Mąż malkontent

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Mąż malkontent

przez lizakowa79 08 gru 2014, 11:50
Wiem że może temat nudny, ale już sama nie wiem co mam robić. Mój mąż to wieczny maruda i malkontent. Wiecznie narzeka na wszystko, że pogoda beznadziejna, że go w pracy wkurzają, że musi robić na darmozjadów, że premie zabierają, że jest gruby, że jest beznadziejny, że auto rupieć, że to, że tamto itp, itd.
Najbardziej dobija mnie dwoma tematami:
1) ewentualnym kupnem nowego mieszkania. Mieszkamy na 40m2. Gdybyśmy sprzedali to co posiadamy nawet z czasów sprzed ślubu to moglibyśmy spokojnie kupić duże mieszkanie i je jeszcze wyremontować i wyposażyć. Ale nie, jemu nic nie pasuje, dałam mu trzy rozwiązania tego problemu, nie pasuje mu nic, we wszystkim szuka problemów. Ja odnoszę wrażenie że on oczekuje że dostanie wszystko na gotowo, bez wysiłku, bez ponoszenia kosztów. Jak się tak nie da to jest od razu jęczenie. Propozycja sprzedaży działki, potem jednego mieszkania - fajna, ale nic nie robi z tym żeby działkę sprzedać. Propozycja że ja pójdę do pracy, weźmiemy kredyt i ja będę zarabiać na raty - też nie, bo kto zostanie z dzieckiem jak zachoruje. Sprzedamy moje mieszkanie, najwięcej warte - fajnie, ale szkoda sprzedawać, bo to inwestycja w przyszłość. I tak w kółko.
2) drugi temat to temat drugiego dziecka. Córka ma 4 lata, już od dawna poruszałam temat drugiego dziecka, ale mi zamknął jadaczkę konkretnie jak usłyszałam że on mi nigdy nie obiecywał że chce drugiego dziecka. A jak tylko córka poszła do przedszkola, to od razu rzucił temat: a może byśmy pomyśleli o drugim dziecku. Oczywiście obudził tym we mnei znowu nadzieję. Ale temat skończył się kłótnią bo zaczął się od drugiego dziecka a skończył na temacie większego mieszkania i tak w kółko. Ale nie zabezpiecza się, idzie na żywioł, ale już nie jeden raz w trakcie miał halo ze gumek nie ma. A ja się czuję jak totalna kretynka i idiotka.
Wiem, ogólnie napisane, ale nie będę się w szczegóły wdawać. Przytaczam dwa tematy żeby pokazać jak wyglądają z nim rozmowy. Nic kompletnie nie da się ustalić, we wszystkim doszukuje się problemów, wiecznie stęka że nie ma pieniędzy. Ja w swoim odczuciu uważam że szuka winnych tego stanu, a z reguły to ja jestem wszystkiemu winna, ja mam rzucać konkretne propozycje i rozwiązania, i to jeszcze takie przy których on się nie będzie musiał wysilać i wszystko otrzyma gotowe.
Ja jestem kłębkiem nerwów. Nic mnie nie cieszy. Wiem że z dzieciństwa mam niskie poczucie własnej wartości. Że do teraz ojciec potrafi wydrzeć na mnie mordę, powiedział mi w tym roku żebym poszła się leczyć. Ukróciłam kontakt na jakiś czas, teraz jest dobrze. Ja zaczęłam pracować nad sobą, nad tym żeby się psychicznie wyrównać, wczytuję się w książki o podświadomości, robię sobie burzę mózgu żeby kontrolować emocje, raz jest lepiej a raz gorzej. Ale po prostu jak kolejny raz słyszę stękanie i narzekanie męża, to nie wytrzymuję. Jedno małe zdanie jakie on powie potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Nad tym kompletnie nie umiem zapanować. Mam wrażenie że jak kontroluję emocje to tak właściwie ich nie kontroluję tylko je w sobie tłumię, a potem jak mi się nagromadzi to jedno małe zdanie powoduje wybuch.
Ja po latach totalnego psychicznego zjazdu, który wiem, zafundowałam sobie na własne życzenie, bo nie potrafiłam być asertywna, nie potrafiłam walczyć o swoje, teraz powoli chcę się wyprowadzić na prostą. Wiem że problem leży w mojej głowie bo powinnam o swoje walczyć. Tego się uczę. Co do swojego małżeństwa to wczoraj doszłam do wniosku że to już naprawdę nie ma sensu. On się nie zmieni, ja tego dłużej nie wytrzymam. Nie chcę już z nim nic planować, nie zgodzę się na sprzedaż swojego mieszkania żeby kupić większe, nie mam ochoty starać się o drugie dziecko. Chyba się poddałam. Ale zanim zrobię ostateczny krok muszę się podbudować emocjonalnie, żeby podołać tym najgorszym chwilom związanym z rozwodem. Ale jak przetrwać do tego czasu z takim człowiekiem? Wiem, nie ma złotego środka, ale może jakieś rady. Powinnam rzeczywiście iść na jakąś psychoterapię pomimo tego że potrafiłam z psychicznego dna ruszyć do przodu?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
25 lis 2013, 16:29

