Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
potegapodswiadomosci

skąd się biora natręctwa?ja doszłam do dziwnego wniosku

Rekomendowane odpowiedzi

ze biorą się z nieumiejetnosci panowania nad własnym umysłem,a jeszcze często jest tak, ze natrectwa i mysli natretne maja osoby inteligetne, a i tu jest własnie tajemnica poliszynela.Ja przynajamniej wierze w dusze.U mnie to czasem wygląda jakby mój umysł chciał przechytrzyc-wystarszyc wręcz moja dusze, NO, A ze umysł jest sprytny i cwany...to potrafi takie sztuczki stosowac ,ze hoho , ze sie sami swoich wytworow umysłu boimi!Dusza ze swej natury jest uczuciowa i delikatna podatna na sugestie.Im inteligetniejszy umysł, tym dusza ma trudniej by moc go okiełznac.Poniewaz dusza nie znam sztuczek znanych umysłowi,wszystkie te obsesje , kompulsje,ruminacje,analizy swoich mysli, biorą sie z umysłu, a czasem z naszej nieumiejetnosci panowania nad przyrzadem zwanym mozgiem.No, ale przeciez nie skłądamy sie tylko z mozgu, mamy wolną wolę i dusze i własnie ta dusza krzyczy w nas z lęku i z bólu, gdy umysł nam podsuwa jakies straszne obrazy.Gdy dusza z umysłem nie wspołpracuja rodzi sie napięcie miedzy nimi i kłócą się nie mogą sie dogadac..bo co innego nam w duszy gra, a co innego w myslach gra..Czasem brak nam wiary i myśle ze wiara jest przeciwienstwem lęku.Ludzie , ktorzy ufnie wierza w Boga, mniej sie boją, mniej lekają.Jednak gdyby to było takie proste.Jestesmy istotami niezmiernie kruchymi , czasem czuje sie jakbym była z waty, byle rysa na mym umyśle juz sie rozpadam.Wiem,to jest tylko moja teoria , a takich teorii jest wiele, ze natretcwa biora sie z dziecinstwa, ze z braku poczucia własnej wartosci i one tez są prawdziwe..kazde nowe odkrycie dotyczace natrectw..jest czyms istotnym, bo pomaga nam zrozumiec ich skomplikowana naturę.

Czy nie macie takie, ze macie jakies okropne mysli, ktorych sie boicie(wytwarzane w umysle), a za chwile odzywa sie jakis głos w nas jakies wewnetrzne ja!"kurde mysli, to tylko mysli, ale ja przeciez taki nie jestem i nie chce byc!!"(odzywa sie dusza).

 

Jedna z moich osobistych mantr powtarzanych , gdy nachodza mnie natretne mysli"Mogę sobie myslec o czym mi sie zywnie podoba, ale czy chcę?, nie nie mam ochoty sie zadreczac.."chwiliwo działa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję Ci za tego posta.

ja jestem osobą wierzącą, również wierzę w dusze. co do mojego umysłu, to on żyje własnym życiem juz dawno przestałam panowac nad nim niestety :(

on swoje ja swoje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze takie jedno coś.Kiedy mam jakieś głupie okropne myśli,to, żeby je zniwelować i zeby mijały stosuje tzw.racjonalizacje.cZYLI STARAM sobie logicznie wytłumaczyc skad sie biorą, to oczywiscie po czesci pomaga, ale dochodze do punktu zapetlenia w tych racjonalizach.bo ok.wyjasniłam sobie wszystko, ze te okropienstwa w mojej głowie, to tylko mysli, juz rozumiem skad sie moga brac, wiem, tez, ze to tylko mysli i ze nie chce tego zrobic.Jednak dokonuje sie zapletenie.No bo wtedy, stwierdza moj mózg(przy tych rajconalizach), ze skoro ze mna jest ok , jestem dobra osoba, nie chce nikomu wyrządzac krzywdy to dobrze uspokaja mnie to.Jednak logika podpowiada mi, ze przeciez są ludzie , ktorzy ropią te okropienstwa o ktorych "ja tylko myle, ze wzgledu na swaoja chorobe nerwice natrectw".Zaczynam wtedy (nie chce tego robic, moj mozg sam sie w to zgałebia), zaczynam analizowac, czemu są tacy zli ludzi?czmeu robia takie złe rzeczy, jak czasem podaja w wiadomosciach?(jakies zabojstwa cos)..czemu swiat nie moze byc dobry i składac sie tylkoz dobrych ludzi, wtedy wiem, ze nie miałabym zadnej nerwicy, bo nie miałby sie skad brac moje mysli o okropienstwach jakis, bo do takich rzeczy by nie dochodziło, wiec nigdzie w wiadomosciach nie mogłabym usłyszec, ze ktos kogos zabił, wiec nie mogłam bym popasc w sugestie, ze ja moge kogos skrzywidzc jak to zwykle w naszej nerwicy bywa!!

