Skocz do zawartości
Nerwica.com

xyyz96

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. A korzystasz z jakiegoś specjalisty, skoro masz takie myśli?
  2. Dzięki za odpowiedź. Faktycznie sytuacja trochę podobna, wiem tak jak Ty, jak to jest dzień w dzień się starać, zapierdzielać, dla kogoś a ta osoba nie potrafi tego uszanować, docenić. U mnie taki stan trwa i nie zapowiada się żeby miało się zmienić. Uczucie jakbyś koło kogoś biegał i skakał a w nagrodę dostawał naplucie w twarz, no i tak codziennie. W każdym razie też w Twojej sytuacji nie możesz się załamywać. Przecież wszystko robiłeś dobrze, więc dlaczego miałbyś się karać? Nie Twoja wina, że ktoś żyjący z Tobą Cię nie szanował, tym bardziej, że był chory. Choć sam wiem bardzo dobrze, jak bardzo potrafi taki układ być frustrujący. W każdym razie życie toczy się dalej i pamiętaj jedną rzecz - rodziny się nie wybiera, akurat że tak powiem "nie trafiło" Ci się najlepiej, ale pamiętaj, że sam możesz być zajebistym rodzicem, partnerem, czy nawet wujkiem, kuzynem, sąsiadem, kolegą. I zbudować swoją przyszłość na własnych zasadach, nie krzywdząc nikogo, otaczając się dobrymi ludźmi, wychowując wspaniałe, wartościowe dzieci i otaczając się ludźmi, którym na pewno miłości i dobroci od Ciebie nie zabraknie. Także głowa do góry i lecimy dalej, trzeba wierzyć, że życie się dopiero zaczyna, to nie czas na myśli o samobójstwie. Uwierz mi też mam momenty, że mam dość, jak widzisz nawet na forum zacząłem o mojej sytuacji pisać, na zasadzie "a nóż widelec może ktoś da jakąś ciekawą poradę" ale bez większych nadziei. W każdym razie mam zasadę, że trzeba robić swoje i być jak najlepszym człowiekiem dla innych, a kiedyś po przysłowiowej burzy wyjdzie w końcu te słońce i życie będzie bardziej szczęśliwe, na takich zasadach jak ja chcę a nie ktoś kto mnie krzywdzi. Kiedy to będzie nie mam pojęcia ale jestem pewny, że prędzej czy później to nastąpi i jeszcze się tym życiem nacieszę. A wracając do mojego tematu, pytasz czy ojciec przed chorobą był dziecinny? Wiesz, ciężko mi to ocenić bo zachorował gdy miałem jakieś 14 lat, więc nie pamiętam aż tak dokładnie lat wcześniejszych pod tym względem, na pewno pamiętam że był wobec mnie obojętny tak jak opisałem to w poście. Ale z tego co mówią członkowie rodziny to kiedyś był całkiem normalny. Moi wujkowie, ciocie, starsi kuzyni dziwili się jak mógł się tak zmienić skoro kiedyś był całkiem normalny. Ma już 58 lat więc trochę tego życia przeżył zanim zachorował no i faktycznie krewni mówią, że wcześniej był normalny, więc im wierzę choć trudno mi to sobie wyobrazić. Właśnie też próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że to on sam musi chcieć się zmienić, poprawić itp, że musi sam od siebie się trochę postarać, jednak wygląda to jak gadanie do ściany. Niby przytaknie, że on wie i że też się przejmuje, ale nie przekłada tego ani trochę na czyny i fakty są takie, że od kilku lat się nie zmienił, wręcz mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Możesz wiedzieć jakie to dla nas uczucie, gdy mówi ci w twarz, że on wie że źle robi, że się tym przejmuje, a w czynach zachowuje się tak samo jak zwykle. Dosłownie czujesz, że robi z Ciebie idiotę bez żadnych skrupułów, no ale nie masz jak na to zareagować bo to taka choroba. Gdy zwrócisz uwagę, że czemu robi inaczej niż obiecuje, to zacznie zadawać głupie pytania typu "jak inaczej?", "o co ci chodzi?", albo powie że "nie wie" i koniec rozmowy. Zresztą na wielu płaszczyznach tak robi. Np. potrafi powiedzieć mi "poodkurzaj dzisiaj" , ja to zrobię, on dosłownie za 5 minut wejdzie na dywan w brudnych butach i wniesie błoto. Zwrócę mu uwagę i powiem "weź