Skocz do zawartości
Nerwica.com

Bagatelizowanie przemocy szkolnej


rodzynka94

Rekomendowane odpowiedzi

2 godziny temu, Chongyun napisał(a):

Dokładnie została mentalnie i uświadomiłem to sobie właśnie w liceum gdy nie umiałem się tam odnaleźć.

Myślisz, że da się jakoś zamknąć ten okres, uświadomić sobie, że tych ludzi już nie ma i tych czasów już nie ma? Bo to chyba to jest głównym problemem, nie? Że mimo upływu lat dalej myślisz o tym jak o teraźniejszości… Chyba że nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 minut temu, Chongyun napisał(a):

@Doktor Indor zastanawiam się często ale jeszcze nie doszedłem tylko do konkluzji, czy moja osobowość sprawiało, że byłem ofiarą, czy bycie ofiarą wykreowało moją osobowość, ale chyba to pierwsze.

Może miks wszystkiego? Zaczęło się od domu, dzieciństwa, braku ojca, a to, co było w szkole, było tylko samospełniającą się przepowiednią – zachowywałeś się zgodnie z tym, co wierzyłeś na swój temat, a dzieci (które są bezlitosne) wyłapały to i wykorzystały (ofiara w grupie spełnia funkcję, spaja grupę przeciwko ofierze, więc każda grupa dzieci szuka swojej ofiary – okrutne, ale z mojego doświadczenia tak właśnie jest).

 

U mnie to było trochę inaczej bo ja nigdy nie byłem ofiarą. Ja byłem po prostu niewidzialny. Natomiast poczucie niższości i gorszości towarzyszyło mi odkąd pamiętam. Nie minęło, po prostu nauczyłem się je ignorować, nadkompensować, walczyć o swoje pomimo niego (czasem z tego drugiego ekstremum – mam problem ze zdrową asertywnością, u mnie to od razu przechodzi w agresję, ale to w dorosłości – jako dziecko bałem się absolutnie wszystkiego, co biorąc pod uwagę doświadczenia z domu absolutnie nie dziwi).

 

Pamiętam, że myślałem, że lepiej byłoby być dziewczyną. Laski miały w szkole jakieś swoje grupki, przyjaciółeczki, chłopaki tak się ze sobą nie trzymali. Dopiero potem zrozumiałem, że bycie laską byłoby jeszcze gorsze – intrygi, jedna knuje przeciwko drugiej a udają takie przyjaciółeczki… koszmar.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Doktor Indor U mnie już w podstawówce było widać pewne oznaki tego, że pewne osoby w klasie  jakby mną nieco pomiatały, ale i tak miałem paczkę, w dodatku przez 8 lat to się grupa spoiła i traktowaliśmy się jednak jak dość zwarta społeczność. W liceum zupełnie nie odnalazłem się, byłem sobą, byłem neutralny, może strachliwy, może przez to okazywanie słabości weszli na mnie. Zmieniłem szkołę, w nowej klasie było to samo aż w końcu przestałem chodzić do szkoły. Powtarzałem 3 klasę z nową grupą i też...ale znowu tam jednak miałem paczkę i już było znośnie, od razu wyniki w nauce do góry, matura zdana na luzie. Tak więc chyba jednak to jest we mnie problem, bo jestem słaby psychicznie i strachliwy, unikający....

 

W dodatku jeszcze moja seksualność i patrzenie na obie płcie i poczucie bycia odmieńcem. Nie lubiłem swojego charakteru, swojej osoby, swojego ciała. Kurde, jak miałem oczekiwać, że mnie ktoś polubi. No ja sam jestem problemem, właśnie to zrozumiałem 😕

Edytowane przez Chongyun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, Chongyun napisał(a):

U mnie już w podstawówce było widać pewne oznaki tego, że pewne osoby w klasie  jakby mną nieco pomiatały

Współczuję :(

 

To się dzieje samo, oni testują granice i jak im się pozwoli (bo np. się boisz), to będą tobą pomiatali.

 

Miałem w technikum takiego jednego, ale ja byłem spokojny do momentu, gdy się odpaliłem. Jak się odpaliłem i się na niego rzuciłem to potem omijał mnie do końca szkoły. No ale rozumiem że strach może sparaliżować. Ja się boję do momentu w którym się nie odpalę, wtedy coś mi się w głowie przestawia.

 

Potem się wycwaniłem i jak mi ktoś podpadł, to ładne i krótkie wierszyki o nim układałem, które dotykały jego kompleksów i czułych punktów. Grupa podłapywała, śmiali się z tego (bo wierszyki były zabawne i celne), więc śmiali się też z niego, on robił się malutki, a ja miałem spokój.

 

Rękoczyny też były, ale raczej w celu ośmieszenia kogoś, jednemu np. na jego urodziny zdjąłem w kiblu deskę klozetową i mu na łeb założyłem. Tak w ramach prezentu. A inni w śmiech bo wyglądał jakby deska pasowała :D Do końca szkoły miał ksywę „sedes”. A trzeba było się do mnie nie rzucać, to i spokój by miał, i może nawet kolegę by we mnie znalazł.

 

Nie wiem czy jestem z tego dumny. Robiłem to, co musiałem, żeby przetrwać w środowisku, które próbowało mnie zdominować. Czyli w sumie to, co każdy. Patrząc wstecz ta szkoła była mocno patologiczna, choć z drugiej strony gdyby nie moje problemy psychiczne, to dobrze bym ją wspominał. Źle wspominam podstawówkę.

 

A na studiach to już w ogóle luz, było super, miałem swoją ekipę, no ale nie dałem rady – po części przez wieczne napady lęku a po części przez to, że postanowiłem się szybko usamodzielnić i pracowałem, studiując zaocznie. Ile można pociągnąć bez weekendów (bo spędzasz je od 8 do 21 na uczelni)… Patrząc wstecz trzeba było spróbować studiować dziennie.

 

22 minuty temu, Chongyun napisał(a):

Tak więc chyba jednak to jest we mnie problem, bo jestem słaby psychicznie i strachliwy, unikający....

Problem jest bardziej złożony – grupy rządzą się swoimi prawami i wygrywa w nich silniejszy. I prawdę mówiąc sam nie wiem jak taki problem rozwiązać. Interwencja z zewnątrz (nauczyciela) też nie rozwiązuje sytuacji, a może ją tylko pogorszyć. Izolowanie patologii od normalnych? Tylko co z tymi, którzy nie są patologią, a po prostu strach przed odrzuceniem przez grupę pcha ich do takich zachowań, a są za mało dojrzali (bo są dziećmi), żeby to zobaczyć…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×