Skocz do zawartości
Nerwica.com

Mam poważny problem... 6 strasznych punktów


Strangulation

Rekomendowane odpowiedzi

Witam forumowiczów. To mój pierwszy post na tym forum, w końcu postanowiłem go napisać.

 

Jestem młodym człowiekiem, w trakcie studiów. W dzieciństwie widziałem przemoc w rodzinie (ojciec choruje na schizofrenię i znęcał się nad matką). Były ucieczki z domu, sprawa sądowa, pobyt w zamkniętym ośrodku itp... Musiałem często uciekać od kolegów w środku gry lub zabawy żeby pomóc mamie, bałem się o nią (mając np. 7-12lat).

 

Może właśnie to spowodowało moje problemy, których jest naprawdę wiele. Postaram się je wymienić w punktach:

1. Niesamodzielność i życiowa nieporadność. Nie potrafię zrobić nic samemu, np. załatwić jakiejś sprawy, muszę się pytać każdego o nawet proste, oczywiste dla innych rzeczy. Nie potrafię prać, prasować i innych podstawowych czynności. (wiąże się z bliskimi relacjami z matką, maminsyństwem nawet)- tu chciałbym dodać, że nie wyobrażam sobie życia bez mamy (a ma ona już swój wiek), i jest to dla mnie bardzo przerażające, jeśliby ona umarła to bardzo bliska stałaby się wizja samobójstwa

 

2. Kompleksy odnośnie wyglądu. Jestem chudy, blady, krzywy, brzydki. Dziewczyny wcale się mną nie interesują, zresztą nie mam czym ich zainteresować, nie mam żadnej pasji, którą mógłbym się podzielić, nie odwiedzam ciekawych miejsc, nie mam praktycznie o czym rozmawiać z innymi. Tutaj zamyka się też błędne koło, gdyż wiem, że to są rzeczy do poprawy, ale aby to poprawić, musiałbym pójść np. na siłownię, basen. Jednak w takich miejscach bardzo wstydzę się np. rozebrać w szatni + nie czuję się dobrze psychiczne pośród innych ludzi (o czym w kolejnym punkcie).

 

3. Fobia społeczna(?). Nie lubię przebywać w towarzystwie innych ludzi. Nawet zwykła przejażdżka windą z sąsiadem trwająca 15 sekund powoduje, że czuję się niezręcznie, niezdarnie, choćby dlatego, że nie mam o czym rozmawiać, a jeśli ten ktoś zacznie rozmowę, to ja nie umiem jej podtrzymać, najczęściej odpowiadam rzeczy typu "aha" "no tak". Z tego powodu często unikam innych ludzi, chodzę drogami "na około", mało uczęszczanymi, przez pola itp. Z drugiej strony nawet nie wiem jak o czymś dyskutować, gdyż nie potrafię bronić własnego zdania, nie mam wyrobionych swoich poglądów. Uważam innych ludzi za lepszych, silniejszych fizycznie i psychicznie, staram się za wszelką cenę unikać jakiejkolwiek konfrontacji (kłótni).

 

4. Brak motywacji do czegokolwiek. Nie mam żadnego celu, do którego mógłbym dążyć. Z jednej strony chciałbym mieć dobrze płatną pracę i rodzinę, czy choćby dziewczynę na początek, jednak są to cele bardzo odległe, wręcz nieosiągalne. Z dziewczynami mam praktycznie zerowy kontakt, nigdy nie pocałowałem ani nawet nie przytuliłem dziewczyny mając blisko 25 lat(!). Poza studiami, gdy mam wolny dzień to zazwyczaj śpię do 13-15, a całe dnie spędzam w domu, przy komputerze. Gram w gry, oglądam dokumenty, czytam fora, ostatnio też o tematyce morderstw i samobójstw, myśli samobójcze miałem od dawna (choroba ojca), i one ciągle powracają.

 

5. Nieumiejętność podejmowania decyzji. Nie wiedziałem na jakie studia pójść, teraz już żałuję, kompletnie mnie ten kierunek nie interesuje, jednak straciłem już dużo czasu na przenosinach się z 1 kierunku na inny, teraz chcę to skończyć ale wiem, że będzie problem z pracą i przyszłością.

 

6. Ogromny stres przed każdą nową sytuacją. Pójście do lekarza, powiedzenie czegoś na forum klasy, grupy, wydarzenia takie powodują u mnie ból brzucha i chęć skorzystania z toalety, zawładają moimi myślami. Prawo jazdy z powodu stresu zdawałem 10 razy.

