Skocz do zawartości
Nerwica.com
xyyz96

Ojciec CHADowiec. Co robić, jak z nim żyć?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Jestem tutaj całkiem nowy, jeśli piszę w złym miejscu to z góry proszę o przeniesienie. Opiszę moją sytuację. Mam 20 lat, mieszkam w trójkę, ja + rodzice. Ojciec od jakiś 6 lat choruje na CHAD, zaczęło się od dość mocnego epizodu manii, który trwał kilka miesięcy, a następnie przeszło to w fazę depresyjną i tak aż do dziś trwa "przewlekła faza depresyjna". Problem jest taki, że powoli już nie wiemy co z mamą mamy robić, jak się zachowywać wobec tego co robi ojciec. Mianowicie nie ma on na nic chęci, w domu nie robi praktycznie żadnych czynności życia codziennego. Traktuje nas kompletnie bez szacunku, wszystko musimy za niego robić, bądź w najlepszym wypadku kierować go aby cokolwiek zrobił. Podam kilka przykładów dla rozjaśnienia sytuacji. W zasadzie codziennie siedzi on w kuchni od rana do południa i czeka na obiad, mimo że zazwyczaj jest wtedy sam w domu, gdy pytamy się go dlaczego nic nie przygotuje skoro tak bardzo czeka na ten posiłek twierdzi że "nie umie". Oczywiście każdego poranka zadaje pytanie "co będzie na obiad?". Gdy już dostanie wyczekiwany posiłek zdarza się często, że go skrytykuje. Generalnie zachowuje się tak jakby wszystko mu się należało, mimo że sam nic nie robi. Najgorsze są jego głupie pytania, które zadaje bez przerwy tak jakby szukał zaczepki, są to pytania tak banalne, że aż wstyd je tutaj wypisywać, pytania typu "czy mogę uchylić okno, czy mogę zjeść daną rzecz z lodówki, czy mogę ubrać te spodnie" itd itd. Poza tym gdy tylko usłyszy, że ktoś z domowników rozmawia przez telefon momentalnie pojawia się obok i podsłu/cenzura/e a następnie pyta się kto dzwonił i co mówił. Gdy robię cokolwiek w domu, lub na podwórku, on natychmiast pojawia się obok i pyta się co robię, mimo że to zazwyczaj moja sprawa która go nie ani trochę nie dotyczy, również gdy tylko zakręcę się w pobliżu samochodu potrafi on dosłownie za mną biec i pytać czy gdzieś jadę. Za każdym razem gdy zapytam go "a czemu się o daną rzecz pytasz?" dostaję odpowiedź "tak tylko". Już sam momentami zauważyłem, że czuję lęk gdy z nim przebywam bo wiem że zaraz znajdzie jakieś pytanie, które mi zada i mnie zdenerwuje, no ale teraz nie o tym. Generalnie ile byśmy nie zwracali mu uwagi, żeby spróbował coś robić, poprawił się, przestał nas nękać pytaniami i nie robił z nas służących, on niestety nic sobie z tego nie robi i żyje po swojemu. Zazwyczaj na nasze uwagi przytakuje, mówi że się poprawi, że od jutra się zmieni, kilka razy rzucał w odpowiedzi na nasze uwagi zdanie: "to pójdę do pracy" (co oczywiście było kłamstwem z jego strony, ale też nikt z nas tego od niego nie wymaga).  My pracujemy, robimy mu obiadki, pierzemy jego rzeczy, sprzątamy, płacimy jego rachunki, robimy wszystko w koło niego a on odwdzięcza się nic nie robieniem, zadawaniem głupich pytań i robieniem z nas idiotów. Oprócz tego ma problemy z higieną, potrafi umyć się raz na tydzień (!) i ubrać te same ubrania, w których chodził kilka dni. Mimo, że próbowaliśmy zwracać mu uwagę, że musi się myć bo brzydko pachnie itd, miał to gdzieś tak samo jak większość naszych uwag i nic sobie z tego nie zrobił. Mówi, że "przecież się myłem" i pyta "jak śmierdzę?" i na tym kończy się rozmowa, nie da mu się takich rzeczy wytłumaczyć. Czasami mamy wrażenie z mamą, że robi on nam to na złość, bo jak wytłumaczyć, że skoro zwracamy mu uwagę dla jego dobra w tej i wielu, wielu innych kwestiach, a on ma to gdzieś ,robi na przekór i jeszcze w żywe oczy skłamie bądź zada jakieś bezsensowne pytanie typu "jak śmierdzę?"? Poza tym często naśladuje mamę, czasem i mnie, na przykład mama robi sobie herbatę - on również, mama robi kawę - on również, mama idzie spać - on również itd itd. Jest to strasznie irytujące, robi tak też w towarzystwie więc możecie sobie wyobrazić jak to wygląda. Oczywiście na ogół sam od siebie z nikim nie rozmawia, nie zaczyna tematów, jedynie zadaje pytania takie jak pisałem wyżej i odpowiada. Przestał też utrzymywać kontakty ze swoją rodziną. Tak jak mówię, takich sytuacji jak wymieniałem, na co dzień jest naprawdę setki i mógłbym je opisywać bez końca ale chcę to jakoś streścić. My naprawdę nie wymagamy od niego wiele, no ale chyba należy się nam przynajmniej szacunek z jego strony. Lekarz psychiatra, do którego regularnie uczęszcza od samego początku choroby, tłumaczy nam, że jest to taka choroba i musimy jakoś z tym żyć. Zalecił mu aktywniejszy tryb życia(nie jest to trudne do zrealizowania u nas na wsi) i ograniczenie papierosów, ale oczywiście on nic sobie z tego nie zrobił i nie wprowadził tego do życia, mimo że my też o to go stale prosimy. Leki przyjmuje regularnie i to chyba jedyna czynność życia codziennego, którą robi tak jak powinien.
No i chciałbym tutaj poprosić o opinię ludzi, którzy być może żyją z taką chorobą, bądź "znają się" na niej. Co zrobić, jak pomóc ojcu, jak pomóc też sobie w takiej sytuacji? Jak żyć u boku takiego człowieka, który z dnia na dzień coraz bardziej nas z mamą wykańcza? Dodam, że za czasów gdy był zdrowy nasza relacja, również nie istniała, nigdy się mną nie interesował, nie wychowywał mnie, nie rozmawiał ze mną, nie karał, nie nagradzał, był strasznie obojętny przez całe moje życie, można powiedzieć że wszystkie jego ojcowskie obowiązki przejęła mama ,więc tak jak mówię moja relacja z ojcem nie istniała, dlatego też nie czuję się zobowiązany do utrzymywania z nim kontaktu, jednak moja sytuacja materialna nie pozwala mi jeszcze na wyprowadzkę, ale przede wszystkim nie chcę zostawiać mamy samej z takim człowiekiem.

