Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

witam,

 

od kilku lat choruje na nerwice natrectw i lekowa. Chcialabym jednak opisac krotko moj problem, z ktorym nie umiem sobie sama poradzic. A mianowicie, mam dziecko 3 letnie, i tu jest problem, bo jak sie urodzilo mialam depresje, nie chcialam sie nim zajmowac,mialam negatywny stosunek do niego, i to trwalo jakies 2 lata, pozniej moje nastawienie sie troche zmienilo, moje relacje z dzieckiem tez sie poprawily, ale i tak do dnia dzisiejszego bardzo zle sie czuje z tym ze mam dziecko, i musze sie nim zajmowac. Prawde mowiac to od dlugiego czasu nie widze sensu w moim zyciu, nic mi sie nie chce, bo dobija mnie ta mysl ze musze sie zajmowac dzieckiem jeszcze przez dlugie lata,byc za niego odpowiedzialna. Jestem teraz po rozwodzie,i chcialabym zeby dziecko zamieszkalo ze swoim ojcem, tylko nie wiem czy to jest dobre rozwiazanie z tej dziwnej sytuacji, czy wtedy bede szzcesliwa i bez wyrzutow sumienia. Napisalam tu, bo chcialabym zebyscie odpowiedzieli co o tym myslicie, jakie byloby najlepsze rozwiazanie, czy w ogole mozna cos w tej sytuacji zrobic ?

 

chcialabym jeszcze dodac ze sytuacja jest troche paradoksalna, bo ja z jednej strony nie chce zajmowac sie dzieckiem, a z drugiej zalezy mi zeby bylo szczesliwe i wychowywalo sie w dobrych warunkach. ogolnie bardzo zle sie z tym czuje, obwiniam siebie za to ze nie umiem/nie chce byc dobra, normalna matka, ze nie potrafie dac dziecku tego co powinnam, te mysli dodatkowo mnie mecza i przygnebiaja. Prosze napiszcie co o tym mysliscie, co zrobic w tej sytuacji, a moze znacie kogos kto ma podobny problem???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

alice24,

Wydaje mi się,że Ty tego dziecka nigdy nie chciałaś, nie byłaś nigdy na nie gotowa....z tego co opisujesz. Moze Twoja niedojrzałość emocjonalna jest tego powodem.

Jestem zaszokowana Twoją postawą, ale oceniać Ciebie nie chcę.Z jednej strony to dobrze,że chcesz,żeby było szczęsliwe, a z drugiej.......

Piszesz "dziecko" nawet nie piszesz czy to dziewczynka czy chłopczyk.

 

Czy dziecko zabrało Ci Twoje marzenia? Twoje plany na przyszłość? A moze przypomina Tobie jakieś negatywne wspomnienia?

 

Jest to niepokojące.Powinnaś pójśc do jakiegoś dobrego specjalisty. Nie rozumiem dlaczego chcesz oddać dziecko, zdajesz sobie sprawę z tego jakie mogą byc konsekwencje dla dziecka? To nie jest jakaś rzecz, zabawka, którą mozna od tak oddać po 3 latach wychowywania.

 

Może byc też tak,że zbyt wiele od siebie wymagasz, a mozesz być dobrą matką.

Czego nie dajesz dziecku wg Ciebie? Odpowiedz sobie na to pytanie. A potem odpowiedz "Co dajesz dziecku"?

 

NIejednokrotnie jest tak,że niektórych ludzi przy zyciu trzyma tylko dziecko. To dla dziecka rodzice się starają, troszczą sie o niego.

 

Jesteś sama? MOże poznałaś kogoś kto nie chce zaakceptowac dziecka?

 

Opisłaś jak dla mnie sytuacje, w której tkwisz jakby od jednej strony , jedynym powodem, który opisujesz jest tylko fakt,że źle sie czujesz z dzieckiem.

