Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Polaa21

Użytkownik
  • Zawartość

    71
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. U mnie też włączył się objaw swędzenia po odnalezieniu informacji, że właśnie chloniak to powoduje. Takie punktowe kłucie i konieczność drapania się w tych miejscach. Drapałam się kilka dni z rzędu przez cały czas. Jakoś ostatnio minęło, ale jak teraz o tym myślę, to też mi się włącza. To nie przejdzie od razu, gdy przestanie się o tym myśleć tylko po jakimś czasie, ja tak mam przynajmniej. Ale nawet psycholog mi mówił, że to typowe i powszechne u nas, także myślę, że nie ma się czym martwić. Zdrowa jesteś Różyczka! :)
  2. Hej kochani. Ja jakoś ostatnio mam mało czasu, ciągle coś robię, biegam, załatwiam. Ślub, maleństwo i te sprawy, wiec w sumie ciągle w biegu. Ja ogólnie się trzymam. Wiadomo, z tyłu głowy tez mam niestety te raki, ale staram się ciągle zajmować czymś innym. Za to dzisiaj, pierwszy raz od dawna złapały mnie jakieś lekkie ataki paniki. Najpierw byłam zmęczona, nie mogłam się skoncentrować. I to mnie zestresowało... Później oczywiście było mi słabo, niedobrze...klasyka. Przeszło wieczorem w domu, gdy zajęłam się czymś innym i byłam spokojna. Pozdrawiam i dużo zdrówka dla wszystkich. :) Tak w ogóle, to ja u siebie w styczniu odnotowałam szum w uchu. I w sumie, gdy się na tym skupie, to wieczorem zawsze go słyszę, niestety.
  3. Dziękuję, Aniu, u mnie nie najgorzej. Trzymam się dobrze, spędziłam bardzo miło weekend z moją maleńką rodzinką(narzeczonym i córeczką), a jak u Ciebie wyjazd? Udało się miło spędzić czas?
  4. No tak, ten radiolog wymienił, że ten ma 1,8 długości, ale był prawidłowy, z zatoką itd.,i powiedział ze to po prostu i tak nie jest powiększony węzeł, tylko mieszczący się w normie. A bez sensu to, ja już nie mam siły o tym myśleć. Od dwóch lat go mam i jakoś dałam spokój, a teraz będę panikować.. Trudno, nic nie zrobię, co ma być to będzie..
  5. Róża, tak, miałam usg. Jeden radiolog opisał to jako wezly niepowiekszone, z czego największy widoczny ma 1,8 cm. On jest tak umiejscowiony, jak u Ciebie w kącie żuchwy. Mam go dwa lata ponad. Druga radiolog to napisała tylko, że nic nie jest powiększone, bo dodała, że takie węzły to nie są powiększone węzły, a powiedziała, że powiększone i nowotworowe już widziała wiele razy i mam w ogóle zapomnieć o węzłach. Sama dala mi dotknąć węzeł który jej prawie na karku wyskoczył i mówiła, że z tym żyje. Hematolog palpitacyjnie mnie badając tez stwierdziła, że węzły powiększone nie są, a gdy dzwoniłam spanikowana do niej, że wyczuwam jakieś kulki albo wielkości tic-taca, to powiedziała, że wezly mogą być jak ziarno pieprzu lub tic-tac i nie trzeba się martwić. Że dopiero, gdy pojawiłby się jakiś węzeł wielkości i kształtu czereśni to można zacząć się obawiać. Także no widzisz, chyba każdy coś ma. Głupoty gadala z tym usg. To tak jakby raka stwierdzało się tylko po wycięciu go. Tak nie jest, rak daje nieprawidłowe obrazy w usg, mammografii np, prześwietleniach itd., i wiele nowotworów leczy się przecież najpierw chemioterapią, a dopiero później chirurgicznie się je usuwa, wiec stwierdzenie, że usg nic nie daje, naprawdę jest lekko przesądzone. Aniu, miłego wypoczynku, jesteśmy z Tobą duchowo i mam nadzieję, że spędzisz miło ten czas, mimo wszystko. :) A Ty, Różyczka, zapomnij o tej rozmowie i tez postaraj się miło spędzić dzień, a będzie coraz lepiej. :) Mamy te forum i tutaj zawsze możemy przelać nasze obawy, to dobra forma terapii. Miłego dnia dla wszystkich. :)
