Skocz do zawartości
Nerwica.com

21 lat i brak poczucia szczęścia i sensu wstawania z łóżka


ona_em

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, nie wiem czy komukolwiek będzie chciało się to przeczytać, ale jeśli tak i ktoś mi coś poradzi to będę wdzięczna! Łatwiej jest mi napisać o tym do obcych mi ludzi, niż porozmawiać o tym z kimś znajomym, czy rodziną.

Mój problem jest bardzo rozległy… Nie mam już sił, żeby ciągnąć to dalej ;(

Sama nie wiem jaka byłam kiedyś, wiem, że nie byłam najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, ale chyba nie było też tragedii. Nigdy nie miałam paczki znajomych...Odkąd pamiętam, zdarzało się, że budziłam się w nocy i płakałam, byłam tak spanikowana, przygnębiona, smutna, czułam ogromny żal, nawet nie wiem dlaczego! Teraz mam 21 lat i nadal mi się to zdarza. Myślę, że jest to odzwierciedlenie tego co dzieje się w moim życiu….

Studiuję dziennie w dużym mieście, jakieś 200 km od rodzinnego miasta.

Szłam na studia z myślą, że teraz będzie tylko lepiej, poznam nowych ludzi, zaprzyjaźnię się z nimi, na pewno zakocham się, będę imprezowała, rozwijała swoją największą pasję jaką jest taniec….. i wiele innych oczekiwań……

Jest zupełnie odwrotnie!

Ludzie są strasznie fałszywi, tylko patrzą, aż się potkniesz, żeby się z ciebie naśmiać. Wiem, że nie wszyscy tacy są, ale są to ludzie jakby nie osiągalni dla mnie…..

Na pierwszym roku mieszkałam sama w pokoju, obok w pokoju mieszkała koleżanka, która miała swój świat….. Była na tym samym kierunku i uczelni co ja i dlatego starałam się wypytywać ją o wszystko, ona sama mi wiele opowiadała, dzięki niej trochę poznałam miasto i to tyle. O bardziej osobistych sprawach nie rozmawiałyśmy, często też miałyśmy sprzeczki o jakieś głupie drobiazgi . Na drugim roku zmieniłam pokój i mieszkałam z taką dziewczyną i w sąsiednim pokoju też były 2 dziewczyny. Nie dogadywałam się ze współlokatorką ze swojego pokoju. Nie kłóciłyśmy się, ale po prostu mało rozmawiałyśmy, aż w końcu nasza "rozmowa" ograniczyła się do "cześć" rano i wieczorem……...Teraz jestem na trzecim roku i mieszkam z 3 dziewczynami< mam nową współlokatorkę, a tamte są te same>, i właśnei z jedną z nich nie dogaduję się już w sumie drugi rok. Odnoszę wrażenie, że wiele rzeczy robi mi na złość i jest strasznie nie odpowiedzialna< np. prawie spaliła nam dom!>, ogólnie ma dużo znajomych, ale mnie bardzo irytuje, i w ogóle mnie wkurza, już ze wszystkim.

Na uczelni jest podobnie. Nie mogę z nikim złapać lepszego kontaktu tak, żeby pogadać, iść na imprezę, na piwo, na kawę czy film……. Po prostu zaprzyjaźnić się z kimś. Jak komuś zaufam to za chwilę okazuje się, że ta osoba zupełnie nei jest tego warta. Wiem, że duszą towarzystwa nie jestem, ale chyba każdy znajduje ludzi podobnych do siebie z którymi spędza czas !?

Cieszę się wyjazdami do domu, bo tam, zawsze < prawie zawsze> znajdzie się ktoś z kim można spotkać się, pogadać, pobawić. Cieszy mnie też to, że rodzice i brat za mną choć trochę tęsknią jak długo nie przyjeżdżam ;)

ALE w rodzinie jest sytuacja taka jak ze znajomymi.

Rodzice są pokłóceni z babcią

< długa historia, ale opowiem w skrócie. Kiedy dziadek zmarł, babcia poznała faceta, o którym nie było dobrej opinii, ale wyszła za niego, w końcu stało się tak jak przewidywali rodzice, babcia brała rozwód, dziad chciał ją zostawić z niczym, ale udało się mało wiele dobrze, była też próba samobójcza…. Główny problem w tym, że babcia mimo, że rodzice tak bardzo jej pomagali w tym czasie, nie raz do ludzi mówiła na nas okropne rzeczy, nie doceniła nigdy tego co dla niej zrobili. Rodzice przez to b. się kłócili, już prawie doszło do rozwodu…… czasami miałam wrażenie, że o to chodziło babci….>

I nie pozwalali nam do Niej chodzić, ona ma teraz do nas o to pretensje….

