Czuję się jak śmieć... :(

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 17:57
Wierzyłam mu dopóki nie okłamał drugi raz. Ja wiem, że ciężko to zrozumieć. Kiedyś ktoś bardzo mnie zranił. I teraz, gdy poznałam jego myślałam, że los się do mnie uśmiechnął. Że nareszcie wszystko będzie dobrze. Chciałam tego z całego serca, ale widocznie tylko ja. Bo jego stać było tylko na piękne słowa, które okazały się nic nie warte...
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez polakita 10 lut 2010, 18:00
edzia88, on najwyraźniej tam już mieszka długo i widocznie mu się podoba, a z tego co widzę nie ma z tobą odwagi otwarcie porozmawiać, albo sam nie jest przekonany czy chce wracać czy nie... no ale ty masz pełne prawo zająć jakieś stanowisko zamiast tak czekać bezczynnie, sam temat tego wątku już wskazuje na jak się czujesz...
polakita
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez miki74 10 lut 2010, 18:02
edzia88 napisał(a):Chciałam tego z całego serca, ale widocznie tylko ja.
Niestety, takie właśnie mam przeczucie.
miki74
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 18:06
Właśnie tak się czuję... Myślałam, że to ja za dużo chcę, za dużo wymagam. Że powinnam się zadowolić rozmową trzy razy w tygodniu, smsami, listami raz na jakiś czas. Straciłam poczucie własnej wartości. On często powtarzał: "Kto będzie cię bardziej kochał niż ja", "Kto będzie cię bardziej szanował niż ja". A ja po moim wcześniejszym związku myślałam, że taka jest prawda. Długo tkwiłam w tym zamknięciu, nie potrafiłam się odnaleźć. Samotne weekendy i czekanie na telefon, na smsa, na lis, na to aż w końcu przyjedzie. Możecie mnie tutaj różnie oceniać. Ale ja naprawdę wierzyłam w jego piękne słowa. Nie miałam chyba dość siły, by powstać i powiedzieć "dość"...
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez miki74 10 lut 2010, 23:55
Nie no bez przesady, nie bierz sobie tak mocno do serca tego, co napisałem. Nie podejrzewam Twego chłopaka o zimne wykorzystywanie i okłamywanie Ciebie "pięknymi słowami" jak piszesz. Miałem bardziej na myśli nierównowagę w nasileniu uczuć w tym związku. Czyli, że Tobie znacznie bardziej zależy niż jemu. A to znaczy, że po pierwsze - on też pewnie do Ciebie coś dobrego czuje, a po drugie - kompletnie Was nie znam. To są tylko moje przeczucia, na podstawie kilku napisanych tylko przez jedną ze stron zdań. Także zalecam dystans do moich przeczuć. ;)
miki74
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 11 lut 2010, 10:10
Miki74, zadam Ci pytanie. Czy potrafiłbyś być z kobietą, która Cię okłamała? Nie raz... ale powiedzmy kilka? Ja nie biorę sobie do serca tego, co napisałeś. Tylko wiesz jak się czuje kobieta, która nie wie co to jest pewność w związku, poczucie bezpieczeństwa? To jest naprawdę piekło!! Szukałam szczęścia, a on był taki inny - dobry, czuły, kochany. Postanowiłam poświęcić trochę czasu, zrezygnować dla nas z czegoś. Ale w zamian za to dostałam łzy, kłamstwa, ból. Czuję się beznadziejnie. To tak jakby kazano mi żyć i jednocześnie przestać oddychać. Nikt kto tego nie przeżył, nie rozumie. Chciałabym wiedzieć, że jestem coś warta... A tu poza pięknymi pustymi słowami niewiele otrzymuję.
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez miki74 11 lut 2010, 11:25
edzia88 napisał(a):Miki74, zadam Ci pytanie. Czy potrafiłbyś być z kobietą, która Cię okłamała? Nie raz... ale powiedzmy kilka?
Teoretyczna odpowiedź brzmi - nie. Natomiast wiem, że praktyka często nie jest tak doskonała jak teoria i różne przypadki mogą jeszcze zaistnieć w moim życiu. Wydaje mi się, że niełatwo byłoby mi pewnie zastosować regułę - okłamałaś mnie, to idź precz. Dwoje ludzi w związku jest przecież połączone tyloma więzami, że nawet jak ten jeden, bardzo ważny - zaufanie - zostałby nadwyrężony, lub zerwany, to jeszcze jest tyle innych trzyma ludzi ze sobą. Choć oczywiście "moc" związku się bardzo osłabia.

