Skocz do zawartości
Nerwica.com

Przerwanie psychoterapii


logowanie

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć! Jestem tu nowa, założyłam konto żeby poprosić Was, forumowiczów, nieco bardziej doświadczonych w temacie, o opinię w mojej sprawie. Post będzie długi.

 

Mam 30 lat, jestem samotną singielką, pracuję zawodowo, mieszkam z rodziną. Od 11 lat leczę się na depresję i stany lękowe, raz zmieniłam lekarza, z obecnym współpracuję blisko 7 lat. Mam za sobą trudne dzieciństwo - wychowywałam się w rozbitej rodzinie w małym środowisku w dysfunkcyjnym domu, dotknęła mnie przemoc rówieśnicza i mobbing w pracy. Miałam w przeszłości kontakt z kilkoma psychoterapeutami (kilka lat nurt behawioralno-poznawczy), w tym 3-miesięczny pobyt na oddziale dziennym szpitala psychiatrycznego, gdzie dostałam diagnozę narcystycznego zaburzenia osobowości (narcyzm nadwrażliwy, z elementami osobowości unikającej, ale to już na marginesie). Pobyt w tym szpitalu nastąpił w wyniku mobbingu w pracy. Po zakończonej terapii w szpitalu, miałam traumę ponieważ musiałam wrócić do tamtego, szkodliwego środowiska pracy, niedługo później rozpoczęłam terapię w nurcie psychodynamicznym dwa razy w tygodniu, która trwa od stycznia 2019.

 

I tutaj rozpoczyna się wątek związany z moim pytaniem, ponieważ poważnie zastanawiam się nad zerwaniem terapii

 

Terapia psychodynamiczna prowadzona jest przez terapeutę posiadającego na Znanym Lekarzu 1,5 gwiazdki na 6 możliwych (6 opinii). Jest on certyfikowany, ale od jakiegoś czasu nawarstwiają się problemy w układzie terapeutycznym, które miały swoją kulminację w ubiegłym tygodniu. Terapeuta od początku wydawał się dość chłodny, co do sekund odmierzał czas trwania sesji, po zakończeniu sesji nie odpowiadał na żadne pytania nawet czysto "o pogodzie". W trakcie pandemii przeszliśmy na sesje zdalne, co było i jest dla mnie wygodniejsze. Wciąż restrykcyjnie (dla mnie głupie to jest) podchodzi do czasu. Był jeden przypadek kiedy ja ze względu na awarię prądu nie miałam internetu (więc i sesji być nie mogło), musiałam zapłacić tak, jakby się ona odbyła. Przed pandemią, kiedy zdarzały się przypadki, gdy ze względu na korki spóźniłam się, sesja oczywiście nie była wydłużona. Jednak, gdy podobne spóźnienie wynikało z jego strony, także kończył o czasie. Kiedy spóźnił się 5 min, ja w takim razie potrąciłam mu odpowiednią kwotę pieniędzy - miał pretensje (oczywiście łagodnie je wyraził, ale fakt jest faktem). Często na sesjach wchodził ze mną w spory światopoglądowe - m.in. mieliśmy kompletne rozbieżne poglądy dotyczące koronawirusa, w połowie 2022 (albo 2021 roku) oznajmił mi, że powraca do sesji stacjonarnych, na co ja stanowczo nie wyraziłam zgody ponieważ ze względów fizycznych - nie jestem w stanie, dość często przysypia na sesjach!