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez agusiaww 09 gru 2014, 13:59
lizakowa79, czytając Ciebie to nie wiem czy problem w tym, że Ty nagle pragniesz odmiany czy faktycznie maz taki tragiczny. Na pewno warto chodzic do psychologa, bo trzeba tez zrozumiec ze druga osoba nie bedzie nigdy robila nic na 100% pod druga osobe, dlatego sie dobrze zastanow czy warto sie rozstac czy moze nad soba popracowac.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Mąż malkontent

przez SinnerInHeaven 11 gru 2014, 00:52
A co z dzieckiem?
SinnerInHeaven
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mąż malkontent

przez vifi 11 gru 2014, 01:06
lizakowa79, a rozmawiałaś z mężem na temat tego jego ciągłego marudzenia, jak się z tym czujesz, co Ci w tym przeszkadza? Jest też możliwość pójścia na terapię dla par. Mężowie zwykle mają dużo opór przed tym, ale może warto spróbować.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Mąż malkontent

przez lizakowa79 15 gru 2014, 11:41
agusiaww, to nie jest tak że na nagle chcę zmiany, bo np coś mi się w nim odwidziało. Widocznie po prostu już nie mam siły i ochoty walczyć. Ja go nie chcę zmieniać całkowicie i 100% pod siebie. Ja wiem że każdy jest inny i każdy ma prawo do własnego ja. Tylko za cholerę nie mogę zrozumieć / albo po prostu pogodzić się z tym że ja potrafiłam ruszyć do przodu i coś w sobie zacząć zmieniać żeby było lepiej ale po pierwsze on tego nie widzi, nie potrafi docenić, zachowuje się dalej tak samo, i z jego strony nie widać w ogóle chęci do zmiany. Wiem, powinnam go może kopnąć w tyłek i po prostu odejść, bo po co się męczyć, ale nie chcę sobie pluć w brodę że nie zrobiłam wszystkiego żeby tą rodzinę ratować.

SinnerInHeaven, nie wiem o co konkretnie chodzi. Ale jeśli chodzi o relacje z dzieckiem to są dobre. Ja córce poświęcam dużo czasu, dużo razem coś wspólnie robimy, rozmawiamy, bawimy się, chodzimy na spacery. Mąż też się z nią bawi, ale nie ukrywam, na początku różowo nie było bo nic nie robił. Wiele było kótni żeby pomagała, żeby poświęcał dziecku czas, itp. Nauczył się tego jak poszłam na studia zaoczne, wyjeżdżałam dwa razy w miesiącu na weekend i był zmuszony sam o wszystko zadbać.

