Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość platyna

Strach przed związkiem

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Witam!

To dla mnie pierwszy post tego typu. Mam 24 lata i 3 miesięczną terapie grupową za sobą. Terapia pomogła mi trochę szczególnie jeśli chodzi o bezsenność i przerost ambicji. Po leczeniu odstawiono mi leki i czułam się naprawdę szczęśliwa. Ostawienie leków po 3 latach było zbawieniem. Odkryłam na nowo swoją seksualność. I rozpoczęłam nowe życie towarzyskie. Okazało się nagle, że nie jestem brzydka i głupia (W końcu uwierzyłam w to).

Od terapii minęły już dwa miesiące a niestety wszystko wraca do punktu wyjścia. Otóż gdy widzę chłopaka którego wcześniej poderwałam i który jawnie okazywał mi zainteresowanie wpadam w panikę. Ogarnia mnie lęk, mam ochotę uciec albo co gorze powiedzieć mu coś niemiłego żeby się odczepił i dał mi w końcu spokój. A w środku czuje coś przeciwnego. Nie ma mowy o miłości bo jest kilku takich "panów" w moim życiu.

Nie wiem co mam zrobić... pomóżcie. Jeśli chcecie więcej szczegółów o moim żałosnym życiu z miłą chęcią udzielę wam takowych wiadomości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj

a jaka to byla terapia?

ja mysle ze po kazdym leczeniu przychodza zalamania kryzysy itp i kwestia poradzenia sobie z nimi stanowi dalszy jego ciag zdrowienia bo jednak niestety nie jest tak ze praca nad soba konczy sie po tych intensywnych trzech miesiacach ktore stanowia dopiero poczatek i jakby trening radzenia sobie po

to o czym piszesz wyglada mi ewidentnie na lek przed bliskoscia

rozumiem ze przed terapia tez tak mialas?

wg mnie jesli nie nabylas na terapii umiejetnosci/wiedzy co robic w razie nawrotu lub te strategie nie dzialaja to najlepiej wybrac na wizyte do psychologa

czasem nawet taka jedna wizyta potrafi wszystko ustawic na powrot do pionu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Uczęszczałam na terapie grupową podczas której zajmowaliśmy się głównie zaburzeniami lękowymi. Jednym z moich głównych problemów był lęk przed bliskością wtedy dotyczył wszystkich ludzi okazujących mi głębsze uczucia. Udało mi się opanować ten lęk wobec rodziców i przyjaciół ale to miało inny charakter przyjmując bliskość od tych osób czułam się nie naturalnie, wręcz fałszywie. A w przypadku przeze mnie opisanym lęk przeradza się w panikę.

Dziękuje Ci za rade. Już zaplanowałam wizytę w poradni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko wlasnie wskazuje ze masz lęk przed byciem w związku i z bliskością z mezczyzną. Rozumiem, że Twoj problem polega tez na tym że odmawiasz zwiazku nawet z mezczyzną, do ktorego tak naprawdę cos czujesz??? jesli tak to musisz sama popracowac nad sobą, kilka kwesti sobie wyjasnic i zrozumieć, że ktos z tych facetów nie jest złym człowkiem i chce dla Ciebie dobrze i moze odmienic Twoje zycie. jesli nic z tym nie zrobisz... to zobaczysz ze przejdzie ci kolo nosa wielu fajnych mezczyzn, ktorych splawilas swoim zlym podejsciem i lekiem. Praca nad sobą i jeszcze raz praca. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Przeraża mnie ile w życiu straciłam tymi zachowaniami.

Myślałam, że po terapii jakoś wszystko się ułoży. Teraz myślę o tym non stop i nie wiem co mam z sobą zrobić jak pracować nad sobą ? Problem tkwi w tym, że wiem oni nie są złymi ludźmi. Niedawno odrzuciłam niewinną osobę i tak mnie to gruzie. Coraz częściej (prawie codziennie) płacze w samotności. Nic mi nie zrobił wręcz przeciwnie traktował jak kogoś szczególnego.

Nawet jeżeli ktoś jest dla mnie miły, dba o mnie i w dodatku jest przystojny. To wszystko nie ma żadnego znaczenia nawet nie wymyślam powodów dlaczego nie chce z nim być po prostu niszczę. Nie jestem w stanie nikogo pokochać. Z drugiej strony czuję dużą potrzebę bliskości.

W dodatku często flirtuje, podrywam i dzięki temu prowokuje zainteresowanie mężczyzn. Kiedyś w ten sposób poprawiałam sobie samoocenę. I tak weszło mi to w krew.