 

W zeszłym tygodniu miała miejsce taka sytuacja - po zakończeniu dość emocjonalnej dla mnie sesji, powiedziałam mu (o czym zapomniałam powiedzieć wcześniej), że za dwie sesje  mnie nie będzie, bo muszę wyjechać w delegację (oczywiście umowa jest taka, że muszę mu zapłacić). Na następnej sesji na początku poruszyłam temat jego przysypiania podczas sesji, że nie podoba mi się to, uważam, że jest to nieprofesjonalne. Na co on wyjechał do mnie z całym szeregiem zarzutów dotyczących "nie szanowania jego granic", wspominanych powyżej: sesji stacjonarnych, wnoszenia nowych wątków przeze mnie po zakończeniu czasu sesji etc, zaczął mnie łapać za słowa, że "terapia nie polega na dogadywaniu się" - dogadywanie się był dla mnie kolokwializmem dotyczącym znalezienia płaszczyzny porozumienia. Większość z jego zarzutów jest według mnie szukaniem dziury w całym. Jako, że charakter moich zaburzeń jest taki, a nie inny, bywałam dla niego dość ostra i nawet arogancka, ale na tym polega moje leczenie. Fakty są takie, że prawie nigdy nasza sesja nie trwa dokładnie tyle, za ile bierze pieniądze (jest krótsza o kilkanaście sekund). Zawsze przymykałam na to oko, bo życie to nie pogoń za zegarkiem, ale skoro jego podejście jest tak restrykcyjne i nie da się przeciągnąć nawet kilkunastu sekund raz na jakiś czas, zaoferowałam mu, że mogę przygotować rozpiskę czasu trwania naszych połączeń ze Skype - bez odzewu. Zarzucał mi że postawiłam go przed faktem dokonanym odnośnie braku zgody na sesje stacjonarne - nie jest to prawdą, przestawiłam mu argumentację (czas, odległość, koszty), że nie dam rady fizycznie. On zaś przedstawił argument "pandemia się skończyła" - ale to żaden argument.

 

Wielokrotnie rozmawiałam z nim na te tematy - nie mam już sił. To jak rzucanie grochem w ścianę. Zastanawiam się nad zerwaniem tej terapii, mam wrażenie, że formuła się już wyczerpała, że odbieramy na odmiennych falach (zawsze odbieraliśmy, ale ja mam też problemy w relacjach, więc ciężko wyczuć), mnie drażni jego małostkowość, a to jego przysypianie to już w ogóle jest żałosne i mega nieprofesjonalne. Jest to dla mnie przykre, bo zna mnie prawie 5 lat, nie chciałabym zaczynać innej terapii, bo czas, kiedy nowy terapeuta mnie pozna będzie trwał wiele miesięcy (i wiele też będzie kosztował).

 

Chciałabym poznać waszą optykę. Pozdrawiam!