Czekam na porady, opinie i pozdrawiam czytelników.

Edytowane przez xyyz96

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie masz źle.

Moj ojciec pije codziennie wyzywa nas i grozi zabiciem.

Też sie nie myje, nie pracuje

Jedyne czego pragnie to sie nachlać wódki, zjeść i pójść spać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Lusesita Dolores napisał:

Nie masz źle.

Moj ojciec pije codziennie wyzywa nas i grozi zabiciem.

Też sie nie myje, nie pracuje

Jedyne czego pragnie to sie nachlać wódki, zjeść i pójść spać

Może i masz rację. Dzięki za odpowiedź i trzymaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja się nie zgodzę. Dla mnie masz bardzo trudną sytuację Kolego. Aż nie wiem co tutaj powiedzieć. Podziwiam Ciebie i Twoją mamę za cierpliwość i wytrwałość jaką macie wobec tej sytuacji. Mam pytanie czy Twój tata uczęszcza na psychoterapię? Bo nie pamiętam z postu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj 🙂

 

Posłuchaj, przeczytałem wszystko i doskonale cię rozumiem, bo miałem bardzo podobnie... Postaram ci opisać mój problem i spróbować cię jakoś wesprzeć 🙂

 

Z tym, że u mnie był to problem z mamą. Odkąd pamiętam moja mama była osobą strasznie wycofaną, była bardzo wyciszona, też było jej wszystko obojętne wokół, mówiła bardzo cichutko, udawała niewiniątko, bywała płaczliwa, przez co wszyscy się nad nią litowali, jednak nie była taka absorbująca jak twój ojciec, wręcz odwrotnie, była bardzo nieobecna. Cały czas siedziała w domu i jedyne czym się zajmowała to siedzeniem dosłownie przez cały dzień na kanapie i graniem w pasjansa i tylko pasjansa na laptopie, no i oczywiście telewizor włączony cały czas, kapcie wyjebane w kąt, łachy rozrzucone po kątach, zostawiała na kanapie i parapecie sól, krakersy i opakowania po jogurtach. Jednak była w stanie ugotować obiad, bo mój tata nie umiał, to ktoś musiał gotować. Nie chodziła do pracy, zwolniła się jakieś 4 lata temu, zaczęła pić po tym i tak się raz upiła, że doznała mikro-udaru przez który doznała później lekkiego niedowładu i pojechała do szpitala, do tego zdiagnozowali u niej nadciśnienie i stany depresyjne, dostała leki na nadciśnienie i na depresję, choć na depresję leczyła się już bardzo długo. Podejrzewam że przez te leki antydepresyjne ją zamulały, była odcięta od emocji, tylko siedziała i była w swoim świecie, nie dało rady z nią porozmawiać. Mało tego, ona nie potrafiła rozmawiać z ludźmi, dzwonili do niej rodzina czy znajomi, to opowiadała tylko o innych, np. wyjawiła znajomym, że ja byłem w psychiatryku, że jestem gejem itd strasznie mnie to denerwowało, nie potrafiła o sobie opowiadać, o pogodzie itd tylko o innych, nawet jak ktoś jej pytania zadawał przez telefon to mówiła tylko "tak" lub "nie", no i do tego też niewyraźnie mówiła przez ten niby udar. Nawet były sytuacje, że nie miała co robić i śledziła mojego facebooka i pocztę, nie wiem po jakiego /cenzura/a, w