  6. I takie opowieści są najgorsze. Takie wyrwane z kontekstu w pewnym sensie. Prawie każdy chloniak zaczyna się od jednego powiększonego węzła, ale trzeba zaznaczyć kilka faktów: -prawdopodobnie obraz tego jednego węzła był nieprawidłowy już od początku, -powiększony węzeł, wzbudzający podejrzenie to taki, który posiada średnicę 2cm minimum, - ta dziewczyna równie dobrze mogła mieć ten węzel wielkości śliwki, 5 cm, z nieprawidłowym obrazem w usg, - wezly w chloniaku charakteryzują się kulistym kształtem, natomiast wezly w kształcie fasolki zazwyczaj są prawidłowe i chyba każdy takie gdzieś posiada. Ja w takim razie musiałabym chorować chyba na to samo, co Ty i to od dwóch lat, bo wtedy to zauważyłam swój pierwszy węzeł, wielkości 1,8 cm. Dopiero w styczniu, gdy nadszedł mnie strach przed białaczką, a później chloniakiem- zaczęłam odkrywać inne węzełki, co było po prostu efektem przesadnego ich wyszukiwania. Kochana, zapomnij o tej rodzinnej, na pewno nic Ci nie jest. Przecież to hematolog/radiolog/chirurg ma większą wiedzę na ten temat, niż ona. Pięknie Ci szło dzisiaj i postaraj się o takie samo nastawienie jutro, a będzie dobrze. Jestem z Tobą! Buziaki Dla wszystkich i spokojnej nocki, mam nadzieję, że każdy nabierze sił do walki z tą naszą nerwicą/hipochondrią. :)
  7. A pod opieką hematologa jesteś, wiec nie masz powodu do obaw.
  8. Och matko, ale odpaliła. Tym się naprawdę nie przejmuj, ona nie ma o tym pojęcia. To nie ta specjalizacja. W styczniu, gdy pojawiły się przesunięcia w mojej morfologii, pobiegłam z płaczem do mojej rodzinnej, z pytaniem czy to białaczka, to ona tylko, że nie wie i żebym powtórzyła za miesiąc. Rodzinnym lekarzem nie ma, co się sugerować, ich wiedza jest mocno ograniczona, z bólem gardła i przeziębieniem można do nich pójść, ale naprawdę niewielu jest rodzinnych, którzy posiadają wiedzę wielu specjalizacji i potrafią dobrze pokierować itd.
  9. A dziękuję, ja podobnie jak Róża codziennie sprawdzam stan swoich węzłów, ale trzymam się stabilnie. Tez postanowiłam trochę więcej robić dla siebie, może też jakieś zakupy. Jak masz na imię w ogóle? :) Życzę Wam dużo siły, dziewczynki. Dużo pozytywnego nastawienia i aby ten dzień minął Wam milej niż poprzednie. Tak, jak piszesz- zestresowana1990, może z czasem uda nam się trochę oddalić od tych naszych dolegliwości, a miłe spędzenie czasu na pewno jest pierwszym krokiem w tym wyzwaniu. :)
  10. Hehe dziewczyny, to wczoraj musiał być jakiś narodowy dzień małych grzeszków, bo ja wieczorem tez nie wytrzymałam i zjadłam kinder bueno, które jeszcze zagryzłam ptasim mleczkiem. To efekt tego, że z kolei mój kochany właśnie poza kwiatami i innymi prezentami czasami próbuje pocieszyć mnie słodyczami.
  11. A ja mieszkam nad samym morzem. Ogólnie to zawsze staram się czytać etykiety, ale juz czasem mnie to męczy, bo żeby znaleźć naprawdę dobry produkt, to bywa trudno. Ja ogólnie nigdy nie paliłam ani nie piłam. Teraz to już nawet lampki wina się nie napije, bo się boje ewentualnego bólu węzłów. Aż mnie to bawi. Chciałam tez zapisać się na jakiś sport po ciąży, choć na wagę nie narzekam ogólnie, waże mniej niż przed ciążą, a i w ciąży dużo nie przybrałam, bo całe 9 miesięcy spędziłam nad miską. Tylko oczywiście się boje, że gdy gdzieś pójdę, to zemdleje itd. I moim uzależnieniem są słodycze również. Niestety uwielbiam czekoladę. Tylko tez boje się jeść te słodycze w obawie, że spowodują raka.