POwinnaś poszukac pomocy , wyleczyc sie ze swojej nerwicy bo to ona zniekształca Twoj prawidłowy obraz i spojrzenie na przyszłość.

Szukaj pomocy.........zapisz sie na jakąś terapię, postaraj się walczyc o siebie i o Twój skarb!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Piszesz, że jesteś po rozwodzie. Czy nie jest tak, że zaszłaś w ciąże-nie będąc na nią gotowa- bo były mąż tego chciał?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Współczuję Twojemu dziecku.

Wg mnie najlepszym rozwiązaniem będzie, jak 'ono' :? zamieszka z ojcem- może chociaż on 'je' pokocha i nie będzie czuł do niego niechęci...

A Ty daj sobie z tym spokój, bo tylko dziecku psychikę zniszczysz- myślisz, że 3 latek nie czuje, że Ty go nie kochasz, że się męczysz bo musisz się nim zajmować? To po co w ogóle robiłaś to dziecko? Hmm? Bo miałaś kaprys?

Szkoda, że traktujesz własne dziecko jak zabawkę...

Kupiłaś zabawkę, ale jej nie chcesz bo trzeba się nią zajmować i być za nią odpowiedzialną, więc teraz wyrzucisz zabawkę (podrzucisz ojcu), Ty się wyszalejesz i wtedy pomyślisz o nowej zabawce... :-|

Męczy Cię myśl, że musisz ciągle z tym dzieckiem siedzieć? A w czym ono Ci przeszkadza? Bo nie możesz iść na dyskotekę?

Wiesz co... oddaj je ojcu, poważnie. Bo szkoda dziecka. Dziecko przeżyje taką zmianę- ale lepsza taka zmiana niż męczarnia do 18 roku życia z matką, która nie kocha. A może ojciec da mu/jej miłość.

A Ty wybierz się do psychologa- najwyższy czas dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Biedne Dziecko.Apeluje do wszystkich "doroslych"..nie wychowujcie przyszlych pacjentów szpitali psychiatrycznych..

 

 

 

 

Nie lepiej bylo poprostu usunąć jak bylas w ciąży?Przecież dla szkrabika tak by lepiej bylo.Matka nie chce,ojciec odchodzi..O luuudzie.Pięknie mu/jej()?) się życie zaczyna.

Dlatego ja jestem za aborcją.do pewnego momentu płód nie jest świadomy.

 

[Dodane po edycji:]

 

Monika1974, tego co się Dziecku stalo-ponieważ Ono od jakiegos 4 miesiąca życia plodowego czulo,że nie jest chciane,odwrócić się nie da.Jedyne co teraz można zrobic to jak najszybciej oddać je ojcu (pod warunkiem,że chociaż dla niego nie jest balastem).A i tak za jakies 15 lat zawita do grona naszych forumowiczów i zasili grono klientów przemyslu farmaceutycznego.Pod żadnym pozorem nie powinno zostac z matką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

alice24 jedyne dobre wyjście dla Ciebie to terapia.

Piszesz, ze zależy Ci na szczęściu dziecka- moim zdaniem wcale. Zależy Ci co najwyżej na spokojnym sumieniu.

Trzyletniego dziecka nie można podrzucić komuś- niczym mebel, który zawadza. Jeśli wychowywało się do tej pory z Tobą- jest do Ciebie przywiązane- nawet jeśli jesteś dla niego złą matką. Powinnaś coś z tym zrobić bo łamiesz mu psychikę.

Dorosły człowiek nie moze przejść przez życie nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje postępowanie.

 

I jeszcze coś, tacy rodzice jak Ty zwykle budzą się po kilkunastu latach i próbują nawiązać kontakt z dzieckiem.

I spotyka ich bolesne rozczarowanie, gdy słyszą- Ja pani nie znam! Nie chcę mieć z panią nic wspólnego!