Dobija mnie też to że każdy oczekuje że po terapii będę już zdrowa. Więc kryje te rozterki przed rodziną. Z mini i tak nie mogłabym na ten temat porozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i mamy panowie odpowiedź dlaczego wielu z nas nie udaje się poderwać kobiety. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam podobnie i również dobija mnie fakt, ile mnie ominęło.

 

[Dodane po edycji:]

 

moja historia wygląda tak, może kogoś to zainteresuje ;):

Mam taki problem: mianowicie jakieś 3,5 roku temu rozstałem się z moją dziewczyną, z którą spotykałem się przez prawie 7 miesięcy, wiem, że to nie jest jakiś imponująco długi okres, ale był, i właściwie jest to do dzisiaj mój najdłuższy związek. Co więcej, byliśmy ze sobą w sposób bardzo intensywny, bo chodziliśmy ze sobą również do klasy w liceum, także byliśmy ze sobą prawie non stop. W trakcie tego okresu padły bardzo ważne słowa o wzajemnej miłości. Okazało się jednak, że jako żółtociób tak naprawdę nie wiedziałem, co to znaczy i wypowiedziałem je zbyt pochopnie. Moja była dziewczyna wiedziała jednak, co mówi. Była bardziej doświadczona, miała za sobą mimo młodego wieku już 2 poważne związki. Kochała mnie całą sobą. Kiedy zorientowałem się, że z mojej strony to z pewnością nie jest miłość zaczął się mój osobisty dramat. Bardzo nie chciałem jej skrzywdzić, więc byłem z nią wbrew samemu sobie. Dużo rozmawialiśmy, mieliśmy nadzieje, ze to tylko przejściowy kryzys. Właściwie to ona miała nadzieje, a ja to sobie wmawiałem. Stres był ogromny. Pewnego razu prawie udało mi się to wszsko skończyć. Po długiej rozmowie z nią, w trakcie, której ona histerycznie płakała, a ja wymiotowałem ze stresu wyszedłem z domu, czując ogromną ulgę, że już po wszystkim. Ona jednak wybiegła za mną i z ogromnym płaczem, smutkiem, rozgoryczeniem krzyczała pytając czy tak łatwo potrafię z tego wszskiego zrezgnowac. Uległem... Bałem się o nią. Była w takim stanie, że obawiałem się, iż może sobie coś zrobić. Wróciliśmy razem do domu i położlismy się. Ten koszmar trwał jeszcze jakiś czas. W tym czasie starałem się na wszelkie sposoby przekonać samego siebie, że wszystko wróci do normy, ale normalnie miało już nie być bardzo długo. W końcu udało mi się z nią zerwać, choć to może za dużo powiedziane, bo cały czas się widwalism. Co więcej dochodziło między nami jeszcze przez jakiś czas do łóżkowych sytuacji.. Często to ja byłem ich inicjatorem.

Od czasu zerwania przez jakieś półtorej roku odczuwałem straszny lęk ból stres. Kontakty z dzeiwcznami sporadyczne. Później wyjechalem do Anglii na 1,5 miesiąca i o mnie umocniło. Objaw, które kojarzyłem z depresja minęły. Lecz pozostało jedno: straszny lęk przed związkami i zbliżeniem z kobietą. Irracjonalny lęk pojawia się wtedy gdy dochodzi między mną a dziewczyna do zbliżenia, gdy istnieje możliwość, że druga strona się zaangażuje. Nie potrafię wejść w żaden związek z dziewczyną, nawet w najluzniejszy. Starałem się i staram do dzisiaj, ale zawsze pojawia się ten stres, lęk, obawa. Te wszskie uczucia jakkolwiek nie starałbm sobie wszskiego racjonalnie wlumaczc, maerializuja się niejako w postaci jakiejs guli w gardle, w korej zbierają się łzy. Nie parafie się cieszcyc tymi wszskimi spotkaniami, przygodami w trakcie ich trwania, bo to jest silniejsze ode mnie. Dopiero po czasie, gdy dziewczyna rezygnuje, bo o nią specjalnie nie zabiegam, dopiero, gdy wszsko staje się przeszłością te relacje zacznaja wdawać mi się czymś fajnym. Nie wiem jak sobie poradzić z tymi uczuciami, a bardzo bym chciał, bo czuje jak mi coś ważnego w życiu ucieka koło nosa. Staram się cały czas z tym walczyć, ale związek z takim samopoczuciem nie jest niczym przjemnm. Jest związkiem na siłę. Co to jest i co z tym zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

platyna: a nie myslalas o tym zeby, odezwac sie do tej osoby i spróbowac naprawic to wszystko? W koncu piszesz ze ten facet jest dla ciebie mily i myslisz o nim.