  12. Zestresowana1990, rzeczywiście... To pewnie jest powodem. Mnie właśnie też najbardziej dołują takie wieści. Myślę, że właśnie takie informacje wprowadziły mnie w ten najgorszy stan. Mam nadzieje, ze to naprawdę rzadkie, pojedyncze przypadki, bo to straszne. A masz dzieci? Nie zwróciłam wcześniej uwagi. Racja, fajne osobki na tym forum. Tez się ciesze, ze istnieje, bo naprawdę dużo daje takie wygadanie się. Tez czasami się zastanawiacie kto, jak z nas wygląda? Efekty podobnie, jak przy czytaniu książki, każdy z nas jest jakąś tam postacią i każdy w głowie ma swój własny zarys danej osoby
  13. A czym się zajmujesz? Ja pamiętam, jak zaraz po liceum zatrudniłam się w pewnym sklepie jubilerskim. Ta praca była totalnie nie dla mnie, bo nie była na tyle rozwijającą i zajmująca myśli, żebym psychicznie dobrze się czuła. Po prostu miałam za dużo czasu na myślenie i miałam okropną depresję, wtedy byłam pewna, że jestem chora psychicznie, bo miałam wszystkie te dziwne i okropne odczucia- derealizacji itd., miałam ochotę normalnie uciekać, nie potrafiłam czasem opanować ataków płaczu itd. Na szczęście po wakacjach skończyłam te pracę i zajęłam się sobą. Przed ciążą już pracowałam bardziej w swoim zawodzie, bo jestem po turystyce. Co prawda w hotelu, ale tam rewelacyjnie się czułam, bo miałam ciągle mnóstwo pracy i co dobre również z ludźmi, jak i księgowej, co było idealne, bo jednocześnie można było sobie pogadać, mieć kontakt z ludźmi i księgowość, dzięki której musiałam skupić myślenie na liczeniu i nie było czasu na myślenie o głupotach. Dziękuję dziewczynki za słowa otuchy, mam nadzieję że tak właśnie jest- ze to ten cały wirus. Chociaż same wiecie, jak to jest. Kiedyś od razu bym to przyjęła do wiadomości i zakończyła "śledztwo", a teraz obawiam się, że to tylko zbieg okoliczności i winowajcą może być jednak jakiś chloniak. Nie no, ja ogólnie staram się tak nie mówić, bo aż się boje, że rzeczywiście to przywołam do siebie. Roza, ja mam tak samo, jak Ty. Moje sny od stycznia, to 95% koszmary i według mojej interpretacji znaki ostrzegawcze, zwiastujące chorobę. Często śniło mi się, że jestem już na jakiejś chemioterapii itd. Teraz staram się odpychać czarne myśli za dnia i wieczorami, to sny trochę się poprawiły, ale miałam moment, że bałam się zasypiać. Ja mimo, że uważam, że dobrze sobie z tym wszystkim radzę, bo jednak za dnia funkcjonuje, uśmiecham się itd.,to mam takie dziwne fazy. Tez mam natretne myśli o chorobie, leczeniu, braku włosów itd. Zawsze miałam idealnie zrobione włosy, a od stycznia to w ogóle boje się włosy farbować, bo mam te wizję chemioterapii i wypadających włosów. Albo nie dotykam nawet alkoholu, bo obawiam się bólu węzłów. Ja z kolei dzisiaj nawet się ciesze, bo ma do mnie dotrzeć moja suknia ślubna. Oby tylko nic negatywnie mnie nie zaskoczyło do lipca. Wiecie co, ja zawsze byłam optymistką, zawsze pełna wiary, nadziei, siły i mnóstwa pozytywnego nastawienia. Po śmierci mamy trochę tego straciłam. Teraz od stycznia do marca byłam w strasznym stanie, ale od kwietnia znów staram się dostrzegać pozytywne rzeczy w życiu i funkcjonować normalnie, cieszyć się tym, co mam. Mam wymarzonego narzeczonego, kochaną i zdrową córeczkę z nim, własne mieszkanie i spokojne życie. Nie muszę martwić się o