Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość magdalenabmw

Paniczny lęk przed szpitalem ! Masz?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Hej Wam Cukiereczki :mrgreen:

Zastanawiam się, czy tylko ja mam lęk przed szpitalem. Wcześniej był on umiarkowany tzn czułam sie tam nieswojo jak w każdym miejscu w którym jestem zamknięta (np szkoła), ale po tym, jak leżałam tam niecałe 2 doby po zatruciu paracetamolem (za dużo apapów na ból zęba w nocy) i miałam tam ataki (wiadomo-bo nie moglam uciekać !) i nie dali mi lekó ZADNYCH (bo uszkodzona wątroba) to boje sie PANICZNIE szpitali, nawet jak mam tam iść tylko na badania, 'tylko'. Już nawet sobie wymyslilam ze jak będę w ciąży to urodzę w domu :] Czy tylko ja tak mam?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja sie raczej boje tych zabiegow ktore oni w tym szpitalu funduja. Mnie na przyklad z powodu bolu glowy chcieli robic punkcje ledzwiowa:P:P Podziekowalam, ale duzo nerwow mnie ta sytuacja kosztowala:lezysz bezbronna na lozku a tu przychodzi grupa inteligentnych medykow ktorzy wyrokuja ze potrzeba unieruchomic Cie na 24 h i wlozyc Ci igle w kregoslup;/ masakra. Ale w szpitalu nie przeraza mnie perspektywa zamkniecia:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też panicznie boję się szpitali, kojarzą mi się z brakiem wolności. Szpitale śnią mi się w najgorszych koszmarach. Rozumiem, co czujecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A mi w szpitalu pomogli, czulam sie tam bezpieczna jak mi normowali atak. A lekarka byla bardzo w porzadku, sanitariusz, ktory sie mna zajmowal caly czas (nie odstepowal na krok) tez byl super. Pocieszal mnie, uspokajal, rozweselal. Nie lubie szpitali pod tym wzgledem, ze mialabym w nim lezec. No, ale w tamtym okresie bylam juz tak wymeczona, ze mialam gdzies co mi zrobia i czy mnie poloza na kardiologii, czy beda ciac czy co... Nie myslalam o tym. Chcialam tylko by mi powiedzieli, ze jestem zdrowa, ze nic mi nie jest i zeby pomogli mi opanowac to co sie ze mna dzialo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Właśnie, w szpitalach nie mamy wolnosci, nie mozemy uciec. Wiecie,moze jak mogą pomoc w ataku.. A u mnie bylo tak, ze lezalam sama w obcym tam miejscu, nade mną stalo 5ciu lekarzy i nikt nie chcial mi dac NIC na uspokojenie ze wzgledu na nerwice. I jeszcze uslyszalam ze byc moze wyjde stad za miesiac, jak beda dobre wyniki

! I jak to mi sie lzozylo w calosc-ta samotnosc (to byl dzien przed Wielkanoca), strach, obce miejsce, atak paniki, dusznosci, chec ucieczki, i babcia umierająca na raka w ty samym pokoju i ta diagniza....to amen. Moze dlatego tak sie boje szpitala. Pamietam ze jak dwa dni pozniej (w sobote wielkanocna) lekarze na obchodzie rano chodzili to juz ubrana siedzialam i spakowana i sie usmiechalam na sile, mowilam jak sie CUDNIE czuje i wogole pusccie mnie juz :lol: A jak lekarz powiedzial ze wyniki sa dobre i moge spadac to podskoczylam w gore na 2metry z radosci. Masakra. Jedyne dobre wspomnienie to babcie ktore ze mną leżaly. Przez te 2 dni dowiedzialam sie o zyciu wiecej niz kiedykolwiek wczesniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Od urodzenia aż do gimnazjum spedzałam każde swięta Bożego Narodzenia na oddziale dziecięcym, w zaleznosci od choroby to na laryngologii, to na pulmonologii. Jak miałam 3 miesiące zachorowałam na ropne zapalenie płuc i o mało nie przypłaciłam tego zyciem (dobrze ze nie ma sie wspomnien z niemowlęctwa), w ciagu roku kilka razy bywalam w szpitalach, na rozne dolegliwosci, zapalenie płuc, zapalenie oskrzeli, zapalenie węzłów chłonnych.