Jesli nie zrobisz jakiegos kroku to zawsze bedziesz "tylko stala w kącie i samotnie płakała". Pomysl o tym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam identyczny problem ,ale jest to główny objaw BPD -paniczny strach przed bliskością....jak juz do tego dojdzie,nagle znikam,mówię tej osobie okropne rzeczy,żeby tylko dala mi spokój i zaczynam od poczatku,ale tak naprawde cierpie w środku...

 

[Dodane po edycji:]

 

[

Nawet jeżeli ktoś jest dla mnie miły, dba o mnie i w dodatku jest przystojny. To wszystko nie ma żadnego znaczenia nawet nie wymyślam powodów dlaczego nie chce z nim być po prostu niszczę. Nie jestem w stanie nikogo pokochać. Z drugiej strony czuję dużą potrzebę bliskości.

W dodatku często flirtuje, podrywam i dzięki temu prowokuje zainteresowanie mężczyzn. Kiedyś w ten sposób poprawiałam sobie samoocenę. I tak weszło mi to w krew.

znam to moja droga,i to bardzo dobrze...wiem ,ze to straszne i tak naprawdę cieprimy z tego powodu bo nie umiemy byc blisko kogoś...Trzymaj sie ciepło

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za wasze wsparcie nawet nie wiecie jak się podle teraz czuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przecież nie mozemy kłamać i pisać tutaj ,ze tak nie jest...Jeśli mam tak samo,to tak napisalam,tez staram sie z tym walczyć...

Po prostu teraz bardziej skupiam sie na sobie ,niż na chodzeniu i dobieraniu się w pary. Nie ma takiego faceta ,który by zniósł moje himery,musiałby być wyjatkowo cierpliwi i nieugięty i dokładnie wiedzieć jak ze mną postępować,nawet wtesy kiedy go odrzucam...

....Nienawidzę Cię,nie odchodz-to wlaśnie tak wyglada...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

o rany, od 5 lat sie leczę na depresję i szukam jej powodu i właśnie odkryłam co mi dolega!!

myślałam że nikt nie ma takich problemów jak ja, a tu widzę jest nas trochę.

 

w ramach powitania opiszę moją historię:

 

mam 21 lat, od prawie 5 lat leczę się na depresję, ode dopiero od niedawna zaczełam uczęszczać na psychoterapię, wcześniej tylko farmakologia i psychiatra.

 

od dobrych 3 lat jestem sama, nie wiedzialam co jest we mnie takiego odpychającego. nie jestem brzydka ani głupia (ani skromna:P) ale do pewnego czasu a moze i od zawsze nie potrafiłam być blisko z żadnym mężczyzną. myslalam ze jest to lęk przed seksem, gdyz jako 16-17 letnia dziewczyna mialam chlopaka, ktory bardzo nalegał na współżycie. a ja broniłam sie jak mogłam i do teraz mam uraz(?)

chyba bym nie zaczęła myśleć o swoich dolegliwościach więcej, uważałam że taka jestem i już, a że to na pogodę zły nastój, lecz mniej wiecej rok temu poznałam pewnego chłopaka na imprezie, po jakimś czasie sie umówiliśmy. randka przebiegła super, wrociłam do domu było fajnie. na drugi dzien obrót o 180 stopni. obudzilam sie wczesnie rano, bardzo zdenerwowana, brak apetytu nastepnie płacz i czułam wewnętrznie że muszę zakończyć znajomość z owym chłopakiem.

 

teraz juz wiem ze to lęk przed bliskością...

 

z góry przepraszam za błedy ortograficzne i stylistyczne, z polskiego zawsze mialam dwóję.

 

pozdrawiam wszystkich i bardzo dziekuję za stworzenie tego wątku!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie w czasie depresji lęk przed bliskością objawiał się głównie wstrętem do wszelkiego rodzaju kontaktów fizycznych. Każdy dotyk, budził we mnie wstręt i odrazę.

 

rady na to nie ma :(

 

Ale myślę, że zmuszanie się do związku też nie jest rozwiązaniem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przecież nie mozemy kłamać i pisać tutaj ,ze tak nie jest...Jeśli mam tak samo,to tak napisalam,tez staram sie z tym walczyć...