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@logowanie Witaj na forum. 
Opisałaś swojego T. w taki sposób, że powiedziałabym od razu wiej... Przysypianie na sesji jest mega słabe dla mnie.
Płatności za nieodbyte sesje to akurat Wasz kontrakt. Zgodziłaś się na coś na samym początku i on się tego trzyma. Nie możesz odwołać żadnej sesji? Wakacje? Taki system płatności za nieodbyte sesje ma z reguły na celu "zmobilizować" pacjenta do nieodwoływania sesji i nieunikania ich.
Kwestia czasu też jest dość kontrowersyjna- przede wszystkim przedłużanie Twojej sesji skutkowałoby tym, że ktoś inny zaczynałby później. Nie wiem jak często zdarzało mu się spóźnić, jeśli nie jest to nagminne to nie szukałabym tutaj problemu. Każdemu może się coś zdarzyć, stłuczka, korek, czy cokolwiek innego. Mówisz, że po zakończeniu sesji nie odpowiadał na żadne pytania, nawet "o pogodzie". A jaki był cel tych pytań? 
Co do sposobu prowadzenia spotkań- zaczęliście stacjonarnie, ale ze względu na pandemię przeszliście na online. Potem on chciał wrócić, ale Ty stwierdziłaś że wygodniej Ci online i tak chcesz zostać. Dobrze zrozumiałam? I dla Ciebie argument o końcu pandemii to nie argument? 
Więc po Twojej wypowiedzi napisałabym szukaj kogoś innego. Jednak z jakiegoś powodu chodziłaś do niego przez tyle lat. Nic pozytywnego nie możesz o nim napisać? Poszłaś i zostałaś, więc coś musiało chyba zaskoczyć. Możliwe, że to wszystko co może dać Ci od siebie, ale możliwe że to jakiś Twój mechanizm na ukaranie go. Tak na prawdę z tego co napisałaś to dla mnie niedopuszczalne byłoby tylko przysypianie. Cała reszta to trochę szukanie wymówek wg mnie. 
Opinie na znanym lekarzu w żaden sposób nie mówią jakim jest terapeutom. Mówią tylko, że na te 6 opinii większość osób nie znalazła z nim wspólnego języka i im nie zaskoczyła relacja. W teorii jedna z ocen może być 4, więc całkiem dobra. Opinia to tylko subiektywna ocena innego człowieka, a przy tak małej wartości próby jest niemiarodajna. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z @Illi. Dodam jeszcze tylko, że część jego zachowań może również wynikać z nurtu w jakim pracuje i jeśli jest dość "sztywny" jeśli chodzi o nurt to tak to będzie wyglądać. Nie mówię tu oczywiście o przysypianiu, ale o kończeniu sesji dokładnie o czasie, nieodpowiadaniu na pytania po zakończeniu sesji etc. - to są założenia terapii psychodynamicznej, terapeuta ma być "białą kartką", czyli zero rozmów o "pierdołach". Co prawda rzadko który t. aż tak sztywno się tego trzyma, bo od takiego podejścia już się odchodzi, ale jeszcze się tacy zdarzają.