Pamiętaj, ze dziecko prędzej czy później odda Ci to, co od Ciebie dostanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzeba myslec wczesniej. Jak nie chcesz dziecka to albo naucz sie zabezpieczac albo wez sobie na wstrzymanie, czlowiek to nie zwierze. A jak nie umiesz nad soba zapanowac, to sory.

 

To tyle nie bede Cie ocenial dalej, bo byc moze jest to wynik choroby psychicznej - jednak latwo traktowac to jako usprawiedliwienie, bo po prostu chcesz sobie wygodnie pozyc.

 

Juz samo to, ze jako matka chcesz oddac dziecko ojcu jest tez co najmniej zastanawiajace.

 

Aborcja tak , ale jak jest wynikiem gwaltu lub/i zagraza zyciu matki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zenonek, Aborcja-tak-jeśli dziecko jest nieupragnione,ma być nie chciane,nie kochane,ma zawadzać.Tak jak dozwolone jest usypianie jedynie ślepego miotu,dopóki świadomość się nie "obudzi".Ten maluszek o plci dla nas niewiadomej nie zawinil,a w przyszlości depresja będzie mu pewnie gonić depresje,bordera,nerwicę,a co w związku z tym-samotność,dragi..nie chcę myśleć.Piszę to z pozycji właśnie takiego dziecka.Tatuś uciekl robić lepszą,doskonalszą,"bardziej" jego rodzinkę,a mamusia,wolala leżeć nieprzytomna od wódki,a potem wlać mi pasem za to,że "bawilam sie za glośno" niż przytulić mnie.Dzieci od początku wiedzą na co mogą liczyc,na ile mogą sobie pozwolić.

Oczywiście aborcja jest ostatecznością,bo znacznie lepsze wyjścia to:

-antykoncepcja

-nie rozwalanie nóg przed facetem jesli żaluje się kasy na antykoncepcję.

-wyleczenie dolegliwości psychicznej przed poczęciem dziecka.

Przykro mi,ale w tym temacie nigdy nie zdobędę się na obiektywizm być może wlaściwy innym.Dziecko ma być ukochane,upragnione i już!Samo na świat się nie przybląkalo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No tak, ale dziecko już jest i ma trzy lata, więc pisanie o antykoncepcji czy aborcji- która mi osobiście wydaje się dość obrzydliwa ale też nie przyznaję sobie prawa do decydowania za inne kobiety- jest poniewczasie.

 

alice24 zdaje sobie sprawę, ze ma problem. Wiele podobnych matek, wcale się nie zastanawia- tylko porzuca dziecko. Co wydaje mi się jedna z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić małemu dziecku.

Nie sądzę by alice miała problem polegający na patologicznym znęcaniu się nad dzieckiem. Po prostu nie radzi sobie z własnymi uczuciami i czuje się przytłoczona obowiązkami nad dzieckiem- w końcu została z nim sama- ma prawo do złamania czy zwątpienia- zwłaszcza, ze nie jest osobą zdrową.

Naprawdę najlepiej by było gdyby poddała się terapii i znalazła pomoc do dziecka. Gdyby ją ktoś odciążył np. matka, siostra, opiekunka- miałaby trochę czasu dla siebie i nie byłaby tak sfrustrowana i przytłoczona.

Dla trzylatka nagłe, całkowite pozbawienie matki, którą miało na co dzień- jest traumatycznym przeżyciem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Natascha, nie zgadzam się.

O antykoncepcji napisalam dla potomnych,i na przyszlość.Uprawiając seks trzeba się liczyc z konsekwencjami i tyle.Jak ktos jest zaburzony,to nie jest to usprawiedliwienie,tylko dodatkowy bodziec by uważać.Znęcanie się nad dzieckiem...nie wiemy kim jest Alice,gdyby bila dziecko,czy zaniedbywala psychicznie czy emocjonalnie pewnie by o tym i tak nie pisala.Brak uczuc wyższych,milości,szczęścia z posiadania Okruszka jest prostym krokiem do powiedzenia mu w przyszlości :"żałuję,że cię urodzilam",żałuję,że cię nie usunęłam,przez ciebie coś tam coś tam..

