Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Gringo

Dlaczego tak malo wyleczonych?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Zastanawiam sie, dlaczego na forum w temacie lista wyleczonych jest tak malo osob, czyzby wyleczeni zapominali poinformowac innych, ze jednak da sie z tego (mam na mysli nerwice) wyjsc i po wyleczeniu juz tu nie zagladaja, czy moze po prostu tych wyleczonych zbyt wielu nie ma. Jesli ta druga wersja jest prawdziwa, to ile procent ludzi naprawde wychodzi z nerwicy, 1-2%? Nie wiem, moze ktos zna jakies badania statystyczne na ten temat, to byloby interesujace.

 

Nie chce do konca zycia meczyc sie sam ze soba, taka perspektywa jest okropna. Niektorzy pisza tu, ze choruja 5, 10 lat, to chyba stanowczo za dlugo, nie sadzicie? Przeciez ten stan - nerwica - sprawia, ze proste i przyjemne rzeczy staja sie czyms nie do zniesienia, wyzwaniami, do ktorych trzeba wlozyc wiele energii i nerwow, a co to za zycie, gdy zyje sie po to zeby sobie "radzic", a nie po to, zeby zyc?

 

Leki, jak widac na forum potrafia niezle znieczulic, ale nie lecza, a z psychoterapia bywa roznie, raz lepiej, raz gorzej, ale chyba nie bylo tu jeszcze osoby skaczacej z radosci, ze po psychoterapii czuje sie rewelacyjnie i jest tak, jak bylo przed nerwica. Byl tu ktos taki?

 

Moze po prostu leki i psychoterapia to zle metody, jak to jest, co mowia lekarze, czy nerwice da sie wyleczyc, czy nie, z obecnym poziomem wiedzy naukowej? Przez "wyleczenie" rozumiem WYLECZENIE, czyli stan, w ktorym czlowiek czuje sie po prostu dobrze sam ze soba i nie mysli, czy moze to wszystko wroci.

 

Jak widac niektorzy uwazaja sie za wyleczonych, jednak po kilku miesiacach, latach nerwica powraca. Moim zdaniem, to ich wyleczenie polega tylko na oswojeniu lekow, napiec, itd. Czyli na zepchnieciu calego tego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, co daje ulge, jednak trzeba pilnowac, zeby nerwica nie powrocila, a moze w kazdej chwili. Owszem to nie lada wyczyn oswoic swoje leki i napiecia, po to chodzi sie na psychoterapie, tyle, ze nerwica wciaz tam jest, ukryta. Zdrowie to stan, w ktorym nawet zmuszajac sie do czucia leku, napiecia nie mozna tego zrobic, wszystko inne to tlumienie.

 

-----

Pisze to, bo dzis czuje sie nie najlepiej, nie ze wzgledu na straszne dolegliwosci, tylko z powodu poczucia bezsilnosci i braku kierunku, na pewno za kilka dni to minie (jak zwykle).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

z netu

 

Depresja jest chorobą uleczalną, chociaż rozpoznanie jej nie zawsze jest łatwe. Sposób leczenia depresji uzależniony jest od przebiegu choroby i czynników ją wywołujących.

 

Medycyna konwencjonalna wykorzystuje psychoterapię, psychoedukację, farmakoterapię oraz leczenie elektrowstrząsami z tym, że metoda ta wymaga hospitalizacji. Ostatnio istotną rolę w leczeniu z dobrymi efektami odgrywa fototerapia czyli leczenie światłem. Jednak przy każdej z metod nie można zapomnieć o roli wsparcia ze strony rodziny i środowiska.

 

Prawidłowe leczenie sprawia, że depresja ustępuje u większości chorych, ok. 65-80% pacjentów. Celem leczenia jest usunięcie wszystkich objawów depresji, zarówno psychopatologicznych jak i fizycznych.

 

http://serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51208,160590.html :

 

Czy depresja jest uleczalna?

 

W większości przypadków tak. Od lat pięćdziesiątych minionego wieku, pomińmy tu czasy wcześniejsze, medycyna dysponuje skutecznymi lekami przeciwdepresyjnymi. Imipramina to pierwszy środek, który okazał się skuteczny, i jest do dzisiaj stosowany. To lek, który przetrwał ponad 40 lat. Najstarszy, wciąż uznawany powszechnie, wszędzie zarejestrowany i zaliczany przez ekspertów WHO do leków, które są niezbędne do terapii depresyjnej na świecie.

