Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 23 paź 2015, 23:36
Alexandra napisał(a):Nie czytaj też ulotek.

Już przestudiowałam - tę z pudełka, internetową po polsku i internetowe encyklopedie leków po angielsku :8): Ja często mam uczucie że już zaraz zwymiotuje, na szczęście nigdy mnie to nie spotkało. Alexandra, a Ty jakie leki bierzesz?
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 23 paź 2015, 23:45
Ja biorę Fluoksetynę (Prozac) - od marca 20mg , od 2 tygodni 30 mg. Najpierw dostałam Lamitrin- ale po nim dosłownie ledwo chodziłam taka słabość i zawroty głowy, a potem dostałam wysypki na całym ciele. Musiałam więc odstawić i przejść na sam Prozac. W sytuacjach gdy mam wrażenie, że zwariuję, że moja głowa waży 20kg i mam zawroty biore Xanax. Po godzinie ta obręcz z głowy mi schodzi.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 25 paź 2015, 02:11
Hej, czy Wy tez tak latwo sie denerwujecie ze serce zaczyna mocno walic? U mnie byle jaka awantura i maaakra...dzisiaj mialem powazniejsza awanture i serce od razu jak mlot, slabo mi bylo i potykalo sie serducho co jakiś czas..
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 25 paź 2015, 22:42
Cortezjusz, to normalne. Mnie dzisiaj cały dzień waliło , mimo że się niczym nie zdenerwowałam.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 25 paź 2015, 23:49
Cortezjusz ja tak mam że wali serce, czasem czuję na szyi czy potylicy jak pulsuje mi krew, ręce i nogi są takie omdlałe, zwiotczałe, nie wiem jak to nazwać, mam taki skurcz na karku i oblewa mnie zimny pot a czasem robi mi się niedobrze. Ponieważ lęki dopadają mnie m.in. prawie codziennie ok. 4 rano to nie mogę często umyć zębów tak łatwo, bo w tym stanie włożenie szczoteczki do ust rodzi odruch wymiotny. Tak mi żal samej siebie, że zamiast żyć, cieszyć się życiem, ja codziennie walczę ze szczoteczką do zębów i nikt o tym nie wie. Teraz wiecie Wy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 25 paź 2015, 23:51
carita, nie jesteś sama. Wstyd, ale czasem myję zęby popołudniu, bo rano po prostu nie mogę włożyć szczoteczki do ust :hide:
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 26 paź 2015, 10:26
Alu, jest w nas tyle podobieństw... Mnie się często wydaje, że objawy, które ja mam, są tylko moje, że nie ma ich nikt inny, że w ogóle powiedzenie o nich komukolwiek spowoduje, że ten ktoś pomyśli, że z moją głową jest gorzej niż tylko nerwica czy depresja. Może tak jest dlatego, że wśród otaczających mnie osób nie ma nikogo, kto byłby w tak czarnej d... jak ja i z takim problemem chorobowym jak ja, a może nie ma osób z wyobraźnią, że ktoś może mieć takie dziwne objawy i nie jest świrem. Mam przyjaciółkę, która według mnie ma nerwicę i wciąż nowe objawy, ale ona uważa, że to objawy jakiejś choroby i wydaje pieniądze na lekarzy, badania, prześwietlenia... Wiec jak jej tylko wspomnę o nerwicy, to patrzy na mnie jakbym co najmniej wmawiała jej raka, a ona przecież ma tylko zapalenie płuc. Więc jej niewiele mówię, w ogóle raczej przed wszystkimi udaję na tyle, na ile się da. Moi najbliżsi są wszyscy z tej samej serii ludzi: jak się o czymś nie mówi, to tego nie ma, nie istnieje. Jestem sama z tym co czuję. Nie wiem, czy to pomaga, czy przeszkadza. Muszę się pionizować na siłę, to boli, ale jednak jestem jakoś w pionie. Gdyby tak się wszyscy nade mną zaczęli rozczulać... Może bym nie ruszyła tyłka z łóżka rano? Tego nie wiem. Mam jak mam i muszę w tym odnaleźć jakiś sposób, aby przeżyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 26 paź 2015, 22:05
Carita, Ty walczysz ze szczoteczką, ja z posmarowaniem bułki masłem. Mam miękkie całe ciało, nogi, ręce i nie mogę nad tą bułką się skupić. Dzisiaj cały dzień czuje lęk i niepokój, miękkość całego ciała , najgorzej w pracy. Ciągnie mnie, żeby wziąć Xanax. Prawie dostałam ataku paniki w pracy, bo na jasnej ścianie jak świeci slonce ukazują mi się takie jakby migające koła-mam to też jak spojrzę dłużej w niebo i prawie umarłam ze strachu, że zaraz oślepnę i będę te koła (robaczki) wszędzie widzieć. Bosze, co za koszmar :(
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 27 paź 2015, 09:30
Mnie ostatnio strasznie meczyly zawroty glowy mimo ze nie byly silne, byly bardzo delikatne ale dlugo trwaly....dzisiaj mnie dopadlo jakies przeziebienie, jestem oslabiony i mam wrazenie ze zawroty sa silniejsze...i już uruchamiaja sie leki....:((
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Alexandra 27 paź 2015, 15:30
Cartezjusz, ja przy zapaleniu uszu miałam silne zawroty głowy chyba 2 tygodnie, a lęki sprawiły że tak się nimi nakręciłam, że mam je do dziś. Z tym, że teraz bardziej lękowe. Rozumiem Cię więc. Ja sobie mówię, że mimo zawrotów glowy będę normalnie chodzić, pracować. Jak łapał mnie mega lęk, brałam Xanax. W pewnym momencie 24h myślałam o zawrotach. A teraz staram się akceptować to, że mi się zakręci, jestem jak pijana nieraz, a w razie ataku mam Xanax. To naprawdę pomaga.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez tokyoeyes 27 paź 2015, 16:09
Dziś czuję się jak w szklance. Cały świat obok i ja w środku. Mogę płakać na zawołanie. Zdekoncentrowana, rozbita, łatwo (baaaaaaaaaardzo łatwo) się irytuję.
Dziś rano moje młodsze dziecko robiło pracę do szkoły, było już mało czasu, zrobiło coś nie tak a ja w krzyk, on oniemiały a ja w ryk na pół godziny, bezsilny płacz.
Tak mi potem przykro, że one to widzą jak pękam i płaczę gdzieś skulona. Co im w głowie się zasiewa po takich akcjach? Przeprosiłam, poprzytulaliśmy się.
Jestem krótko przed miesiączką, czy u Was dziewczyny, też potęgują się objawy nerwicy lub/i depresji? Ja już czasem nie odróżniam objawów czy to nerwica czy dep.
Przyjechałam do domu i poczułam się lepiej.
Boję się miesiączki, ostatnio wówczas dopadły mnie lęki na dwa dni. Dwa dni w domu, każde wyjście jak góra nie do zdobycia.
Już nie miałam szumów usznych, dziś znowu. Znów nie podoba mi się zapach mojego potu, inny, ostrzejszy, nie mój.
Leków (Prefaxin) nadal nie biorę, boję się.