Dziecko czuje i wie od 4 miesiąca życia plodowego.Szkoda Maluszka.Niestety nie mogę dyskutować dalej w tym temacie-jest dla mnie zbyt bolesny,osobisty,nóż mi się w kieszeni otwiera i proszę nie miec mi tego za zle.Dziecko potrzebuje miłości,wysysa ją z mlekiem matki,pobiera z każdego dotyku,słowa.

Dziecko potrzebuje milości,to od niej jest uzależnione,a nie byle jakiej kobiety,ktora zmieni mu pieluche i wciśnie sloiczek na obiad.

To tyle z mojej strony..

.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm. Czytam Wasze odpowiedzi i przyznam ,że trochę mnie zniesmaczyły. Dziewczyna napisała , nie po to żebyśmy ją oceniali. Nie pomyśleliście, że jest po prostu chora. Ja też tego nie rozumiem, ale nie rozumiem również natręctwa mycia rąk (np) , ale wiem ,że to choroba. Nie ważne jak i dlaczego zaszła w tą ciążę. Dziecko jest , a Ona czuje ,że nie jest dobrą matką i zastanawia się jak z tego wybrnąć.

 

alice24

Moim zdaniem jeśli uważasz ,że mąż jest odpowiedzialnym człowiekiem i kocha Wasze dziecko, powierz je pod jego opiekę, a sama zajmij się leczeniem siebie, myślę ,że jak dojdziesz do ładu sama ze sobą inaczej na to spojrzysz i zapragniesz je wychowywać i poczujesz jak bardzo je kochasz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hania w sumie masz rację.

Ja piszę w ten sposób bo nie znam co to znaczy mieć złą matkę. U mnie w domu to z ojcem był problem.

Jak pisałam w innych wątkach, kiedy miałam 10-14 lat ojciec od czasu do czasu mnie bił. Kiedy to robił nie ''szczypał się''- bił po twarzy, szarpał za ubranie, bił mnie na goły tyłek :evil: ręką, pasem albo popychał tak, ze się przewracałam lub wpadałam na ścianę! Gdy ochłonął i odzyskał panowanie nad sobą, i chyba było mu wstyd, mówił: ,,Czego ryczysz. To nie było żadne lanie. Ty nie wiesz co to lanie. Ja dostawałem codziennie, kablem! To było lanie!"

Nie bił mnie przy mamie. Kiedy skarżyłam się jej, to tłumaczył, ze to tylko ''klapsy'', że przecież wie jaka potrafię być pyskata.

Kiedyś mama weszła na taka sytuację(wróciła wcześniej do domu) i jak zobaczyła te ''klapsy'' na własne oczy to obiecała ojcu, ze się z nim rozwiedzie!- jeśli jeszcze raz podniesie na mnie rękę. Powiedziała(właściwie krzyczała), ze nie będzie żyła pod jednym dachem z psychopatą, który nad sobą nie panuje i robi krzywdę własnej córce!

Od tamtego czasu nigdy mnie nie uderzył. Później bardzo się starał to naprawić, przepraszał mnie. W końcu udało nam się odbudować tą relację i teraz jest między nami dobrze. Wiem też, ze ojciec bardzo żałuje, że tak wtedy robił, ale gdyby moja mama była wtedy taka jak on!?

Pewnie dlatego patrzę teraz przez jej pryzmat i dzieciństwo bez matki wydaje mi się takie okropne. Też nie jestem obiektywna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hmm. Czytam Wasze odpowiedzi i przyznam ,że trochę mnie zniesmaczyły. Dziewczyna napisała , nie po to żebyśmy ją oceniali. Nie pomyśleliście, że jest po prostu chora. Ja też tego nie rozumiem, ale nie rozumiem również natręctwa mycia rąk (np) , ale wiem ,że to choroba. Nie ważne jak i dlaczego zaszła w tą ciążę. Dziecko jest , a Ona czuje ,że nie jest dobrą matką i zastanawia się jak z tego wybrnąć.

