Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
blueivy

Potrzebuję obiektywnej oceny, bo zeświruję

Rekomendowane odpowiedzi

Zacznę może od tego,że od lat zmagam się z zaburzeniami lękowymi.Zaczeło się w liceum, pewna pani profesor bardzo sobie mnie upodobała i odpytywała na każdej lekcji.Chociaż nie wiem jak byłabym przygotowana zawsze potrafiła mnie "zagiąć". Potem zaczęłam uciekać z polskiego ,załatwiać zwolnienia itd co nie wyszło mi na dobre bo Pani poźniej się na mnie wyżywała. To było 20 lat temu,wtedy jeszcze nie zgłaszało się takich spraw do chociażby pedagoga szkolnego. Minął jakiś czas,wiadomo studia, poznałam męża,było dobrze,objawy zmalały.Zaczęłam pracę.Pierwszą.Ogromny stres,wszystkim się denerwowałam,jak miałam na 9 to już od 3 w nocy nie spałam tylko myślałam jak mi pójdzie,mimo tego,że ludzie byli do mnie przyjaznie nastawieni ja doszukiwałam się,że coś jest ze mną nie tak i nie jestem tak wydajna jak powinnam, a tak bardzo się staram. Minęło parę lat,wróciłam do rodzinnego miasta.Ślub,pierwsze,planowane dziecko,ciąża bez powikłań, planowanie pokoiku dla dziecko,kupowanie słodkich ciuszków,wyczekiwanie maleństwa. Poród ok, dziecko dość wymagające,przez 2,5 roku ani jednej nei przespanej nocy (mojej i jego),miałam dość.Czułam się jak zombie,ale wróciłam do pracy,było dobrze,niezle sobie radziłam z opieką nad dzieckiem i pracą zawodową,miałam nianię. Niespodziewanie zaszłam w drugą ciążę i dowiedziałam się po 2 miesiącach dopiero. Strasznie wtedy się załamałam bo nie planowałam wtedy 2 dziecka,Wkręciłam sobie,że na pewno coś jest nie tak z ciążą,bo nie zażywałam witamin,kwasu foliowego itp. Calutką ciążę,dzień w dzień się stresowałam. Miałam ataki duszności,serce waliło jak oszalałe,bałam się wyjść z domu,zaczęły się biegunki,nocne pobyty na sorze,nudnośći, mocne skurcze łydek i wiele innych. W badaniach nic nie wychodziło.Wbrew wszystkiemu urodziłam zdrową,sliczną córeczkę, parę miesięcy było ok. Pomagała mi mama,była u mnie codziennie i nadal jest. Pierwszy atak miałam jak zostałam w domu sama z dziećmi,nagle zrobiło mi się duszno,nogi zmiękły,puls wysoki,myslałam ,że umieram,potem kolejne ataki z wyskokami ciśnienia,dostałam leki na nadciśnienie choć zawsze byłam niskociśnieniowcem..Zrobiłam komplet badań,wszystko ok,poszłam do psychiatry ,dostałam paroksetynę, zażywałam tydzień,nie zniosłam uboków..:( Lęki były coraz bardziej nasilone. Pamiętam jak pewnego dnia zawoziłam dziecko do przedszkola i nagle w wyniku stresu (pomyślałam sobie co będzie z dzieckiem jak zasłabnę za kierownicą) zdrętwiały mi nogi i ręce. Dobrze,że blisko był parking ,nie wiem jak poprosiłam kogoś,żeby podał mi oxazepam ,który miałam w torebce.Potem takie sytuacje powtarzały się jeszcze wiele razy. Przestałam wozić dziecko,mało wychodziłam.zaczęła się pandemia,było mi to na rękę. Nadal bardzo zle się czułam/;biegunka,ciśnienie,zawroty głowy,słabe nogi. Dostałam kolejne skierowania+usg tarczycy. Miałam mega duszności i wysokie pulsy oraz całodzienne i również nocne zawroty głowy.dostałam skierowanie na oddział kardiologiczny,a tam mnóstwo badań serce super,ale wyszła nadczynność tarczycy,którą leczę od 1,5 miesiąca.Hormony (ft3 i ft4 mam w normie),ts dalej niziutkie,chodzę do endo i powiedział,że na tym etapie powinnam już czuć się dobrze,a ja nadal kiepsko. Męczą mnie zawroty,badanie błędnika wykazało uszkodzenie w 11%,lekarz mówił,że to mało i tego się nie leczy,dopiero od iluś tam procent.Zrobiłam TK głowy ,nic nie wyszło.Jutro jadę na RMI głoy i odcinka szyjnego kręgosłupa.Bardzo się boję,że coś wyjdzie,a konkretnie SM (dużo czytałam na ten temat i choroba często zaczyna się od zawrotów). Mam porobione mnóstwo badań,wszystkie są ok,oprócz tarczycy. Czuję się osłabiona,bolą mnie wszystkie mięsnie,cięzko mi utrzymać dziecko na rękach czasem,no i do tego w tej głowie cały czas się zawraca..Mam pytanie .Czy może ktoś był w podobnej sytuacji? Miał podobne objawy? Dodam,że zażywałam esci i kręcenie nie przeszło:( Tak bardzo się boję,że umrę,że jestem poważnie chora,a mam dwójkę małych dzieci i muszę je wychować. Proszę niech ktoś mi podpowie co mam robić i co się ze mną dzieje..