No i też mam zgrzyt, skoro jest taki zły to czemu do niego chodzisz tak długo? Ja rozumiem, że na początku można mieć względem terapeuty wątpliwości, bo sama przez pierwsze 3 miesiące swojej t. nienawidziłam wręcz, no ale później jednak dostrzegłam zdecydowane korzyści pracy z nią, a też jestem w terapii psychodynamicznej podobnie długo jak Ty. I też moja t. na początku ściśle trzymała się zasad (z czasem to się rozluźniło, ale to już indywidualna decyzja terapeuty czy rozluźnić to czy nie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na Twoim miejscu (tzn po tym co opisałaś) poszukałabym innego terapeuty, szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie aby terapeuta przysypiał ma sesji, ale może dlatego, że moja terapia jest mocno emocjonalna i to nie tylko z mojej strony a jestem w psychoanalizie czyli najbardziej sztywnym z nurtów jaki istnieje. Co do czasu sesji to rozumiem o co Ci chodzi, moje sesje w sumie sporadycznie kończą się o czasie, przeważnie to zawsze 2-3 min dłużej ale zdarzało się też 8-10 abym mogła się uspokoić, w moim przypadku faktycznie terapeutka ma o tyle łatwiej, że wszystkie sesje są jej ostatnimi więc nie ma ryzyka, że przez to opóźni się sesja kogoś innego…no ale to wydłużanie sesji wyszło całkiem naturalnie i to z jej strony, bo ja w zasadzie nigdy nie wyraziłam takiej potrzeby…raczej wygląda to tak, że doprowadzamy rozpoczęty wątek w miarę do końca zanim wyjdę. Co do kontaktu poza sesjami to pisałam do niej mnóstwo maili, właściwie przez pewien okres po każdej sesji, zawsze dostawałam z jej strony info że odczytała wiadomość oczywiście całą resztę omawiałyśmy na kolejnej sesji jeśli była taka potrzeba. W czasie jej urlopu za to pozostawałyśmy w kontakcie mailowym tzn. Na tej zasadzie, że normalnie odpowiadała na moje maile (ale żeby nie było w ciągu miesiąca napisałam jakieś 3, nie to, że codziennie zasypywałam ją wiadomościami). Obecnie jakoś ta potrzeba dopowiadania czegoś po sesji w mailach nieco mi przeszła, chociaż ostatnio w fazie ataku wściekłości wysmarowałam jej takiego maila, że sama stwierdziła na sesji, że nie zostawiłam na niej suchej nitki…no ale częściowo jej się należało (co sama przyznała). Także kompletnie nie rozumiem, że Twój terapeuta zarzucił Ci przekroczenie granic tylko dlatego, że zarzuciłaś mu nieprofesjonalizm z powodu przysypiania (co na prawdę jest nieprofesjonalne). W każdym bądź razie ja osobiście nie wyobrażam sobie leczenia się w tak sztywnej atmosferze a zwłaszcza już w takiej, w której nie możesz wyrazić swojego zdania na temat terapeuty jakkolwiek by ono nie było „ostre” (oczywiście mowa o wyrażaniu tego w sposób kulturalny a nie przez wyzwiska etc.) bez poczucia, że zostanie to przez niego przyjęte, a jeśli jest zgodne z prawdą, to dostaniesz też taką informację. (Np. Ja ostatnio oskarżyłam terapeutkę o manipulację, atak i wyżywanie się na mnie, oczywiście po czasie doszłam do tego (a właściwie moja terapeutka to zauważyła), że praktycznie cały ten ciąg zdarzeń był odtworzeniem mojej traumy z dzieciństwa i większość tych rzeczy obecnie nie miała miejsca, chociaż faktycznie moja terapeutka w pewnym momencie mnie zaatakowała - po omówieniu tego i rozebraniu na czynniki pierwsze ja zrozumiałam swój udział w tym wszystkim (a raczej udział pewnych obszarów z poziomu ciała, emocji i myśli) a moja terapeutka przyznała, że jest za ten ciąg zdarzeń odpowiedzialna, bo jednak to ona jest terapeutką, przyznała też, że nie zauważyła co się dzieje i brnęła dalej chociaż teraz rozumie, że byłam już w zupełnie innym wymiarze - w przeszłości). Ponadto przyznała się do ataku na mnie (a było to jedno złośliwe zdanie z jej strony) i do tego, że nie można tego wyjaśnić z poziomu terapeutycznego, natomiast zobrazowała mi jak do tego doszło z poziomu ludzkiego, przypominając, że jest tylko człowiekiem i że czasem zdarza jej się też czegoś nie wytrzymać.) W każdym bądź razie piszę to po to, że gdyby w takim momencie moja terapeutka nie przejawiła chęci do żadnej refleksji nad swoim udziałem czy nawet winą to nie chciałabym mieć z nią więcej do czynienia…dla mnie to ogromnie ważne zwłaszcza w terapii aby druga strona też umiała patrzeć na siebie krytycznie i jeśli jest taka potrzeba otwarcie przyznać się do swoich błędów, braku uważności itp.

Także nadal podtrzymuję, że jeśli to co napisałaś nie jest tylko jednostronnym odbiorem sytuacji to kompletnie nie ma sensu dalej w to brnąć. 

Edytowane przez nieprzenikniona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeszedłem przez parę terapii, które przerywałem.

Pierwsza zajęła pięć sesji. Jedyna dobra rzecz, to prowadząca pozwoliła na nagrywanie na dyktafon, dzięki czemu mogłem później odtworzyć spokojnie w domu, zrobić notatki, przeanalizować.

Kolejna terapia była dłuższa. Trwała około czterech lat.

Na początku, po kilku sesjach, próbował coś zdiagnozować, ale powiedział, że nie potrafi, gdyż co jakiś czas czymś nowym go zaskakiwałem, co według niego nie pasowało do tego, co wcześniej mówiłem. Usłyszałem, że mam skłonności do ucieczki od świata rzeczywistego… coś musi mi nie pasować w tym świecie rzeczywistym… no i nie podobało mu się, moje stale poszukiwałem akceptacji.