 

alice24

Moim zdaniem jeśli uważasz ,że mąż jest odpowiedzialnym człowiekiem i kocha Wasze dziecko, powierz je pod jego opiekę, a sama zajmij się leczeniem siebie, myślę ,że jak dojdziesz do ładu sama ze sobą inaczej na to spojrzysz i zapragniesz je wychowywać i poczujesz jak bardzo je kochasz.

 

Tak dokładnie, i to jest głos rozsądku.

Też jestem zniesmaczony wypowiedziami w temacie. Co wy z takimi ocenami wyskakujecie, na podstawie jednego posta, i to w którym dziewczyna wyraźnie sygnalizuje dobrą wolę i odpowiedzialność?

A że nie odczuwa "świętego instynktu macierzyńskiego"? M jak miłość mi tu zaśmierdziało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie znam perel polskiej "kinematografii" na tyle by orientowac się o czym jest "M jak milośc".Kobieta jest "chora".No pewnie.Ja też jestem.Dlatego się nie rozmnażam.

...Dziewczyna jest dorosla, da sobie radę.Pójdzie do "psychologa i po jakieś leki do psychiatry "-bo to jest święta rada tego forum i nikt się i tak na nic lepszego nie zdobędzie..

Martwi mnie bardziej dziecko,bo zanim ono dorośnie będzie tylko

dzieckiem i nie pojdzie sobie na leczenie "do psychologa i do psychiatry po jakies leki".

Krzysztofie,za przeproszeniem pieprzysz.Jak się nie ma "świętego instyktu macierzynskiego"(zapachnialo moherem,Jezuskiem,czy czym tam jeszcze) to się dzieci nie rodzi.

Myślisz,że skąd się biorą alkoholicy,narkomani,lekomani,depresje,nerwice i inne ? Że ludzie się rodzą "tacy jacys uszkodzeni".Może 2 %.Pozostali...Są na tym forum kobiety,ktore odważnie mówią o braku "świętego instynktu m" i poprostu świadomie na dzieci się nie decydują.

alice24, współczuję Ci Alice bardzo mocno.Co nie zmienia faktu,że Maleństwu Twemu bardziej.Zrób cokolwiek co jest w Twojej mocy,by jednak przez Kogoś bylo kochane.A sama zrób co radzą inni forumowicze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Haniu

 

Zgoda nie rodzi się jak się nie ma instynktu i się dziecka nie pragnie, ale to tylko teoria, a w praktyce cóż... Poza tym nie wiemy jak było w jej przypadku, byłą mężatką i zaczęło się od depresji poporodowej, prawdopodobnie wcześniej byłą zdrowa. . Może wcześniej chciała tego dziecka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiolu może tak być.Alice napisala:od kilku lat choruję na nerwicę lekową i natręcyw,a następnie:"..jak się urodzilo to mialam depresję",co pozwala nam przypuszczac,że zaburzenia nerwicowe uprzykrzaly Jej życie już na jakis czas przed urodzeniem dziecka.Jest to ogólnie przykra i trudna sprawa,bo gdy matka się męczy,dziecko niechybnie to czuje i nie będzie się czulo wiele warte w przyszlości.Pewnie za barzdo biorę to "pod siebie",bo do dzis ciężko mi uwierzyc,że ktos w ogole moglby mnie szczerze kochac,chciec(!),potrzebowac.Prawda jest taka,że Matka jest jedyną osobą w naszym życiu,od ktorej mamy szansę otrzymać bezwarunkową miłość,a więc nasz potencjal,"posag",bazę na przyszle lata.Jeśli więc nie matka,to kto?