 

[...]

 

Chory, który jest dobrze leczony i który ma rozsądne wsparcie najbliższego otoczenia, najczęściej z depresji wychodzi. Niekiedy ta choroba, jak wiele innych, ustępuje wolno i stopniowo, krok po kroku. Ale bywa i tak, że pacjent, który jeszcze wczoraj był w złej formie, budzi się następnego dnia rano i świat wita z uśmiechem. Depresja minęła tak nagle, jak się pojawiła. Chcę podkreślić, ze depresji, zwłaszcza tej występującej w przebiegu chorób afektywnych, można skutecznie zapobiegać. Współczesna psychiatria dysponuje grupą leków, których długotrwałe stosowanie zapobiega nawrotom depresji. Dzięki takim lekom jak węglan litu wielu chorych, którzy jeszcze w latach sześćdziesiątych minionego wieku byliby inwalidami z powodu nawrotu choroby, obecnie żyje normalnie. To są osoby zdrowe. Pragnę tą drogą przekazać czytelnikom ważny sygnał: depresję można leczyć, depresji można zapobiegać.

 

 

czyli generalnie jest uleczalna, ale nie we wszystkich przypadkach...

 

 

ed:

zastanów się też, czy jako "wyleczony" właziłbyś TUTAJ, żeby znowu poczytac o chorobach, objawach, skutkach itd...

bo ja chyba nie chciałabym do tego wracac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gringo, z mojego doświadczenia wygląda to tak, że kiedy nerwica i stany depresyjne przeszły mi wydawało by się na dobre. Tj. 3 lata miałem praktycznie całkowity spokój to nie umiałem przypomnieć sobie albo nawet wyobrazić sobie jak to było, kiedy miałem nerwice. Czułem się tak dobrze, że mimo, że sam przeżywałem dawniej dramat - nie mogłem sobie tego przypomnieć. Gdyby nie to, że jestem administratorem forum, to jako użytkownik na pewno nie przyszło by mi do głowy pisać tu. Myślę, że tu tkwi przyczyna. Osoby zdrowe unikają miejsc gdzie sami nie czują się już komfortowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Leki, jak widac na forum potrafia niezle znieczulic, ale nie lecza, a z psychoterapia bywa roznie, raz lepiej, raz gorzej, ale chyba nie bylo tu jeszcze osoby skaczacej z radosci, ze po psychoterapii czuje sie rewelacyjnie i jest tak, jak bylo przed nerwica. Byl tu ktos taki?

 

Tak ja bylam. I nadal tak twierdze, dzieki terapie czuje sie wspaniale. Obecnie juz nie biore zadnych lekarstw i zycie jest o wiele latwiejsze dla mnie.

 

Moze po prostu leki i psychoterapia to zle metody, jak to jest, co mowia lekarze, czy nerwice da sie wyleczyc, czy nie, z obecnym poziomem wiedzy naukowej? Przez "wyleczenie" rozumiem WYLECZENIE, czyli stan, w ktorym czlowiek czuje sie po prostu dobrze sam ze soba i nie mysli, czy moze to wszystko wroci.

 

Dokladnie na tym polega wyleczenie, ze sobie uswiadamiamy ze nawet jak by wrocilo, to my sobie damy rade z tym bo juz nauczylismy sie jak sie z ta choroba obchodzic. Nauczyc mozna sie na terapie i dzieki zaakceptowaniu siebie, dzis, teraz i tu. I zyc a nie wegetowac...to jest wyleczenie.

 

Jak widac niektorzy uwazaja sie za wyleczonych, jednak po kilku miesiacach, latach nerwica powraca.

 

Bedzie zawsze wracac jak zapomnimy w zyciu codziennym, to co zmienilismy w swoim zyciu. Jak znowu nas dogania szara rzeczywistosc i wracamy do mechanizmow z przed nabyciem tej choroby.