 

Nie boje się szpitali, nie boje sie lekarzy - odwiedzilam juz wszystkich mozliwych specjalistów z kazdej dziedziny w ciagu swojego 23letniego zycia

 

Przez kilka lat leczono mnie na alergię a potem okazało się ze nie jestem na nic uczulona tylko od dziecięctwa mam astme oskrzelową. Poza tym mam toksoplazmozę (cale szczescie bo podejrzenie było czerniaka), dyskopatię a teraz nerwicę lękową.

 

Nie boje sie szpitali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
A u mnie bylo tak, ze lezalam sama w obcym tam miejscu, nade mną stalo 5ciu lekarzy i nikt nie chcial mi dac NIC na uspokojenie ze wzgledu na nerwice. .

Nie rozumiem>>wiedzieli ze masz nerwice i nie chcieli Ci dac nic na uspokojenie>>;|???Dziwne podejscie przyznaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie cierpię szpitali...Brrrrr.Pracowałam w szpitalu kilka lat , i patrzenie na śmierć dobijalo mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
A u mnie bylo tak, ze lezalam sama w obcym tam miejscu, nade mną stalo 5ciu lekarzy i nikt nie chcial mi dac NIC na uspokojenie ze wzgledu na nerwice. .

Nie rozumiem>>wiedzieli ze masz nerwice i nie chcieli Ci dac nic na uspokojenie>>;|???Dziwne podejscie przyznaje.

 

 

Przepraszam, myślalam jedno a napisalam drugie :mrgreen: Powinno byc tak --> stalo nade mną 5ciu lekarzy i nikt nic nie chcial mi dac ze względu na USZKODZONĄ WĄTROBĘ bo trafilam tam na zatrucie paracetamolem . O tak ma byc :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej

Szpital u mnie na sama myśl wywołuje lęk, a co dopiero tam sie znaleźć!!! W pierwsze ciązy jak leżałam w szpitalu tak się nakręciłam, że wypisałam się na własne żądanie. Potem był poród i było juz o niebo lepiej. Lekarz, do którego chodziłam wiedział, że mam "bzika" na punkcie szpitala, lekarzy i tych wszystkich badan i gdy trafiłam tam przed porodem to miał odpowiednie podejście do mnie.

Teraz jetsem w ciązy z drugim dzieckiem i już się na zapas martwię co ja zrobię, gdy będę musiał tam leżeć. O dziwo nie boję się porodu tylko samego pobytu w szpitalu>))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja się boję szpitali, ostatnio miałam atak, ale byłam przekonana , ze to zawał, lezalam 24 h na kardiologii, przypięta do monitorka, nie mogłam sie ruszyć nawet do kibla, masakra, oczywiscie okazało sie, ze to zaden zawał, ale lęk przed szpitalem pozostał... nie potrafie sie uporac z tym, ze jestem w zamknięciu i nie mam drogi ucieczki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No to mamy to samo :/

Bliksa- wspolczuje, wiem co przezylas !

Skarb- ja juz nad to mam patent, porod w domu albo w prywatnej klinice, tam jest jak w domu, moja mama tak rodzila moją siostre, 2500tys ale pelen wypas. I rodzine masz i dziecko przy lozku swoim 24h na dobe, wlasny pokoj, tv, lazienke i swojego lekarza. Mysle ze warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Bliksa- dla nas to jest najlepsze wyjscie, a mysle ze jak kogos stac na utrzymanie dziecko to i stac na porod 2,5tys zl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepszym sposobem, by pozbyć się lęku do szpitala, jest bycie pacjentem szpitala, zgodnie z zasadą "chcesz pozbyć się strachu, stań z nim twarzą w twarz".