Później nastał ciąg sesji podobnych do siebie, opartych na monologu z mojej strony, by pod koniec usłyszeć jedyne jego słowa do mnie, po wyjęciu przez niego notesu, „no to kiedy kolejne spotkanie”.

Zakończyłem z nim spotkania po zaproponowaniu przez niego zmiany lokalizacji, na koszt NFZ. Tam obowiązywały inne warunki. Najpierw musiałem zakwalifikować się do terapii grupowej, bym mógł starać się o spotkania z terapeutą indywidualnie. Niestety, nie udawało mi się. Poza tym lokalizacja, i pora mi nie pasowała.

Zmieniłem pracę, dalej od poprzedniej. Dojazdy mnie wykańczały. Na początku praca była motywująca. Byłem nawet zdopingowany do poświęcania się, zaangażowania. Jednak nie do końca było ze mną w porządku.

Wziął mnie kierownik na bok, i powiedział, że nikt nie chce ze mną współpracować. Słyszy od kierowników innych zespołów „przyślijcie każdego tylko nie jego”. Pozwolił na pracę indywidualną. A gdy do czegoś cennego dojdę, to będę miał jego poparcie. I tak zacząłem pracować, obserwując rotację kolegów w zespole. I nawet doszedłem do czegoś fajnego.

Jednak natrafiłem na kolegów, którzy dążyli do czegoś więcej. Niestety, padłem ich ofiarą. A później, krótko mówiąc, po paru zakrętach i potknięciach, straciłem pracę, a wraz z tym nadzieję na pracę.

Niedawno znów rozpocząłem terapię.

W innym miejscu, w innym ośrodku, z innym terapeutą.

Jestem po trzech sesjach, i zastanawiam się czy kontynuować.

Padła diagnoza. Wsparcia mam szukać gdzie indziej. On oczywiście służy pomocą… mógłby się czegoś więcej dowiedzieć…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi.

 

@Illi @acherontia styx Ja mam ogólnie problem w relacjach, zwłaszcza z mężczyznami, z tego też powodu zdecydowałam się trwać w terapii "z głowy" a nie z emocji, byłam też zachęcana do tego przez mojego lekarza psychiatrę. Po prostu wiem, że muszę wytrwać, chociaż ochoty nie za bardzo mam. Jedyną okolicznością jest w zasadzie jego wiedza na mój temat, która wynika z długotrwałości terapii. Drażni mnie też jego częste szukanie drugiego dna tam, gdzie go nie ma. Bardzo przypomina mi moją mamę zes

@nieprzenikniona Widzisz, ja jestem w psychodynamicznej a jest "sztywniej" niż w Twojej psychoanalitycznej. On zawsze kończy o czasie, niezależnie czy ja akurat mam spazmy płaczu, czy mówię coś ważnego. Koniec i kropka. Jest ogólnie taki anankastyczno-sztywny 🙃 (diagnozuję terapeutę xD)

 

Dałam sobie jeszcze trochę czasu. Jeśli sytuacja się będzie utrzymywała, it's time to say goodbye

 

@ga1robe Pomyśl jednak nad terapią grupową. Może to dać szersze rozeznanie jak funkcjonujesz z ludźmi

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, logowanie napisał(a):

Drażni mnie też jego częste szukanie drugiego dna tam, gdzie go nie ma.

To jest akurat domena psychodynamicznej. Wiem, że to wkurza, bo mnie też to wkurzało. Teraz już tego mniej w mojej terapii, ale swego czasu było to bardzo częste.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 25.10.2023 o 08:08, acherontia styx napisał(a):

To jest akurat domena psychodynamicznej. 

