Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

pomyślałam, że się ujawnię, gdyż czuję się samotna i myślę, że fajnie byłoby porozmawiać z ludźmi o podobnych problemach.

Według psychiatry i psychologa: zaburzenia lękowe i psychosomatyczne, osobowość unikająca. Według mnie także: dystymia, depresja lękowa, fobia społeczna.

Najbardziej dokuczają mi: ataki paniki (obecnie od kilku razy w tygodniu do kilku razy dziennie), przewlekły ból napięciowy głowy, ciągłe uczucie zmęczenia i wyczerpania, bóle kości i stawów, anhedonia (nie cieszą mnie dawne rozrywki i pasje), lęk wolnopłynący, poczucie ciągłego napięcia i niemożność zrelaksowania się, drażliwość, senność podczas dnia, trudności z zaśnięciem wieczorem, problemy żołądkowo-jelitowe, częste przeziębienia. Obawiam się, że mój stan się pogłębia, gdyż ostrzejszy ton głosu, nawet nieskierowany do mnie, nieprzewidziane wydarzenie, drobne problemy albo po prostu myślenie o przyszłości powoduje u mnie atak paniki.

Ogólnie mówiąc: istnienie jest dla mnie na tyle przykre, że marzę o nieistnieniu, jednak nie podjęłam próby samobójczej, gdyż za bardzo się boję, że się nie uda.

Uprzedzając pytania, chodzę już do psychiatry i psychologa. Jestem (kilka lat) przed 30, po studiach, kierunek humanistyczny, pracowałam w zawodzie, ale mój stan się pogłębił, miałam coraz częściej ataki paniki i zrezygnowałam z pracy. Obecnie jestem na zwolnieniu lekarskim, mam też trochę oszczędności i planuję poszukać pracy, gdy "będę czuła się lepiej" (myślę też o przekwalifikowaniu się, ale na razie nie mam pomysłu na siebie). Niestety czuję się przybita tym, że wypadłam "z biegu życia", boję się odezwać do znajomych, bo wstydzę się przyznać, że zrezygnowałam z pracy, boję się, że pomyślą lub powiedzą, że jestem leniwa, że powinnam wziąć się w garść, że mnie wyśmieją. Boję się, że i Wy mnie wyśmiejecie. Proszę, nie róbcie tego. Nie piszcie, że mam się wziąć w garść. To mnie jeszcze bardziej dobije.

Czuję się samotna, nie mam przyjaciół i chciałabym porozmawiać z ludźmi o podobnych problemach. Nie żeby się nad sobą użalać, ale żeby się wzajemnie wspierać, pisać o drobnych sukcesach, może śmiesznych dla innych ludzi, o drobnych radościach, jeśli takie się pojawią. Po prostu chciałabym czuć się mniej samotna i żeby ktoś mnie zrozumiał.

Proszę, nie wyśmiewajcie mnie. Wiem i czuję, że jestem beznadziejna. Życie jest dla mnie za trudne, przeraża mnie. Chciałabym nie żyć, ale działania w tym kierunku też są dla mnie za trudne, wiec próbuję żyć na miarę moich możliwości. Ale łatwo mnie złamać. Nie śmiejcie się, że nie mam pracy. Nie mówcie, że wszystkie dolegliwości sobie wymyśliłam, naprawdę jest mi ciężko i chciałabym być zdrowa, pracować nawet ciężko, spotykać się z ludźmi. Robię co mogę, ale wszystko mnie przytłacza, łamie, przeraża.

Chyba wciąż piszę o tym samym, że moje pisanie jest jak moje myśli, bez porządku, bez początku i bez końca, krążące w kółko. Mam nadzieję, że to, co napisałam, jest jasne i że nie napisałam za dużo, bo chciałabym pozostać anonimowa. Trochę boję się publikować ten post. Wszystkim czytającym to życzę zdrowia i spokoju ducha, serdecznie pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Napisałaś tu trochę o mnie: 

3 godziny temu, szary kot napisał:

Obecnie jestem na zwolnieniu lekarskim, mam też trochę oszczędności i planuję poszukać pracy, gdy "będę czuła się lepiej" (myślę też o przekwalifikowaniu się, ale na razie nie mam pomysłu na siebie). Niestety czuję się przybita tym, że wypadłam "z biegu życia", boję się odezwać do znajomych, bo wstydzę się przyznać, że zrezygnowałam z pracy, boję się, że pomyślą lub powiedzą, że jestem leniwa, że powinnam wziąć się w garść, że mnie wyśmieją. Boję się, że i Wy mnie wyśmiejecie. Proszę, nie róbcie tego. 