 

Moim zdaniem, to ich wyleczenie polega tylko na oswojeniu lekow, napiec, itd. Czyli na zepchnieciu calego tego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, co daje ulge, jednak trzeba pilnowac, zeby nerwica nie powrocila, a moze w kazdej chwili. Owszem to nie lada wyczyn oswoic swoje leki i napiecia, po to chodzi sie na psychoterapie, tyle, ze nerwica wciaz tam jest, ukryta. Zdrowie to stan, w ktorym nawet zmuszajac sie do czucia leku, napiecia nie mozna tego zrobic, wszystko inne to tlumienie.

 

Blad...nie mozesz pozbyc sie leku i strachu, bo to sa emocje ktore ma kazdy i musi je miec. Jest to potrzebne do zycia. Jedynie w nerwicy leki i strachy sa extremalne i w objektywnie niegroznych sytuacjach przez nas nerwicowcow bledne ocenianie sytuacji. Dlatego wyleczeniem jest nauczyc sie obiektywnie oceniac sytuacje i dopuszczac lek tylko gdzie jest uzasadniony.

 

Moi lekarze i terapeuci mi wytlumaczyli ze nie ma ze jednego dnia wstaniesz i nie masz leku...to by bylo wrecz niebezpieczne...lek "normalny " chroni nas w wielu sytuacjach.

 

I nie trac nadzieji bo mozna sie wyleczyc. Zaakceptowanie leku i nauczenie sie obiektywnej oceny sytuacji, powoduje ustapienie dolegliwosci (trzesawek, pocenia , atakow itd)

 

A ze w czasie leczenia ma sie dni jak ty dzis, jest to zupelnie normalne. Co nie oznacza ze nie mozna sie wyleczyc. A kazdy terapeuta i lekarz, jest tak dobry i moze ci pomóc, jak bardzo jestes w stanie i chcesz sam sobie pomóc.

 

Pozdrawiam

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, ja jestem dopiero na początku drogi walki z nerwicą, bo za 2 tygodnie dopiero zaczynam psychoterapię, ale dzisiaj jak poczytałam sobie na forum opinie ludzi tych wyleczonych bardzo mnie to ucieszyło.Czytając jednak coraz dalej też zwróciłam uwagę na to, że sporo ludzi, tych zadowolonych z efektów psychoterapii i zdrowych po kilku latach ponownie tu zawitało i znowu walczy z tą chorobą. Jak dla mnie to już jest przerażająca perspektywa:( Zgadzam się, że pewnie duże grono ludzi już wyleczonych nie zagląda po prostu na tą stronę, ale też niestety bardzo wielu po kilku letniej przerwie tu powraca z tym samym problemem,o rany...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nie ma co się nakręcac, niektórzy zdrowieją, inni zdrowieją na chwilę, nie ma określonej reguły...

 

Moim zdaniem, to ich wyleczenie polega tylko na oswojeniu lekow, napiec, itd. Czyli na zepchnieciu calego tego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, co daje ulge, jednak trzeba pilnowac, zeby nerwica nie powrocila, a moze w kazdej chwili. Owszem to nie lada wyczyn oswoic swoje leki i napiecia, po to chodzi sie na psychoterapie, tyle, ze nerwica wciaz tam jest, ukryta. Zdrowie to stan, w ktorym nawet zmuszajac sie do czucia leku, napiecia nie mozna tego zrobic, wszystko inne to tlumienie.

to nie jest wyleczenie, tylko zaleczenie...przynajmniej moim zdaniem.

nie rozumiem tego zdania, w którym piszesz o zmuszaniu się do lęku (?).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uważam że da radę z tego wyjść - ciezką pracę: Leki, terapia, i utrwalanie poprawnych wzorców wyniesionych z terapii.

 

Myśle że dużo osób które z tego wyszły odwiedza forum raz na jakiś czas na początku ,,ozdrowienia" a potem jednak koncentruje się na swoim życiu chyba że uważa że ma ,,misję" do spełnienia w postaci wsparcia osób szukających pomoc i zapewne też i tak sie zdarza.

 

---- czego Wam i sobie życzę.