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz okazję doświadczać na własnej skórze, jak może wpływać na ciało chroniczny stres.

 

Jeżeli lubisz czytać literature popularno naukową, to mam pozycje dla Ciebie: Dlaczego zebry nie mają wrzodów? autor Robert Sapolsky. Jest to książka o psychofizjologii stresu.

 

Czytanie świetnie relaksuje, wycisza i poszerza świadomość w konkretnych zagadnieniach, w tym przypadku dotyczącym bezpośrednio Ciebie. Dowiesz się skąd się biorą wszystkie Twoje objawy, dlaczego się chronicznie zamartwiasz oraz jak przestać to robić.

 

Krótko tylko napiszę, że chroniczne przebywanie w stanie napięcia emocjonalnego, spowoduje długofalowo utrzymujące się we krwi wysokie poziomy hormonów stresowych, czyli kortykosterydow, które w naturalnych warunkach działają mobilizująco na organizm, o ile cała akcja trwa kilka minut, a nie kilka tygodni bądź miesięcy. W tym drugim przypadku ten stan może doprowadzić Cie do realnych chorób, co jeszcze bardziej będzie wpędzać Cię w stres, zamknięte koło.

 

Co robić? Może zabrzmi to banalnie i nie takiej odpowiedzi oczekujesz, ale niczego innego Ci nie poradzę: zajęcia z Jogi, nauka medytacji, zadbanie o higienę snu i żywienia, oraz możesz odwiedzić gabinet medycyny psychosomatycznej, jeżeli taki jest w Twoim mieście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Czytam dużo,owszem, głownie przekopuję internet w poszukiwaniu chorób,które pasują do moich objawów ;) Książkę właśnie zamówiłam. Bardzo ciężko mi jest zająć umysł czymkolwiek,bo praktycznie cały dzień jestem słaba,kręci mi się w głowie i myślę głownie o tym,żeby nie upaść,ale będę się starała jakoś to zmienić.Teraz czekam na wynik rezonansu jak na wyrok śmierci i już wymyślam co mi tam wyjdzie...Nie wiem jak przetrwam te 1,5 tygodnia. Znowu wyczytam wszystko co możliwe o rakach,tętniakach,stwardnieniach rozsianych itp...

Gabinetu psychosomatycznego u nas nie ma,ale na pewno udam się do psychiatry,żeby włączył mi jakiś lek na nerwicę/depresję.

