Nikt nie wierzy?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nikt nie wierzy?

przez mi234 16 cze 2010, 11:46
Borykam sie z dosc dziwnym problemem... Moze i nie dziwnym, ale...

(Calosc zaczela sie odkad mialem 4-5 lat, moja swiadomosc nie pamieta dnia, kiedy to jeszcze sie nie dzialo).

Mam 13 lat starszego brata i 16 lat starsza siostre. Kiedy ja mialem 7-8 lat ich juz nie bylo w domu. Ojciec chorowal i siedzial 99% czasu w fotelu, czasem chodzil na spacery (ale to ja musialem sie nim opiekowac). Byl nerwowy, zachowywal sie jak rasowy kapo. I to malo powiedziane. Przez cale zycie bylem ciagle zaszczuty i przerazony (na wiesc, ze idzie na zebranie do szkoly tracilem oddech i wymiotowalem), przez co nauczylem sie doskolane obserowac zachowania ludzi...

Ciagla zlosc i nienawisc w jego spojrzeniu (jak zrzucilem z pulki klucze to patrzyl jakby chcial mnie zabic np 3 minuty!!). Wkraczal w moja sfere intymna, w moja prywatnosc, otwieral mi drzwi od pokoju, kontrolowal wszystko co robilem. Mowil, ze "Ciebie TRZEBA kontrolowac". Jak cos mu sie niespodobalo, to nie to, ze powiedzial lub zrobil awanture. On czul wielka potrzebe krzywych spojrzen CODZIENNIE przez pare dni. Za jedna blaha rzecz patrzyl nienawiscia calymi dniami. Bylem taki bezsilny... W dodatku musialem w nocy buidzic sie i dzwonic po pogotowie, podawac mu leki i jeszcze sie nim opiekowac. Szkoda, ze pozno doroslem, bo teraz jestem pewien, nie podalbym mu lekow i czekal na jego smierc. Nienawidzilem go odkad pamietam... W dodatku to co robil z matka...

Zrywalem sie rano z awantur i musialem stawac miedzy starymi. Tylko nie moglem wybrac strony, bo balem sie juz calkiem, ze bede wyrzucony. Matka to chora psychicznie dewotka. Najskrajniejsza ze skrajnosci (awantury z biciem, ze krzyzyka nie mam w pokoju) Kompletnie nie rozumie emocji, a najwieksze jej przezycia (ukrwienie twarzy, bardzo radosna mowa ciala) nastepuje tylko przy rozmowie z ksiedzem!!!!!!!!!!!

Odkad pamietam wmawia mi (od 8 lat!!) ze biore karkotyki i ze pije, pale i najrozneijsze cuda. Na kazdym kroku ciagle mne poparwia. Chodzilem zestresowany niezdanym 3 x egzaminem na prawo jazdy to mowi mi, ze to moja wina bo bylem nieuprzejmy i ona to WIE (!). Jak bylem maly to do snu wieczorem mowila mi, ze nie mamy normalnej rodziny i musi mnie wyedukowac i ze swoich popranych ksiazek czyta mi, ze mezczyzna kobiety nie podnieca i tego pokroju gowno. Jak zasypialem i zdarzylo sie, ze przyszedlem do niej do pokoju (bo ona sama nigdy nie przyszla, jak cos chcialem to sam musialem, bo tam lecialo radio maryja a to wazniejsze) to pytala "czemu nie jestes taki jak marta?" , "a twoj brat to to i tamto". Po prostu przez oceny i zachowanie nie zaslugiwalem na ich milosc (ktorej jestem pewien i tak nie mieli). Nie to, ze mnie nie chwalila... nawet nie byla neutralna, ciagle do parteru. Ja mam zerowa samoocena odkad mam 5 lat. Zawsze mi mowili, ze jestem inny...

Nie musze dodawac, ze 99% moich dni uplywalo pod znakime nienawisci. Niesteyt matce udalo sie pieknie odwrocic sytuacje. Mysle, ze ojciec po prostu byl napompowany zloscia i do tego ta choroba, a matka to pieknie podsycala. Ojciec wypiwywal fragmenty Biblii na scianach (fajnie bylo tlumaczyc sie kolegom), rzucali przedmiotami... wolalbym rodzine alkoholikow, bo przynajmniej bym wiedzial czmeu tacy sa i sam bym pil to by nie bolalo...

Szkoda tylko, ze oboje mnie bili i to niezle. Ojciec lal pasem na oslep, bylo roznie 11, 8, 15 pasow. Kilka razy dostalem sprzaczka w krocze (od ojca dwa razy, od matki raz). To najprawdopodobniej spowodowalo uszkodzenie mojego penisa i problemy z potencja (psychiczne tez wystepuja) i czeka mnie teraz leczenie. Ogolnie bilem MOCNO bity nawet z blachych powodow.