Natascha, Nataszo,pozostaje więc dziękować Bogu za to,że masz kochaną Mamę,ktora stala murem za Tobą i kiedy tylko mogla chronila Cię.A i tak jak widać bylo to nie wystarczające,wystarczylo,że Ojciec w swoim czasie zachowywal się karygodnie,bys zapadla na depresję i anoreksję.Próba gwaltu,ktorej jak pisalas doswiadczylas,mogla byc katalizatorem,ale wszystko co służy chronieniu nas,naszej indywidualnej odpornoścci wynosimy z domu..

Moral z tego taki,zanim zdecydujesz się na dziecko,upewnij się,że chcesz je miec,że będziesz miala co mu zaoferować,że jestes na tyle stabilna psychicznie..Bo "dziecko" kiedys też dorośnie ,będzie mialo swoje dziecko i tak to się będzie w kolko kręcić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Shadowmere, ja się zgadzam, ale teraz ani czas ani miejsce na osądzanie dziewczyny(choć wychodzę z założenia, że jak ktoś myśli i używa dostępnych obecnie na rynku środków antykoncepcyjnych to w ciążę nie zajdzie).....stało się i teraz trzeba wymyślić co będzie najlepsze do malucha.

Ja też bym radziła dobrze, żeby mała zamieszkała z ojcem - a ty alice24, szybko na terapię i do dobrego psychiatry........

 

Bo sama mam podobne doświadczenie co Shadowmere niestety, toksyczna matka i skończyło się to chorobą........

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Krzysztofie,za przeproszeniem pieprzysz.Jak się nie ma "świętego instyktu macierzynskiego"(zapachnialo moherem,Jezuskiem,czy czym tam jeszcze) to się dzieci nie rodzi.

Myślisz,że skąd się biorą alkoholicy,narkomani,lekomani,depresje,nerwice i inne ? Że ludzie się rodzą "tacy jacys uszkodzeni".Może 2 %.Pozostali...Są na tym forum kobiety,ktore odważnie mówią o braku "świętego instynktu m" i poprostu świadomie na dzieci się nie decydują.

 

No tak, i ja się w pełni zgadzam przecież, nigdzie nie pisałem inaczej. Nieporozumienie nam tutaj zaszło.

Tak... Zgadzam się, ale trzeba jedną myśl rozwinąć. Ktoś już napomknął: rozsądne rodzenie dzieci - teoria teorią, praktyka praktyką... Nie wiemy nic o dziewczynie, jak u niej wyglądała nerwica, depresja, sytuacja rodzinna. Możliwe chociażby, że czuła się emocjonalnie zaszantażowana uszczęśliwieniem męża poprzez danie mu dziecka, mogła być totalnie zahukana, przytłoczona, otępiała, zmanipulowana, a może po prostu Durex pękł... Diabli wiedzą - i dlatego nie spodobały mi się tutejsze oceny:- łoo, ale ty jesteś bezduszna, nieczuła, niedojrzała, bla bla. Najpierw to wypada zapytać, potem strzelać.

Ale ogólnie jest w miarę git, pojawiły się łagodniejsze wypowiedzi, w tym Twoja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dokładnie,nie ma co oceniac dziewczyny ,nie znacie przeciez jej sytuacji. A to,ze nie potrafi zaakceptowac faktu ,ze ma dziecko i tego ,ze powinna sie im zając. Wiele zdrowych matek czasem przytlacza wychowanie dziecka, a jesli goruje nad tym choroba to nikogo nie powinno to dziwic.Trudno wymagac od osoby,ktora nie radzi sobie z wlasnym zyciem,by przejęla odpowiedzialnosc za czyjeś.Wiadomo ,ze to nie dziecka wina , ze matka moze go tak nie kocha jak wiekszosc matek, ale jej tez nie .Na pewne rzeczy nie mamy wplywu.Widze ,ze wiekszosc osob wspolczuje dziecku,a moze to matka jest w gorszej sytuacji? dziecko ma jeszcze ojca.Nawet jesli zostanie wychowane przez jednego rodzica, nie musi oznaczac ,ze bedzie ono nieszczesliwe.