ogóle jak coś wyczaiła to kablowała tacie, że umawiam się z jakimiś dziwnymi ludźmi przez internet, takie tam... Sama nie potrafiła w ogóle wziąć spraw w swoje ręce, we wszystkim trzeba było jej pomagać, do tego mój tata jej strasznie ulegał. Jedyne co potrafiła sama robić to brać te pieprzone leki. Jeśli chodzi o mycie, to raczej się myła chociaż często chodziła w jednych leginsach czy bluzce. Moja mama akurat miała stwierdzone tylko zaburzenia depresyjne, lęków nie miała, choć jak musiała zadzwonić do lekarza albo coś formalnego załatwić, to coś ją tam chyba lekko łapało, w każdym razie lęków silnych raczej nie miała. No i najgorsze, że mój tata jej podlegał, bo pamiętam raz była sytuacja, że zostałem zaproszony na 18-stkę koleżanki i rodzice też byli zaproszeni bo to było na takiej sali to przyjęcie, to ona jak tam weszła to chciała już po 5 minutach wychodzić, bo muzyka jej za głośno grała, ona była dość bojaźliwa i nadwrażliwa czasem, no to tata oczywiście musiał ją odwieźć, ja oczywiście zostałem na imprezce, ale po prostu nie rozumiem jak można odwalać takie dziwne akcje... przychodzisz na imprezę do kogoś, to już trzeba zostać... Moja mama też mało o siebie dbała ogółem, nie przejmowała się zdrowiem, nie leczyła się na serce, nie robiła badań kontrolnych, bo były teleporady wygodniejsze no i nagle zmarła mi w lutym na ulicy. No cóż, trzeba było odprawić pogrzeb, co mnie denerwowało, bo z jakiej racji taki pogrzeb się jej należał, nagle trzeba było to znajomym opowiadać, choć wcześniej ona się nimi nie interesowała... Aż ja się zastanawiałem co by było gdybym to ja samobójstwo popełnił, bo chciałem to zrobić dawno przed jej śmiercią, to czy wtedy ktoś by mnie tak opłakiwał... No niestety coś było nie tak w relacji z mamą, przez co miałem do niej tyle negatywnych uczuć, po prostu nie interesowała się mną, mam takie wrażenie i nawet nie mogłem przyjąć do wiadomości tego że tak nagle zmarła, bo nie mogę znieść tego, że wszystko miała zapewnione i wszyscy się tak o nią martwili, bo nie pamiętam, żeby ona się kiedykolwiek martwiła o mnie, bo była momentami bez uczuć... To niesprawiedliwe i ja przez to coraz bardziej myślę o samobójstwie... Nie mogę tego po prostu znieść, że moja mama, która miała wszystko gdzieś tak po prostu odeszła, czuję się bezradny, bo nie mogę teraz nic z tym zrobić, choćby odbudować tej relacji czy może powiedzieć jej co o niej szczerze myślałem, że nie powinna mieć dzieci itd... Podsumowując moja mama nie interesowała się moim rozwojem, była za delikatna dla mnie czasem, nie umiała mnie wychować, w ogóle nie nadawała się na rodzica, ciągle mi jakieś pierdoły gadała, że jestem grzeczny, wrażliwy itd bo ona też taka była, a co mnie to obchodziło, psychika dziecka i tak jest dość wrażliwa i trzeba uważać, mam jakąś traumę przez mamę, której nie mogę teraz przepracować zbytnio, bo mi zmarła ehhh, pcha mnie to jeszcze bardziej do samobójstwa...