Druga babcia tez ma do nas żal, że jej nie odwiedzamy .

Ale mam na obronę to, że nie mamy z bratem takiego nawyku odwiedzania rodziny, bo nigdy nikogo nie odwiedzaliśmy z rodzicami i nikt do nas nie przyjeżdżał… Prócz pewnego okresu, kiedy z rodziną brata taty się spotykaliśmy, ale oczywiście to się skończyło.

Jeszcze baaardzo dużo mogłabym napisać, ale chyba nikt by tego nie przeczytał…..

Wiem, że chaos niesamowity, ale pisałam co mi przyszło na myśl. Pytajcie jeśli chcecie coś wiedzieć.

Proszę poradźcie mi coś!

Ps. Od razu lepiej się czuję, kiedy to z siebie wyrzuciłam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

pewnie, że myślałam o tym, ale nie wiem czy dałabym radę tak się otworzyć. tu wiem, że nikt tego nie wykorzysta, nie muszę się wstydzić, a powiedzieć to komuś prosto w oczy to chyba zbyt trudne. boję się, że psycholog by mnie wyśmiał, może nie wprost, ale na pewno bym zrobiła z igły widły...

a na tańce nie mam czasu chodzić, bo mam plan zajęć rozłożony na prawie cały dzień.... ale w niedzielę wybieram się na warsztaty taneczne :D:D mimo, że brakuje mi czasu, postaram się od następnego miesiąca zacząć jakiś ruch, myślałam o fitnesie na uczelni, zawsze coś, a endorfinki się wydzielą ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No w sumie.Miałem bardzo podobnie.Jak szedłem pierwszy raz na studia,chyba nawet dość sporo osób tak ma.Wierzy w to że na studiach zaczną nowe życie,nowe znajomości,nowy świat.Ja baaaardzo szybko przekonałem się że to iluzja.Też z małej miejscowościi też chciałem zostawić stare życie za sobą.Mieć nowych znajomych,dziewczyne,nie wyszło totalnie.Spotkania na uczelni to zwykle zdawkowe rozmowy,ludzie chodzą na imprezy ze swoimi kolegami/koleżankami ze szkół z których przyjechali,w sumie rzadko się zdarza tak jak obserwuje żeby tworzyły się nowe grupy,ludzie raczej trzymają ze swoimi chociaż są wyjątki.

W ogóle studia traktuje się jak nowy rozdział w życiu.Ale tak nie jest,stare problemy wracają natychmiast,niemal nic się nie zmienia.

Nie wiń do końca siebie za to że się nie odnalazłaś w grupie,czasem jest po prostu tak że po prostu grupa jest nie fajna i tyle.Jedne się zżywają inne to tylko zbieranina obcych sobie osób.Mogę coś o tym powiedzieć bo byłem już w trzech grupach na różnych kierunkach takze doświadczenie mam.Mimo że jestem w twoim wieku:PTak a propos to ważne że trzymasz się swojego kierunku,to już trzeci rok więc masz już jakieś wykształcenie,ja znowu na pierwszym,wiem jak się studiuje z zaburzeniami,wiem że nie jest łatwo.

 

W ogóle to ciekawe że tyle osób które piszą o tym że ich zycie nie ma sensu< w tym ja> tak naprawde piszę o tym że nie mają własciwych relacji z otoczeniem,nie mają przyjaciół,chłopaka/dziewczyny.Czyżby to był sens życia?

Ja nie poradzę Ci co zrobić bo nie wiem.Ale dla mnie milowym krokiem było wzięcie antydepresantów.zacząłem wreszcie zachowywać się jak człowiek,moje relacje z ludzmi zaczynają normalnieć.Mi to bardzo pomogło.

 

Powiem Ci szczerze że często chce mi się płakać jak sobie pomyśle,czemu dostałem ten lek tak późno,czemu nie zacząłem się leczyć wcześniej.Miałem gdy pierwszy raz szedłem na studia naprawde zarąbistą grupę i dziewczynę z którą było przyciąganie,ale ja zajebałem tak sprawy z góry do dołu,szkoda nawet gadać.Pozostał żal bo teraz nie jest już tak fajnie a ta dziewczyna dawno ma chłopaka.Często myślę o tym że gdybym miał leki wcześniej to może ja byłbym jej chłopakiem........ale za poźno......

Piszę o tym bo możesz wziąść pod uwage leczenie ppsychiatryczne jakby psrawy miały się gorzej.Ja polecam bo pomaga.