Tylko jaki? Czy któryś ma mniej skutków ubocznych? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Nie przestaniesz szukać u siebie chorób dopóki w końcu jakiejś nie znajdziesz. Być może faktycznie przydała by się interwencja psychiatry, ale wybierz takiego który oprócz wypisywania tabletek potrafi też rozmawiać i patrzy na pacjenta całościowo, holistycznie.

Edytowane przez stass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak sypiasz? Głęboko, płytko, jednym ciągiem, z przebudzeniami? Długo, krótko?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sypiam,ale tylko jak wezmę coś na spanie np Sedam,bez niego nie usnę. Budzę się kilka razy w nocy ze względu na małe dziecko. 

Umówiłam się na konsultację u Tybetańczyka,który bada puls i leczy ziołami. Bardzo w to wierzę,że mi pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobna sytuację. Jestem mamą 2 małych dzieci: 7 lat i 1 roczek. Regularnie martwię się o to czy nie jestem chora i czy nie osieroce przedwcześnie dzieci. Jestem po 40, więc pewnie statystyki i biologia nie są na moją korzyść. Moja koleżanka z liceum kilka lat temu osierociła dwoje maluchów. A nerwica podbija lęki. Martwię się o sytuację finansową a w relacjach z ludźmi czuje się jak kosmita i chodzę na paluszkach nie chcąc kogoś obrazić i jeszcze wiele takich. 

To co ja odczuwam to brak kogoś żeby przed nim otworzyć, bo mój mąż jest ulepiony z innej gliny i nie rozumie o co chodzi. 

U mnie ponadto bardzo źle działa kofeina. Jakakolwiek bo mój organizm bardzo wolno ją metabolizuje więc dochodzi do kumulacji. Kiedy pije kawę {którą uwielbiam} i tym podobne to się rozpadam. Kiedy odstawię {co na początku jest ciężkie} to lepiej śpię, podobnie mój roczniaczek {bo kofeinę wciąga z mlekiem z piersi}. To nie sprawia że nerwica znika ale mam więcej siły żeby z nią żyć. 

Poza tym korzystam z technik świadomego oddechu, angażujących przeponę, dla relaksu i lepszego dotlenienia. W tym zakresie skorzystałam z porad Wojciecha Eichelbergera, coś tam można znaleźć na YouTubie, a ja wykupiłam sobie też jego kurs internetowy odnośnie radzenia sobie z lękiem. Bardzo pomocny jest też wysiłek fizyczny, taki żeby się trochę spocić co ja ostatnio zaniedbuje niestety, ale jeśli mi się uda trochę pobiegać to czuje się cudnie.