zdejmuj buty bo znowu pobrudziłeś dywan, proszę cię" to on odpowie "przecież zdejmuje". Oczywiście jak mu pokaże gdzie nabrudził to powie "nie nabrudziłem" i ktoś musi zawsze to za niego wyczyścić a on ma to gdzieś. Uwierz mi identyczna sytuacja miała miejsce dosłownie co chwilę zimą i w te dni gdy było na zewnątrz błoto. W wielu różnych sytuacjach zachowuje się podobnie ale już nie będę się rozpisywał. No a jeśli chodzi o leczenie to chodzi on do psychiatry. Przyjmuje kilka leków, lekarz próbuje co jakiś czas modyfikować dawkowanie, jednak fakty są takie, że nie daje to efektów. Ojciec był też już kilka razy w szpitalu psychiatrycznym, pod okiem swojego lekarza. Także no dotychczasowe leczenie raczej przełomowych efektów nie dało. Generalnie dzięki bardzo za słowa wsparcia. Wiem, że nie muszę się nim zajmować 24h/d zresztą tak nie robię. Wiem też, że mogę się wyprowadzić i pewnie za jakiś czas to nastąpi, natomiast tak jak pisałem mam mieszane uczucia, bo szkoda mi zostawiać mamę z nim samą, tym bardziej że widzę, że teraz ma często wsparcie we mnie. No cóż zobaczymy jak się sytuacja rozwinie w najbliższym czasie. Dzięki jeszcze raz za wpis i wsparcie. Ty również się tam trzymaj, pamiętaj że dobre czasy jeszcze nadejdą tylko trzeba być cierpliwym i nie można się poddać. Życie to nie sprint a maraton, trzeba swoje przecierpieć żeby kiedyś było dobrze. Gorąco pozdrawiam.
  3. xyyz96

    kosz

  4. Dzięki za odpowiedź i wsparcie. Wiesz, ile ludzi tyle opinii, jeden powie, że jest dobrze, ktoś inny, że jest źle. Patrząc "z boku" ojciec wydaje się nieszkodliwy, a my żyjąc z nim widzimy to całkiem inaczej, nie jest wcale tak łatwo. Co do pytania to uczęszcza tylko do psychiatry.
  5. Może i masz rację. Dzięki za odpowiedź i trzymaj się.
  6. Witam. Jestem tutaj całkiem nowy, jeśli piszę w złym miejscu to z góry proszę o przeniesienie. Opiszę moją sytuację. Mam 20 lat, mieszkam w trójkę, ja + rodzice. Ojciec od jakiś 6 lat choruje na CHAD, zaczęło się od dość mocnego epizodu manii, który trwał kilka miesięcy, a następnie przeszło to w fazę depresyjną i tak aż do dziś trwa "przewlekła faza depresyjna". Problem jest taki, że powoli już nie wiemy co z mamą mamy robić, jak się zachowywać wobec tego co robi ojciec. Mianowicie nie ma on na nic chęci, w domu nie robi praktycznie żadnych czynności życia codziennego. Traktuje nas kompletnie bez szacunku, wszystko musimy za niego robić, bądź w najlepszym wypadku kierować go aby cokolwiek zrobił. Podam kilka przykładów dla rozjaśnienia sytuacji. W zasadzie codziennie siedzi on w kuchni od rana do południa i czeka na obiad, mimo że zazwyczaj jest wtedy sam w domu, gdy pytamy się go dlaczego nic nie przygotuje skoro tak bardzo czeka na ten posiłek twierdzi że "nie umie". Oczywiście każdego poranka zadaje pytanie "co będzie na obiad?". Gdy już dostanie wyczekiwany posiłek zdarza się często, że go skrytykuje. Generalnie zachowuje się tak jakby wszystko mu się należało, mimo że sam nic nie robi. Najgorsze są jego głupie pytania, które zadaje bez przerwy tak jakby szukał zaczepki, są to pytania tak banalne, że aż wstyd je tutaj wypisywać, pytania typu "czy mogę uchylić okno, czy mogę zjeść daną rzecz z lodówki, czy mogę ubrać te spodnie" itd itd. Poza tym gdy tylko usłyszy, że ktoś z domowników rozmawia przez telefon momentalnie pojawia się obok i podsłu/cenzura/e a następnie pyta się kto dzwonił i co mówił. Gdy robię cokolwiek w domu, lub na podwórku, on natychmiast pojawia się obok i pyta się co robię, mimo że to zazwyczaj moja sprawa która go nie ani trochę nie dotyczy, również gdy tylko zakręcę się w pobliżu samochodu potrafi on dosłownie za mną biec i pytać czy