No i znow, zaczym sie lękac.Potem, zaczynam wczuwac, sie w tych ludzi, w tych co robia te okropienstwa?staram sie sobie wytłuamczyc, zeby zracjonalizwac lęk, czemu to robia?Moze są chorzy, a moze po prostu nieszczesliwi i to nie ich wina to jacy są, wiec nie mam sie czego lekac.No i znow zaczym sie zastanawiac, czy ja?skoro przeciez tez jestem "chora"na nerwice natrectw, to czy skoro tak jest, to znaczy, ze jestem zdolna jednak do tych okropienstw, bo przeciez bez powodu ludzie nie robia złych rzeczy, nie zabijaja, nie krzywdza!!!i znow sie zapetlam!!U mnie racjonalizacj, nie działa!!po prostu nie moge sobie wytłumaczyc logicznie pewnych rzeczy i przez to znow łąpie ten lęk..to chore:(wy tez tak macie?czy tylko ja sie tak zapetlam?jak sie nie zapetlac??

 

---- EDIT ----

 

za bardzo tez jestem empatyczna, ma to swoje złe strony, ale jak ogladam filmy zarowno wczuwam sie w dobre postacie, jak i złe..przez te złe potem łapie nerwice..boje sie chyba zła tak w ogole!:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje natrętne myśli mnie wykańczają,nie mogę sobie z tym poradzić,może lepiej powiedzieć sobie że nie będę się zadręczać szkoda na to czasu,a moje myśli to wytwór mojego mózgu,moja pięcioletnia córka w różnych sytuacjach mówi nic się nie stało,przydałoby się tak po prostu czasem powiedzieć sobie w wielu sytuacjach -nic się nie stało to nic to normalne,muszę zacząć inaczej panować nad sobą ,szkoda życia marnować.pozdrawiam cię potega podświadomości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje natrętne myśli mnie wykańczają,nie mogę sobie z tym poradzić,może lepiej powiedzieć sobie że nie będę się zadręczać szkoda na to czasu,a moje myśli to wytwór mojego mózgu,moja pięcioletnia córka w różnych sytuacjach mówi nic się nie stało,przydałoby się tak po prostu czasem powiedzieć sobie w wielu sytuacjach -nic się nie stało to nic to normalne,muszę zacząć inaczej panować nad sobą ,szkoda życia marnować.pozdrawiam cię potega podświadomości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Tobą, ale jedno jest pewne każdą pozytywną rzecz, pozytywną myśl itd. nerwica potrafi podważyć( typu kocham tą i tą osobę i nie zrobię jej krzywdy,ale jeśli jestem zły? nie, nie jestem zły bo to i to, ale jeżeli nie będę nad sobą panował? i tak dalej i tak dalej) natręctwa rozbierają wszystko na czynniki pierwsze, można to też porównać do rozdrapanych ran które nigdy się nie goją bo cały czas natręctwa je posypują solą i drapią nadal. To jakby jest taka inteligentna ciemna strona podświadomości która nie jest pod naszą kontrolą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie suzuki jak napisałas "inteligetna ciemna strony mocy;)naszje podswiadomosci..

dlatego tak trudno ja przechytrzyc bo jest cwana

 

---- EDIT ----

 

to jest ..ta nerwica natrectw z puntu widzenia informatyka

to taki samopiszący się program typu wirus, albo trojan, no i komputer nie ma kontroli nad tym jakie rzeczy beda znajdowały sie w tym programie, mozna jedynie usunac takie cos to kosza, wywalic,ale to w sumie nie jest tak łatwe jak w kompie;)bo niby usuwamy z kosza, a w rejestrze są jeszcze pliki:)

 