 

Z problemami tymi byłem już u psychiatry, który przepisywał mi leki na depresję i fobię społeczną, akurat nie pamiętam ich nazw, musiałbym poszukać, ale były to leki z grupy: inhibitory MAO; SSRI, nie dawały żadnego rezultatu (ani pozytywnego, ani negatywnego, jak wymioty, senność itd.). Lekarz psychiatra zwiększał mi ich dawki aż do monstrualnych, jednak nadal reakcji nie było (jakbym jadł cukierki). Odstawienie też powinno się odbywać bardzo stopniowo, ja zrobiłem to nagle i nie miałem żadnych problemów. Lekarstw było chyba z 6 różnych- ktoś może wie, czemu one na mnie "nie działają"?. Chodziłem też na psychoterapię, jednak nie zmieniła ona praktycznie nic w moim życiu.

 

Prosiłbym o jakąś pomoc, może ktoś miał podobne problemy co ja i się z nimi uporał? Bardzo chciałbym o tym porozmawiać, gdyż zaczyna mnie to wszystko przerastać. Jeśli coś jest niejasne to proszę pytać, z chęcią wyjaśnię. (starałem się napisać bardzo zwięzłego posta, aby nie odstraszyć czytelników dużą ilością tekstu, z chęcią rozwinę pewne aspekty, o których ktoś z Was będzie chciał wiedzieć więcej).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strangulation, Witaj!

Bardzo dokładnie opisałeś swoje trudności. Jesteś ich świadom. A to już wiele.

Zauważam też niską samoocenę.

Na tego typu trudności tabletka nie zadziała. Rozumiesz co chcę przez to powiedzieć?

Leki mogą trochę złagodzić skutki objawów somatycznych, które Cię nękają.

Myślę, że bardzo przydatna byłaby tu psychoterapia.

Myślę też, że przeczytanie działu na temat syndromu DDD Dorosłe Dzieci Dysfunkcyjnych Domów rozjaśniłoby Tobie co nieco.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Cię ja.

Rozumiem Cię, bo sam mam część z takich problemów,

za wiele chyba Ci nie doradzę ale spróbuje coś odpisać - napisać może o sobie w odniesieniu do Twoich problemów.

 

ad1.

Myślę, że tu jest sporo do zrobienia i tym sie najpierw powinieneś zająć. Robić własnie najprostsze rzeczy- sprzatać, prać, gotować, to powinna być podstawa do czegokolwiek dalej. Szukanie taki właśnie pozytywów małych. Małych ale na początek wielkich.

Ja też mam sporo problemów z ogólną życiową zaradnością, ale zawsze szukałem tego właśnie - samo to żę umiesz sobie ugotować, uprać, posprzątać po sobie - będzie Cię mobilizować do czegokolwiek.

Rodzice- matka, ojciec.. to trudne. Nikt z nas nie chce ich tracić, mi ojciej umarł jak lat miałem 15, czyli taki wiek dorastania, wtedy kiedy najbardziej potrzebowałem "mądrej siły" ojca - nie miałem tego wzorca.

Jestem przez to bardzo wrażliwym człowiekiem z deficytami uczuć, myślę że z tą wrażliwością jest podobnie u Ciebie.

Niestety każdy człowiek umiera, umrze i moja matka czego bym nie chciał, ale wiem że tak będzie kiedyś. Musisz sie z tą myślą oswajać niestety, i póki co robić jak najwięcej by matce pomagać, wyręczać ją, uczyć sie od niej choć by gotowania czy czegoś tam.. bo kiedyś niestety wszyscy pożegnamy rodziców.

Nie chce Cię dołować ale taki jest świat.

 

ad2. Kwestia przełamania. Teraz nie ćwiczę, powiem szczerze że sie zaniedbałem przez wszystkie życiowe problemy ale kiedyś chodziłem na siłownie. I nie byłem jakimś madafaką pakerem, przeciwnie, byłem raczej otyłym chłopakiem (teraz znów wróciło to) ale wtedy jakoś sie zmobilizowałem i zacząłem o siebie dbać, jak juz sie człowiek wciągnie to nie ma opcji byś nie polubił tego czy innego takiego aktywnego wypoczynku.

Ludzie na siłce to w większosci tylko z wyglądu koksy, w rzeczywistości prawie każdy jesli widzi początkującego to stara się mu pomóc i nikt nikogo nie wyśmiewa. Kazdy przeciez zaczynał od tego samego. dlatego najlepiej pójsc, starać sie zapoznac z kimś, podpatrywać, pytać, jesli bedziesz miec chęci i samo zaparcie to się musi udać.

 

ad3

To że nie jestes typem fajtera, wojownika to jeszcze nic złego, nie kazdy musi miec gadane jak polityk, nie zawsze trzeba wdawac sie w kłotnie i mówic ze białe jest czarne tak, by wszyscy umierzyli.

Fakt że czasem trzeba, ale tu właśnie przydają sie rzeczy z poprzednich akapitów, pewnośc siebie kształtuje sie od małego, jesli nie dało sie wcześniej to trzeba zaczynać teraz małymi kroczkami.

