Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Emerson

"strach przed porażką" ;/

Rekomendowane odpowiedzi

Witam!

Trafiłem na to forum gdyż chwilowo nie ma nikogo kto byłby w stanie pomóc mi z moim "problemem". Wydaje mi się że na pewno znajdą się tutaj ludzie którzy będą potrafili mi przynajmniej doradzić w obecnej sytuacji... taką mam nadzieję...

 

No więc mam 19 lat (no można mówić że już niedługo 20 :) ), i od pewnego czasu, zauważyłem że pojawił się u mnie taki stan, którego sam dobrze nie umiem scharakteryzować. Otóż przejawia się to tym że czego bym się nie podjął obawiam sie najgorszego. Niby brzmi to banalnie, ale na prawdę jest to bardzo wyczerpujące dla mnie jako człowieka. W najmniejszych detalach np. w rozmowie z kimś od razu doszukuje sie "drugiego dna". Niemal mimowolnie zaczynam dorabiać do tego jakąś "filozofie", że na pewno akurat taki czy inny gest, takie czy inne słowo ma na pewno jakieś ukryte znaczenie. Problemem jest to że wiem, że skoro czegoś nie usłyszałem otwarcie, to znaczy że nie powinienem się tego obawiać, skoro nie ma żadnych przesłanek że jest źle również nie ma co się "nakręcać", a jednak... wtedy pojawia się obawa że może ktoś po prostu nie chce mi powiedzieć tego otwarcie... i pojawia sie takie błędne koło... Do tego dochodzi jeszcze "wszechobecne poczucie winy": "może to ja zrobiłem coś źle?? na pewno ja coś zrobiłem! na pewno to przeze mnie" choć wszystko jest w najlepszym porządku... ogólnie wszystko sprowadza sie do tego że boje się o to "że skoro robie coś źle, ktoś mi nie chcę czegoś powiedzieć" to każde moje działanie skończy sie niepowodzeniem...

 

Staram sie jakoś to kontrolować, ale boję się że mogę nie dać rady. Najbardziej obawiam się o swój związek, na którym bardzo mi zależy. Na prawdę staram się głęboko angażować w każdy związek jaki zawierałem, wszystkie poza obecnym (a nie było ich wiele) kończyły się fiaskiem. Tłumaczę to niedojrzałością w pewnych kwestiach, ale nie tylko. Natomiast w moim obecnym zwiazku na prawdę czuję się spełniony, wraz z moją dziewczyną jesteśmy ze sobą na prawdę mocno emocjonalnie zżyci.

 

Zacząłem obawiać sie o siebie, gdy mój problem, zaczął dotyczyć właśnie zwiazku - nagle bez powodu staje się pełen obaw że może coś jest nie tak, że może ona mnie już nie chce. brak głupiej emotikony w sms'ie potrafi napełnić mnie obawami, mimo że gdy dochodzi do spotkania z dziewczyną wszystko jest dobrze, nie odczuwam żadnych lęków że coś jest źle...

 

Wiem że może głupio to wszystko brzmi, ale proszę jeśli ktoś mógłby mi pomóc w jakikolwiek sposób będe wdzieczny! nie chcę przez swoje "urojenia" zniszczyć czegoś na czym mi zależy...

"pomóżcie mi się znaleźć - błagam!"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak dlugo ten stan sie utrzymuje? Bo jesli tydzien-dwa, to chyba za wczesnie zeby mowic o problemie, jesli rok-dwa, to chyba czas gdzies z tym pojsc, na poczatek chyba psycholog.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ten konkretny stan, trwa już około miesiąca. Wcześniej pojawiały się takie epizody, ale bagatelizowałem je, jednak od pewnego czasu coraz bardziej się to nasila...

wcześniej można powiedzieć że spodziewałem się obniżonego nastroju czy tym podobnych, jak z resztą co roku. Dotychczas jakoś potrafiłem sobie z tym radzić, teraz zaczyna mnie to przerastać...

Co do psychologa, byłem już na terapii, niestety skończyła się ona z chwilą zakończenia pracy mojej psycholog w poradni do której uczęszczałem. Pierwsze co to pomyślałem że najlepiej uderzyć z tym do terapeuty, no ale okazuje się że najwcześniej mogę liczyć na psychologa dopiero po nowym roku :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba nie liczyles na to ze teraz przed swietami jeszcze zlapiesz kogos? NFZ ma zawsze pusty budzet po wakacjach, ale masz farta - do stycznia niecaly miesiac :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

w gruncie rzeczy miałem taką nadzieję, no cóż życie jak widać rewiduje pewne zamierzenia...

dlatego między innymi postanowiłem przedstawić swój "problem" na tym forum, bo być może ktoś mógłby coś doradzić, choćby z własnego doświadczenia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Bedąc małym dzieckiem byłam wręcz mozna powiedziec "chłopczycą".

Skakałam po drzewach, niczego sie nie bałam i ogolnie nie było dla mnie rzezy niemozliwych.

Obecnie nadal uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych, realizuje różne rzeczy w swoim zyciu, które inni (rodzina, znajomi) uważają za niemozliwe jednak przy tym wszytskim wystepuje niesamowity lęk, który zrzera moje nerwy i moje życie. Lęk, ze sie nie uda. Myśle, że wiele osób tak ma jednak to co się dzieje we mnie to jest jakis horror.

Szczególnie uaktywnia sie to na uczelni...

Burza mózgow... luxny temat.... kazdy tworzy w głowie jakies ciekawe wizje...

Co ja robie w tym momencie?

Boje się, że jak coś powiem to wszyscy zacznał sie smiać i mysle nad tym co by powiedziec, zeby sie nie smiali.

W tych moim rozmysleniach nie pojawia sie odpwiedz na postawione przez prowadzacego pytanie tylko jak uniknąc porażki...

Tragedia.... i do tego mam poczucie, że zabijam siebie, swoja kreatywność ale nie jestem w stanie nad tym zapanować. Czuje, ze marnuje swój potencjał i nie jestem w stanie nic z tym zrobic...

Terapia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Camelkaa, mam dokładnie to samo, dlatego zazwyczaj po prostu się nie odzywam do nikogo a jak już coś powiem i ktoś się na mnie popatrzy to od razu derealizacja :<

Dobrze, że jest coś takiego jak internet

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ehh mam to samo co Wy dziewczyny

przy wiekszosci rzeczy, ktorych sie podejmuje z gory zakladam, ze sie nie uda, ze nie podolam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Emerson, to o czym mówisz niszczy mi życie i zamienia je w wegetację.

Niestety nie trafiłam ani na leki, które by mi pomogły, ani na takiegoż terapeutę, ale może ja po prostu nie daję sobie pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jacas, Też tak mam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak, skąd ja to znam;/ horendalny lęk przed porażką, przed krytyką. Nic innego, tylko fobia społeczna.

Po 2 latach chodzenia na terapie widzę związek pomiędzy uzależnieniem od rodziców 9zwłaszcza matki), i lęk przed odpowiedzialnym, samodzielnym życiem. Niestety prawda jest brutalna- my chcąc tego czy nie odpowiadamy za to życie, bo tak naprawdę na nikogo nie można liczyć..zresztą nikt za nas nie umrze. Chcąc czy nie, zdałam sobie z tego sprawe;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja podobnie jak dodzik zostałam uświadomiona tego, że mam osobowość zależną, też jestem nadmiernie związana z matką. Poza tym odnośnie autora tematu, może to być jeszcze nerwica natręctw lub osobowość unikająca, lub zależna. Teoretycznie mogłaby to jeszcze być schizo ale skoro jesteś świadomy tego problemu to raczej to nie jest schizo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×