 

Co do Twojego ojca to faktycznie może mieć teraz tą depresyjną fazę. Poza tym twój ojciec jest jakiś dziecinny, bo ciągle się o wszystko pyta, domaga się uwagi itd... zawsze taki był? Bo aż się zastanawiam czy zrobił się taki na skutek choroby czy po prostu taki jest. Tak z ciekawości chciałem spytać, jaki był przed chorobą, kiedy miał ten pierwszy epizod, bo teraz to już chyba trochę latek ma...

 

Wiesz tak nawiązując do mojej mamy to ci powiem, że nie da się nic poradzić, jeśli dana osoba nie będzie miała tej wewnętrznej motywacji do zmiany swojego zachowania. Nie zmienisz drugiego człowieka, jedyne co to możesz zmienić stosunek do niego, by móc z nim jakoś żyć. Bo podejrzewam, że przy takim dziecinnym zachowaniu twój tata chyba nawet nie jest świadomy do końca tego jaką krzywdę wam wyrządza. Wiesz psycholog czy psychoterapeuta też może bardzo niewiele zdziałać jeśli twój tata nie będzie widział u siebie problemu. Niestety mam też takie doświadczenia, że psycholog doszukuje się problemów u innych członków rodziny i szuka drugiego dna tam gdzie go nie ma, oni też mogą to źle zinterpretować i wam nawrzucać np. że to wasza wina itd. Jednak ja sądzę po swoich doświadczeniach, że problem jest tylko u ojca, bo wy robicie wszystko dla niego i to jest godne pochwały, że tak wytrzymujecie. 

 

Co do tej choroby dwubiegunowej na którą cierpi ojciec, to z tego co wiem, ta choroba niestety bywa ciężka w leczeniu, cięższa momentami nawet od schizofrenii. Czasem jeden lek może nie wystarczyć przy leczeniu chadu, czasem trzeba je łączyć, no i jak pacjent nie może sobie poradzić z chorobą wyłącznie lekami to można dołączyć psychoterapię, ale wtedy on musi wyrazić chęć. Pogadaj z lekarzem o tym, czy dało by się jakoś uskutecznić to leczenie, dobry lekarz powinien ci coś dobrego poradzić, może zalecić dołączenie kolejnych leków czy psychoedukację albo nawet przymusowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym w celu lepszej diagnozy i lepszego dopasowania leków. Są i takie możliwości 🙂

 

Bardzo ci współczuję, bo to jest po prostu jeden wielki krzyż pański, co teraz z nim masz... Pamiętaj też, że nie musisz się zajmować swoim tatą 24h/d, zawsze możesz się wyprowadzić do kogoś z rodziny albo dobrego znajomego. Bo wiesz też osoby chore psychicznie jak już nie dają rady ze swoją chorobą niestety stają się coraz bardziej zależne od innych. Twój tata zawsze może trafić do domu opieki w takiej sytuacji, jak sam nie jest zdolny do życia, bo to bardzo mocno widać... Trzymaj się, życzę ci wszystkiego dobrego, jesteś silny!!! 🙂 Pozdrawiam, Marek.

Edytowane przez MarekWawka01

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Buntownik napisał:

A ja się nie zgodzę. Dla mnie masz bardzo trudną sytuację Kolego. Aż nie wiem co tutaj powiedzieć. Podziwiam Ciebie i Twoją mamę za cierpliwość i wytrwałość jaką macie wobec tej sytuacji. Mam pytanie czy Twój tata uczęszcza na psychoterapię? Bo nie pamiętam z postu.