Po prostu teraz bardziej skupiam sie na sobie ,niż na chodzeniu i dobieraniu się w pary. Nie ma takiego faceta ,który by zniósł moje himery,musiałby być wyjatkowo cierpliwi i nieugięty i dokładnie wiedzieć jak ze mną postępować,nawet wtesy kiedy go odrzucam...

....Nienawidzę Cię,nie odchodz-to wlaśnie tak wyglada...

 

 

KimJesteś: Jesli chcesz sie leczyc ze swojego strachu brzed bliskością bedąc sama to raczej nie wyzdrowiejesz. Musisz stawic czoło swojej chorobie i wlasnie otworzyc sie na znajomosc z facetem. Nie chodzi tu o faceta ktory chcialby Cie tylko "zaliczyc", chodzi o takiego ktory potrafi zrozumiec Twoj problem i Cie wezprzeć. Ty nie musisz sie z nim odrazu wiazac, na poczatku traktuj go jak dobrego kolege ktoremu ufasz i cenisz. Jesli chodzi o Twoje himery to musisz wiedziec ze przyjaźniąc sie z tym facetem musisz nad sobą pracowac i nie urazac go bez powodu. Wiem ze Twoja dolegliwosc wlasnie ta urazaniu kogos i odpychaniu polega... no ale najwyzszy czas popracowac nad tym zeby tego unikac.... bo chyba dosc juz wartosciowych facetów odepchnęłas. No chyba ze trafialas na samych nic nie wartch cfaniaków... pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie chodzi o to ,ze próbowalam w ten sposób się wyleczyć,ale to tak szybko sie nie da....trafialam na róznych facetów,ale po prostu zwątpiłam ostatnio,ze jest jakiś ,który ze mną wytrzyma...ja musze mieć kogoś tylko dla siebie...w zasadzie "na każde zawołanie",przynajmniej dopóki nie zbuduję w sobie poczucia bezpieczeństwa,bo jesli tego nie ma niszcze wszytsko z predkością światła....

Próbowałam przyjazni,owszem,ale zawsze jedna lub druga strona chce czegoś wiecej...jesli druga,to ja zostawiam...jesli mnie zaczyna zależeć,chce ta osobę mieć tylko dla siebie i nie daje wytchnienia,aż nakrecam sobie jakiś film i wolę odejsć....bo tak bezpieczniej...Myślę ,ze po prostu duzo pracy przede mną,skrzywdzilam zbyt wiele ludzi i chyba siebie też i po prostu przestałam szukać...

 

[Dodane po edycji:]

 

Ach...zapomniałabym ..jeśli chodzi o sex....też mialam etap w zyciu totalnego braku zainteresowania tym.

Po moich doświadczeniach wywnioskowalam ,że powodem tego jest brak bliskości...meżczyzni chcą od nas seksu,nie dajac nam bliskosci i poczucia bezpieczeństwa,co dla nas myślę jest podstawą udanego zycia seksualnego.Myslę,ze po prostu nawet o tym nie wiedzą ,czasem zapominaja,a czesem to zwykły palant,który nigdy się tego nie dowie.

Musimy czuć się docenione i spełnione,szcesliwe,piekne...wtedy seks jest dla nas przyjemnoscia, a nie tylko przymusem....

Poza tym jesli sa jakies niedomówienia w zwiazku,problemy itd,itp (przynajmniej ja tak miałam)-to niestety NIC Z TEGO :)

 

 

 

http://skrzatoslaw.wrzuta.pl/audio/7v6xUoZv3Qb/maria_peszek_-_reks -apropos :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kimjestes: nikt nie mowil ze odrazu osigniesz jakies wielkie postępy dzieki pracy nad sobą. Efekty przyjda z czasem, tylko musisz sobie dać tą szanse poznając kogos.. kogo bedziesz szanowala a on za to bedzie wspieral i pomagal Ci sie wyleczyc.

To co piszesz że mozesz byc tylko z kims kto bedzie na kazde Twoje zawolanie i tylko Twoj to świadczy o Twoim egoizmie. Chyba nie nauczylo Cie życie, że w milosci/przyjaźni nie można tylko brać... czasami trzeba cos dać od siebie. Wiec pomysl o tym. Co do seksu z facetem to sie zgadzam... kobieta potrzebuje poczucia bezpieczenstwa, czulosci i zrozumienia. Ale nie mysl ze tylko ty tego potrzebujesz... "Twoj" facet tez tego bedzie potrzebowal. Chyba ze bedziesz spotykala sie ze zwyklym ruchaczem.