Napiszcie jak się czujecie jeśli chodzi o cykl miesiączkowy. Czy to tylko ja tak mam?
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
25 lip 2015, 20:48

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez carita 27 paź 2015, 16:36
tokyoeyes, akurat jestem na forum, bo ja generalnie siedzę przy kompie całe dnie, więc czasem zaglądam na forum i chce Ci odpowiedzieć, bo to też jest mój problem. Zawsze przed okresem widziałam świat w czarniejszych barwach niż po okresie. Czyli ta sama szklanka przed okresem była w połowie pusta, a po nim w połowie pełna. Jednak teraz, kiedy mam w ogóle jazdy i lęki, to się nasiliło, baaardzo się nasiliło. Ja teraz przed okresem w tej szklance nie widzę nic, żadnej połowy pełnej lub pustej. Ba, więcej, przed okresem to mnie wali, jaka ta szklana jest i czy jest w ogóle. Wszystko jest najczarniejsze, nic nie ma sensu robić, lęk jest ogromny, wszyscy czyhają tylko, żeby mnie skrzywdzić, wszyscy robią mi na złość. Mówiłam o tym psychiatrze, ale nie powiedziała na to nic, to znaczy przyjęła, jakby nie było to nic nadzwyczajnego i nie dostałam na te dni nic więcej. Jedyne, co robię, to po prostu, wiedząc, że tak jest, dokładnie pilnuję, kiedy mam mieć okres i wciąż staram się przypominać sobie, że to ten czas, że tak myślę dziś, ale za kilka dni będę myśleć inaczej. Że jak mam coś zrobić, załatwić, co wydaje mi się jak Mont Everest dziś, to odłożę to na czas za kilka dni i okaże się, że to w sumie był pryszcz, że jest jakieś rozwiązanie. I w te dni tak się staram ze sobą cackać. To znaczy daję sobie więcej czasu na zrobienie czegoś tam, co muszę, więcej czasu dla siebie, robię wszystko wolniej, staram się nie zwracać uwagi na to, co jest niezrobione, nie porywam się na jakieś superzadania... Chociaż wcale nie mam na to ochoty (bo generalnie na nic nie mam ochoty, tylko siąść w kącie lub gorzej), to robię sobie np. maseczkę, kąpiel pachnącą ze świecami jak mam czas (a jak nie mam to też robię), żeby tak samą siebie przytulić (to taki sposób z mojej terapii sprzed lat, sprzed nerwicy). Spróbuj, mnie to pomaga, chociaż jest ciężko. Pomaga myśl, że to jak co miesiąc nieco odpuści po.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 wrz 2014, 11:17

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 27 paź 2015, 16:37
tokyoeyes, zawsze, ale to zawsze przed okresem mi się pogarsza :(
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Cortezjusz 27 paź 2015, 18:51
U mnie te zawroty pojawily sie oo smierci dziadka...w marcu i trwają z przerwami...to jest straszne...nie umiem sobie powiedziec ze to nerwica, boje sie ze zaraz upadne i nikt mi nie pomoze. Za tydzien wracam z anglii i wybieram sie do psychologa..pierwszy raz od 9 lat meczarni
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
18 lis 2014, 16:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 37 gości

Przeskocz do