Sama fobia to juz powazniejsza sprawa, sam też to mam,kiedyś leczyłem sie, potem odstawiłem prochy (a nie powinienem) i wszyastko wróciło. Tu juz warto jest słuchac specjalisty jesli coś takiego naprawde utrudnia nam życie.

 

ad4. tu takie błędne koło jest.

Ale - tym że nie pocałowałes dziewczyny sie nie przejmuj tylko rób coś, by to zmienić, bo w zasadzie to fajna sprawa;) wiek tu nic nie znaczy, wiadomo - dziś nastolatki idą z sobą do łóżka w wieku lat 13tu, ale to jest patologia dla mnie. Znalezienie kogoś własciwego nie jest proste więc rady Ci nie dam jak to zrobić, to po prostu musi przyjsc samo, pierwszy pocałunek, pierwszy raz itd. Jesli spotkasz kogoś wartego uwagi - stawiaj na przyjaźń , dla mnie jest ona ogromną wartością, choć rzadko spotykaną - ale tylko ona może prowadzić do czegoś dobrego. Oczywiście jesli ktos lubi dla sportu zaliczać panienki - jego sprawa.

 

ad5. szkoła - potem praca, to niestety dzisiejsza bolączka. zrobiłem podobnie jak Ty a teraz myśle co tu dalej robić z życiem. Studia studiami, ale jesli masz troche kasy, to próbuj robić kursy, odłóż na to zamiast na cos innego. Takie są czasy że zrobisz kurs na widlaka i on Ci sie bardziej przyda niż studia. Oczywiście do wszystkiego tego, trzeba motywacji i mobilizacji, bez tego bedzie lipa, sam to wiem i niestety nie mogę z tym sobie poradzić wiec nie to że jestem taki mądry do końca :/

 

ad6 Tu niestety trzeba sie mierzyć z każdym problemem z osobna. też to mam , z jednymi sobie radziłem , np a studiach w grupie niekiedy byłem najbardziej wygadanym człowiekiem , ale jesli grupa była za duza to też ogarniał mnie lęk. Lekarze a zwłaszcza dentyści to chyba problem 90 procent Polaków więc zażartujmy, że tu nie masz problemu ;) ja mam traume dentystyczną od dziecinstwa i chodze tylko wtedy jak mnie tak napiii.......a ząb , że juz nie mogę. A to błąd, wiem.

 

Mówią o terapiach tu sporo, też chodziłem na kiedyś, coś tam dawało, lepiej sie wewnętrznie czułem, choc potem podobnie jak z lekami - przestałem i znów było do bani. Trzeba wszedzie pracy i konsekwencji.

 

Inni coś niech poradzą jeszcze, ale jak bedziesz chciał się wygadać jeszcze to wal do mnie na prv ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Strangulation,

 

Brawo za odwagę i podzielenie się z nami swoimi problemami (nawet się zrymowało).

 

W ok. 90% sprawdza się Twoja historia z moją. Od razu chcę Cię przestrzec, bo moja ma fatalny finał (no może finał jeszcze nie, bo jeszcze żyję).

Nie chcę uprawiać czarnowidztwa, tylko dać Ci do myślenia/działania.

 

Ad1.

Tu poruszyłeś,Bracie, mój czuły punkt, bo moja Miłość życia, Mamusia, już nie żyje. Mogę Ci tylko doradzić, abyś wyręczał Mamę w różnych sprawach/obowiązkach domowych. Obok uśmiechu Mamy zyskasz umiejętności, np. gotowania, prasowania itd.

Ja po śmierci Mamy zostałem bezdomny (i jestem nim do dziś), bo też - jak Ty - pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny i zostałem rzucony na głębokie wody.

 

Ad.2

Dbaj o zęby! Ja w ciężkiej depresji nie myłem zębów przez 7 lat (autodestrukcja) i teraz pozostaje mi tylko wstawienie sztucznej szczęki.

 

Ad.3

Miałem to samo. U mnie żadna durna gadanina (czytaj psychoterapia) nie pomogła. Pomogły tylko i wyłącznie leki.

 

Ad.4

To się nazywa syndrom amotywacyjny, który niestety może przerodzić się w depresję (o ile już nią nie jest), no ale przez internet się nie diagnozuje.

 

Ad.5.

Ja podobnie. Wymęczyłem studia, a zupełnie niczym się nie interesuję.

 

Ad.6

Wynik fobii społecznej.

 

 

Koniecznie poczytaj o syndromie DDA/DDD.

Mój problem bagatelizowano i przez to "nabawiłem się" poważnych chorób psychicznych i tego, że w wieku 31 lat jestem bezdomnym wrakiem człowieka.

 

Reasumując, rozumiem Cię bardziej niż Ci się może wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×