 

,,Co nas nie zabije to nas wzmocni"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja sie uwazam za zaleczonego. Od ostatnich objawow deprechy minelo juz chyba z 4-5 lat, a ze w moim otoczeniu zaszly dalekie zmiany to i czynniki sprzyjajace sie oddalily. Tym niemniej nie lubie uzywac slowa "zdrowy" czy "wyleczony" bo to tak jakbym stracil pokore przed zmora jaka mnie trawila przez kilka poprzednich lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Moim zdaniem, to ich wyleczenie polega tylko na oswojeniu lekow, napiec, itd. Czyli na zepchnieciu calego tego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, co daje ulge, jednak trzeba pilnowac, zeby nerwica nie powrocila, a moze w kazdej chwili.

 

Oswojenie sie z lekiem jest jednym z wielu krokow do wyzdrowienia...i wyleczenie nie polega na zepchnieciu calego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, tylko wyciagniecie do ostatniego okrucha negatywnego materialu na powierzchnie. Uzyskujac ulge i komfort samopoczucia niestety z biegiem lat zapomina sie o pracy nad soba i zyciem w momencie terapie...wracajace nerwicowe objawy sa naszym alarmem na przyszlosc aby czasami w biegu zycia sie zastanowic i zatrzymac w biegu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

z nerwicą jak z alkoholizmem -jesli spuścisz swojego demona z łańcucha napewno sie na tym przejedziesz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
zastanów się też, czy jako "wyleczony" właziłbyś TUTAJ, żeby znowu poczytac o chorobach, objawach, skutkach itd...

bo ja chyba nie chciałabym do tego wracac.

Wyleczony nie boi sie czytac o takich chorobach, bo go to nie rusza, a jesli rusza, czyli gdzies tam czai sie lek i nie jest wyleczony. Poza tym ja pisalem o nerwicy, a ze z depresji da sie wyjsc, to wiem, bo tys mialem.

 

Gringo, z mojego doświadczenia wygląda to tak, że kiedy nerwica i stany depresyjne przeszły mi wydawało by się na dobre. Tj. 3 lata miałem praktycznie całkowity spokój to nie umiałem przypomnieć sobie albo nawet wyobrazić sobie jak to było, kiedy miałem nerwice. Czułem się tak dobrze, że mimo, że sam przeżywałem dawniej dramat - nie mogłem sobie tego przypomnieć.

Znam to, mam tak z depresja, ledwo potrafie sobie przypomniec, jak sie wtedy beznadziejnie czulem, czasmi to nawet mysle, ze moze mi sie tylko wydawalo (kilka lat :P). To oznaka zdrowia, ze nie mozna sobie przypomniec. A ze ludzie nie wracaja i nie pisza, co im pomoglo, to chyba z egoizmu wynika.

 

Tak ja bylam. I nadal tak twierdze, dzieki terapie czuje sie wspaniale. Obecnie juz nie biore zadnych lekarstw i zycie jest o wiele latwiejsze dla mnie.

 

Blad...nie mozesz pozbyc sie leku i strachu, bo to sa emocje ktore ma kazdy i musi je miec. Jest to potrzebne do zycia. Jedynie w nerwicy leki i strachy sa extremalne i w objektywnie niegroznych sytuacjach przez nas nerwicowcow bledne ocenianie sytuacji. Dlatego wyleczeniem jest nauczyc sie obiektywnie oceniac sytuacje i dopuszczac lek tylko gdzie jest uzasadniony.

 

Moi lekarze i terapeuci mi wytlumaczyli ze nie ma ze jednego dnia wstaniesz i nie masz leku...to by bylo wrecz niebezpieczne...lek "normalny " chroni nas w wielu sytuacjach.

Ja juz lekow, atakow paniki nie mam wcale, wiec sie wypowiem, co na ten temat uwazam.

Akurat, moze tak twierdza psychologowie, ze chory na nerwice "blednie ocenia" sytuacje. Ja nic blednie nie ocenialem, lek pojawial sie sam, a wyleczylem sie z niego metoda nieanalityczna (nie wmawialem sobie, ze nie mam powodow do leku), caly lek znikl w jednej chwili i juz nie wrocil. Najwidoczniej tak nauczono ich na studiach i to pacjentom powtarzaja.

 

I nie trac nadzieji bo mozna sie wyleczyc.