Dzięki za odpowiedź i wsparcie. Wiesz, ile ludzi tyle opinii, jeden powie, że jest dobrze, ktoś inny, że jest źle. Patrząc "z boku" ojciec wydaje się nieszkodliwy, a my żyjąc z nim widzimy to całkiem inaczej, nie jest wcale tak łatwo. Co do pytania to uczęszcza tylko do psychiatry.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, MarekWawka01 napisał:

Witaj 🙂

 

Posłuchaj, przeczytałem wszystko i doskonale cię rozumiem, bo miałem bardzo podobnie... Postaram ci opisać mój problem i spróbować cię jakoś wesprzeć 🙂

 

Z tym, że u mnie był to problem z mamą. Odkąd pamiętam moja mama była osobą strasznie wycofaną, była bardzo wyciszona, też było jej wszystko obojętne wokół, mówiła bardzo cichutko, udawała niewiniątko, bywała płaczliwa, przez co wszyscy się nad nią litowali, jednak nie była taka absorbująca jak twój ojciec, wręcz odwrotnie, była bardzo nieobecna. Cały czas siedziała w domu i jedyne czym się zajmowała to siedzeniem dosłownie przez cały dzień na kanapie i graniem w pasjansa i tylko pasjansa na laptopie, no i oczywiście telewizor włączony cały czas, kapcie wyjebane w kąt, łachy rozrzucone po kątach, zostawiała na kanapie i parapecie sól, krakersy i opakowania po jogurtach. Jednak była w stanie ugotować obiad, bo mój tata nie umiał, to ktoś musiał gotować. Nie chodziła do pracy, zwolniła się jakieś 4 lata temu, zaczęła pić po tym i tak się raz upiła, że doznała mikro-udaru przez który doznała później lekkiego niedowładu i pojechała do szpitala, do tego zdiagnozowali u niej nadciśnienie i stany depresyjne, dostała leki na nadciśnienie i na depresję, choć na depresję leczyła się już bardzo długo. Podejrzewam że przez te leki antydepresyjne ją zamulały, była odcięta od emocji, tylko siedziała i była w swoim świecie, nie dało rady z nią porozmawiać. Mało tego, ona nie potrafiła rozmawiać z ludźmi, dzwonili do niej rodzina czy znajomi, to opowiadała tylko o innych, np. wyjawiła znajomym, że ja byłem w psychiatryku, że jestem gejem itd strasznie mnie to denerwowało, nie potrafiła o sobie opowiadać, o pogodzie itd tylko o innych, nawet jak ktoś jej pytania zadawał przez telefon to mówiła tylko "tak" lub "nie", no i do tego też niewyraźnie mówiła przez ten niby udar. Nawet były sytuacje, że nie miała co robić i śledziła mojego facebooka i pocztę, nie wiem po jakiego /cenzura/a, w ogóle jak coś wyczaiła to kablowała tacie, że umawiam się z jakimiś dziwnymi ludźmi przez internet, takie tam... Sama nie potrafiła w ogóle wziąć spraw w swoje ręce, we wszystkim trzeba było jej pomagać, do tego mój tata jej strasznie ulegał. Jedyne co potrafiła sama robić to brać te pieprzone leki. Jeśli chodzi o mycie, to raczej się myła chociaż często chodziła w jednych leginsach czy bluzce. Moja mama akurat miała stwierdzone tylko zaburzenia depresyjne, lęków nie miała, choć jak musiała zadzwonić do lekarza albo coś formalnego załatwić, to coś ją tam chyba lekko łapało, w każdym razie lęków silnych raczej nie miała. No i najgorsze, że mój tata jej podlegał, bo pamiętam raz była sytuacja, że zostałem zaproszony na 18-stkę koleżanki i rodzice też byli zaproszeni bo to było na takiej sali to przyjęcie, to ona jak tam weszła to chciała już po 5 minutach wychodzić, bo muzyka jej za głośno grała, ona była dość bojaźliwa i nadwrażliwa czasem, no to tata oczywiście musiał ją odwieźć, ja oczywiście zostałem na imprezce, ale po prostu nie rozumiem jak można odwalać takie dziwne akcje... przychodzisz na imprezę do kogoś, to już trzeba zostać... Moja mama też mało o siebie dbała ogółem, nie przejmowała się zdrowiem, nie leczyła się na serce, nie robiła badań kontrolnych, bo były teleporady wygodniejsze no i nagle zmarła mi w lutym na ulicy. No cóż, trzeba było odprawić pogrzeb, co mnie denerwowało, bo z jakiej racji taki pogrzeb się jej należał, nagle trzeba było to znajomym opowiadać, choć wcześniej ona się nimi nie interesowała... Aż ja się zastanawiałem co by było gdybym to ja samobójstwo popełnił, bo chciałem to zrobić dawno przed jej śmiercią, to czy wtedy ktoś by mnie tak opłakiwał... No niestety coś było nie tak w relacji z mamą, przez co miałem do niej tyle negatywnych uczuć, po prostu nie interesowała się mną, mam takie wrażenie i nawet nie mogłem przyjąć do wiadomości tego że tak nagle zmarła, bo nie mogę znieść tego, że wszystko miała zapewnione i wszyscy się tak o nią martwili, bo nie pamiętam, żeby ona się kiedykolwiek martwiła o mnie, bo była momentami bez uczuć... To niesprawiedliwe i ja przez to coraz bardziej myślę o samobójstwie... Nie mogę tego po prostu znieść, że moja mama, która miała wszystko gdzieś tak po prostu odeszła, czuję się bezradny, bo nie mogę teraz nic z tym zrobić, choćby odbudować tej relacji czy może powiedzieć jej co o niej szczerze myślałem, że nie powinna mieć dzieci itd... Podsumowując moja mama nie interesowała się moim rozwojem, była za delikatna dla mnie czasem, nie umiała mnie wychować, w ogóle nie nadawała się na rodzica, ciągle mi jakieś pierdoły gadała, że jestem grzeczny, wrażliwy itd bo ona też taka była, a co mnie to obchodziło, psychika dziecka i tak jest dość wrażliwa i trzeba uważać, mam jakąś traumę przez mamę, której nie mogę teraz przepracować zbytnio, bo mi zmarła ehhh, pcha mnie to jeszcze bardziej do samobójstwa...