 

Więc - jestem, również poza biegiem życia. W moim przypadku pracy w zawodzie nie zaczęłam i chyba nie zacznę. Kończą mi się oszczędności, nie mam znajomych innych niż od używek. Wszystko odwlekam, wszystkiego się wstydzę. Siedzę sobie jak ten piesek z memów, w płonącym mieszkaniu z napisem "It's fine". 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tez jestem outsiderem 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyna.

@ehempatia Dobre porównanie do pieska z memów, znam ten obrazek 🙂 Trochę mnie już męczy udawanie, że jest ok, gdy nie jest.

@neon i jak sobie z tym radzisz? 🙂 lubisz być outsiderem czy nie bardzo?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 24.09.2020 o 11:12, szary kot napisał:

Boję się, że i Wy mnie wyśmiejecie. Proszę, nie róbcie tego. Nie piszcie, że mam się wziąć w garść. To mnie jeszcze bardziej dobije.

No hej.
Myślę, że nikt Cię tu nie wyśmieje, a jeśli jednak ktoś by to zrobił, to możesz śmiało zignorować jego opinię. Wyśmiewanie osób opisujących swoje cierpienie świadczy o potrzebie dowartościowania się, o problemie niskiej samooceny. Nie należy się takimi osobami przejmować, co najwyżej można im współczuć.

 

W dniu 24.09.2020 o 11:12, szary kot napisał:

Wiem i czuję, że jestem beznadziejna.

To nie wiedza, to wiara, w tym przypadku błędna :P.

Doskonale Cię rozumiem, choć obecnie mam w miarę dobrą sytuację życiową. Znam temat lęku, chęci nieistnienia, poczucia beznadziei i ciężaru rzeczywistości, a nawet i głupiej obawy przed publikacją posta, komentarza, przed tym, jak zareagują inni, co odpowiedzą i co pomyślą (a może nawet kompletnie zignorują, co też jest cholernie bolesne).

Serdecznie pozdrawiam, nie jesteś sama!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, szary kot napisał:

 

@neon i jak sobie z tym radzisz? 🙂 lubisz być outsiderem czy nie bardzo?

 

Powoli godze sie z tym, nie z powodu tego, że sie przyzwyczaiłem, a dlatego że zrozumiałem że nie jestem pępkiem swiata, a jest wielu ludzi którzy maja mnie kompletnie w dupie- i to wiekszosc, to po co sie spinać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Psychoanalepsja_SS Hej, dziękuję za miłe, dodające otuchy słowa. Uśmiechnęłam się, kiedy je przeczytałam. Boję się różnych błahych rzeczy, ale to i tak nie jest najgorsze. Coraz częściej atak paniki łapie mnie, chociaż ja nie wiem, czego się boję. Zaczynam odczuwać coraz większy niepokój, drżę na całym ciele, serce mi szybko bije, a ja nie wiem dlaczego!

@neon Uch, racjonalnie wiem, że innych nie obchodzę, a mimo to przejmuję się, co o mnie mogą pomyśleć. No i chciałabym mieć przyjaciół, bo nie jestem jakoś negatywnie nastawiona do świata, a jedynie boję się negatywnej oceny.

 

Kiedyś byłam pełna nadziei, a teraz jakoś nie umiem się odnaleźć w szarej rzeczywistości. Mam wszystkiego dość i w dodatku mam wrażenie, że cały czas jestem chora. Już od miesiąca mam objawy przeziębienia czy grypy i mam wrażenie, że nic mi nie pomaga. A ile można być na zwolnieniu 😕

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@szary kot to nie jest tak, ze w ogole sie nie przejmuje, czy w ogole nie potrzebuje ludzi, ale nie zawieszam sie na nich, jest dystans, lubią mnie jest ok, nie lubią jest ok. 