Zamiast oceniac sytuacje,lepiej poszukac jakiesgos wyjscia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twoje dziecko juz teraz wie, ze matka go nie kocha. Oddaj je ojcu.

Ja sama - nie bedac kochana przez moja matke - nie umialam kochac madrze mojej coreczki. Na szczescie dla niej jej tato umial kochac milosca bezwarunkowa. Wyrosla przy nim na wspaniala, zdrowa mloda kobiete.

 

wg Alice Miller kazde dziecko umie kochac, ale nie kazda matka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A ja wam coś powiem z perspektywy tego dorosłego "dziecka". Moja mama najwidoczniej też mnie nie chciała, tak jak prawdopodobnie nie chciała mojego rodzeństwa, a miałam go pięcioro. Pokrótce historia wychowywania dzieci na siłę nie była dobra ani dla nas, ani dla niej. Kiedy mama zaszła w ciąże, nie wiem, czy to była chciana ciąża, czy nie, ale wiem jedno, była jej ona potrzebna żeby wyjść za mojego tatę. Tak więc moi rodzice się pobrali, byli ze sobą, ale moja mama już wtedy miała problemy z alkoholem, przez 20 lat byli ze sobą, po 20 latach moja mama stwierdziła, że tata za bardzo ją ogranicza, bo nie pozwala jej pić. Z tego małżeństwa było nas sześcioro, a mama nigdy tak naprawdę nie kochała żadnego z nas, najchętniej to oddałaby nas do domu dziecka i może by tak było, gdyby nie moi dziadkowie i mój tata. Tak więc ja w wieku 4 lat wylądowałam u dziadków, żeby było lżej rodzicom, a moja mama za każdym razem pokazywała jak bardzo mnie nie cierpi. Po rozwodzie nastąpił podział, trójkę dzieci sąd przysądził tacie, i trójkę mamie. Żebyście widzieli jak ona o nas walczyła, ale bardzo to smutne chodziło jej tylko o to, żeby wyrwać od taty pieniądze z alimentów. Moje rodzeństwo, te które zostało przy mamie marnie skończyło. Mieli wolność, mogli nie chodzić do szkoły, bardzo im to odpowiadało, a alimenty, które szły na nich mamusia przeznaczała na wódkę. Moja siostra o rok młodsza skończyła jako mama dwójki dzieci, każdy z innym chłopakiem niciekawego pokroju. Starałam się jej pomóc, ale ona chce tak żyć, nic na siłę... tylko żałuję że nic nie mogę zrobić. Podsumowując nie oceniam mojej mamy, staram się ją jakoś zrozumieć, nie wierzę, żeby ona mogła nas nie kochać. Myślę, że Ty też kochasz swoje dziecko, tylko może jesteś bardzo chora... Proszę, jeśli wiesz, że z ojcem będzie mu dobrze, że on mu zapewni szczęśliwe życie, to nie wychowuj go wbrew sobie, bo zafundujesz mu takie piekło, którego nikomu nie życzę.... Ciebie również nie oceniam, pomyśl, co można w tej sytuacji zrobić... Najważniejsze jest tutaj właśnie Twoje dziecko, masz prawo do różnych uczuć, ale nie można mu łamać życia, zanim ono się jeszcze nie zaczęło... Bo później trudno nieść taki bagaż...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Mam podobny problem.