 

Co do Twojego ojca to faktycznie może mieć teraz tą depresyjną fazę. Poza tym twój ojciec jest jakiś dziecinny, bo ciągle się o wszystko pyta, domaga się uwagi itd... zawsze taki był? Bo aż się zastanawiam czy zrobił się taki na skutek choroby czy po prostu taki jest. Tak z ciekawości chciałem spytać, jaki był przed chorobą, kiedy miał ten pierwszy epizod, bo teraz to już chyba trochę latek ma...

 

Wiesz tak nawiązując do mojej mamy to ci powiem, że nie da się nic poradzić, jeśli dana osoba nie będzie miała tej wewnętrznej motywacji do zmiany swojego zachowania. Nie zmienisz drugiego człowieka, jedyne co to możesz zmienić stosunek do niego, by móc z nim jakoś żyć. Bo podejrzewam, że przy takim dziecinnym zachowaniu twój tata chyba nawet nie jest świadomy do końca tego jaką krzywdę wam wyrządza. Wiesz psycholog czy psychoterapeuta też może bardzo niewiele zdziałać jeśli twój tata nie będzie widział u siebie problemu. Niestety mam też takie doświadczenia, że psycholog doszukuje się problemów u innych członków rodziny i szuka drugiego dna tam gdzie go nie ma, oni też mogą to źle zinterpretować i wam nawrzucać np. że to wasza wina itd. Jednak ja sądzę po swoich doświadczeniach, że problem jest tylko u ojca, bo wy robicie wszystko dla niego i to jest godne pochwały, że tak wytrzymujecie. 

 

Co do tej choroby dwubiegunowej na którą cierpi ojciec, to z tego co wiem, ta choroba niestety bywa ciężka w leczeniu, cięższa momentami nawet od schizofrenii. Czasem jeden lek może nie wystarczyć przy leczeniu chadu, czasem trzeba je łączyć, no i jak pacjent nie może sobie poradzić z chorobą wyłącznie lekami to można dołączyć psychoterapię, ale wtedy on musi wyrazić chęć. Pogadaj z lekarzem o tym, czy dało by się jakoś uskutecznić to leczenie, dobry lekarz powinien ci coś dobrego poradzić, może zalecić dołączenie kolejnych leków czy psychoedukację albo nawet przymusowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym w celu lepszej diagnozy i lepszego dopasowania leków. Są i takie możliwości 🙂

 

Bardzo ci współczuję, bo to jest po prostu jeden wielki krzyż pański, co teraz z nim masz... Pamiętaj też, że nie musisz się zajmować swoim tatą 24h/d, zawsze możesz się wyprowadzić do kogoś z rodziny albo dobrego znajomego. Bo wiesz też osoby chore psychicznie jak już nie dają rady ze swoją chorobą niestety stają się coraz bardziej zależne od innych. Twój tata zawsze może trafić do domu opieki w takiej sytuacji, jak sam nie jest zdolny do życia, bo to bardzo mocno widać... Trzymaj się, życzę ci wszystkiego dobrego, jesteś silny!!! 🙂 Pozdrawiam, Marek.