Matka z ojcem nagrywali sie na dyktafony, zglaszali sie na wzajem na policje - a ja musialem w tym uczestniczyc. Teraz role ojca przejalem ja. Uderzyla na mnie ze zwdojona moca. Potrafi wstac w nocy i drzec ryja, ze jestem nacapny. Totalne chore urojenia. Teraz nagrywa mnie i rozpowiada, ze jestem zly. Ciotka dzwoni i pyta mnie czy ja pije... Z rodzenstwem nie mam super kontaktu, bo zawsze mialem problem z nawiazywaniem towarzyskich stosunkow i jakos malo rozmawiaslismy.

Najlepsze, ze ciagle mi mowili, ze zostane sam i ta przyczyna tej calej sytuacji domowej jest.... moja!!

Szczerze to tylko 10%, ale nikt tyle tego tu nie przeczyta. Dwie terapie grupowe nie pomogly.... Nie umiem skonczyc studiow ani z niczym sobie poradzic DO KONCA.

Teraz wszyscy twierdza, ze ja sie nad soba uzalam... ze samoocena jest wrodzona i to tylko moj chory swiat. Stoja po jej stronie. Brat zarabia 10 tys miesiecznie, siostra siedzi za granica i jej sie powodzi. Ale nikt mnie nie sluchal, zeby pomoc i podzielic mieszkanie na 2 mniejsze. Mieszkam z nia i sam nie umiem sie uwolnic. Zabiera cala moja rente rodzinna bo mowi, ze jest jej (z wielkim przekonaniem), mimo ze przychodzi na mnie za nauke. Z mieszkania "nalezy sie kwadrat metr na metr jak dla psa", bo to jej.

Czy ja naprawde przesadzam? Czy naprawde to, ze nie umiem juz zyc to moja wina? Terapie sa nieskuteczne, kazda miala na celu tylko zmienic efekt tego co sie stalo, ale ja nie umiem. Nie umiem sie cieszyc zyciem, nie mialem NIGDY bliskiej osoby i nikomu sie nie zwierzalem. Odkad mam 7-8 lat nie zalezy mi na wlasnym zyciu i wiele razy chcialem umrzec....
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 cze 2010, 11:27

Re: Nikt nie wierzy?

przez paradoksy 16 cze 2010, 12:08
nie masz opcji wyprowadzki?
bo chyba wiele by pomogła w Twoim przypadku...

Miałeś chorą sytuację w domu, Twoje rodzeństwo pewnie uciekło... Nie możesz liczyć na pomoc ze strony brata, skoro tak dobrze zarabia? Wyprowadziłbyś się, odżyłbyś.
Mam wrażenie, że najlepszym rozwiązeniem byłoby odseparowanie się od matki, całkowicie samodzielne życie.
paradoksy
Offline

Re: Nikt nie wierzy?

Avatar użytkownika
przez MOCca 16 cze 2010, 13:51
mi234, uciekaj od matki, żyj dla siebie i według własnych zasad, a mama to już przypadek stracony, na leczenie pewnie nie pójdzie, więc chroń siebie póki możesz jeszcze.
idxcie na całosc nie łapiąc yonka, pusycyajcie latawce na łące i dmuchajcie motzlki...

"Wyobraź sobie prawa i obowiązki, przywiązania i potrzeby, wspomnienia i wdzięczność, zespól to wszystko pod jednym imieniem i imieniem tym będzie Ojczyzna". V.v.G.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1550
Dołączył(a)
09 lip 2008, 23:45
Lokalizacja
Łódź

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nikt nie wierzy?

przez saida82 16 cze 2010, 14:00
to strasznie smutne :(
ile masz lat ??
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
14 cze 2010, 14:23

Re: Nikt nie wierzy?

przez galazka_jabloni 16 cze 2010, 16:12
Zanim się tu pojawimy, nikt nie pyta, na jaki chcemy świat i wrzucają nas gdzie popadnie. Jedni mają szczęście, inni lądują w piekle już na początku życia. Trudno to zrozumieć, a w tym przypadku nie dziwię się, że terapia nie pomogła. Dopiero, kiedy się odetniesz od tego wszystkiego, pewnie pojawi się jakiś skutek. Bardzo łatwo powiedzieć, żeby się wyprowadzić, ale nie każdy ma możliwość... Jeśli nie masz możliwości przeprowadzki, to pozostaje chyba tylko czekać, aż coś się zmieni. Podziwiam Cię... Jesteś naprawdę silnym człowiekiem, nie każdy dałby radę tyle znieść... Ale jeśli już tyle za Tobą, to musisz uwierzyć, że masz w sobie tyle siły, żeby poczekać na lepsze czasy... Opinie, że się nad sobą użalasz są conajmniej niestosowne, nie zwracaj na nie uwagi. Popatrz na siebie jak na wartościowego człowieka, który ma w sobie dużo siły wewnętrznej. Wiem ile Cię to wszystko kosztowało, dlatego podziwiam Cię i nie daj sobie wmówić, że się nad sobą użalasz... Bo nie znam człowieka, który mógłby wyjść z tej sytuacji cało. Trzymaj się...
galazka_jabloni
Offline

Re: Nikt nie wierzy?