vifi, nie raz rozmawiałam. Ale jego każdorazowe wnioski ze wszelkich rozmów są takie że znowu wojna, że się czepiam, że wymyślam, itp itd. I bez względu na to czy wrzeszczę, czy mówię spokojnie, czy napiszę list. Nic mu nie pasuje. Jak mu np tłumaczę na spokojnie, to on z całej wypowiedzi potrafi wyciągnąć tylko jedno słowo, które mu nie spasuje i podczepić pod siebie w ten sposób że to on jest poszkodowany a ja mu tylko krzywdę robię. Jest to człowiek który z jednej strony uważa siebie za głupiego, beznadziejnego, durnego a z drugiej strony wie wszystko najlepiej a ja gadam jakieś bzdety. O terapii już nie wspominam, wiele razy wspominałam to był na nie. Proponowałam żeby poszedł do psychologa, itp, że i ja pójdę, to jego jedynym stwierdzeniem było że chcę zrobić z niego wariata.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
25 lis 2013, 16:29

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez bittersweet 15 gru 2014, 11:58
lizakowa79, może sie pzrekona do jakis zmian jak bedzie widział,ze Twoje zapowiedzi o rozstaniu przechodza w czyn. Z moim facetem tez tak było, ocknął sie dopiero jak zaczełam pakowac walizki. Przedtem miał wszystko co mówiłam w de, po prostu mnie lekcewazył, pewnie mysłał ze, jak zwykle posmece, pozłoszcze sie, a potem zostanie po staremu.
Jezeli Twojego malzonka nie ruszy wyprowadzka czy separacja, to znaczy ze nie masz o co walczyć :bezradny: a z drugim dzieckiem lepiej zaczekać, bo juz wgl wsiakniesz w ten zwiazek, jak sie pojawi to maz bedzie wiedział, ze z 2 dzieci bedzie Ci jeszcze ciezej odejsc i juz kompletnie sobie odpusci staranie sie o cokolwiek.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez tahela 15 gru 2014, 21:59
lizakowa79,
po prostu jemu tak wygodnie i tyle, i dlatego sie czepia atakując ciebie, badź z nim ale olej, zostawiaj go z dzieckiem ,sam jest dorosły poradzi sobie , ty rób co chvesz a ten wygodny bedzie musiał sie zmienic bo nie bedzie miał wyboru, rozmowy nie maj sensu rób swoje a on sie dostosuje a gadanie to zawsze ciebie zaatakuje bo mu tak dobrze jest i tyle, nie dopisywałbym do tego teorii jakis wiekich
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez Candy14 15 gru 2014, 22:02
lizakowa79, zylam przez 20 lat z kims takim..nie zmienil sie
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Mąż malkontent

przez SinnerInHeaven 15 gru 2014, 23:30
lizakowa79, odniosłem takie wrażenie że chcesz odejść od męża i w tym kontekście pytałem o dziecko. Z tą zabawą jest tak że nie ma co na siłę. Poza tym nie każde dziecko to docenia. Nie mam dzieci ale byłem dzieckiem i najbardziej w domu brakowało spokoju nie zabawy. Zabawa była poza domem. Mogę się mylić ale dla dziecka kłótnia może być o wiele bardziej traumatyczna niż dla dorosłej osoby postronnej. Jest małe i postrzega świat inaczej dla niej jesteście olbrzymi. Przynajmniej ja tak pamiętam dzieciństwo tate okrutnego i wielkiego mimo że jest mojej skromnej postury i był zawsze.
SinnerInHeaven
Offline

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez lucy1979 16 gru 2014, 00:11
SinnerInHeaven napisał(a):A co z dzieckiem?


sinner, idz odrabiaj lekcje, tu sprawy DOROSLYCH roztrząsamy, kapewu??