Dzięki za odpowiedź. Faktycznie sytuacja trochę podobna, wiem tak jak Ty, jak to jest dzień w dzień się starać, zapierdzielać, dla kogoś a ta osoba nie potrafi tego uszanować, docenić. U mnie taki stan trwa i nie zapowiada się żeby miało się zmienić. Uczucie jakbyś koło kogoś biegał i skakał a w nagrodę dostawał naplucie w twarz, no i tak codziennie. W każdym razie też w Twojej sytuacji nie możesz się załamywać. Przecież wszystko robiłeś dobrze, więc dlaczego miałbyś się karać? Nie Twoja wina, że ktoś żyjący z Tobą Cię nie szanował, tym bardziej, że był chory. Choć sam wiem bardzo dobrze, jak bardzo potrafi taki układ być frustrujący. W każdym razie życie toczy się dalej i pamiętaj jedną rzecz - rodziny się nie wybiera, akurat że tak powiem "nie trafiło" Ci się najlepiej, ale pamiętaj, że sam możesz być zajebistym rodzicem, partnerem, czy nawet wujkiem, kuzynem, sąsiadem, kolegą. I zbudować swoją przyszłość na własnych zasadach, nie krzywdząc nikogo, otaczając się dobrymi ludźmi, wychowując wspaniałe, wartościowe dzieci i otaczając się ludźmi, którym na pewno miłości i dobroci od Ciebie nie zabraknie. Także głowa do góry i lecimy dalej, trzeba wierzyć, że życie się dopiero zaczyna, to nie czas na myśli o samobójstwie. Uwierz mi też mam momenty, że mam dość, jak widzisz nawet na forum zacząłem o mojej sytuacji pisać, na zasadzie "a nóż widelec może ktoś da jakąś ciekawą poradę" ale bez większych nadziei. W każdym razie mam zasadę, że trzeba robić swoje i być jak najlepszym człowiekiem dla innych, a kiedyś po przysłowiowej burzy wyjdzie w końcu te słońce i życie będzie bardziej szczęśliwe, na takich zasadach jak ja chcę a nie ktoś kto mnie krzywdzi. Kiedy to będzie nie mam pojęcia ale jestem pewny, że prędzej czy później to nastąpi i jeszcze się tym życiem nacieszę.
A wracając do mojego tematu, pytasz czy ojciec przed chorobą był dziecinny? Wiesz, ciężko mi to ocenić bo zachorował gdy miałem jakieś 14 lat, więc nie pamiętam aż tak dokładnie lat wcześniejszych pod tym względem, na pewno pamiętam że był wobec mnie obojętny tak jak opisałem to w poście. Ale z tego co mówią członkowie rodziny to kiedyś był całkiem normalny. Moi wujkowie, ciocie, starsi kuzyni dziwili się jak mógł się tak zmienić skoro kiedyś był całkiem normalny. Ma już 58 lat więc trochę tego życia przeżył zanim zachorował no i faktycznie krewni mówią, że wcześniej był normalny, więc im wierzę choć trudno mi to sobie wyobrazić.
Właśnie też próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że to on sam musi chcieć się zmienić, poprawić itp, że musi sam od siebie się trochę postarać, jednak wygląda to jak gadanie do ściany. Niby przytaknie, że on wie i że też się przejmuje, ale nie przekłada tego ani trochę na czyny i fakty są takie, że od kilku lat się nie zmienił, wręcz mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Możesz wiedzieć jakie to dla nas uczucie, gdy mówi ci w twarz, że on wie że źle robi, że się tym przejmuje, a w czynach zachowuje się tak samo jak zwykle. Dosłownie czujesz, że robi z Ciebie idiotę bez żadnych skrupułów, no ale nie masz jak na to zareagować bo to taka choroba. Gdy zwrócisz uwagę, że czemu robi inaczej niż obiecuje, to zacznie zadawać głupie pytania typu "jak inaczej?", "o co ci chodzi?", albo powie że "nie wie" i koniec rozmowy. Zresztą na wielu płaszczyznach tak robi. Np. potrafi powiedzieć mi "poodkurzaj dzisiaj" , ja to zrobię, on dosłownie za 5 minut wejdzie na dywan w brudnych butach i wniesie błoto. Zwrócę mu uwagę i powiem "weź zdejmuj buty bo znowu pobrudziłeś dywan, proszę cię" to on odpowie "przecież zdejmuje". Oczywiście jak mu pokaże gdzie nabrudził to powie "nie nabrudziłem" i ktoś musi zawsze to za niego wyczyścić a on ma to gdzieś. Uwierz mi identyczna sytuacja miała miejsce dosłownie co chwilę zimą i w te dni gdy było na zewnątrz błoto. W wielu różnych sytuacjach zachowuje się podobnie ale już nie będę się rozpisywał.
No a jeśli chodzi o leczenie to chodzi on do psychiatry. Przyjmuje kilka leków, lekarz próbuje co jakiś czas modyfikować dawkowanie, jednak fakty są takie, że nie daje to efektów. Ojciec był też już kilka razy w szpitalu psychiatrycznym, pod okiem swojego lekarza. Także no dotychczasowe leczenie raczej przełomowych efektów nie dało.
Generalnie dzięki bardzo za słowa wsparcia. Wiem, że nie muszę się nim zajmować 24h/d zresztą tak nie robię. Wiem też, że mogę się wyprowadzić i pewnie za jakiś czas to nastąpi, natomiast tak jak pisałem mam mieszane uczucia, bo szkoda mi zostawiać mamę z nim samą, tym bardziej że widzę, że teraz ma często wsparcie we mnie. No cóż zobaczymy jak się sytuacja rozwinie w najbliższym czasie.
Dzięki jeszcze raz za wpis i wsparcie. Ty również się tam trzymaj, pamiętaj że dobre czasy jeszcze nadejdą tylko trzeba być cierpliwym i nie można się poddać. Życie to nie sprint a maraton, trzeba swoje przecierpieć żeby kiedyś było dobrze. Gorąco pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@xyyz96 znaczy wiesz z tym samobójstwem nie chodzi mi głównie o śmierć mamy, ale o to, co przeżyłem jak dorastałem. Bo wiesz byłem strasznie wycofany, ciągle czułem napięcie i zawstydzenie i miałem jakąś taką słabość na czułe słówka, też dawałem się wykorzystywać i niektórzy to wyśmiewali... taki "lamusek" byłem...

