Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Beata1709

Wole tamten swiat

Rekomendowane odpowiedzi

Nie radze sobie z zyciem, nawet nie wiem od czego zaczac. Wiem jedno: chcialabym zasnac i wiecej sie nie obudzic... Jest mi obojetne moje zycie, ludzie ktorzy mnie otaczaja tez sa mi obojetni. Po co sie meczyc? Moje dzieci codziennie widza mnie w takim stanie, wiec zadaje sobie pytanie: po co? I nie przemawiaja do mnie argumenty, ze przeciez mam dla kogo zyc. Ale ja nie chce takiego zycia, i to jest dla mnie teraz najwazniejsze, a skoro nie mam szans na lepsze to po co mi takie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie po raz setny usłyszysz ten argument- masz żyć dla swoich dzieci, nie masz prawa im zrobić takiego świństwa, jakim by było odebranie sobie życia.

Ja nie mam dzieci, też mam gdzieś to całe życie, ale ze względu na rodziców muszę żyć dalej. Musisz się wczuć w sytuacje swoich dzieci(i innych członków rodziny) jakby się czuły po Twojej śmierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale co to za zycie? Mam 33 lata, cukrzyce, chora tarczyce, lecze sie na otylosc. Nieudane malzenstwo z czlowiekiem, ktory nie odcial pepowiny od swoich rodzicow, nie sypiamy ze soba, od ponad 3 lat nie kochalam sie. Zyje jak zakonnica, pod obstrzalem szpiega tesciowej. Proby rozmow nie odnosza skutkow. Mieszkam u niego, nawet nie potrafie juz nazwac go mezem. Moje zycie zmienilo sie o 180 stopni na gorsze. Nie wiem czy to depresja, ale totalnie wisi mi wszystko. W domu balagan, ja w pizamie caly dzien, dzieci zdane same na siebie, maja 6 i 3 latka. Nie wyprowadze sie bo nie mam dokad, na wynajem mnie nie stac. Chce dzieciom oszczedzic smutnego dziecinstwa. Nawet nie wiem czy warto bylo pisac...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie teraz jest zgłoszenie się do szpitala psychiatrycznego, na izbę przyjęć - tam wystawią Ci skierowanie i przyjmą od razu. Twój stan kwalifikuje się do hospitalizacji - szczególnie, że masz dzieci i powinny mieć w Tobie oparcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasem groźba jest silną bronią, może więc jakimś wyjściem jest zagrożenie mężowi rozwodem, może wówczas bardziej się będzie starać.

Jeśli jednak on tak jest uzależniony od swojej matki, to ciężko będzie coś zdziałać, bo w takiej sytuacji to ona ma decydujące słowo, zawsze warto jednak próbować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