No i jak ktoś słusznie zauważył - są różne rodzaje i "wagi" kłamstw. Trudno więc generalizować. Są też i te mało ważne. Mówisz dziewczynie, że za dużo wydaje pieniędzy na kosmetyki. Ona wychodzi ze sklepu. Pytasz, czy coś kupiła. Odpowiada, że nie. A kupiła sobie szminkę, czy coś tam innego. Okłamała? Tak. Czy zerwiesz z nią z tego powodu związek - raczej nie. Tym nie mniej szczerość jest chyba jednym z podstawowych, czyli najważniejszych elementów budujących związek. (Wydaje mi się, że wiele udanych małżeństw "z rozsądku" właśnie między innymi na szczerości buduje po prostu przyjaźń między małżonkami. I może nie ma w takim związku "pasji", "żaru" lecz jest np. mocna, szczera przyjaźń. A to jest cenny skarb w życiu. Może nie tak ekscytujący jak "miłość", lecz za to niezmienny, trwały, budujący poczucie bezpieczeństwa. No ale to dygresja związana z obfitymi opadami śniegu za oknem. ;) )

edzia88 napisał(a):Tylko wiesz jak się czuje kobieta, która nie wie co to jest pewność w związku, poczucie bezpieczeństwa?
Różne kobiety różnie to znoszą. Taka jest chyba ogólna odpowiedź na Twe pytanie. Jednak pewnie dużo kobiet czuje się w takich związkach bardzo źle, tak jak Ty (podobnie zresztą jest z mężczyznami).
edzia88 napisał(a): a on był taki inny - dobry, czuły, kochany.
Nie sądzę, żeby to była fikcja. Może warto jakoś UMIEJĘTNIE powalczyć o ten związek?
edzia88 napisał(a): Chciałabym wiedzieć, że jestem coś warta... A tu poza pięknymi pustymi słowami niewiele otrzymuję.
Pewnie Cię to niewiele pocieszy, lecz wiele kobiet chciałoby słyszeć te piękne puste słowa. I nie ma nikogo, kto by je wypowiedział. Więc jakkolwiek rozumiem, że czujesz się beznadziejnie, to chciałbym Cię pocieszyć właśnie w ten sposób. Jesteś coś warta. Ten chłopak uznał Cię wartą pięknych słów. I to też jest dużo. Tylko teraz masz kłopoty na głowie i tego może nie dostrzegasz?
miki74
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 lut 2010, 11:40
Jeśli chcesz wiedzieć, ile jesteś warta, to nie buduj własnego poczucia wartości w oparciu o czyjąś opinię, tylko o własną. Wtedy najprawdopodobniej nie będziesz zbyt łatwo rezygnowała z tego, co ważne dla Ciebie, byle tylko spełnić czyjeś wymagania i oczekiwania. A nierzadko te wymagania są stawiane dosyć egoistycznie, jedynie w trosce o osobę, która te wymagania stawia, a nie w trosce o osobę, od której się oczekuje. I o ile mieści się to w pewnych ramach, nie ma w tym niczego złego.

Zamiast wierzyć w baśnie o rycerzu w lśniącej zbroi wdrapującym się na wieżę i ratującym księżniczkę, nie lepiej stworzyć własną baśń, w której księżniczka nie czeka biernie na rozwój wypadków, a stara się realizować własne plany i marzenia ? Taką "baśń" warto wcielać w życie ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 11 lut 2010, 11:51
Dzięki Miki74 za odpowiedź. To nie było kłamstwo tego typu, o jakim pisałeś. Na takie małe kłamstewka potrafiłam przymykać oczy i nie odzywałam się nawet wiele. Ale myślisz, że zrobienie czegoś, bo znajomi nalegali mimo wbrew mojej woli jest w porządku? On ma tam jakieś życie w Anglii i ja nie mam zamiaru izolować go od znajomych czy coś w tym stylu. Ale wydaje mi się, że powinien dostrzegać pewne granice. Bo co, powiedzą mu skocz z mostu i skoczy? Ja się poczułam w tym związku mało ważna, jak powietrze. I źle mi z tym. Ja doceniam te piękne słowa, ale nawet tych słów coraz mniej. Nawet nie usłyszałam słowa "przepraszam". A związek nie polega tylko na słowach, ale na czynach. Żal mi tego, że nie mogę poczuć się wartościowa, kochana. Wiem, że jestem wrażliwą osobą i nie potrafię tego zmienić. A otaczający świat jest jaki jest.
A powiedz mi jeszcze... czy to typowe zachowanie mężczyzny, żeby zamiast pomóc dziewczynie to np. zamknąć się w pokoju przed telewizorem, czy przed komputerem? Bo czasem myślę, że ja jestem z jakiejś innej planety.

