Skocz do zawartości
Nerwica.com

a ja czekam...


dea

Rekomendowane odpowiedzi

"Każdy ranek daje szansę na to, by wieczorem móc powiedzieć: to był szczęśliwy dzień…"...czekam...Budzę się rano i myślę już o tym, żeby był wieczór,żebym mogła znów zamknąć oczy,przestać myśleć, być...a może tym razem przyśni mi się coś miłego...Powinnam być szczęśliwa...powinnam, ale chociaż bardzo się staram...nie wychodzi...i tak z dnia na dzień, a właściwie z wieczora na wieczór obiecuję sobie...jutro będzie mój szczęśliwy dzień...i czekam...A dni są do siebie tak podobne,tak niczym praktycznie się nie różnią...czasem nawet nie wiem który jest, jaki dzień tygodnia...Od ponad 3 lat zajmuję się dziećmi i domem.Monotonia mnie przytłacza.Czasem już nie daję rady.Nie mam siły...jestem taka...zmęczona:(Podobno mam do tego prawo, ale...czemu mam wyrzuty sumienia?Przecież inni mają gorzej...Ja mam zdrowe, rozkoszne dzieci, które są dla mnie całym światem.Męża, który o mnie, o nas dba.Może trochę za dużo pracuje, ale przecież ktoś musi...no i takie czasy...kto teraz pracuje 8 godzin dziennie?:(Nie pamiętam kiedy ostatnio się wyspałam.Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam trochę czasu tylko dla siebie...Nie pamiętam...Jestem taka...zmęczona:(:(:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślałam o wizycie u specjalisty, ale...no cóż...trzeba mieć na to czas:(Ja niestety od rana do wieczora zajmuję się dziećmi.Mąż, jak wspominałam pracuje, a rodzina jest daleko, więc nie mam z kim zostawić bąbli...:( Najgorsze jest to, że we wszystkich poradnikach dla młodych mam mądrzy teoretycy mówią, że trzeba znaleźć dla siebie w ciągu dnia chociaż godzinę czasu tylko dla siebie...Nie piszą tylko jak to zrobić...:( Po całym dniu spędzonym z dziećmi, na sprzątaniu, praniu, prasowaniu i gotowaniu, nie mam nawet siły na wylegiwanie się w pachnącej wannie i przeczytaniu chociaż rozdziały fajnej książki.Budzę się rano i myślę już o chwili kiedy wieczorem przyłożę głowę do poduszki i nawet czasem nie zdążę pomyśleć, że może przyśni mi się coś miłego, bo od razu usypiam...oczywiście jak tylko usnę, zaraz budzi się dziecko, bo na przykład chce mu się pić, albo gdzieś zawieruszył się smoczek...Kiedyś było tyle rzeczy, które mnie cieszyły...teraz nie cieszy mnie nic...I jeszcze te wyrzuty sumienia...,że przecież inni mają gorzej, a ja nie potrafię się cieszyć z tego co mam:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może jako osoba niedzieciata nie powinnam w ogóle się wypowiadać... Ale ja to widzę tak... Nie jesteś na świecie tylko po to, żeby zajmować się dziećmi i domem. Prawda, że wizyta u terapeuty może zajmować dużo czasu, ale nie musi. Wystarczy godzina, pewnie nawet mniej... Do innych lekarzy też trzeba czasem wyjść... Więc jakoś to trzeba zorganizować, czy poprosić kogoś ze znajomych lub znajomych-znajomych, żeby zaopiekował się kilka godzin Twoimi pociechami, czy to mąż wziąłby dzień wolnego... Wydaje mi się, że przy Twoim stanie, tak jak go opisałaś, może pomóc tylko psychiatra... Ale mogę się mylić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znacie taką "grę" psychologiczną "tak, ale..."? Gdzieś kiedyś o niej czytałam...

No więc...Wierz mi Kiya, że nie łatwo zorganizować opiekę wśród znajomych dla dwójki dzieci...i jak tu się przyznać,że idzie się na wizytę do psychologa?:(Wszyscy powtarzają dookoła, że świetnie sobie radzę z dwójką małych dzieci, więc ciężko przyznać...czasem nawet przed samą sobą, że sobie jednak nie radzę...,że nie daje rady...Czasem myślę, że powinnam być aktorką...świetnie gram przed otoczeniem...Jestem mistrzynią kamuflażu...I tylko mi męża czasem szkoda, bo czasem mu się obrywa, chociaż przecież nie jest niczemu winny, a i tak pomaga mi jak tylko może.No właśnie...co do męża to nie może nawet wrócić wcześniej...a raczej normalnie po 8 godzinach z pracy, żeby mogła wyjść tak jak kiedyś na siłownię...albo, żeby chociaż na godzinę zabrał dzieci z domu, żebym mogła sobie wtedy...no właśnie...poodkurzać bez dzieci, posprzątać, poprasować...itd itp...:(Więc o dniu wolnym męża mogę zapomnieć...nawet z wspólnych wakacji nici...zostają weekendy...chociaż tyle...Od jakiegoś czasu przestałam planować..., bo i po co...no chyba, że planuje co jutro zrobię dzieciom na obiad...

Koło się zamyka...:(Wiem, że muszę się wziąć w garść...zacisnąć zęby i do przodu...jutro też jest dzień...kto wie, może jutro obudzę się i znów będę miała w sobie dużo pozytywnej energii...tak jak kiedyś...Kiedyś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak to widzę z dzisiejszej perspektywy. Powinienem się zacząć leczyć z 10 lat temu. Oczywiście nie była to "duża depresja" tylko dystymia (przewlekły stan nerwicowo-depresyjny) która z roku na rok pogarszała funkcjonowanie. Skończyło się tak, że zostałem bez pracy, nie założyłem rodziny, życie prywatne nie istnieje. Straconych lat nikt nie wróci. Teraz się zacząłem leczyć, doszedłem do ściany i jak się leczenie nie powiedzie to zacznę kuć do dna :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×