 

Kiedys też byłem pelen nadziei, a potem ta nadzieja gasła, i gasła, a ja umierałem i umierałem, potem było piekło. Teraz ccoraz bardziej zyje w "tu i teraz". Im bardziej człowiek żyje w tu i teraz, tym mniejszy bagaż "Ja" dzwiga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@neon To dobrze, że wypracowałeś sobie taki dystans.

Coś w tym jest, że najlepiej żyć "tu i teraz". Muszę przyznać, że mam z tym problem - za bardzo skupiam się na przyszłości, zamartwiam się albo oczekuję, że kiedyś będzie inaczej/ lepiej i że ja będę "lepsza"/ inna. Wiem, że takie myślenie do niczego dobrego nie prowadzi, no ale jak wiadomo trudno jest zmienić myślenie, jeżeli tak myślimy o świecie i sobie od x lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć szary kot

raczej nikt cię tu nie wyśmieje bo każdy kto tu jest cierpi

jak to mówi mój ojciec każdy pcha swój wózek

ja też mam lęki

dosc mocne

bierzesz jakieś leki od psychiatry??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj. A spotkałaś się może z taką teorią, że to właśnie te momenty paniki są najlepszą "okazją" do pożegnania wszystkich swoich problemów? Że to właśnie wtedy jest możliwa w nas pewna przemiana - wystarczy właśnie te okazje sprowokować, a następnie się im poddać - pogodzić się ze wszystkim, co ma być (że się ośmieszymy, że wpadniemy w drgawki). Czyli założyć najgorsze, nawet zawał, śmierć, bo właśnie w ten sposób pozbywamy się fałszywych wyobrażeń i "budzimy się" jakby w nowej rzeczywistości. Te momenty paniki na ogół częściej występują w początkach nerwicy i stąd psychiatrzy mówią, że im szybciej się zgłosi po pomoc, tym większa szansa, bo potem się jakby staje "martwym za życia" - momentów paniki może jest mniej, ale też tkwi się w takim martwym punkcie, jakby z dala od wszelkich emocji. Także we wszystkim można widzieć dobre strony. Ja też jestem "mądrym po szkodzie", na szczęście nietrudno u mnie tą panikę znów sprowokować:)

 

Odnośnie samobójstwa, to dobrze, że chociaż to Cię przed nim powstrzymuje - ja mimo wszystko nie potrafiłbym, nawet gdybym miał pewność powodzenia. Tzn. czuję tak samo jak Ty i też chciałbym pożegnać ten okrutny świat, ale jednak jest we mnie trochę wiary, że może druga połowa życia czeka mnie bardziej szczęśliwa i głupio by było tego nie doczekać. Tego Ci również życzę:)

 

Też mam podobnie z pracą - kończą mi się oszczędności (od 1,5 roku nie pracuję oficjalnie).

 

A z wyśmiewaniem to nawet nie żartuj, tu wszyscy jesteśmy zaburzeni, z problemami i nikt nie czuje się chyba na tyle pewnie, by z kogokolwiek się śmiać. Choć nie wiem, całego forum nie przejrzałem, ale na razie mam bardzo pozytywne wrażenia z obecnych tu ludzi:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Często wracam do Twojego wątku, szary kocie, taka tu miła atmosfera panuje. I przyznam, że trochę mnie ośmiela to jak wiele swoich cech widzę w tym co opisujesz. Jak wygląda teraz Twoja codzienność? 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.09.2020 o 12:47, szary kot napisał:

@neon . Wiem, że takie myślenie do niczego dobrego nie prowadzi, no ale jak wiadomo trudno jest zmienić myślenie, jeżeli tak myślimy o świecie i sobie od x lat.