 

Nie zamierzam twierdzić, że hospitalizacja jest przyjemniejsza niż obżarstwo, seks czy dobra książka, jednak sam wieloktronie byłem pacjentem w różnych etapach życia; cudem uratowano mnie od śmierci na skutek bardzo drastycznego przebiegu odry, płukanie żołądka po zespole serotoninowym, pobieranie płynu mózgowo rdzeniowego, po którym boli głowa, jakby wokół niej kółeczko robiła kolej transyberyjska z godzinami leżenia na brzuchu włącznie, a w końcu nocna śmierć 2 pacjentów leżących w moim pokoju na zawał w odstępie 30 minutowym poprzedzona agonalnymi wyciami jednego z umierających, którego nie da się odróżnić od żadnego innego dźwięku plus ryczące wniebogłosy rodziny zmarłych, które na drugi dzień zabierały ich rzeczy.

 

Nie mogę powiedzieć, że było to przyjemne, ten ostatni fakt mocno odreagowałem. Niemniej przeżyłem to wszystko i żyję dalej. Ale szpital ma służyć Waszemu dobru, diagnozie oraz wykonaniu szybko niezbędnych badań. Jest czasem po prostu koniecznością. Jeśli jest wskazanie lekarskie mające na celu hospitalizacji, to nie dyskutujcie z nim (chyba że to psychiatryk, wtedy cóż...), tylko połóżcie się, weźcie ze sobą coś, co Was rozwesela, a przy odwiedzinach rodziny wszystko będzie OK. Przecież od pobytu w szpitalu jeszcze nikt nie umarł, nieprawdaż? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Niby tak, ale tak jak mnie cudem uratowali od przeszczepu wątroby (a miałam lat zaledwie 19) i następnego dnia uslyszalam, ze niewiadomo ile poleze, az wyniki beda dobre czyli moze za miesiąc a moze wcale i przeszczep .... co ja mialam czuc? mialam ochote uciekac (jak to w nerwicy) a nie moglam bo by moglo sie skonczyc tragicznie (marskosc wątroby moze wyjsc po tygodniu nawet dopiero) , a nawet zadnego leku nie moglam wziasc zeby sie uspokoic! a mialam mega ataki... dzien przed Wielkanocą.. i Ci chorzy ludzie.. plakac mi sie chce na samo wpsomnienie tamtego koszmaru.

Na mysl 'szpital' mam ochote uciekac, nienawidze miejsc gdzie jestem zamknięta, nie moge stamtad wyjsc i czuje nipewnosc dotyczaca mojego zdrowia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej magdalenabmw doskaonale cie rozumiem, ja wypisałam się ze szpiatla chociaż miałam wysokie ciśnienie (180/120) a skoczyło mi właśnie przez pobyt w tym miejscu. Wyniki miałam dobre więc sie nie martwiłam o zadne zatrucie ciązowe i jakies inne bzdury, którymi lekarze umieją straszyc w celu wyciągnięcia kasy od zdesperowanego pacjenta. W domu wszystko wróciło do normy.Tylko lęk pozostał. Może i faktycznie warto się zastanowić nad porodem w domu!!?? Kasa mnie nie odstrasza tylko co w razie powikłan?, w szpitalu mają odpowiedni sprzet, zeby w razie czego ratowac zycie matce i dziecku, a w domu tego nie ma. Na szczęcie mam jeszcze czas na podjecie decyzji.

Do isj

""Najlepszym sposobem, by pozbyć się lęku do szpitala, jest bycie pacjentem szpitala, zgodnie z zasadą "chcesz pozbyć się strachu, stań z nim twarzą w twarz".""