 

Jak juz mówiłem rad nie mam ale sam zamierzam wyjść z takiej samej sytuacji.Na pewno zapiszę się na siłownie,może na jakieś koło zainteresowań na uczelni,chyba wstąpie też do młodzieżówki jakiejś lewicowej partii,no i spróbuje poszukać takich rozbitków życiowyh jak ja i stworzyć z nich jakąś załogę:P

No to ahoj:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A moim zdaniem nie masz zadnych zaburzen. Jestes samotna i masz troszeczke, zanizona samoocene. Nie jestes dusza towarzystwa, bo tlumisz w sobie wiekszosc uczuc, przez co ciezej jest Ci sie wyluzowac. Czytajac to co napisalas, mysle ze jestes madra i czula dziewczyna. Widzisz, ze ludzie nie sa doskonali. Potrzebujesz jakiegos przyjaciela, ale nie jest proste takiego kogos znalezc. Przede wszystkim potrzebujesz rozmow z ludzmi. Postaraj sie czesciej dzwonic do rodziny. Moze to sie wydawac nie za przyjemne, ale to Ci troszke powinno pomoc. Sprobuj utrzymywac nawet jako takie kontakty z ludzmi na okolo. Nie wczowaj sie za bardzo, bo sama widzisz, ze Ci ludzie nie sa tacy, ktorym mozna zaufac. Sprobuj gdzies wyjsc z nimi, gdzies nie wiem na piwo, loda czy ogolnie gdzies sie przejsc. Przelam sie i prosto z mostu powiedz czy maja cos dzis w planach. Widzisz wady u ludzi, ale uwierz mi, ze nie wszyscy sa falszywi. Staraj sie nie przejmowac ta falszywoscia. Jesli zauwazysz jakas nieszczerosc, to pomysl sobie "Acha na tego trzeba uwazac"

A co do rodziny, to w kazdej sa klutnie i ciezkie sprawy. Tez ciezko mi jest sobie pare rzeczy ulozyc w glowie, ale trzeba walczyc.

Psycholog jest dobra opcja, naprawde. Jak masz mozliwosc, to przelam sie. A co do antydepresantow, to ja wole omijac. Dla mnie sa one ostatecznoscia.

Jak masz chwilke to napisz jeszcze cos o sobie. Co studiujesz, jak dlugo cwiczylas taniec. I wogole co to za warsztaty ;P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aż mi się łezka w oku zakręciła;p

Najgorzej jest się przełamać... Ale macie racje. Mniej przejmowania się ludźmi, którzy na to nie zasługują. Niech myślą sobie co chcą, taka już jestem.

A jeśli chodzi o mnie, to studiuję fizjoterapię. Gdyby nie samozaparcie i może bardziej to, że nie chciałam mieć lat w plecy, już dawno zrezygnowałam bym ze studiów, a przynajmniej z tej uczelni < z tych ludzi>, ale mimo wszystko czekam na koniec tego roku! Zacznie się mgr i możliwość rozpoczęcia wszystkiego od nowa, ale nie będę się na nic nastawiała jak wtedy, kiedy szłam na I rok!!

Taniec moja pasja ;D

Tańczyłam jakieś 4 lata współczesny. Dzięki niemu mogłam wyrażać siebie bez słów. Słyszałam i czułam, że ludziom się podobało jak tańczyłam, każdy występ była jak oczyszczenie ze złych emocji. Później się posypało... matura, dziecko instruktorki, studia.... Warsztaty w niedzielę są głównie z jazzu, ale też współczesny. Nie mogę się doczekać ;p może będą to ludzie bliżsi mojemu sercu.

Jeśli chodzi o terapię, to tak się złożyło, że mieszkam z 2 studentkami psychologii. Dziewczyny na prawdę się do tego nadają, bez problemu człowiek się przed nimi otwiera. Dzisiaj sobie porozmawiałam z jedną i na prawdę ulga ogromna. Oczywiście rozmowa nie była, aż tak szczera, żeby omawiać konkrety, ale uświadomiła mi wiele ogólnych spraw. Sama chodzi do psychologa i może kiedyś się odważę.

Aha i jeszcze te antydepresanty... Gdyby nie były na receptę to pewnie bym spróbowała, ale póki co wole sama sobie radzić z problemami. Jak każdy chyba, mam lepsze i gorsze dni, ale zawsze w końcu się polepsza < ostatnio było beznadziejnie, ale już widzę jakieś promyki nadziei na lepsze dni> . Na szczęście jest kilka osób, z którymi mogę porozmawiać, ale są to osoby z rodzinnego miasta. Trzeba się otworzyć na ludzi z najbliższego otoczenia. .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest zupełnie odwrotnie!