 

Ale to że Ty wiesz, że problem tkwi w Twojej postawie, którą należy zmienić, to jest coś. Ja tego nie miałem, terapia mi pokazała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, ehempatia napisał:

Często wracam do Twojego wątku, szary kocie, taka tu miła atmosfera panuje. I przyznam, że trochę mnie ośmiela to jak wiele swoich cech widzę w tym co opisujesz. Jak wygląda teraz Twoja codzienność? 

 

 

Uśmiechnęłam się, kiedy przeczytałam Twój komentarz, dziękuję! Też myślę, że mamy podobne cechy, a przez to trochę podobne zmartwienia i kłopoty 🙂

 

Ale pytanie o codzienność nieco mnie zestresowało, bo obecnie naprawdę nie mam się czym chwalić i jestem tego świadoma. Od trzech tygodni, kiedy to zrezygnowałam z poprzedniej pracy, spędzam całe dnie w łóżku. Głównie śpię, poza tym słucham tykania zegara i leżę bez sensu. Próbowałam coś czytać albo obejrzeć film, ale nie jestem w stanie się skupić. Mam objawy jakby przeziębienia (katar, ból gardła, zatkane uszy i szumy uszne, ból głowy i zatok, lekko podwyższona temperatura, ogólne osłabienie i duuuża senność). Miałam też duży lęk i napięcie, ale powoli zaczyna ono schodzić na rzecz senności ;) Poza tym mam jakąś niechęć do życia. Ogólnie sukcesem jest dla mnie przygotowanie sobie prostego posiłku, umycie włosów, lekkie ćwiczenia fizyczne. Rodzina już nie może na to patrzeć i różnie komentuje :/, co mnie jeszcze bardziej "nerwicuje". Wiem, że muszę się ogarnąć, ale potrzebuję więcej czasu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Aspi Hej, bardzo dziękuję za miły i mądry komentarz.

 

Ciekawe jest to, co napisałeś o sprowokowaniu i poddaniu się atakowi paniki, ale chyba nie do końca to rozumiem. Czy chodzi o to, że mam zaakceptować to, że panikuję? Zazwyczaj jestem tego świadoma, wiem, że problemy z oddychaniem i połykaniem śliny, i zawroty głowy, i poczucie utraty kontaktu z rzeczywistością, i drżenia, i kołowrot myśli - wynikają właśnie z dużego lęku. Ale nie boję się śmierci, właściwie to czuję w takich chwilach, że chętnie przyjęłabym śmierć i nawet mam ochotę zrobić sobie krzywdę.

 

Natomiast co do wyśmiewania mam w sobie takie irracjonalne pragnienie, żeby wszyscy mnie lubili i dobrze o mnie myśleli. Ogromnie przejmuję się tym, co inni o mnie myślą. Obawiam się, że mnie skrytykują i wyśmieją. Wiem, że to irracjonalne, staram sie uczyć innego myślenia, ale mam niskie poczucie własnej wartości i trudno mi walczyć z tym krytycznym głosikiem w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej... Witam wszystkich z podobnymi problemami. U mnie również niestety gorszy czas. Również wyłączona ze społeczności. Nie sądziłam, że nerwica może tak utrudnić życie i że w ogóle może aż tak zaawansowane stadium przybrać... Szczególnie, że generalnie kiedyś byłam żywą, pozytywną, uśmiechnięta osobą. Uwielbiam ludzi, kocham rozmawiać... A w głowie po prostu miliard lęków. Obawa że ktoś mógłby to dostrzec jest przerażająca. Czuję się często, jak jedna na milion, która jest jakaś dziwna i inna wśród normalnych, zdrowych, stabilnych ludzi. Teraz czytając te fora widzę, że naprawdę jest nas sporo. Ciekawe ilu ludzi wokół nas miewa podobne problemy, ale tego nie wiemy. Swoją drogą- terapia grupowa z ludźmi posiadającymi podobne rozterki mogłaby być ciekawa, od razu byłoby raźniej i lżej człowiekowi, że nie jest sam na świecie z tymi dolegliwościami... Tak mi się wydaje.. Biorąc pod uwagę, że samo pisanie i czytanie takiego forum bywa terapeutyczne. Choć z drugiej strony sama już nie wiem... Pozdrawiam wszystkich cieplutko 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Polaa21 napisał:

Szczególnie, że generalnie kiedyś byłam żywą, pozytywną, uśmiechnięta osobą.