 

Co do pioseneczki o Reksiu-Seksiu... to beznadziejna jest. Lepiej posłuchaj tego i zacznij od teraz zmieniac na lepsze kochana... ale oczywiscie bez obrazy, to dla Twojego dobra;-) http://dropdeaddude.wrzuta.pl/audio/7Au37s2ZR0S/tomek_makowiecki_-_nie_jestes_sam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doskonale wiem,że jest to z mojej strony egoistyczne podejscie,ale nie mówię,że mi się to podoba-to czego potrzebuję.

Nie mówie też,że jestem ze swojej postawy zadowolona,chyba troszke zle mnie zrozumiałeś.

Chyba zycie po prostu mnie tak nauczyło,że juz nie potrafię ufać i właśnie z tych powodów ,które napisalam powyzej,moje zwiazki tak wygladaja i dlatego sa chore,bo wiem ,ze tak się nie da i dlatego własnie jestem sama.

Nie wykluczam też ,ze meżczyzni potrzebują ciepła,pewnie tak,ale są tacy,którzy nawet nie wiedzą co to jest,czasem nie z ich winy,tylko po prostu dlatego ,ze nigdy sami tego nie zaznali (co do kobiet,to pewnie też tak jest)

Znam teorie udanego zwiazku :) Ale nie umiem jej zrealizować w praktyce,choroba mi na to nie pozwala,czego bardzo żałuje,bo przecież cierpię z tego powodu..

 

[Dodane po edycji:]

 

...co do Tomka Makowieckiego...hmmmm,mamy troszkę inne gusta muzyczne :) POZDRAWIAM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja też nie wiem już jak z tym walczyć, mam nadzieję, że jak spotkam kogoś przy kim będę się czuła bezpiecznie, bede mu ufała to lęki miną. tylko momentami tak się zadręczam myślami, że sama się nakręcam :(

 

kim jestes: myślę ze mamy bardzo podobne dolegliwości. to co piszesz, czytając widzę siebie. jeśli z kimś zaczyna być coś więcej od razu to niszczę. wole wyjśc na tą niedobrą, najgorszą, wole żeby mnie znienawidził, ale nie potrafie poprostu. to jest silnijsze ode mnie :(

 

rownież bardzo bym chciala mieć kogoś, ale strach mi na to nie pozwala:( nawet nie probuje zainicjować spotkania bo od razu bym go spisała na straty, bo zapewne na drugi dzien zamkne sie w 4 ścianach i płacz...

 

najgorsze jest dla mnie jak widzę takie szcześliwe pary na każdym kroku... koleżanki które podrywają, umawiają się na randki. a ja co? sama sama sama...

 

dziś mam małe starcie z moim lękiem, chodzę na aerobic i tam jest mężczyzna, który bardzo mi się podoba, wrecz zauroczyłam się w nim, choc bez wzajemności. lecz po ostatniej wizycie mialam 3 dni wyłączone z zycia czyli płacz.. i bezradność :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
ja musze mieć kogoś tylko dla siebie...w zasadzie "na każde zawołanie",przynajmniej dopóki nie zbuduję w sobie poczucia bezpieczeństwa,bo jesli tego nie ma niszcze wszytsko z predkością światła....

ja akurat też tak mam i nie wydaje mi się żeby to było coś dziwnego, po prostu jeśli nam na kimś naprawdę zależy to jest normalny odruch że chcemy wiedzieć gdzie jest, co robi, być w kontakcie i wiedzieć że ta osoba jest gotowa ze mną porozmawiać, spotkać się. Nie wyobrażam sobie inaczej. To jest całkiem normalne że chcemy się zbliżyć do kogoś dopiero kiedy ma się poczucie bezpieczeństwa. Chyba że to ja jako neurotyczka mam zaburzoną własną pewność siebie i szukam jej w innym człowieku ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kobiety to od razu widzą o czym mowa :)

Ale poważnie rzecz biorac,zwiazek za duzo mnie kosztuje i tyle ....od zawsze każda z nas marzy o ksieciu z bajki,o wielkiej miłosci na całe zycie,tylko ,ze ja już w bajki nie wierze..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

polakita: to normalne ze gdy sie czuje cos do kogos to chce sie z nim przebywaj i rozmawiac jak najwiecej czasu. Ale kolezanka pisala o tym że chce miec kogos na zawołanie, kogos tylko dla siebie.... ok mozna tak, ale sama pisze ze nie umie nic dac od siebie, odwzajemnic tego uczucia i tu jest problem.