My juz teraz zyjemy osobno. On swoj pokoj ja swoj i wszechogarniajaca cisza... Rozwod? Po nim to splynie jak woda po kaczce. Wiem, bo mi to powiedzial.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Beata, no nieciekawie z tym Twoim podejściem do życia. Rozumiem że masz ciężką sytuację, ale nie Ty jedna. tysiące ludzi mają poważne problemy ale walczą z nimi codziennie i wygrywają. Bo każdy dzie n walki z problemami dużego kalibru to dzień wygrany, nie ma co do tego wątpliwośći. Jesteś wygrana nawet jak czujesz, że upadasz, bo walczysz. Twoje życie jest wartościowe bo nie masz wszystkiego na tacy podanego, musisz się potrudzić, żeby coś osiągnąć. A Twoje dzieci? Mają 3 i 6 latek i mają być zdane same na siebie???!!! Jak możesz tak pisać? Kochasz je prawda? Ich uśmiech coś dla Ciebie znaczy prawda? Walcz o swoje życie i o ich życie bardzo Cię potrzebują, kiedyś bd Ci wdzięczne za wszystko. A Ty sama dbaj o swoje życie osobiste, trzymaj się staraj się je zmienić na lepsze, szukaj rozwiązań. zacznij odnajdywać pozytywne strony życia. Pomyśl sobie np o mamach które leżą teraz w hospisjum i nie mogą się pogodzić że już za kilka dni opuszczą swoje dzieci na zawsze. Nadal chcesz się zabić? Masz po co żyć, jakie to życie nie jest masz o co walczyć i przyjąć to dobre co Ci oferuje. A Ty wtedy będziesz mogla być dumna z siebie, za to, że się nie poddalaś, tylko wybralaś życie;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Beata, musisz walczyć ! Na razie połóz się do szpitala. Koniecznie .Tam się Tobą zajmą , dostaniesz leki. Może to otworzy oczy Twojego męża, jeśli nie rozwiedż się z nim. Mam nieudane malżeństwo za sobą .Wiem że męczenie się z nadzieją że coś się zmieni ,,,dla dobra dzieci''nie ma sensu. Jeżeli on teraz kiedy jesteś chora Cię nie wspiera to znaczy że nie zasługuje na Ciebie.Teraz powinnaś przede wszystkim zacząć się leczyć . A potem jak już będzie lepiej będziesz mogła zająć się swoimi dziećmi które Cię potzrebują . Ja też mam syna który mieszka z ojcem bo nie dałam rady się nim zająć. Wielokrotnie myślalam żeby ze sobą skończyć ale stwierdziłam że nie zrobię tego swojemu dziecku które i tak nie ma normalnej rodziny. Nie chcę jeszcze bardziej gmatwać Jego zycia . Wystrczy że ja jestem nieszczęśliwa... Zobaczysz że jak już wyzdrowiejesz ulożysz sobie życie.Glowa do góry! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co Twoja rodzina na to ?Piszesz że miesazkasz u niego.Co to oznacza. Czy mieszkanie jest tylko jego? Czy na czas pobytu w szpitalu możesz dać dzieci pod opiekę jakiej życzliwej Ci osoby? Z tego co piszesz widać że Twój ,, mężys z mamusią '' przyczyniają się do zaostrzenia a może nawet do wywołania Twojej choroby.Napisz coś wiecej o swojej sytuacji, może mogę Ci coś podpowiedzieć .Też swoje przeżyłam :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Beatka doskonale Cię rozumie...mam podobną sytuacje...Trzymaj się...

jakie środki bierzesz na otyłość ??? mogą wywołac depresje np.meridia więc uważaj..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja starałabym sie znalesc innego partnera a poten wyjazd z domu rozwod dzieci do siebie i nowe INNE zycie.lecz najpierw trzeba znalesc sobie jakis motor napędzający(partner a nie jakas pierdoła)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zaraz szpital... przecież to bez sensu, dziewczynie potrzeba chwili wolności a nie zamiany teściowej na pielęgniarkę oddziałową.

 

Beata1709, moim zdaniem powinnaś spakować manatki i gdzieś na trochę wyjechać. Sama - tzn bez dzieci, one powinny być radością i satysfakcją, a nie kotwicą trzymającą Cię w bagnie. Rodzina się nimi zajmie w tym czasie. Jakbyś poszła do szpitala, to też by Cię w domu nie było. Nie wiem jak stoisz z budżetem, pewnie niespecjalnie, ale jest jeszcze ciepło, nawet pod namiotem wytrzymasz. Ważne żebyś przez tydzień chociaż mogła żyć tak jak chcesz, na chwilę oderwała się od ponurej codzienności, posiedziała nad wodą, pochodziła po lesie. Wrócisz, i może wszystko się odmieni - spojrzysz na swoją sytuację z innej perspektywy, może natchnie Cię to do działania, może zauważysz rozwiązania które w tej chwili nie przychodzą Ci do głowy.

 

Po powrocie idź do jakiegoś psychologa czy psychiatry, niech Ci pomoże się poskładać, żebyś znowu w tym nie ugrzęzła. Myślę że warto spróbować w ten sposób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×