Witaj Polu 🙂

Ja też taka byłam, teraz czasem dalej sprawiam takie wrażenie, ale już nie czuję w środku radości, szczęścia. A kiedyś czułam 🙂 Bardzo chciałabym, aby radość i entuzjazm wróciły chociaż na chwilę.

Poczucie osamotnienia i niezrozumienia przez innych jest bardzo częste przy lękach i depresji. Myślę, że jak najbardziej zobaczenie, że inni mają podobne problemy, rozmowa z kimś, kto rozumie, bo też tak ma - może pomoć, może mieć działanie terapeutyczne. Choć na pewno zależy to od nastawienia i stanu, w jakim jesteśmy. Czasami, gdy jest nam bardzo źle, to nie mamy już w sobie siły, by jeszcze słuchać o problemach innych i negatywnym nastawieniu do świata. Trzeba samemu ocenić, co dla nas najlepsze 🙂

Również pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo zdrówka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Ludzie! 

Też nowa tutaj, choć z nerwicą i fobiami już od paru ładnych lat, a ostatnie miesiące to już szczyt...

Na początku - Szary Kocie... jak ja Cię dobrze rozumiem....to samo, lęk przed życiem, przed tym co się stanie, przed tym jak mnie odbiorą inni, ciągłe doszukiwanie się jakichś oznak nieakceptacji, co o mnie pomyślą? Czy mnie lubią? 

Stany lękowe i ataki paniki tak po prostu, z dupy, nawet kilka razy dziennie. Siedzę sobie i BACH! Serce wali, skronie mało co nie wybuchnął, nie mogę złapać tchu, słabo a jednocześnie muszę wstać, chodzić, machać dłońmi by poczuć, że jestem tu i teraz...

 

Obecnie także totalny brak chęci do pracy...a prace mam bardzo przyjemną bo nie wychodzę z domu, siedzę sobie i rysuję ilustracje.

Od paru miesięcy "nie chce mi się" i tak samo jak u Ciebie, wyrzuty sumienia, że nie pracuję jak kiedyś, że zaraz ktoś powie "ty leniu", "ogarnij się" albo "czego ty chcesz?"." Skąd ta nerwica czy stany depresyjne, przecież masz wszystko, nie masz problemów!"

 

Tak...

 

I też tak sobie siedzę dzisiaj i jak Ty słucham tykania zegara bo na nic innego mnie dziś nie stać...i tak sobie myślę, że może to właśnie jest to, może trzeba dać sobie czas, może tego mi potrzeba, poczekać na lepszy dzień, nie martwić się jeszcze bardziej jak w błędnym kole - "nic nie robię, nic mi się nie chcę przez to jak się czuję więc czuję się jeszcze gorzej bo nic nie robię i nic mi się nie chce..."

 

Kocie zrób sobie ciepłej herbaty , zapatul się w kołderkę, daj sobie ten jeden dzień ze mną na dojście do siebie bez stresu, spróbuj nie myśleć o pracy, o rodzinie. Pomyśl o mnie, na drugim końcu Polski też siedzę z herbatą, też nie pracuję...wywalmy obie z siebie choć na jeden dzień wyrzuty sumienia(na tyle na ile nam się uda) i pomyślmy o sobie, o swojej potrzebującej czułości głowie i po prostu wypijmy tę herbatę w spokoju.

 

A jutro się zobaczy :*

Ściskam Cię mocno i tak jak już wiele osób przede mną w tym wątku napiszę - nie jesteś sama :)

 

 

 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, szary kot napisał:

@Aspi Ciekawe jest to, co napisałeś o sprowokowaniu i poddaniu się atakowi paniki, ale chyba nie do końca to rozumiem. Czy chodzi o to, że mam zaakceptować to, że panikuję? Zazwyczaj jestem tego świadoma, wiem, że problemy z oddychaniem i połykaniem śliny, i zawroty głowy, i poczucie utraty kontaktu z rzeczywistością, i drżenia, i kołowrot myśli - wynikają właśnie z dużego lęku. Ale nie boję się śmierci, właściwie to czuję w takich chwilach, że chętnie przyjęłabym śmierć i nawet mam ochotę zrobić sobie krzywdę.