---- EDIT ----

 

poza tym za duzo siedzimy w naszych głowach, zamiast siedziec poza nimi i po prostu zyc zmysłami, doswiadczac zycia tego co na zewnatrz nas a mniej tego co wenatrz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś próbowałem medytacji i przyznam doszedłem do wniosku że 3/4 moich myśli to są natręctwa, nie myślałem o niczym (starałem się) a pojawiały się takie myśli z przeszłości, lub jakieś wyobrażenia, że się na prawdę zdziwiłem. Mózg chorego na nn jest cały czas nastawiony na analizowanie rzeczy o których ludzie bez nn by już dawno zapomnieli. To tak jak zatkana rzeka, u normalnych ludzi wszystkie myśli płyną z prądem i jest naturalna wymiana wody,a u nas tak nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie mamy zatkane toksycznymi myślami glowy, jak kibel ktory sie(przepraszam za porównianie) gownem zatka, nie mozna spuscic wody, a gdy spuszczasz wode wszystko tylko wypływa, narobic nowych gowien tez nie mozna, bo sie juz nie miesza, przepraszam za niesmaczne porownianie,ale te mysli są jak gówna własnie!!to toksyczne mysli zatykajace nasz umysł!Trzeba na to albo porządnego hydraulika-patrz psychoterapeuta ktory sobie z tym poradzi ma doswiadczenie, albo mozna samemu probowac drutem cienkim jakims, czasem pomaga kret, a czasem niestety, trzeba po kolei kazde gowienko z kibelka w rekawiczkach wyjąc(czyli po kolei wyjmowac wszystkie natrectwa , toksyczne ktore weszły do głowy), zeby pozniej moc spłukac!pozdro

 

---- EDIT ----

 

tak a propos dzisiaj odtykałam kibel i jakos mnie porównanie naszło..:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze mówiąc ja już próbowałem tyle sposobów leki, psychoterapia no i dochodzę do wniosku, że zawsze będziemy mieli te natręctwa i leki po prostu trzeba brać. Liczę, że w przyszłości wymyślą na to jakiś cudowny lek czy zabieg, ale na dzień dzisiejszy możemy tylko zmniejszyć objawy. Gdyby nie natręctwa to byłbym na pewno dużo lepiej zorganizowany itd. Chociaż nie chce nikogo zniechęcać mówię to w moim przypadku,może też nie potrzebnie? Może za słabo się starałem?

 

Polecam książkę.

 

Coaching Osobowości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W trakcie mojej terapii rozwiązał się problem właśnie takich myśli typu: zamorduje mamę, zepchnę chłopaka ze schodów, zadźgam kogoś nożem itd. Już chyba z rok nie mam takich natręctw. Okazało się, że to moja złość. Ze jestem zła na konkretne osoby (zwłaszcza rodziców) za jakieś zaszłe sprawy, sytuacje. I wiecie co, rozmawiałam z pania terapeutką, ile osób ma takie same natręctwa i z czego to wynika. Powiedziała, że z tego samego. Każdy, kto ma takie natręctwa tak naprawdę jest wściekły!Na coś, na kogoś... Tylko kryjemy to w sobie i pozwalamy, zeby nas opuściło. I oczywiście za pierwszym razem ja absolutnie zaprzeczałam, przecież nie czułam złości na mamę ani na nikogo. Ale doszłam do tego. Trochę czasu to zajęło, ale opłacało się! Dlatego wierzę, że z resztą natręctw też dam radę:)

 

Osobiście uważam, że terapia jest niezbędna. Ale trzeba też trafić na dobrego psychologa. JA przez pół roku chodziłam do takiej pani. Fajna, miła, naprawdę ją lubiłam. Ale to było stracone pół roku. Dopiero później trafiłam do takiej pani, do której chodze juz 3 lata. Pomaga mi niesamowicie:) Oprócz tego polecam ustawienia rodzinne. Byłam na tym jakies 2 lata temu, a w styczniu wybieram się ponownie. Coś niesamowitego. Wtedy rozwiązał się jeden z moich problemów, tym razem liczę na to samo:))

 

Pozdrawiam:))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy wszystkie natręctwa biorą się z tego powodu moim zdaniem przyczyny natręctw to złe funkcjonowanie mózgu, które wpływa na emocje i powstaje konflikt emocji. Myśli o których dawno byśmy już chcieli zapomnieć wracają i krążą w nas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no nie do konca zle funkcjonowanie mozgu... bardziej na odwrot... jak one sa to mozg poprawnie funkcjonuje i objawy nerwicy jezeli wystepuja to oznacza ze mamy zdrowy organizm... mi kiedys psychoatra powiedzial ze ciezzy sie ze mam duzo objawow... ja lecze sie sama psychoterapia i moge powiedziec ze ona duzo mi dala... o wiele lepiej radze sobie z natrectwami i dochodze powoli do tego stopnia, ze potrafie ich poprostu nie miec i odczuwac normlane emocje ;) POzdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mafju nie rozumiem, czy możesz to jakoś wyjaśnić? Bo natręctwa są obroną organizmu ale co zrobić by nie było natręctw?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja powiem, czego się dowiedziałam od psychologa. Oprócz tego, co juz powiedziałam:)