tutaj mam pewne wątpliwości, wielokrotnie próbowałam pozbyć się mojego strachu nie tylko do szpitala ale do innych rzeczy które wywołują u mnie paniczny lęk. Z niektórymi nauczyłam się zyc niektórych po prostu unikam, Zawsze przed wizyta u lekarza mam serce w gardle (a wierz mi chodzą do nich często, na rózne badania, zwłaszcza teraz gdy zaszłam w ciąze). Od kilku lat pracuję w biurze wsród ludzi, których lubie, ale w cale nie czuję się tam komfortowo, chociaż lubie swoją pracę i kontakt z klientami. Od dwóch lat chodzę na psychoterapię i jest nijak czuję,że się zatrzymałam na pewnym etapie i nie mogę ruszyć dalej. Z psychoterapeutką rozmawiam o swoich lękach i obawach ale własciwie nie zaprezentowała mi jeszcze konkretnego rozwiązania....może czas zastanowic się nad nad jej zmianą?! Juz mnie męczy wywlekanie mojego dziecinstwa (ktore zresztą miałam do d..py), i tak w kółko. Tylko w miasteczku, którym mieszkam nie ma dobrych lekarzy, a siedziec i nie szukac pomocy tez do niczego nie prowadzi, Nerwica sama nie minie, wiem to z własnego doświadczenia.

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Skarb - za porod domowy placi sie tez, takze sprzęt i opieka medyczna jest. Niewiem jak to jest w praktyce, ale chyba warto abys o tym pomyslala i zapytala lekarza. Albo ten porod w prywatnej klinice. Mojej mamie sie podobalo :) To jest 'szpital' ale czujesz sie jak w domu w sumie, i masz dziecko przy sobie 24h na dobe i mąż moze spac u Ciebie, masz swoj pokoj, lazienkę, tv, swojego lekarza prywatnego i stado pielęgniarek.

A propo dzieci to wczoraj wieczorem siostra mojego faceta urodzila cesarką dwie blizniaczki :))))) jestem ciocią hehe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
tutaj mam pewne wątpliwości, wielokrotnie próbowałam pozbyć się mojego strachu nie tylko do szpitala ale do innych rzeczy które wywołują u mnie paniczny lęk.
Piszesz, że próbowałaś, zgoda. Ja natomiast zadam pytanie: jakimi metodami?
Od dwóch lat chodzę na psychoterapię i jest nijak czuję,że się zatrzymałam na pewnym etapie i nie mogę ruszyć dalej. Z psychoterapeutką rozmawiam o swoich lękach i obawach ale własciwie nie zaprezentowała mi jeszcze konkretnego rozwiązania....może czas zastanowic się nad nad jej zmianą?!
2 lata rozmowy o dzieciństwie to stracone 2 lata. Powiedziałaś, że nie czujesz postępu? Zapewne jesteś leczona psychoanalizą, które konkluzje można wysnuwać najbezpieczniej po paru latach, spotkań. Wtedy dostaniesz określoną diagnozę. Ja mam terapię poznawczo-behawioralną z elementami psychodynamicznej, mimo że trwa zaledwie pół roku postęp jest widoczny. Terapeutka wskazuje na wadliwe mechanizmy myślenia wpływające na biochemię mózgu, a ja uczę się te mechanizmy eliminować, także poprzez konfrontację z tym co przysparza mi najwięcej dyskomfortu.

 

Za propozycją konfrontacji ze strachem kryje się w tym przypadku zasłona czysto empiryczna. W stanie odurzenia narkotykami wskoczyłem do wody i zacząłem gwałtownie się topić, tylko szybka interwencja kolegi, który mnie wyciągnął mnie z wody, uratowała mi życie. Odtąd woda stała się moim koszmarem, nie chodziło już nawet o to, że bałem się wskoczyć do niej, nie. Ze wstrętem oglądałem obrazy jezior, kąpiel stała się koszmarem, podczas przejazdu przez most (mieszkam w wielkim mieście, a rzeka jest bardzo szeroka) musiałem zamykać zawsze oczy.

 