 

Psychoanalitycznej jeszcze bardziej, chociaż w sumie faktycznie jak się przyjrzeć bliżej to można znaleźć to drugie dno, ważne jest tylko aby terapeuta nie upierał się na siłę przy tym co on w tej kwestii wymyślił, u mnie w terapii już akurat dość jasno i szybko udaje się ustalać czy dana rzecz może mieć jakiś wpływ na to co się dzieje czy jest po prostu ślepym strzałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, nieprzenikniona napisał(a):

aby terapeuta nie upierał się na siłę przy tym co on w tej kwestii wymyślił, u mnie w terapii już akurat dość jasno i szybko udaje się ustalać czy dana rzecz może mieć jakiś wpływ na to co się dzieje czy jest po prostu ślepym strzałem.

A to nie, moja się nie upiera. Zawsze pyta czy pasuje czy gada od rzeczy 😅

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie takie upieranie się przy danej myśli zdarzało się kiedyś dość często ale odkąd ma obraz całej sytuacji to raczej wszystko jest już bardziej trafione niż nie, zresztą po moich różnych wybuchach to mam wrażenie, że zaczęła obchodzić się ze mną jak z jajkiem i weryfikuje ze mną praktycznie wszystko co powiedziała - tzn. Nawet nie tyle czy coś jest trafione czy nie ale w jaki sposób to co powiedziała ja zinterpretowałam.

Zresztą zawsze mówi, że terapia ze mną jest jak stąpanie po polu minowym. Zgadzam się z nią, bo łatwo wpadam w stany, w których nawet inny ton głosu może stać się triggerem .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 25.10.2023 o 07:49, logowanie napisał(a):

Pomyśl jednak nad terapią grupową. Może to dać szersze rozeznanie jak funkcjonujesz z ludźmi

Myślałem jakiś czas temu, ale nie znalazłem pasującej grupy dla mnie.

Gdy jeszcze pracowałem, ale już zacząłem dostrzegać swoją dramatyczną sytuację w zespole. Poskarżyłem się siostrze. Wtedy następnego dnia zaproponowała jakieś zajęcia grupowe, ale takie bardziej dla osób w starszym wieku. Raczej nie pasowałbym do takiej grupy.

Nie wiem w jakich grupach mógłbym się odnaleźć. Na pewno odpadałyby duże zespoły, czy meetingi.

Z pewnością mniejsze zespoły.

Ośrodek, w którym podjąłem terapię, ma też terapię grupową, ale nakierowaną na młodzież. Niestety, jestem w wieku średnim, wyraźnie poza przedziałem, no i inne priorytety.

 

Zastanawiam się, czemu terapia musi być kontynuowana, ze względu na terminarz.

Miałem problem w wakacje, gdy zjechała się rodzina cioteczna, i zrobiło się ciasno, głośno, gwarno… a ja akurat potrzebowałem spokoju…

Teraz jest spokojnie i stabilnie, ale następna gorączka to czas przed świętami, czas przygotowań, włącznie z samymi świętami… wtedy by się pewnie przydała odroczona do tego czasu terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, nieprzenikniona napisał(a):

zresztą po moich różnych wybuchach to mam wrażenie, że zaczęła obchodzić się ze mną jak z jajkiem i weryfikuje ze mną praktycznie wszystko co powiedziała - tzn. Nawet nie tyle czy coś jest trafione czy nie ale w jaki sposób to co powiedziała ja zinterpretowałam.

Moja swego czasu też wszystko prawie weryfikowała. Z tym, że ja raczej na bieżąco waliłam jak mi się coś nie spodobało, nie odkładałam tego na później.

Teraz już raczej nie ma sytuacji, że jakoś opacznie zinterpretuje jej słowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, acherontia styx napisał(a):

Moja swego czasu też wszystko prawie weryfikowała. Z tym, że ja raczej na bieżąco waliłam jak mi się coś nie spodobało, nie odkładałam tego na później.

Teraz już raczej nie ma sytuacji, że jakoś opacznie zinterpretuje jej słowa.

No ja to potrafię nadal odpłynąć na głębokie wody w kwestii interpretacji, jeśli chodzi o rzeczy, które mi nie pasują to też raczej mówię to na bieżąco, chyba, że sama na bieżąco tego nie wyłapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×