[Dodane po edycji:]

God's Top 10, masz rację warto... Tylko od czego zacząć? Pogubiłam się w tym wszystkim, w swoim życiu. Im więcej tutaj piszę, tym bardziej czuję, że nie tak miało płynąć moje życie. To takie okropne uczucie.
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 lut 2010, 13:35
edzia88 napisał(a):czy to typowe zachowanie mężczyzny, żeby zamiast pomóc dziewczynie to np. zamknąć się w pokoju przed telewizorem, czy przed komputerem? Bo czasem myślę, że ja jestem z jakiejś innej planety.
Uciekanie od problemów nie tyle jest typowe dla mężczyzn, co po prostu dla ludzi.
Przez lata wbijano nam do głów jaki "powinien być" mężczyzna, a jaka "powinna być" kobieta. M.in. wg tych głęboko wrośniętych w nas stereotypów, mężczyzna "nie powinien" ("nie wypada mu") zajmować się uczuciami (bo to niby domena kobiety), a skoro "nie powinien", to tego nie robi i nie wie jak sobie z nimi radzić, a na końcu ucieka od nich.
Z kolei wg tych samych stereotypów kobieta "powinna" dbać o ciepło ogniska domowego, przez co nierzadko pracuje na 3 etaty (pracownica, matka, żona/partnerka), a gdy wreszcie czuje się przemęczona, pojawia się rozterka czy powinna ryzykować burzeniem tego ciepła rodzinnego przez próbę rozmowy o "sprawiedliwszym" podziale obowiązków domowych, czy też nie i dalej się przemęczać.
Zdaję sobie sprawę, ze ten drugi przykład nie przystaje do opisywanej wyżej sytuacji, jednak napisałem o nim po to, by pokazać, że w równym stopniu obie płcie cierpią na tym, co rzekomo "powinny". Dlatego też w równym stopniu obie płcie mają szanse na wypracowanie rozwiązania.

edzia88 napisał(a):Tylko od czego zacząć? Pogubiłam się w tym wszystkim, w swoim życiu. Im więcej tutaj piszę, tym bardziej czuję, że nie tak miało płynąć moje życie.
To jak popłynie Twoje życie, zależy przede wszystkim od Ciebie. Natomiast jeśli chcesz, by ktoś ułożył życie za Ciebie, nigdy nie będziesz w nim do końca szczęśliwa - bo ułoży to życie wg swoich przemyśleń, a Twoich nigdy w 100% nie będzie w stanie poznać. W tym wypadku szczęście w Twoim życiu zależeć miałoby właściwie od tego, jak dobrze ten ktoś pozna Twoje oczekiwania - jeśli "źle" je pozna, "źle" je zrealizuje... :roll:
Dlatego "oddawanie kontroli" nad własnym życiem w cudze ręce, zawsze będzie prowadziło do braku pełni szczęścia. Pozostaje albo się z tym pogodzić licząc na to, by ktoś zechciał poznać i realizować w jak największym stopniu Twoje pragnienia (co z góry skazane jest na brak pełni szczęścia), albo samodzielnie realizować te pragnienia (mimo niewątpliwych trudności, ta droga prowadzi do poczucia szczęścia).

Zacznij od tego, by wsłuchać się w siebie. Czego pragniesz dla siebie, czego oczekujesz, jakie masz plany na własne życie ?
Jeśli nie czujesz się jeszcze na siłach, by od razu stawiać sobie tak poważne pytania, rozpocznij od prostszych, np. "jak zaplanuję i spędzę kolejny dzień, co uda mi się zrealizować", a przyczyny niepowodzeń niech będą dla Ciebie źródłami wniosków, by na przyszłość unikać powtarzania błędów.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 11 lut 2010, 13:50
Dzięki wielkie God's Top 10. Chyba zacznę od tych małych kroczków. Na pewno wiem, że muszę coś zmienić w swoim życiu. A raczej zacząć żyć. Naprawdę żyć. Bo przez ostatnie dwa lata to była tylko wegetacja.
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez bliksa 12 lut 2010, 02:42
fajny temat postu, dzis czuję sie tez jak smieć, więcej, jak śmieciara :roll:
Są takie chwile, w których człowiek przytuliłby się nawet do jeża.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1827
Dołączył(a)
26 kwi 2009, 16:19
Lokalizacja
F 41.2

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 12 lut 2010, 12:23
bliksa, zamierzasz pogodzić się z tym uczuciem ? Nie daj się ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez Noemi 15 lut 2010, 10:46
Edzia, już teraz w Waszym związku nie ma zaufania, bo on je zniszczył kłamstwem. Zaufanie jest podstawą związku ! Nie spiesz się z tym slubem. wydaje mi się, że tak naprawdę słabo się znacie. Kochasz wyobrażenia o nim i marzenia... Związek na odległość nie daje szans na poznanie, na to jaki ten człowiek jest w "codziennej obsłudze". Możesz mi wierzyc lub nie - po ślubie jest inaczej, nie gorzej czy lepiej - Inaczej ! A slub to tylko uroczystość, nie jest zadną gwarancją miłości czy wierności, niestety...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
07 lut 2010, 00:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do