pieniądze i wiem, że jest wielu ludzi którzy nie mają nawet procenta z tego, dlatego wiem też, że nie mogę od razu się załamać i poddać, tym bardziej ze jeszcze nikt nie zdiagnozował u mnie raka. Powiem Wam, że nie sądzę, aby samo zdrowie uczyniło z człowieka szczęśliwym. Moja mama miała strasznie trudne życie, ja jestem najmłodsza, moje rodzeństwo jest straszne ode mnie o 15 lat i maja innego tatę. Moja mama musiała sama ich wychowywać, było jej bardzo ciężko, nikt jej nie pomagał. Całe życie była nieszczęśliwa, bo nie miała miłości, pieniądze to tak, aby przeżyć z dziećmi, często musiała się też martwić o rachunki itd. Miała strasznie ciężko, całe życie w stresie i nawet mówiła, że to przez ten cały stres się tak rozchorowała. I co, niestety umarła i każdy z nas niestety kiedyś odejdzie, ale czy umarła szczęśliwa, bo stało się to w wieku 58 lat, a nie np. 40? Każdy chciałby żyć długo, ale myślę że warto przede wszystkim żyć szczęśliwie, żeby wiedzieć, że z tego życia się korzystało, ile się mogło, kochalo się i było kochanym, nie myśląc o tym wszystkim na co nie mamy wpływu. Kiedyś przecież tak żyliśmy, nie zastanawialiśmy się nad śmiercią, chorobami itd., a teraz nie potrafimy inaczej. Kurcze, okaże się, że każdy zdrowy, a będziemy tak się zachowywać przez kolejne 60 lat i umrzemy z przekonaniem, że całe życie spędziliśmy na obawie przed rakiem i śmiercią zamiat po prostu żyć. No tak, a ja taka refleksja, tylko sama musze popracować nad tym, żeby i tak żyć, zamiast się ciągle bać. Jeszcze apropo białaczki, to w rozmazie pojawiają się młode komórki tzw. blasty. To niestety nie jest nowotwór, z którym można sobie chodzić miesiącami i nic. Ostre białaczki zwalają z nóg w tydzień i naprawdę nie trzeba ich diagnozowac kilkoma wynikami, tylko widać to od razu w morfologii, kolosalne zmiany. Są jeszcze przewlekłe, ale te nie zdarzają się u ludzi młodych w sumie wcale, a poza tym z przewlekłymi ludzie żyją normalnie nawet bez leczenia przez wiele lat. Powodzenia kochani, również życzę każdemu miłego dnia! :)
  14. Zazdroszczę, bo w moim przypadku ta śledziona nie jest ok. Przynajmniej nie była w lutym, teraz już nie wiem, nie lecę tak szybko tego sprawdzać, bo skoro cytomegalia jeszcze była aktywna dwa tygodnie temu, to bez sensu. Ale mnie właśnie ona przeraża najbardziej. Do tego od środy byłam chora, wiec może to oznaką spadającej odporności i postępującej choroby. Dziękuję, że pytałaś wcześniej, co u mnie, to miło. U mnie tak, jsk wyżej pisałam- w sumie końcówka choroby, coś mnie złapało w środę. Najpierw gardło, potem katar, teraz lekki kaszel, ale gorączki już chyba nie mam, więc jest w miarę. Psychicznie to w miarę, staram się być silna i żyć normalnie. Nic nie zmienię panikowaniem, a w tej całej hipochondrii, z drugiej strony mam też nadzieję, że może jednak jestem zdrowa, choć to takie przebłyski, dosyć rzadkie. Mimo to z codziennością jakoś sobie radzę, wstaje i uśmiecham się do mojej malutkiej córeczki, żeby ona wyrosła na pozytywnego człowieka. I to mi się udaje, moja mała gwiazda ciągle się uśmiecha. Kintre, mam nadzieję, że Tobie córeczka tez doda siły, naprawdę piękne chwile przed Tobą, trzymam kciuki. I w ogóle trzymam za każdego, oby każdy jakoś się pozbierał w całość. :)
  15. A nie kręgosłup, kręgi?
×