A ludzie się nie zmieniają to fakt, lizakowa79 pomysl, ze będziecie razem jeszcze wiele lat i to pomoze Ci podjąc decyzję o rozwodzie.
Hardcore w duszy w bani Meksyk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1739
Dołączył(a)
06 mar 2014, 21:32
Lokalizacja
warszawa

Mąż malkontent

przez SinnerInHeaven 16 gru 2014, 19:25
lucy1979 napisał(a):sinner, idz odrabiaj lekcje, tu sprawy DOROSLYCH roztrząsamy, kapewu??


chyba Domorosłych dzieci alkoholików, myślisz że jak masz 30 parę lat to jesteś taka mądra że wszystko wiesz? Zwyczajnie po chamsko-wiejsku wcinasz się w nie swoją rozmowę. Nie radzę tej pani( zakładam że jestem dzieckiem ale w sumie wolę być dzieckiem niż takim dorosłym który nawet się dogadać w związku nie umie i nie potrafi wybrać co tak a co nie także zostaje dzieckiem na całe życie) co ma zrobić tylko kulturalnie w przeciwieństwie do Ciebie wyrażam swoją opinię bo od tego jest forum. Także słuchaj sobie dalej swojego życiowego hip-hopu granego przez bandę jakiś zapijaczonych frajerów którzy pewnie do tej pory nie skończyli podstawówki i nie umieją prostej proporcji rozwiązać. Zakładam że twoja wiedza mimo twojej dorosłości też jest równa zeru. Także nie KAPEWU, kurde jaka młodzieżowa starasz się być na siłę już się tak nie mówi nigdzie chyba że na wsi.
SinnerInHeaven
Offline

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez lucy1979 16 gru 2014, 19:35
SinnerInHeaven napisał(a):
lucy1979 napisał(a):sinner, idz odrabiaj lekcje, tu sprawy DOROSLYCH roztrząsamy, kapewu??


chyba Domorosłych dzieci alkoholików, myślisz że jak masz 30 parę lat to jesteś taka mądra że wszystko wiesz? Zwyczajnie po chamsko-wiejsku wcinasz się w nie swoją rozmowę. Nie radzę tej pani( zakładam że jestem dzieckiem ale w sumie wolę być dzieckiem niż takim dorosłym który nawet się dogadać w związku nie umie i nie potrafi wybrać co tak a co nie także zostaje dzieckiem na całe życie) co ma zrobić tylko kulturalnie w przeciwieństwie do Ciebie wyrażam swoją opinię bo od tego jest forum. Także słuchaj sobie dalej swojego życiowego hip-hopu granego przez bandę jakiś zapijaczonych frajerów którzy pewnie do tej pory nie skończyli podstawówki i nie umieją prostej proporcji rozwiązać. Zakładam że twoja wiedza mimo twojej dorosłości też jest równa zeru. Także nie KAPEWU, kurde jaka młodzieżowa starasz się być na siłę już się tak nie mówi nigdzie chyba że na wsi.


Pajacujesz tu w ch.j czasu na forum, piszesz jakies komiczne tematy o dzikuskach i chcesz być traktowany poważnie?
Myslalam, ze robisz sobie jaja, ale widzę, ze zdecydowanie masz problem ze sobą i nie jest to syndrom Tarzana. O świadczy o tym Twój wybuch wściekłosci na mój żart. Jestes naprawdę dzieckiem i wśród dzieci się chyba wyłącznie obracasz skoro dziwi Cie ze osoba po trzydziestce słucha rapu. To jest wlasnie muzyka naszego a nie waszego pokolenia.
Hardcore w duszy w bani Meksyk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1739
Dołączył(a)
06 mar 2014, 21:32
Lokalizacja
warszawa

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez Hans 16 gru 2014, 19:45
lucy1979, aż się zainteresowałem co to jest ten syndrom Tarzana i poszukałem w necie, a tu wyskoczył mi link do naszego forum i temat miłośnika dzikusek. ;)
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez Arhol 16 gru 2014, 19:58
radzę zczillałtować.
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32444
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do