Ja nie trace nadziei, tylko czasami, tak jak dzis czuje, ze nie kontroluje i nigdy nie kontrolowalem sytuacji, ze nie moge wypracowac planu, ktorego wykonanie skonczy sie zdrowiem.

 

 

to nie jest wyleczenie, tylko zaleczenie...przynajmniej moim zdaniem.

nie rozumiem tego zdania, w którym piszesz o zmuszaniu się do lęku (?).

Kiedy masz nerwice kazda drobnostka, kazda mysl moze sprowadzic lek, ktory zacznie sie nakrecac sam z siebie coraz bardziej.

Mysle, ze wiele osob tak zwanych: "wyleczonych" spycha mysli o leku jak najdalej sie da, tak, ze nie maja atakow paniki, nie odczuwaja wielkiego leku, jednak gdby tylko troche sobie odpuscili, to lek by wrocil i wywrocil ich spokoj do gory nogami.

Zmuszanie sie do leku, to po prostu robienie wszystkiego, co wczesniej powodowalo ataki, czyli myslenie o leku, wspominanie atakow, itp. Jesli po tym lek sie nie pojawia, to znaczy, ze to prawdziwe wyleczenie.

 

Czytając jednak coraz dalej też zwróciłam uwagę na to, że sporo ludzi, tych zadowolonych z efektów psychoterapii i zdrowych po kilku latach ponownie tu zawitało i znowu walczy z tą chorobą. Jak dla mnie to już jest przerażająca perspektywa:(

Wiem, ze zakladajac ten temat wkladam kij w mrowisko.

 

z nerwicą jak z alkoholizmem -jesli spuścisz swojego demona z łańcucha napewno sie na tym przejedziesz...

A ja twierdze, ze prawdziwie wyleczony alkoholik moze pic i nie powroci do nalogu. Wiem, co mowia na ten temat psychologowie, wiem, co uwazaja zaleczeni alkoholicy. Zaleczenie, a wyleczenie to dwie rozne kwestie. To samo dotyczy nerwicy i depresji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Moim zdaniem, to ich wyleczenie polega tylko na oswojeniu lekow, napiec, itd. Czyli na zepchnieciu calego tego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, co daje ulge, jednak trzeba pilnowac, zeby nerwica nie powrocila, a moze w kazdej chwili.

 

Oswojenie sie z lekiem jest jednym z wielu krokow do wyzdrowienia...i wyleczenie nie polega na zepchnieciu calego negatywnego materialu w glab podswiadomosci, tylko wyciagniecie do ostatniej okruchy negatywny material na powierzchnie. Uzyskujac ulge i komfort samopoczucia niestety z biegiem lat zapomina sie o pracy nad soba i zyciem w momencie terapie...wracajace nerwicowe objawy sa naszym alermem na przyszlosc aby czasami w biegu zycia sie zastanowic i zatrzymac w biegu.

 

 

Zgadzam się z tym - normalne życie, szybkość, i bieg wydarzeń mogą powodować o zapomnieniu tego co sie stało i po kilku latach kilkunastu może być nawrót i ok to mi zostały z 2-3 może 4 nawroty - poradzimy sobie:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jeśli chodzi o NERWICE(i tylko o nerwice, nie mówie tu o depresji)czasami jest tez tak ze ludzie ktorzy czują się lepiej, boja się przyznać że są zdrowi, bo wiedzą że jak to powiedzą, to będą juz musieli zachowywać się jak zdrowi i będzie się od nich wymagało juz innych rzeczy...a tak to zawsze można powiedzieć.....''tak ale ja mam problem i nie mogę tego czy tamtego''. Od razu wyprzedzając krytyke która mnie w tym momencie spotka za takie słowa, powiem że sama tak myślałam i znam ludzi którzy też mają z tym problem. I przyznam się szczerze, że nie wiem czy test strach można podciągnąć pod nerwice czy po prostu pod wygodnictwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mam odmienne zdanie w tej kwestii 8) ... jako ze ów demon zawsze w nas jest i od nas samych zależy czy oddamy mu pole do popisu ... lęk i niepokój są czescią naszej fizjologii -nerwica to nadmierna i nieadekwatna do sytuacja ekspresja tych emocji-można ją zaleczyć i stać na straży tego co tą "nieadekwatność" wyzwala... nigdy jednak zarzewia lęku sie nie wyzbędziemy .. podobnie każdy nałogowiec który "zrywa " ze swoim "wybawcą" musi mieć sie na baczności by głupi impuls nie złapał go znów w sieć zniewolenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeśli chodzi o NERWICE(i tylko o nerwice, nie mówie tu o depresji)czasami jest tez tak ze ludzie ktorzy czują się lepiej, boja się przyznać że są zdrowi, bo wiedzą że jak to powiedzą, to będą juz musieli zachowywać się jak zdrowi i będzie się od nich wymagało juz innych rzeczy...a tak to zawsze można powiedzieć.....''tak ale ja mam problem i nie mogę tego czy tamtego''. Od razu wyprzedzając krytyke która mnie w tym momencie spotka za takie słowa, powiem że sama tak myślałam i znam ludzi którzy też mają z tym problem. I przyznam się szczerze, że nie wiem czy test strach można podciągnąć pod nerwice czy po prostu pod wygodnictwo.