Ludzie są strasznie fałszywi, tylko patrzą, aż się potkniesz, żeby się z ciebie naśmiać.

Witamy w życiu :)

 

Na uczelni jest podobnie. Nie mogę z nikim złapać lepszego kontaktu tak, żeby pogadać, iść na imprezę, na piwo, na kawę czy film……. Po prostu zaprzyjaźnić się z kimś.

Eee, w szkole, na uczelni, w pracy to ciężko o przyjaźń - no dobra, jest to możliwe, ale trzeba dobrze trafić, a przede wszystkim dobrze kontrolować sytuację.

 

Jak szukasz prawdziwych znajomych to szukaj ludzi tam, gdzie sama lubisz przebywać. Lubisz jazz? Szukaj w knajpkach jazzowych! Lubisz malarstwo? Szukaj na jakiś wystawach. Lubisz nietypowe eventy? To i tam znajdziesz ludzi, z którymi się możesz zakumplować.

 

Co innego jak ma się w sobie trochę cech przywódcy, wtedy w obojętnie jakim gronie nie jesteś przebijesz się i trafisz od znajomego do znaiomego na wartościowych ludzi, przy okazji budując bogatą siatkę kontaktu i szacunek.

 

 

Nie szukaj tutaj zaburzeń (i absolutnie nie życzę Ci ich!), raczej nie powinnaś ich mieć, po prostu ucz się radzić sobie w życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko, że wydaje mi się, że na uczelni, w pracy tak dużo czasu spędzasz z tymi ludźmi, że siłą rzeczy jakieś przyjaźnie powinny się nawiązać, ale faktycznie moje najlepsze kumpele to dziewczyny które poznałam na zajęciach tanecznych. Połączyła nas wspólna pasja i chyba w tym tkwi recepta na przyjaźń, wspólna pasja, wspólny język.

Dzisiaj byłam na tych warsztatach o których wspominałam i jestem tak naładowana pozytywnie, że aż gęba sama się śmieje;p

Jeśli człowiek robi to co lubi i wie, że robi to dobrze, wtedy czyje się panem sytuacji i to chyba właśnie daje szczęście, takie poczucie, że jest się wartościowym człowiekiem, ale bez pochwał i wsparcia otoczenia, nie jest to takie łatwe.

Niestety nie jestem typem przywódcy, raczej obserwatora i myśliciela ;p

Powiem Wam też, że często mam problem z tym, żeby powiedzieć komuś, że nie podoba mi się to co robi, a mi przeszkadza. Jestem mało asertywna, ale moja nowa współlokatorka na samym początku powiedziała, że nie mam się przejmować i być z nią szczera, jeśli co mi nie będzie pasowało i dzięki temu nie miałam problemu z tym, żeby jej powiedzieć co sądzę o pewnych jej zachowaniach, których nie mam zamiaru tolerować. Odebrała to b. w porządku, uszanowała moje zasady i żyjemy sobie bez stresu i niejasności. Pamiętajcie! Warto być szczerym od samego początku, niż dusić w sobie jakieś żale, aż w pewnym momencie miarka się przebierze, kłótnia murowana i będzie o wiele gorzej załagodzić sytuację. Jak to się mówi 'lepsza pierwsza złość'.

Macie jakieś historyjki związane ze współlokatorami i jak sobie z nimi poradziliście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja miałam różnie ze współlokatorkami. Najlepiej było z tymi, które po prostu lubiłam. Mieszkałam też z takimi, do których gęby nie chciało mi się otworzyć. Dobrze mieć pasję. Jeśli lubisz tańczyć, to tańcz. Zazdroszczę, bo sama jestem jak słup drewnany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie cierpię przemądrzałych osób, a z jedną taką mieszkam no i nie rozmawiamy prawie wcale, tylko tyle ile jest konieczne. Z pozostałymi jest ok :) Nigdy nie wybierałam sobie współlokatorek, zawsze w ciemno. W ogóle na studia poszłam do miasta, gdzie nie znałam nikogo! Pewnie to też miało wpływ na to, że długo i trudno było mi się zaklimatyzować, właściwie to chyba nadal się nie zaklimatyzowałam.

Zbieram kasę na karnet na zajęcia i jak tylko będę miała odpowiednią sumę to lecę wykupić ;D A to, że jesteś jak słup, można zmienić :> tylko trzeba uwierzyć, że się uda! no ale sama wiara nic nie zdziała oczywiście ;p

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×