dzieki temu nie siedzi caly czas w domu ale wyjezdzaja razem na zakupy czy do mojej rodziny.Ja mieszkam 1000 km od nich wiec najlepsza pomoca dla nich tez nie jestem bo sama mam juz Rodzine i dziecko.Sytuacja nie jest ciekawa sama rowniez borykam sie z ciaglymi lekami i objawami nerwicy.Przyjaciol za wielu nie mam jestem osoba bardzo nieufna dlatego rozumiem Cie ze jest Ci bardzo ciezko.Pozdrawiam Cie serdecznie.Mam nadzieje ze Ci dodala otuchy.Pisz smialo tutaj na Forum znajdziesz wsparcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochana, pewnie bardzo kochasz swojego tatę? Czytając to co piszesz, postawiłam się w Twojej syt. Łzy zalały mi oczy. Codziennie boję się o swojego tatę, jest to człowiek, do którego moja miłość jest najczystsza. Chciałabym kogoś tak pokochać... Gadanie o lekach, psychoterapii, i moje mówienie" będzie dobrze" wcale nie jest skuteczne w pocieszeniu więc nie chcę o tym nawet wspominać... Ty pewnie czujesz się bezsilna wobec wszystkiego, cholernie samotna. Samotna nie tylko wobec otoczenie gdzie czujesz się pewnie trochę odizolowana przez swoje lęki i myśli, ale samotna w rodzinie, w życiu- gdzie nie masz nikogo kto by Cię przytulił. To wszystko bardzo przytłacza. Ja to rozumiem... nie chciałabym byś tak cierpiała... Czuję w sobie, że Twoja syt. jest bardzo czarno biała... ale czy już nie widzisz nadziei? Może gdy uwierzysz, któregoś dnia na Twojej drodze pojawi się człowiek, który Cię pokocha, który będzie myślał podobnie do Ciebie. Przekaże Ci pokłady takiej energii, że będziesz miała siłę na walkę ze swoimi słabościami, ale też pomoc mamie, tatusiowi? Miłość, ta piękna, czysta, bezinteresowna jest darem, inna może przynosić cierpienie gdy jest skażona złem czy zawiścią, ale ta pierwsza, jest darem, która trwa wiecznie. Wierzę właśnie w taką miłość u Ciebie. I powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a moze jakas terapia grupowa?

bedzie z kim porozmawiac na zywo? moze pomoze?

probowałas?

zalezy ile masz lat bo mozna sie załapac na specjalne programy za dawmo? podobno sa dobre? moja kolezanka poszła na terapie z cała rodzina bo mieli problem z jej bratem- chyba 17 lat miał wtedy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja już pisałam dobiegam ćwierk wieku. Macie rację, potrzeba takiego człowieka co da energii. Dziś lekarze powiedzieli, że dadzą tacie gorset. Może za parę miesięcy stanąłby na nogi? Bardzo go kocham i też chciałabym żeby wyzdrowiał. Staram się jakoś żyć. Jutro zadzwonię do swojego lekarza, może da się przyspieszyć termin na oddział dzienny? Staram się jakoś żyć...choć łatwo nie ma. Ciągle powtarzam sobie spokojnie, będzie dobrze.

 

[Dodane po edycji:]

 

jakoś tak cicho się zrobiło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×