Cóż to, ach, cóż to!

Inne zaburzenia.

Cóż to, ach, cóż to!

przez sloik 29 sty 2013, 18:22
Sprawa jest taka, że dręczy mnie pewna rzecz już od długiego, długiego czasu. Powiedzmy, może od gimnazjum (teraz jestem na studiach), tak na oko.

Moje kontakty z ludźmi są strasznie płytkie i - mimo że chcę - nie pozwalam sobie przenieść znajomości na kolejny poziom. Po prostu nie mogę, mam blokadę wewnętrzną, której nie potrafię zdjąć. Wyobraźcie sobie, upiłam się niedawno i przeprowadziłam raczej emocjonalną rozmowę z pewnym chłopięciem. Następnego dnia dręczył mnie niesamowity moralniak - nic nie zrobiliśmy, tylko rozmawialiśmy. I zerwałam z nim kontakty. Było to dla mnie tak strasznie upokarzające (pozwolę sobie przytoczyć, co mu powiedziałam - że mi się podoba i że czasem czuję się samotna. tylko tyle), że nie chciałam z nim więcej rozmawiać. Poza tym przerażała mnie myśl o przeniesieniu znajomości na wyższy level. Chyba się tego zwyczajnie wstydzę, wstydzę się czuć miłość, przyjaźń względem kogoś. Nie umiem rozmawiać o uczuciach.

Bez przerwy uciekam, palę za sobą wszystkie mosty. I przez to, że blokuję w sobie uczucia - przestaję czuć. Nie lubię ludzi. Jestem przy nich sztuczna. Zdarzają mi się momenty spontaniczności, ale raczej w gronie bliskiej rodziny.

Czego się tak, cholera, boję?

Czasem, jak mnie najdzie jakaś wena czy inne dziadostwo, maluję. I zawsze maluję to samo - postać zamkniętą w wielkim, szklanym słoiku. Wokół słoja wznoszą się domy i kwitnie życie towarzyskie, ale postać w środku naczynia może tylko patrzeć. Widzi ludzi i oni widzą ją, bo szkło jest przezroczyste, ale to wszystko. Nie trzeba się nawet domyślać, że w słoju siedzę ja. Ot, taka kiczowata metafora. Ale wiecie, o co chodzi. Chciałam pokazać po prostu, jak się czuję.

Najbardziej przeraża mnie świadomość, że tak będzie ZAWSZE. Obezwładnia mnie to "zawsze". Umrę jako nieudacznik, nie założę rodziny, i będzie mi wstyd do końca życia za moją samotność.

Nie jestem w stanie wpuścić nikogo do swojej twierdzy. Zawsze na początku znajomości jestem pełna chęci, a gdy robi się poważniej, spierdzielam w podskokach albo buduję jeszcze większy mur. Jestem jakimś beznadziejnym przypadkiem, bo czasem nawet nie widzę, jak się ten mur tworzy, powstaje on całkiem automatycznie. Nie mam przyjaciół. Raz w życiu byłam w związku, ale nie było to nic poważnego i trwało krótko, bo zerwałam znajomość.
sloik
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

przez Ledoux 30 sty 2013, 01:54
To przykre bardzo, rozumiem to, czuję bardzo podobnie. Boisz się bliskości czyli odrzucenia chyba. Nie chcesz pójść do terapeuty?
Ledoux
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

przez sloik 30 sty 2013, 16:08
Ale tak trudno jest się przyznać do słabości... nawet nie przed sobą, a przed najbliższymi. Wstydzę się (wszystkiego się wstydzę :shock: ) przyznać, że coś jest nie tak, że jestem samotna, że moje kontakty z ludźmi wyglądają, jak wyglądają. Wszyscy wokół sądzą, że wszystko ze mną w porządku, mam opinię twardzielki, osoby silnej psychicznie.
sloik
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Cóż to, ach, cóż to!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 30 sty 2013, 16:23
sloik, prawdziwego twardziela poznac po tym, ze nie boi sie przyznać do słabości ;) :mrgreen:
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Cóż to, ach, cóż to!

przez sloik 30 sty 2013, 16:25
Wiem, że to moje nieprzyznawanie się nie ma nic wspólnego z byciem twardzielem, ale tak to wygląda z boku, a ja bardzo dbam o pozory 8)
sloik
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 30 sty 2013, 16:29
Ach te pozory ... byleby nie były ważniejsze od Twojego samopoczucia ;)
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Cóż to, ach, cóż to!

przez sloik 30 sty 2013, 22:50
No niestety dotychczas są. Nawet nie wiem, jak miałabym to zmienić. Zresztą mam poczucie winy, bo moi rodzice starali się jak mogli, by mnie dobrze wychować i zapewnić mi szczęśliwe dzieciństwo, a ja tu z takimi kwiatkami wyskoczę.
sloik
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

Avatar użytkownika
przez bittersweet 30 sty 2013, 22:58
sloik, ale co mają rodzice do Twoich odczuć ? Nie musisz im przeciez referowac swoich problemów, mozesz sie sam zgłosic do psychologa i próbowac coś zadziałać. Myślałaś juz o takiej formie pomocy ? A może chodzi o to, że przed terem czy psychologiem też nie masz ochoty sie otworzyć ?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Cóż to, ach, cóż to!