 

 

Wyleczeni ludzie z nerwicy, naprawde wyleczeni, nie przejmuja sie juz tym co od nich bedzie wymagane. Zwracaja tylko uwage na to co sami od siebie wymagaja. I ludzie wyleczeni z choroby, nie musza sie juz nia zaslaniac aby powiedziec "nie moge tego czy tamtego bo jestem chory" tylko mowia "nie chce tego zrobic" w wiekszosci ucza sie zbyt wiele nie tlumaczyc dlaczego nie. Mowia nie i nie obawiaja sie juz krytyki, bo wiedza ze krytyka jest czyms produktywnym...jesli jest obiektywna..wyciagaja wnioski z krytyki aby nadal rozwijac swoja osobowosc.

 

A to ze ludzie na forum zbyt wiele o tym ze sa zdrowi nie pisza, jest po czesci spowodowane tym, ze czasami po latach choroby i zyciem choroba. Odzyskali swoje zycie jego komfort i po prostu zyja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie wiem czy nerwice można porównywać z uzależnieniem.W każdym razie nerwica przy odpowiedniej terapi i konsekwencji pacjenta jest w 100% uleczalna, alkoholizm niestety juz nie ma tak optymistycznych statystyk.Podstawowa różnica leży w tym ze objawy nerwicy jakkolwiek mają nas chronić to jednak są bardzo nieprzyjemne i to mobilizuje pacjenta do zmiany, natomiast alkohol czy inne używki dają bardzo szybko namacalną przyjemność i dlatego trudniej z tego wyjść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jedno i drugie to patologia :D niestety z psychiką jest tak ze żaden rozdział tak naprawde do końca nie jest raz na zawsze zamknięty ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po czesci przyznaje ci racje jesli chodzi o nerwice a alkoholizm.

 

Aczkolwiek sa to dolegliwosci ze soba w wielu przypadkach powiazane. Sama musialam stwierdzic bedac w szpitalu na odwyku od Benzos, ze masa ludzi majacych problem z alkoholem, chorowala rowniez na nerwice. Najpierw bylo niezadowolenie i pesymizm, potem alkohol i wybuch nerwicy.

 

[Dodane po edycji:]

 

jedno i drugie to patologia :D niestety z psychiką jest tak ze żaden rozdział tak naprawde do końca nie jest raz na zawsze zamknięty ...

 

 

Cale szczescie ze nie jest do konca zamkniety, dzieki temu mozemy sie do konca zycia rozwijac. Nie zatrzymujac sie w stagnacji. Wyobraz sobie jak bys zamknal wszystko do konca majac lat 17, bo twoje zycie jest 100% cie zadowalajace...jak ubogie bylo by spoleczenstwo. Jak ciezko bylo by o postep.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jasne ... tylko ważna rzecz-jesteśmy skazani na obecne w nas sprzeczności ... czujesz się dobrze bo przeciągasz linę złego samopoczucia na swoją strone-przeciągasz -czyli walczysz o to by tak się działo-nic nie dzieje się tak poprostu... zawsze jednak lina może Cię przeciągnąć na drugą stronę (tą mniej przyjemną).. -przyczyny są różne ...wtedy znowu walczysz by być po tej "drugiej stronie" -słowem życie to ciągłe przeciąganie liny -na jednym jej biegunie są nasze pragnienia i ambicje na drugiej nasze słabości i niedostatki... kto tą walkę wygrywa zależy od nas samych i ludzi dobrej woli którzy są nam zyczliwi i szczerze pomagają-jedno jest pewne-puki żyjemy doputy walka będzie trwać ... oby jak najczęściej na naszą modłe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokladnie na tym polega zycie...dzieki temu przybiera barw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wtedy ja chem zycie czarno-biale. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do autora tematu.

