Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
betty_boo

jak daleko wybiegacie myślami w przyszłość?

Rekomendowane odpowiedzi

jak daleko wybiegacie myślami w przyszłość?

 

tydzien, miesiąc?

 

i jaki to ma sens? bo ja nigdy nie wiem czy nie za bardzo albo nie za mało planuje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zwykle nie myślę co by było gdyby, jeśli wybiegam w przyszłość to albo w bardzo daleką, marzę o tym jak chciałabym żeby wyglądała moja rodzina, dom itd, albo w przestrzeń kilku miesięcy od teraz ale to tylko w celu zaplanowania jakichś tam zadań. Staram się nie drążyć tematu przyszłości bo w sumie do niczego to nie prowadzi, nikt nie wie co przyniesie życie i snucie np pesymistycznych wizji jest poprostu guupie ;) będzie jak będzie i tyle :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wybiegam w przyszłość - myślę tylko o tym kiedy wyzdrowieje. Wiele razy musiałam z wielu rzeczy rezygnować przez chorobę dlatego teraz już odpuściłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam coś innego od bardzo długiego czasu, nie potrafię zobaczyć jutra, zaplanować go sobie. Czasem dzień wcześniej mówię sobie, zrobię to to i to ale końcem końców robię to co zawsze - czyli nic a jeśli już wybiegam w przyszłość to bardzo odległą taką w której mogą pojawić się marzenia że kiedyś będzie inaczej niż teraz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

2 minuty :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tak ze 300 metrów najwyżej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lubię sobie czasem pomyśleć, co będę robił, gdy już będę zdrowy, toteż z oczywistych względów nie wiem, jak daleko wybiegam myślami w przyszłość. Ale to pozytywnie mobilizuje :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja non stop wybiegam w przyszłość o kilka miesięcy lub ze dwa-trzy lata...i dzięki temu dobijam się pogłębiając swoją nerwicę i depresję... :cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje przemyslenia są takie, że warto nie tylko wybiegać myslami w przyszłość, ale przede wsyztskim usiąść i zaplanować ją sobie[co tez jest sztuką, nie zbyt trudną ale jest].

 

Też mam spostrzeżenia odnośnie tego jak daleką przyszłość planujemy.

Bliska przyszłość, to nie wiemy po co żyjemy. Nie mamy szkieletu, celów życiowych i długoterminowych.

Daleka przyszłość, nie wiemy jak dojść tam, bo skupiamy się na celach krótkoterminowych.

 

Logiczne wydaje się, że dobrze jest planować przyszłość od dziś po hen daleko.

 

 

Sprawdzcie taką zależność: "Osoby widzące bliską przyszłość są krótkowidzami, natomiast odległą przyszłość dalekowidzami".

Usłyszałem to kiedyś i weryfikuję czy tak jest, jak narazie zgadza się raczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uwielbiam wyobrażać sobie przyszłość. Czasem dodaję do niej odrobinę nierealności. Marzę o sytuacjach, które chyba nigdy nie nastąpią, ale strasznie przyjemnie jest chociaż posiadać w głowie, czego brakuje mi w prawdziwym świecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Powoli odważam się myśleć o tym, co dalej. Ostatnio przeżywam jakieś swoiste "odrodzenie" i dzięki sprezentowanej przez przyjaciela lekturze (moja ukochana Sylvia Plath) zaczynam powoli odczuwać wenę i podejrzewam, że wkrótce znowu zacznę pisać... Mam już nawet pomysł na opowiadanie (które potem przerobię na scenariusz)... Właściwie to nie tylko pomysł, w głowie słyszę gotowe dialogi (hehe słyszę głosy :mrgreen: ).

Może znowu zacznę żyć hasłem "kochaj i twórz".............

 

Nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś dobrego czai się tuż za rogiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No właśnie, moi znajomi się dziwią, jak mogłam kiedyś pisać, a teraz nie potrafię zdania sklecić. Jakiś czas temu gdy "zaplanowałam" sobie, że zaczynam pisać opowiadanie, usiadłam przed kompem, napisałam 1 zdanie i potem migający kursor mnie chyba zahipnotyzował..., w głowie pustka.

Nie da się pisać pod przymusem. Chociaż kiedyś potrafiłam pisać felietony na terminy do gazety i zawsze się znalazła wena, ale wtedy byłam innym czlowiekiem......

 

Jak czytam swoje stare rzeczy, to nie raz mi się nie chce wierzyć, że ja to pisałam, że miałam kiedyś tak świeży i lotny umysł, tak pobudzoną i odważną wyobraźnię... brak mi tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie zapeszajmy ;)

 

Ja też się boję, dziwne, bo w głowie mam gotowe teksty, a wydaje mi się, że jak zacznę przelewać je na papier, to wyjdzie na jaw, że już straciłam cały talent.

 

Eeeeech, ale mamy twórcze dylematy :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×