Są dwie możliwości: pierwsza-życie, dzieciństwo itd., druga - nieprawidłowe działanie mózgu ( nie pamiętam dokładnie o co w tym chodzi, w każdym razie są takie przypadki, że ludziom czegoś brakuje w mózgu, albo mają czegoś za dużo, albo tez po urazach). Ten drugi przypadek jest bardzo rzadki-wtedy takiemu komuś pomagają leki. W pozostałych przypadkach jest tak, jak napisałam:)

 

Mafju88, ja rozumiem;) Na tym to polega, trzeba się nauczyć odczuwać emocje i mieć świadomość, że są one normalne:) Moja pani terapeutka może się nie cieszy jak mam objawy, ale mówi, że dzięki temu można dotrzeć do sedna. I tak jest, to działa.

wiem też, że samemu nie da się , a przynajmniej jest trudno, zmienić swoje podejście i rozumowanie i uczucia. Gdyby tak było, nie gadalibyśmy tutaj:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja czasem sie czuje jakbym miała poczucie winy za CAłE ZłO SWIATA..

a przeciez nie jest Bogiem, ani nie stworzyłam tego swiata, zeby miec wyrzuty sumienia

za tych ludzi, ktorych stworzyłąm

nie jestem tez Jezusem ktory umiera za grzechy innych na krzyzu, chociaz czasem sie tak metaforycznie czuje :-|

 

---- EDIT ----

 

ACHA I JESZCZE JEDNO WAZNE!!

WOLAłABYM UMRZEC Z LęKU, NIZ ZROBIC KRZYWDE KOMUS BLISKIEMU!!i My nerwicowcy własnie tak sobie kopiemu grób.Lękiem sie wykanczamy.

a wezmy na zdrowy rozsadek to, skoro ja sie boje juz tylko samych mysli, ze mogłabym zrobic cos złego, to chyba nie jestem zła?tylko wrecz przeciwnie?bo meczmy mnie ze jestem zła osoba..

Mi psycholog powiedział, ze to sie moze brac z tłumienia emocji, te starszliwe mysli o przemocy..tłumimy w sobie gniew, nie przyzwalamy sobie na niego!a tak nie moze byc, emocjom trzeba dac upust!bo sie człek udusi.

"więc głowa do gory gdy dzien wstaje rano

od tego są nogi by łazic na nich

te dni czy gorsze czy lepsze..

ten jest ostatni ktory nie pierwszy"!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest złe funkcjonowanie mózgu, które rani duszę. Człowiek z nn jest nie spójny wobec samego siebie. Tyle razy sobie obiecywałem, że nie będę wykonywał natręctw ale to jest silniejsze, nie raz krzyczę jakieś przekleństwa bo pojawiają się takie myśli. Próbowałem pól roku bez leków i do pewnego momentu było dobrze, ale w końcu nastąpiło załamanie nn tak mnie wykończyło, że cały czas mi się kręciło w głowie, miałem krwotoki z nosa, często wymiotowałem, nic nie jadłem, nie mogłem spać, w snach miałem natręctwa, nawet jak spałem to się budziłem sam z siebie w strasznym panicznym lęku, ale mimo wszystko starałem się normalnie funkcjonować i całkiem mi to dobrze wychodziło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja się bedę upierać, że to nie o mózg chodzi, tylko o emocje. Ja juz też tyle razy sobie obiecywałam, że nie będę dotykać, liczyć itd, itd. Ale strach jest silniejszy, za żadne Chiny się tego nie da zrobić. Suzuki, mówiłeś, że chodziłeś na psychoterapię. Jak długo i w jaki sposób była prowadzona??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo to jest zapetlenie takie co powoduje ten krag

"natrętna mysll ktora potem powoduje negatywne emocje-czyli, ze z mozgu by to pochodziło

czy emocja..ktora powoduje ze potem pojawiaja sie natrety

co było pierwsze jajko czy kura?