Gringo, wydaje mi się, że szukasz wymówek.

Jesteś oczytanym gościem, szukałeś rozwiązań w filozofii wschodu i medytacji, we wszystkich Twoich postach da się odczuć naukowo-filozoficzne podejście. To wszystko dobre, ale jak już zdążyłeś zauważyć, do uzdrowienia nie prowadzi. Nie chcesz podjąć trudu psychoterapii, bo jak kiedyś pisałeś, nie wierzysz, że to może zadziałać.

Jeśli czujesz, że czas wziąć się za siebie, że najwyższy czas wyjść z objawów, po prostu działaj. Wybierz jakąś metodę samopoznania (na pewno znasz wiele) i wgłąb się w nią na maxa. Całkowicie obróć do góry nogami swój punkt widzenia. Przestaw się na uczucia, przeżywanie, akceptację i otwartość.

Nie szukaj wymówek, tylko szukaj sposobów!

 

Mój temat (lista osób wyleczonych) powinien dać Ci bodziec: im się udało, mnie też się uda. Stało się odwrotnie, zacząłeś od negatywnej strony. Czy w życiu też tak robisz? Pomijasz zupełnie pozytywny aspekt wydarzeń, a filozofujesz nad negatywnym?

 

Polecam psychoterapię. Nawet jeśli w nią nie wierzysz, to nic nie szkodzi. Wierzymy gdy nie rozumiemy. Gdy przychodzi zrozumienie, wiara już jest do niczego nie potrzebna.

Nie walcz już dłużej ze sobą! Rozpocznij drogę ku wyzdrowieniu!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

calineczko

 

Nie wiem skad takie wywody na temat tego,że zdrowi boją się przyznać do tego,że zostali wyleczeni. Człowiek zdrowy nie musi bac sie do czegokolwiek przyznać. Wątpię,że ktos poprzez oszukiwanie samego siebie i innych powielałby wciąz błędne kolo. Człowwiek wyleczony nie popelni od razu tego samego błedu-popadania w stare mechanizmy zachowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Gringo, wydaje mi się, że szukasz wymówek.

Mozliwe, a moze pisze, zeby pisac, zeby czyms wypelnic czas, ktorego nie mam.

To wszystko dobre, ale jak już zdążyłeś zauważyć, do uzdrowienia nie prowadzi.

Caly czas mam glebokie przekonanie, ze prowadzi, tylko czas tak szybko plynie...

Jeśli czujesz, że czas wziąć się za siebie, że najwyższy czas wyjść z objawów, po prostu działaj. Wybierz jakąś metodę samopoznania (na pewno znasz wiele) i wgłąb się w nią na maxa. Całkowicie obróć do góry nogami swój punkt widzenia. Przestaw się na uczucia, przeżywanie, akceptację i otwartość.

Nie szukaj wymówek, tylko szukaj sposobów!

Robie to bez przerwy.

Polecam psychoterapię. Nawet jeśli w nią nie wierzysz, to nic nie szkodzi. Wierzymy gdy nie rozumiemy. Gdy przychodzi zrozumienie, wiara już jest do niczego nie potrzebna.

Chyba bede musial sie przelamac i skorzystac, i'll think about it.

Nie walcz już dłużej ze sobą! Rozpocznij drogę ku wyzdrowieniu!!
Hurra :P :P nie myslales, zeby zajac sie wyglaszaniem mow motywatyjnych :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hurra :P :P nie myslales, zeby zajac sie wyglaszaniem mow motywatyjnych :P
Jeśli podejmiesz leczenie, to zajmę się tym :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×