 

Rozumiem. Być może odczuwamy to nieco inaczej, tzn. ja - zwłaszcza w początkach nerwicy - pojawiające się nagle objawy paniki starałem się jakby "tłumić", miałem wrażenie, że jest to coś, co chce mnie zabić. Prowadziłem taką walkę z tymi objawami, gdy pojawiały się wśród ludzi - mówiłem sobie "tylko nie teraz, nadejdźcie sobie później", bałem się ośmieszania wśród nich, że np. dostanę widocznych drgawek, czy że zemdleję. I w tym kontekście chodziło mi o to, że trzeba zaakceptować wszystko, co najgorsze, wtedy one mijają wraz z tą walką, którą prowadziliśmy i która je wzmaga. Jednak być może u Ciebie i wielu innych osób może to być trochę inny mechanizm. Czytałem, że nerwica jest walką z emocjami, a nie objawem samych emocji i stąd mój wniosek, że w momencie paniki należy przestać walczyć i powiedzieć sobie: "co ma być, to będzie". A dla mnie np. było to bardzo trudne, bo wtedy nie byłem gotowy na jakąś wielką zmianę siebie, czy tym bardziej śmierć.

Edytowane przez Aspi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@DoroSzydełko Witaj, Doro. Dziękuję za tyle ciepłych, miłych słów. Staram się powoli uspokajać i wracać do siebie, chociaż obawiam się, że zajmie to więcej niż jeden dzień. Ale cóż, mam na to całe życie.

Rysowanie ilustracji brzmi faktycznie jak cudowna praca, bo z domku i do tego takie spokojne. Ale wierzę, że wypalenie może dotknąć każdego, szczególnie jeśli pragnie sie sukcesów lub stresuje się deadline'ami. W każdym razie zaciekawiło mnie to, czym się zajmujesz 🙂 Sama chciałabym mieć talent artystyczny.

Wydajesz się też być supermiłą osobą, jeszcze raz dziękuję za słowa wsparcia i również ściskam, pozdrawiam Cię cieplutko i życzę lepszego samopoczucia 😘

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Aspi To faktycznie odczuwasz to trochę inaczej ode mnie. Czy dalej dokuczają Ci ataki paniki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Polaa21 napisał:

 Teraz czytając te fora widzę, że naprawdę jest nas sporo. Ciekawe ilu ludzi wokół nas miewa podobne problemy, ale tego nie wiemy. Swoją drogą- terapia grupowa z ludźmi posiadającymi podobne rozterki mogłaby być ciekawa, od razu byłoby raźniej i lżej człowiekowi, że nie jest sam na świecie z tymi dolegliwościami... Tak mi się wydaje.. Biorąc pod uwagę, że samo pisanie i czytanie takiego forum bywa terapeutyczne. Choć z drugiej strony sama już nie wiem... Pozdrawiam wszystkich cieplutko 

 

 

Może udałoby się spotykać wspólnie, właśnie w stylu takiej terapii? Zdarzało mi się poznawać ludzi na różnego typu forach, np. dla osób nieśmiałych, czy dla osób z Zespołem Aspergera, ale i takie spotkania przebiegały w miarę normalnie. Tzn. nie to, że jest to coś złego, ale przypominały spotkania "normalnych" ludzi, na których plotkuje się o bieżących sprawach, bądź żartuje sobie, a fajnie byłoby odbyć takie spotkanie, gdzie wzajemnie otworzylibyśmy na siebie, zwierzyli z tego, co nas boli, przedstawili się sobie nawzajem - tego mi zawsze brakowało. Na ogól uciekamy od problemów i próbujemy się wpasować w to, jak żyją inni, a może my nie jesteśmy tacy jak inni? Może lepiej byłoby stworzyć taką własną wspólnotę, wspierającą się?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×