 

KimJestes: Juz Cie nie rozumiem zupelnie... piszesz ze jest Ci zle ze masz taka dolegiliwosc ze wszystko niszczysz, a zachwile piszeszz ze ci jest tak dobrze. Dziwne:] Sęk nie tkwi w tym ze jestes chora na lęk przed bliskoscią i nie wiesz jak sobie z tym poradzic.... Ty po prostu nie chcesz z tym sobie poradzic. A jesli ty sama nie bedziesz chciala zemnic cos w sobie... to nikt ci nie pomoze.

 

Ps. Co do piosenki to tez Makowiecki nie jest moim idolem, wole polski i zagraniczny rock (temat rzeka). Chcialem abys posluchala tej piosenki bo tam są fajne słowa... które chyba po częsci się Ciebie tyczą. ;-)

pozdrawiam i zacznijcie dziewczyny walczyc ze swoim lekiem a nie myslec ze nic sie nie da zrobic albo ze ktos za was to zrobi... to wy musiscie chciec to zwalczyc chociaz by mierzac sie ze swoim lękiem. Powodzenia :*

 

[Dodane po edycji:]

 

polakita: to normalne ze gdy sie czuje cos do kogos to chce sie z nim przebywaj i rozmawiac jak najwiecej czasu. Ale kolezanka pisala o tym że chce miec kogos na zawołanie, kogos tylko dla siebie.... ok mozna tak, ale sama pisze ze nie umie nic dac od siebie, odwzajemnic tego uczucia i tu jest problem.

 

KimJestes: Sęk nie tkwi w tym ze jestes chora na lęk przed bliskoscią i nie wiesz jak sobie z tym poradzic.... Ty po prostu nie chcesz z tym sobie poradzic. A jesli ty sama nie bedziesz chciala zemnic cos w sobie... to nikt ci nie pomoze.

 

Ps. Co do piosenki to tez Makowiecki nie jest moim idolem, wole polski i zagraniczny rock (temat rzeka). Chcialem abys posluchala tej piosenki bo tam są fajne słowa... które chyba po częsci się Ciebie tyczą. ;-)

pozdrawiam i zacznijcie dziewczyny walczyc ze swoim lekiem a nie myslec ze nic sie nie da zrobic albo ze ktos za was to zrobi... to wy musiscie chciec to zwalczyc chociaz by mierzac sie ze swoim lękiem. Powodzenia :*

 

[Dodane po edycji:]

 

musialem wymazac jedno zdanie, bo zle odczytalem Twojego posta przez co zle wnioski wysunąlem ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zle mi z tym,że tak mam i trudno jest ułożyć sobie życie,ale dobrze mi ,bo staram się to zaakceptować i tlumacze to sobie tym ,ze przynajmniej nie odczuwam tego bólu

zwiazanego z byciem z kimś...Samotnym można być tez nawet w zwiazku,a ja tak mam.Teraz niepotrzebnie uwikłałam sie w pewnego rodzaju przyjazn,ale i tym razem okazalo sie ,ze nie mogę komuś ufać....I od poczatku,znów obiecam sobie,ze to był ostatni raz,do czasu,az nie spotkam kogoś... Mam nadzieję ,ze nie spotkam....Nie ma na świecie takiej wyrozumialej osoby i tak cierpliwej...:) A jak jest to chetnie poznam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

innym łatwo mówić, że trzeba z tym walczyć. w moim przypadku naprawde bym chciala bo nie wyobrazam sobie przyszłości swojej, nie chce być całe życie sama owładnięta lękiem przed bliskością. tylko ja juz nie wiem co mam robić...

 

dla mnie jeszcze okropnym jest patrzenie na szczęście innych par. randki itd... to chyba nie dla mnie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patrzenie jest najgorsze,bo oni wygladają jakby to takie łatwe było i przyjemne ;) A my myślimy inaczej... Przecież wiadomo,ze chcemy być szczesliwe... na BPD nie ma lekarstwa,można nauczyć się z tym życ...ja na razie nie umiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ghandia: wiadomo ze latwo mowic, ale nie tylko ty cierpisz na lęk... jest duzo takich osob, tylko stanie w miejscu i uzalanie nic nie zmieni. Trzeba stawic czolo temu lękowi.

 

Kimjestes: zycze Ci powodzenia i zebys poznala takiego faceta ktory pomoze Ci z tego wyjsc, ale i tak wiekszosc zalezy od ciebie czy sie uda. Tak sie zasatanwiam ile masz latek? ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×