Moja partnerka od poczatku miala klopoty w zajmowaniu sie dzieckiem. Gdy po 2 miesiacach wyjechala jej matka po dwoch dniach musialem rzucic prace zeby pomagac. Miala klopoty z karmieniem, niekiedy zamykala sie w lazience na godzine lub dluzej kiedy Maly plakal bo chcial jesc. Krzyczala na mnie, wyrzucala z domu podczas gdy ja ogarnialem Malego. Gdy mial 3 miesiace przeszlismy na sztuczne mleko i zajalem sie malym i domem na pelen etat albo jak wszystkie matki wiedza na dwa etaty. Kolejne poltora roku minelo tak samo. Klotnie sa juz w wysokim stadium zaawansowania. Na swoja obrone dodam ze gdy przylatywala partnerki mama to robilem 4 dania na obiad bo obie byly na innej diecie z kosmosu + maly + ja. Wiec nie moglem miec juz bardziej ugodowej postawy. Ale w pewnym momencie mowiac kolokwialnie- palka sie przegla.

Maly ma juz dwa lata. Jest swietny. Juz fajnie mowi i wogole ogarniety ale u partnerki sytuacja nie wiele sie zmienila. Oczywiscie jest juz zdecydowanie lepiej jesli chodzi o dziecko ale w dalszym ciagu musze sie nim praktycznie non stop zajmowac bo matka pracuje albo niema czasu. Ja utrzymuje sie z zasilku (mieszkamy na emigracji). Tak na prawde to nigdy nie byla sama z dzieckiem dluzej niz 3 godziny. Wyrzuca mnie z domu non stop. Potem przeprasza. I to trwa cyklicznie. Oboje bierzemy SSRI ja zeby moc cos dorobic musze zarywac noce bo tylko wtedy sie da mam mozliwosc pracy w domu. Dzisiaj klotnia posunela sie za daleko. Nazwalem ja k... i oplulem. Oczywiscie wiem ze bardzo zle zrobilem i gryzie mnie sumienie. Od pewnego czasu wpadam w krotkotrwale afekty ? Nie mysle wogole a przez 5 czy 10 sekund poprostu rozwala mnie zlosc. Do tego stopnia ze gdy mi ktos zajedzie droge i ucieka to gonie go zeby staranowac. Na szczescie po chwili mija. Nie jestem wariatem. Jestem normalnym 32 latkiem.

To nie moze dluzej trwac. Nie chce zeby maly to ogladal. Dzisiaj schowal sie za szafka i wzial smoczek. Ona mi grozi ze nie bede mial zadnego wplywu na dziecko etc itd

Niech ci co krytykowali ojca tej kobiety za to ze odszedl mi poradza co dalej.

Dodam ze syn jest dla mnie najwazniejszy ale ona pod zadnym warunkiem nie zgadza sie zeby syn byl ze mna.

Pozdrawiam wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Wyrzuca mnie z domu non stop. Potem przeprasza. I to trwa cyklicznie. Oboje bierzemy SSRI ja zeby moc cos dorobic musze zarywac noce bo tylko wtedy sie da mam mozliwosc pracy w domu. Dzisiaj klotnia posunela sie za daleko. Nazwalem ja k... i oplulem. Oczywiscie wiem ze bardzo zle zrobilem i gryzie mnie sumienie. Od pewnego czasu wpadam w krotkotrwale afekty ? Nie mysle wogole a przez 5 czy 10 sekund poprostu rozwala mnie zlosc. Do tego stopnia ze gdy mi ktos zajedzie droge i ucieka to gonie go zeby staranowac. Na szczescie po chwili mija. Nie jestem wariatem. Jestem normalnym 32 latkiem.

To nie moze dluzej trwac. Nie chce zeby maly to ogladal. Dzisiaj schowal sie za szafka i wzial smoczek.

 

:shock:

 

Na co się leczycie (bierzecie SSRI)? Chodzicie na jakąś terapię? Planowaliście dziecko?

Jesteście dorośli a tak nieodpowiedzialni... Dziecko przez was cierpi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Chodzicie na jakąś terapię? Planowaliście dziecko?

 

?

 

Zacznijcie kontrolować swoje reakcje i zachowania, bo teraz Wy się leczycie a za parę lat dołączy do Was wasze dziecko... Chcecie stworzyć dziecku patologię w domu???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×