ACHA sUZUKI WYLECZYLES SIE?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najpierw są emocje, których nie odczuwamy, tylko wypieramy. Do nieświadomości. A że nic w naturze nie ginie, te emocje też są ciągle i tak krążą. I muszą znaleźć jakieś ujście. I tym ujściem są natręctwa, które oczywiście pociągają za sobą strach itd. Cała sztuka polega na tym, żeby sobie emocje uświadomić i przeżyć je. Wtedy znikają, a razem z nimi natręctwa:))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak brałem leki przez jakieś 4 lata i odstawiłem na pół roku, tylko, że wtedy brałem ich bardzo dużo ale i tak miałem natręctwa. Teraz biorę anafranil w bardzo małej dawce, i sporo pomaga no ale natręctwa są jak były. Mam też takie natręctwo w głębi psychiki, że boje się być zadowolony, bo boje się, że skoro będę się cieszył to zaraz stanie się coś złego. Walczę z tym i próbuje się cieszyć wewnątrz siebie, ale mimo wszystko się boje. To oczywiście tylko jest jedno z wielu natręctw, ale obecnie tak się zastanawiam nad tym. Bo natręctwa wszystko potrafią podważyć i muszę to zmienić jak najszybciej. Bo przypuśćmy taki głupi przykład - kupie sobie nowy samochód z którego powinienem się cieszyć, no ale powstają obawy a jak mi go ukradną? No może nie ukradną bo ma zabezpieczenia. Za chwile powstanie nowa obawa a jak to trefny egzemplarz? Może nie bo coś tam. To może ktoś mi go zepsuje specjalnie? I to tylko stale wymyślanie głupot, skoro jest dobrze, inny człowiek by się cieszył a tu tylko obawy. Podałem przykład o głupim samochodzie bo to dla mnie taki neutralny przykład bo wiadomo boje się raczej nie o rzeczy tylko o inne rzeczy na których mi zależy. Chodziłem na psychoterapie do różnych terapeutów, czytałem też książki o zmianie osobowości i takie tam różne. Książki bardzo mi pomogły, psychoterapia tak średnio. Nie wyleczyłem się jeszcze. Kiedyś mojej lekarce powiedziałem wg niej bardzo ważną rzecz, że "nie wyobrażam sobie życia bez nerwicy natręctw". Wiem jedno, że jak ktoś próbuje odstawić leki i źle się czuje to powinien jak najszybciej brać na nowo, bo stan może się strasznie pogorszyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Suzuki, ja chwilowo mam to samo, co Ty, albo przynajmniej coś podobnego. Mam wrażenie, że nie powinnam się cieszyć, być zadowolona, radosna, śmiać się itp. Bo np. są inni ludzie, którzy chorują, cierpią, są biedni. A jak ja się cieszę, to mam wyrzuty sumienia, bo powinnam się martwić tymi ludźmi. I pojawiają się natręctwa, że cos się stanie: ktoś zginie, zdarzy sie jakaś tragedia.

A to dlatego, ze uważam się za złą osobę. To znaczy, nie uważam się za taką, ale tak czuję. Zaczynam do tego dochodzić na terapii. I już przynajmniej wiem, skąd te natręctwa, z poczucia , że jestem niedobra. Że nie zasługuję na szczęście i w ogóle na nic dobrego. A to skąd?Z dzieciństwa najprawdopodobniej...

 

Pare dni temu wróciłam do leków, też biore Anafranil:) Biore to z jakieś 5 lat, z przerwami, kiedy chciałam odstawić i zobaczyć, jak będzie. Ale jak tylko czuje, że coś mi zaczyna odwalać, to zaczynam brać. Nie mam zamiaru się męczyć;)

 

Suzuki, damy radę:) Rozumiem, że zraziłeś się do terapii?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

HAniaa, o widzę wiele nas łączy :) to mam właśnie bardzo podobne myślenie do Twojego. Jak możesz to napisz jakiś przykład który pomaga Ci z nerwicą natręctw. I jakieś wnioski do jakich doszliście na psychoterapii. Ja troszkę się zraziłem właśnie, ale chyba znowu zacznę chodzić. Ja czasami biorę doraźnie zomiren on mi bardzo pomaga, wtedy czuję się taki silny (bo obniża niepokój) i nie przejmuje się wtedy tak bardzo natręctwami. Musimy dać radę, czasami mam chwile zwątpienia ale damy radę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×