gdzieś jadę. Za każdym razem gdy zapytam go "a czemu się o daną rzecz pytasz?" dostaję odpowiedź "tak tylko". Już sam momentami zauważyłem, że czuję lęk gdy z nim przebywam bo wiem że zaraz znajdzie jakieś pytanie, które mi zada i mnie zdenerwuje, no ale teraz nie o tym. Generalnie ile byśmy nie zwracali mu uwagi, żeby spróbował coś robić, poprawił się, przestał nas nękać pytaniami i nie robił z nas służących, on niestety nic sobie z tego nie robi i żyje po swojemu. Zazwyczaj na nasze uwagi przytakuje, mówi że się poprawi, że od jutra się zmieni, kilka razy rzucał w odpowiedzi na nasze uwagi zdanie: "to pójdę do pracy" (co oczywiście było kłamstwem z jego strony, ale też nikt z nas tego od niego nie wymaga). My pracujemy, robimy mu obiadki, pierzemy jego rzeczy, sprzątamy, płacimy jego rachunki, robimy wszystko w koło niego a on odwdzięcza się nic nie robieniem, zadawaniem głupich pytań i robieniem z nas idiotów. Oprócz tego ma problemy z higieną, potrafi umyć się raz na tydzień (!) i ubrać te same ubrania, w których chodził kilka dni. Mimo, że próbowaliśmy zwracać mu uwagę, że musi się myć bo brzydko pachnie itd, miał to gdzieś tak samo jak większość naszych uwag i nic sobie z tego nie zrobił. Mówi, że "przecież się myłem" i pyta "jak śmierdzę?" i na tym kończy się rozmowa, nie da mu się takich rzeczy wytłumaczyć. Czasami mamy wrażenie z mamą, że robi on nam to na złość, bo jak wytłumaczyć, że skoro zwracamy mu uwagę dla jego dobra w tej i wielu, wielu innych kwestiach, a on ma to gdzieś ,robi na przekór i jeszcze w żywe oczy skłamie bądź zada jakieś bezsensowne pytanie typu "jak śmierdzę?"? Poza tym często naśladuje mamę, czasem i mnie, na przykład mama robi sobie herbatę - on również, mama robi kawę - on również, mama idzie spać - on również itd itd. Jest to strasznie irytujące, robi tak też w towarzystwie więc możecie sobie wyobrazić jak to wygląda. Oczywiście na ogół sam od siebie z nikim nie rozmawia, nie zaczyna tematów, jedynie zadaje pytania takie jak pisałem wyżej i odpowiada. Przestał też utrzymywać kontakty ze swoją rodziną. Tak jak mówię, takich sytuacji jak wymieniałem, na co dzień jest naprawdę setki i mógłbym je opisywać bez końca ale chcę to jakoś streścić. My naprawdę nie wymagamy od niego wiele, no ale chyba należy się nam przynajmniej szacunek z jego strony. Lekarz psychiatra, do którego regularnie uczęszcza od samego początku choroby, tłumaczy nam, że jest to taka choroba i musimy jakoś z tym żyć. Zalecił mu aktywniejszy tryb życia(nie jest to trudne do zrealizowania u nas na wsi) i ograniczenie papierosów, ale oczywiście on nic sobie z tego nie zrobił i nie wprowadził tego do życia, mimo że my też o to go stale prosimy. Leki przyjmuje regularnie i to chyba jedyna czynność życia codziennego, którą robi tak jak powinien. No i chciałbym tutaj poprosić o opinię ludzi, którzy być może żyją z taką chorobą, bądź "znają się" na niej. Co zrobić, jak pomóc ojcu, jak pomóc też sobie w takiej sytuacji? Jak żyć u boku takiego człowieka, który z dnia na dzień coraz bardziej nas z mamą wykańcza? Dodam, że za czasów gdy był zdrowy nasza relacja, również nie istniała, nigdy się mną nie interesował, nie wychowywał mnie, nie rozmawiał ze mną, nie karał, nie nagradzał, był strasznie obojętny przez całe moje życie, można powiedzieć że wszystkie jego ojcowskie obowiązki przejęła mama ,więc tak jak mówię moja relacja z ojcem nie istniała, dlatego też nie czuję się zobowiązany do utrzymywania z nim kontaktu, jednak moja sytuacja materialna nie pozwala mi jeszcze na wyprowadzkę, ale przede wszystkim nie chcę zostawiać mamy samej z takim człowiekiem. Czekam na porady, opinie i pozdrawiam czytelników.
×