Nadszedł czas studiów i WF. Postanowiłem dać sobie szansę i choć przez jeden semestr pochodzić na basen. Początki były okropne: chorobliwy strach przed położeniem się na wodzie, pływaniem grzbietem, nawet z deską bałem się pływać. W pewnym momencie, po kilku miesiącach, błądząc myślami w zupełnie innym miejscu, nagle zorientowałem się, że po prostu płynę bez żadnych podpórek oraz innych dupereli. Natychmiast pojawiła się myśl, żeby jak najszybciej po omacku dotkąć krawędzi basenu. Przezwyciężyłem ją i starając się zachować spokój przepłynąłem tak 2 długości. To był przełom, potem wszystko poszło jak z górki. Pływałem normalnie i bez barier psychicznych, zdobyłem kartę pływacką, a basen stał się moim ulubionym miejscem rekreacji. Nie jestem jakimś szczególnie wybitnym pływakiem, niemniej ta lekcja od życia była dla mnie nad wyraz cenna i służy mi w terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Magdalena bmw gratuluję dzieciaczków w rodzinie, zaraz mam wizytę u ginekologa a potem psychoteraoię, wiec będę się streszczac. Zapytam mojego ginek. o poród w prywatnej klinice muszę się zorientować, gdzie taka się najbliżej znajduje, a takze o poród w domu.Potem to przemyślę.

 

Isj widzę, że jesteś bardziej obeznany w temacie ode mnie, bo ja chodząc na psychoterapię nigdy sie nie zastanawiałam jakiego jest rodzaju, chciałam aby mi tylko pomogła i faktycznie objawy somatyczne, które miałam 2 lata temu typu zawroty głowy, omdlenia, kołatanie serca, wymioty, trochę mi się wyciszyły ale nie zniknęły całkowicie.(wydaje mi się, że bardziej to zasługa leków niż psychoterapii). Tylko wszystkie moje zaburzenia lękowe, fobie (miedzy innymi przed pobytem w szpitalu) zostały. Więc chyba nie tędy droga, boje się, że przy jakimś stresującym przeżyciu to wszystko powróci.

Rozmawiam o tym z moją psych. ale ona mi tylko radzi słuchac muzyki relaksacynej i stosować treningi autogenne (nie bardzo wiem jak się za to wszystko zabrać). Tak więc żyję sobie z dnia na dzien, chodzę do pracy, zajmuję się dzieckiem,zapisałam się na studia podyplomowe (chociaż teraz mam wątpliwości czy podołam ze wzgl. na ciążę), próbuję żyć normalnie ale czasem jest mi bardzo ciężko. Np w ubiegłym tygodniu miałam rozmowę z szefem dot. między innymi mojej przyszłości w firmie, przeżywałam ją od dawna, a jak juz do niej doszło to aż się telepałam ze strachu, było mi słabo i myślałam tylko o tym kiedy to się skończy, chociaż wynik był dla mnie pozytywny. To nie jest normalne, wiem, że mam problem (i to od bardzo dawna) ale nie wiem jak sobie z nim poradzić.

 

 

Proszę Was o jakąś mądrą radę,

pozdrawiam i lecę do lekarza:))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze, zapoznaj się ze schematami 2 innych terapii, które wymieniłem i przeanalizuj ich przydatność pod kątem swojej osoby. Jeśli uznasz, że będą Ci pomocnę, przemyśl zmianę sposobu leczenia.

 

Po drugie, biorąc leki co dwa lata proszę sprawdzić swoją wątrobę i wziąć skierowanie od lekarza rodzinnego na badania ASPAT, ALAT, GGTP oraz bilirubiny bezpośredniej.

 

Po trzecie, nie będziesz mogła się skupić należycie na muzyce relaksacyjnej, jeśli nie położysz dziecka spać. Połóż się potem na czymś miękkim, zamknij oczy, otwórz troszkę okno, spokojnie oddychaj i idź za tą muzyką. Upewnij się, że nic się nie gotuje, komórka jest wyłączona etc.

 

Po czwarte, trening autogenny należy przeprowadzać na początku pod okiem specjalisty, sama sobie nie poradzisz. Poproś o przeprowadzenie w czasie jednej (czy raczej jakichś czterech) sesji takiego treningu oraz o schemat sekwencji wykonywanych czynności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, treningi z lektorem są o wiele bardziej perswazyjne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mozecie cos więcej napisac o tych treningach z lektorem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Madzia mam cos takiego na kompie jak chcesz, mogę podesłać. mam trening autogenny shultza i relaksacyjny jackobsena. ja zwykle leże na kocyku na podłodze i dostosowuje sie do instrukcji lektore. mi pomaga ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×