Avatar użytkownika
przez Sean1 16 cze 2010, 21:05
Wspolczuje ci szczerze, ze nie dostales od rodzicow tego co powinienes. Chcialbys zapewne miec normalne dziecinstwo, zyc w zgodzie, ale z tego co piszesz niestety to juz utracone. Musisz sie z tym pogodzic i probowac zapomniec. Zwlaszcza, ze masz powod, zeby nie musiec sie litowac, po tym co ci zgotowali. Przeprowadzka oraz wkroczenie w samodzielnosc to chyba jedyne wyjscie. Mozesz tez przebywac mnostwo czasu poza domem, ile sie da, jesli jeszcze nie masz tej mozliwosci. Mi to wyglada na prawdziwe pieklo, to co piszesz. W kazdym razie pamietaj, to nie twoja wina, ze tak sie to potoczylo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
714
Dołączył(a)
10 maja 2010, 11:35

Re: Nikt nie wierzy?

przez RafQ 16 cze 2010, 23:04
Koszmarna historia,nie wiem jak Ty to zniosłeś wogóle :shock: .Ja bym się wyprowadził i to natychmiastowo odcinając się od tej chorej sytuacji.Ja też trochę przeżyłem w domu ale to nic w porównaniu z tym co Ty opisujesz.Masz w sobie dużo siły i może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawył.Wiele osób na Twoim miejscu by poległo!Najgorsze chyba już Tobą więc może być tylko lepiej.Trzymaj się,dasz rade tylko spróbuj podjąć ten pierwszy krok wyprowadzając się.
RafQ
Offline

Re: Nikt nie wierzy?

przez mi234 19 cze 2010, 13:56
Watpie. Nie mam kasy zadnej, o prace trudno, bo mieszkam w smierdzacym Olsztynie. Z reszta z kazda proba usamodzielnienia sie oczywiscie leciala seria: gowniana praca, nie umiesz, nie dasz rady, nie to, nie sramto. Ja jestem slaby i dawalem sie tej szmacie zmanipulowac. Teraz zaczela jeszcze mnie intensywnie nagrywac dyktafonem (z reszta jak i ojca wczesniej), podsluchiwac wszystkie mozliwe moje rozmowy i pod kaltka i w domu i przez telefon, sledzi mnie. Mam jeszcze rok studiow, a rodzenstwo i tak mi nie pomoze, bo jest za bardzo zaabsorbowane wlasnym nosem, poza tym i tak tego nie rozumieja, bo ich tu nie bylo, a czarna owca najpierw byl moj ojciec, a teraz ja gram te role...

Totalnie nie umiem zaufac komukolwiek. Wzbraniam sie automatycznie i blokuje kiedy dochodzi do jakichkolwiek relacji. Nie umiem wyzbyc sie mysli, ze ludzie to zawistne stworzenia, ktore tylko czekaja, zeby Cie wydymac.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 cze 2010, 11:27

Re: Nikt nie wierzy?

Avatar użytkownika
przez Sean1 19 cze 2010, 17:46
No to szukaj na chama pracy. Olsztyn nie jest taki maly, wiec pewnie cos znajdziesz. Wynajmiesz tanie mieszkanie i powoli zaczniesz wychodzic z tego dolka. Chyba, ze dalej chcesz tkwic w tym bagnie, to powodzenia. Dostales szanse jaka jest zycie i nie zmarnuj jej przez wlasna (wiem, uzasadniona) niechec do niego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
714
Dołączył(a)
10 maja 2010, 11:35

Re: Nikt nie wierzy?

przez Grzesio 28 cze 2010, 07:53
Nie wiem na co Ty czekasz. Aż Cię zabiją??!!! Zniszczą psychicznie? Chłopie , idź Ty wreszcie na policję i powiedz jak jest naprawdę. Zadzwoń gdzieś na błękitną linię , tam na pewno Ci pomogą. Ale zanim to zrobisz , kup tak samo dyktafon i ją nagraj. Jak to , zabiera Ci rentę? Nie możesz założyć konta w banku?
Najlepiej będzie się stamtąd wyniesiesz.
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
09 maja 2010, 08:00
Lokalizacja
Krośniewice

Re: Nikt nie wierzy?

przez emicórcia 01 lip 2010, 23:00
Wyprowadzka nie wymarze nigdy tego żalu. Już ja o tym wiem. Mieszkałam sama 4 lata, teraz z partnerem. Ale moje życie jest nadal koszmarem. Dlatego jestem też na forum, dlatego czytam, żeby zrozumieć. Nikt prócz samego Boga, nie wie co we mnie siedzi. Separuję się od ludzi, nie radzę sobie w pracy - ale nie z pracą rzecz jasna. Matka zasługuje na odpoczynek w szpitalu psychiatrycznym. Możesz ją tam z pomocą specjalistów umieścić. Moi rodzice nadal mnie "niszczą", ale nauczyłam się zabijać wroga ich własną bronią. Nie interesuje mnie że z racji wieku, że coś im się tam należy. Kop w dupę, aby zrozumieli co uczynili i jeszcze pocierpieli.
emicórcia
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do