Nienawiść - jak się wyleczyć?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nienawiść - jak się wyleczyć?

Avatar użytkownika
przez Pani Kuleczka 24 mar 2012, 15:25
Witam,

Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Nigdy do nikogo tak negatywnych emocji nie czułam. Nigdy nikomu źle nie życzyłam. Ale to mnie po prostu przerasta. Jeśli wiem, że go mogę spotkać to się stresuję, jak słyszę jego głos to mnie mdli i czuje rozdrażnienie, jak widzę jak je (strasznie mlaska) to czuje obrzydzenie, jeśli coś do mnie mówi to klnę w myślach, żeby się odczepił i wzbiera we mnie złość. Co chwila wyobrażam sobie, że mówię mu jak bardzo go nienawidzę.

Bardzo dużo o tym myślę, bo prawie codziennie się widzimy. Jest moim teściem. Niestety jeszcze z nim mieszkam. Mam nadzieję, że w tym roku się to zmieni. Co prawda dom jest dość duży i mamy z mężem swoje 2 pokoje i łazienkę, ale żeby się tam dostać muszę przejść koło jego pokoju, no i w całej reszcie domu mogę go spotkać. Do tego ma dość doniosły głos i jeśli rozmawia przez telefon w swoim pokoju to da się go słyszeć u nas. Na domiar tego jest strasznym brudasem - w ogóle nie sprząta, choć brudzi buciorami podłogi na parterze, kuchnia stale opryskana tłuszczem, a w jego łazience czuć zdechłym kotem. I głównie to mi o nim przypomina, jeśli go nie ma w domu.

Staram się go unikać jak mogę. Ależ ile można żyć w ciągłym napięciu i co chwilę się czuć przypływy gniewu (delikatnie mówiąc) na widok jego widok i tego, jak świni w domu.

Oczywiście nienawiść nie wzięła się z kosmosu.
Jak go poznałam sprawiał wrażenie sympatycznego 55 latka. Wydawało się, że z żoną dobrze mu się okłada. Zamieszkałam z nimi wraz z mężem. Przez kilkanaście miesięcy stopniowo dowiadywałam się, że teść zdradzał teściową i znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie przez 30 lat. Ta kobieta była zastraszona, nie chciała dłużej tak żyć, a jednocześnie bała się podjąć jakiekolwiek działanie. Miarka się przebrała kiedy on podał ją do sądu - chciał ją kolejny raz zastraszyć. Pomagaliśmy jej (ja, mąż i jego siostra), żeby go zostawiła. Wniosła o rozwód i podział majątku. We troje się wyprowadziliśmy, po pól roku się sprowadziliśmy bo postanowili się dogadać (tzn. teść mamił teściową, że rozstaną się w pokoju). Z początku rzeczywiście było spokojnie, ale potem zaczęły się awantury. Teściowa zorientowała się, że teść jest dwulicowym skur**synem (czytaj: kłamcą i manipulantem). Pewnego dnia męża nie było w domu, a do tego rozładował mu się telefon. Roztoczyła się awantura, jakiej nigdy światkiem nie byłam. Krzyczeli, rzucali meblami, okładali się czym się dało - przynajmniej takie wrażenie odniosłam po odgłosach docierających do naszej części domu. Nie wiedziałam co mam robić. Mąż niedostępny, zadzwoniłam do jego siostry, ale ona powiedziała, że ma swoją rodzinę, gości i tym razem nie przyjedzie. Poradziła mi, żebym wyszła z domu... Teściowie byli w łazience, ona leżała na podłodze a on ją kopał. Zauważył mnie (chyba się nie spodziewali, że jestem w domu), zagroziłam, że wezwę policję, a on na to, żebym wezwała "bo ta wariatka zabrała mu telefon". Poszłam do siebie i wezwałam policję. Nie wiedziałam co robić, stałam się i trzęsłam. Po chwili wzięłam torebkę i oznajmiłam, że policja zaraz będzie i wychodzę. Teściowa powiedziała, że idzie ze mną. Na co on ją złapał za włosy i tłukł kolanem o jej głowę. Odepchnęłam go i wyszłyśmy. Policja przyjechała, nic nie zrobili i pojechali.

Minął może rok od tego zajścia a ja nie mogę na tego człowieka patrzeć. Sprawy sądowe toczą się jak się toczyły. Ona się wyprowadziła, a on uprzykrza jej życie jak może kolejnymi kłamstwami w sądzie. Krew mnie zalewa jak słyszę o jego poczynaniach. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

Tą nienawiścią robię sobie krzywdę, a nie jemu. Jestem tego świadoma, ale nie potrafię się powstrzymać. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Ciągle, o tym myślę. Łzy mieszają się ze złością. Czym więcej analizuję swoje uczucia, tym bardziej mam wrażenie, że ja się go boję. Jedyne co mnie jeszcze trzyma przy nadziei, że wrócę do równowagi, to wyprowadzka. Oby jak najszybciej. Ale czy to wystarczy? Przy różnych okazjach nadal będziemy się widywać. Nie mam dzieci... jeszcze. Ale jak sobie pomyślę, że moje dzieci mogły by mieć z nim kontakt.... uhhh.... krew się burzy.

Wydaje mi się, że sama sobie z tym nie poradzę. Co zrobić, żeby odzyskać wewnętrzny spokój?


Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
24 mar 2012, 13:19

Nienawiść - jak się wyleczyć?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 26 mar 2012, 11:21
Pani Kuleczka, z tego co czytam, to tak na 1 rzut oka wydaje sie ze Ty masz jakies lekkie natrectwa na jego punkcie, bo nawet suranie butami-owszem upierdliwe_ ale to juz u Ciebie urasta do rangi duzego problemu. Najlepsza porada to jak najszybciej sie wyprowadzic, druga isc na terapie do psychologa i to z siebie wyrzucac, stosowac techniki relaksacyjne bo z tego wszystkiego wpadniesz w nerwice i dopiero bedzie problem. Trzymam kciuki i dzialaj z ta wizyta u psychologa.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do