 

Oj, najgorsze jest to, że straszną traumę takie coś pozostawia, bo wiesz jak wracają przykre wspomnienia i żałujesz, że nie odreagowałeś tego, nie postawiłeś się wtedy i pozostaje ta bezradność, bo tłumione latami nieodreagowane urazy lubią wracać, a Ty nie możesz na to nic poradzić...

 

Tłumione złe emocje, też agresja mogą się przerodzić w autoagresję i doprowadzić do samounicestwienia, niestety... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
44 minuty temu, MarekWawka01 napisał:

@xyyz96 znaczy wiesz z tym samobójstwem nie chodzi mi głównie o śmierć mamy, ale o to, co przeżyłem jak dorastałem. Bo wiesz byłem strasznie wycofany, ciągle czułem napięcie i zawstydzenie i miałem jakąś taką słabość na czułe słówka, też dawałem się wykorzystywać i niektórzy to wyśmiewali... taki "lamusek" byłem...

 

Oj, najgorsze jest to, że straszną traumę takie coś pozostawia, bo wiesz jak wracają przykre wspomnienia i żałujesz, że nie odreagowałeś tego, nie postawiłeś się wtedy i pozostaje ta bezradność, bo tłumione latami nieodreagowane urazy lubią wracać, a Ty nie możesz na to nic poradzić...

 

Tłumione złe emocje, też agresja mogą się przerodzić w autoagresję i doprowadzić do samounicestwienia, niestety... 

A korzystasz z jakiegoś specjalisty, skoro masz takie myśli? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, xyyz96 napisał:

A korzystasz z jakiegoś specjalisty, skoro masz takie myśli? 

 

Korzystam na razie tylko z leków. Psychoterapii na razie nie mam, od września mogę mieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×