ból istnienia?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

ból istnienia?

przez maska451 24 gru 2012, 15:51
Witam.

Mam 18 lat, chodzę do liceum. Jestem dość skrytą i nieufną osobą, z czasem zauważyłem niepokojące urojenia w swoim zachowaniu które po przeczytaniu kilku artykułów w internecie uznałem za objawy depresji. Zmagam się z tym jakieś 1.5 roku, przez większość tego okresu jakoś dawałem radę, mimo wszystko to "coś" nasila się, dziwne myśli, głosy w głowie, częsty stres, załamania nerwowe. Nie chodzi mi tutaj o jakieś użalanie się nad sobą, jestem osobą pewną siebie, mam wielu znajomych, ludzie mnie szanują, w szkole czują do mnie respekt. Myślę że jestem przystojny bo dziewczyny dość często oglądają się za mną, czy to w szkole czy na mieście. Jak już wspominałem jestem pewny siebie, nie płacze nad swoim losem bo mimo że nie miałem w życiu łatwo to znam multum ludzi którzy przeżyli w nim prawdziwe piekło a mimo to wyszli na prostą. Obracam się w środowisku w którym nie ma miejsca dla mięczaków co w jakimś stopniu mnie boli bo nie mogę powiedzieć o swoich problemach nikomu, nie daję tego do zrozumienia w żaden sposób, wszyscy wokół raczej myślą że jest ok, często bywam duszą towarzystwa gdy przebywam w zaufanym gronie. Nie jestem może jakimś desperatem tzn. nigdy nie zrobiłem sobie celowo krzywdy, nie myślałem na poważnie o samobójstwie jednak mimo wszystko z czasem w dniu dzisiejszym uświadomiłem sobie że mam problem z którym muszę sobie poradzić. Nie chcę aby ludzie wiedzieli o mojej słabości, wkońcu jestem w jakiś sposób dla nich wzorem. Może gdybym znalazł dziewczyne? Mam czasami tak że nie mam ochoty z nimi rozmawiać, i to nie jest tak że jestem jakiś specjalnie nieśmiały i palę buraka, poprostu nie mam ochoty...
Jestem wychowany w dobrym domu, nie mam już problemów finansowych. Rodzice zmniejszyli z czasem nacisk na mnie, jednakże ostatnio urywam z nimi stopniowo kontakt.
Mój stan podświadomości mówi mi że zaczynam się psychicznie staczać, czuję to. Często wychodzę gdzieś sam, tak o, bez celu. Ostatnio dość często piję, jednak jedynym środkiem który chociaż tymczasowo mnie uspokaja jest zioło. Oskarżam sam siebie o wiele rzeczy, często budzę się wkurzony na cały świat, często złość wyładowywuję na bliskich, często pierw coś robię a potem myślę. Mimo tego co myślą inni mam kilka rażących mnie kompleksów ale nie uważam siebie za jakiegoś śmiecia, myślę że jestem zdolny i mógłbym zajść daleko jednak nie podejdę raczej w tym roku do matury. Nie korzystałem nigdy z usług specjalisty, czy wpieprzanie psychotropów i wyżalanie się jakiemuś lekarzowi w czymś mi pomoże? Co mi to da że jakaś baba poklepie mnie po ramieniu powie że wszystko będzie dobrze i wypisze recepte na cztery stówki... Nic mnie nie cieszy, mam przyjaciół, kolegów, pieniądze też zawsze jakieś wpadają, ostatnio w większości zostawiam je na hazardzie. Mógłbym tak tu płakać, żalić się na cztery strony, ale po co? W sumie to nie wiem po co wogóle to napisałem, nie wiem nawet czego oczekuje, może poczuje się przez to lepiej... Mam twardy charakter i poprostu wiem że muszę z tego wyjść sam, samotność sama w sobie jest chorobą którą trudno zwalczyć, dlatego nie mogę do niej więcej dopuszczać.

Dziękuję za uwagę i życzę miłych i wesołych świąt :))))
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
24 gru 2012, 15:23

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Majestic-12 [Bot] i 16 gości

Przeskocz do