Avatar użytkownika
przez *Monika* 30 sty 2013, 23:01
sloik napisał(a):No niestety dotychczas są. Nawet nie wiem, jak miałabym to zmienić. Zresztą mam poczucie winy, bo moi rodzice starali się jak mogli, by mnie dobrze wychować i zapewnić mi szczęśliwe dzieciństwo, a ja tu z takimi kwiatkami wyskoczę.

Gdzieś po drodze mogli nieświadomie popełnić błędy wychowawcze.
Nad swoimi trudnościami można popracować z psychoterapeutą.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Cóż to, ach, cóż to!

przez sloik 30 sty 2013, 23:10
bittersweet, wiem, że nie muszę, ale wizyty u psychologa czy kogoś takiego kosztują, a ja się nie utrzymuję sama. A jak już powiem, że chcę szukać pomocy, to będą dociekać, co się dzieje, bo będą się martwić. Jeśli chodzi o sam fakt otwarcia się przed psychologiem/terapeutą, to rzeczywiście mogłyby być z tym trudności. Prawdopodobnie cały czas uśmiechałabym się i żartowała ze swoich problemów, żeby nie pomyślał, że się nad sobą rozczulam :roll:

Monika, masz rację, mogli je popełnić nieświadomie, nawet wiem, jakie, jeśli można je nazwać "błędami" - całe życie stawiali mi wysoko poprzeczkę, a moja mama dużo i głośno na mnie krzyczała, ale jakim cudem mogło mi to tak zryć psychikę? Nie bili mnie przecież. Nie pili. Zastanawiam się teraz, czy nie wyolbrzymiam sprawy. To się przecież dzieje tylko w mojej głowie. Ach, Jezu...
sloik
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

przez Ledoux 30 sty 2013, 23:18
Uczysz się, studiujesz więc możesz dostać skierowanie na refundowaną, darmową terapię od psychiatry, nikt o niczym nie musi wiedzieć. Otwarcie się jest dla każdego trudne i terapeucie na pewno nieobce.

A co do błędów, to rozumiem bo myślę, czuję tak samo, nie zdarzyła mi się żadna krzywda, nie znęcano się nade mną... a mam zaburzenie osobowości... i też poczucie winy, bo mama tak bardzo się starała żeby wszystko było dobrze a tutaj ja coś takiego wyprawiam.
Nie wyolbrzymiasz sprawy, chyba odwrotnie, starasz się ją bagatelizować...
Ledoux
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

przez agi114 30 sty 2013, 23:54
sloik napisał(a):Ale tak trudno jest się przyznać do słabości... nawet nie przed sobą, a przed najbliższymi. Wstydzę się (wszystkiego się wstydzę :shock: ) przyznać, że coś jest nie tak, że jestem samotna, że moje kontakty z ludźmi wyglądają, jak wyglądają. Wszyscy wokół sądzą, że wszystko ze mną w porządku, mam opinię twardzielki, osoby silnej psychicznie.


Oooo jaka ze mnie była twardzielka. Będę silna! Nikt mi nie podskoczy, nikt mnie już nie zrani!!!! I co? Pękło! Na którejś wizycie u psychologa. Ryczałam jak bóbr. Chyba z ulgi, sama nie wiem. Bo uświadomiłam sobie, że mam prawo się bać i nie jest to głupie, że wstyd to też jakieś uczucie, niekoniecznie wstydliwe, że mam prawo czuć się bezradna. Czasem jest to bezradność niezależna ode mnie a jak jest to też mogę przecież ją czuć. Mam prawo być słaba i zapłakana, mam prawo sie cieszyć jak głupia. I jeżeli ktoś powie mi kiedyś, że jestem ciepłe kluchy to niech się za przeproszeniem wali :great:
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
26 lip 2010, 16:14
Lokalizacja
nad morzem

Cóż to, ach, cóż to!

przez sloik 02 lut 2013, 11:45
Fajnie, agi, że się przełamałaś ;) Może i mnie kiedyś to czeka... inaczej umrę w towarzystwie 30 kotów.

No właśnie, bo mam jeszcze jedno pytanie. Co jak pójdę do tego psychiatry i się zatnę? I nic nie powiem? Co mam zrobić, żeby powiedzieć mu, o co chodzi? Bo już sobie wyobrażam, jak cisnę z siebie każde słowo w pocie czoła.
sloik
Offline

Cóż to, ach, cóż to!

przez agi114 02 lut 2013, 19:17
sloik, nie od razu Rzym zbudowano, najwyzej sie zatniesz. To naprawde nie wstyd. Na pierwszym swoim spotkaniu z psychologiem tez jakies bzdury plotlam. Z biegiem czasu sie rozkrecilo i naprawde pomaga. Psycholog czy psychiatra bedzie wiedzial ze to trudne dla Ciebie i na pewno fachowo pomoze. Odwagi, dasz rade :D
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
26 lip 2010, 16:14
Lokalizacja
nad morzem

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do