Pozdrawiam Cię ciepło. Mam nadzieję że coś Cię zainspiruje i ułatwi życie. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie masz nerwicę lękową którą zastępujesz hipochondrią. W tej sytuacji sama raczej nie dasz rady się z tego wygrzebać. Ja polecam dobrego terapeutę psychodynamicznego. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przypadkiem natrafiłam na Twój post i bardzo Cię rozumiem. Ja przez całe życie zmagam się z różnymi zaburzeniami lękowymi, od dziecka po dorosłość, przez nerwicę zawsze żyłam nie tak jakbym chciała, zawsze musiałam sobie z tym radzić sama, bez wsparcia rodziców i nigdy nie szukałam pomocy. W końcu jakoś udało mi się w miarę to okiełznać. Kilka lat było naprawdę super. Zaszlam w planowaną ciążę, urodziłam, dziecko podrosło, zaszłam w drugą ciążę, wszystko było ok. do czasu po porodzie. Kilka dni po cesarce dostałam nagłych skoków ciśnienia ( ponad 220/120) wcześniej nie miałam żadnych zdrowotnych problemów, przez kilka dni odbijałam się od SOR-U i nikt mi nie chciał pomóc. W końcu wylądowałam w szpitalu, tam badania ok. Dali leki na nadciśnienie ale nikt mi nie wyjasnił co mi jest, skąd te skoki. Po tym miałam taką traumę, że lęki i nerwica momentalnie wrociły, godzinami szukałam w Internecie co mi jest, prywatnie robiłam wszelkie możliwe badania, ciągle bylam słaba, nie spałam, nie jadłam, drętwienie twarzy nóg i rąk, kołatanie serca, żal mi było dzieci bo miałam wrażenie że zaraz umrę a one takie małe. Lekarz przepisał leki na nerwicę, nie chciałam ich brać. Poszłam do psychologa, niewiele mi pomogła ale zauważyłam że było mi lepiej o tyle że komuś się wygadałam o swoich psychicznych odczuciach i ten ktoś nie popukał się po głowie. W końcu odcięłam sobie internet żeby nie szukać bzdur, na siłę robiłam to do czego psychicznie nie byłam w stanie się zmusić- szłam na ten głupi spacer i myślałam co będzie to będzie, już mi wszystko jedno bo gorzej być nie może, wychodziłam ze swojej strefy komfortu i było coraz lepiej, powtarzałam sobie, że jestem normalna, że jestem taka jak każdy, że to moja głowa zmusza mnie do tego stresu. W najgorszych chwilach brałam hydroksyzinę. Teraz jest rok po i czuję się już naprawdę o niebo lepiej, wiem że te skoki ciśnieniowe to musiały być zaburzenia hormonalne, szok po porodzie. Burza hormonów do tego i moje skłonności spowodowały nerwicę. Dasz sobie i Ty radę, daj sobie czas, ciało reaguje na to co wyprawia umysł właśnie tak, że wydaje nam się że jesteśmy chorzy, umrzemy. Poszukaj psychoterapeuty, spróbuj uspokoić myśli, wróć myślami do czasów kiedy czułaś się naprawdę dobrze. Nie czytaj o chorobach w Internecie bo to dostarczy Ci tylko dodatkowo stresu. Powodzenia 😊

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, mam nerwicę od kilku lat i od samego początku mam duże zawroty głowy. W sumie to zaczęło się u mnie od problemów z równowaga. Codziennie od kilku lat odczuwam, słabość w nogach i tułowiu. Mam wrażenie, że stoję lub siedzę na wodzie. Ciężko mi wysiedzieć czy wystać w jednym miejscu dłużej niż 5 minut, bo zaraz mną buja na lewo i prawo. Jak stoję w kolejce to zaczynam się stopniowo bardziej denerwować przez to uczucie. Boje się że ktos pomyśli, że jestem naćpana lub pijana. Ciągle chodzę sztywna i się pilnuje by nie utracić równowagi. Ale u mnie to też jest tak, że pewnego razu ustałam przed lustrem, staram się rozluźnić i zaobserwowałam, że moje ciało faktycznie porusza się z lewej do prawej, jakby wokół własnej osi i póki się nie śpielam i na siłę tego nie powstrzymałam to bujalam się coraz bardziej. Lekarze mnie lekceważą, a ja cierpię każdego dnia. Nie wiem do kogo mam się z tym zgłosić. Ja uważam że to już nie jest nerwica, a może jest?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 25.08.2020 o 12:29, Inga_beta napisał:

Wg mnie masz nerwicę lękową którą zastępujesz hipochondrią. W tej sytuacji sama raczej nie dasz rady się z tego wygrzebać. Ja polecam dobrego terapeutę psychodynamicznego. 

Zgadzam się. Na początek psychiatra i leki, kilka tygodni uboków przechodzi każdy i daje radę, też dasz 🙂 A potem terapia. Zadbaj o swoje zdrowie psychiczne. Zawroty mogą być efektem nerwicy, niekoniecznie choroby neurologicznej. Bardzo dużo nerwików podejrzewa u siebie bezpodstawnie SM.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Badanie rezonansem wyszło bardzo dobrze ! Uff.. Niestety objawy dotyczące mięśni występują nadal. Mam problem z chodzeniem ponieważ bardzo szybko słabnę, wyjscie po schodach to wyczyn o dłuższych spacerach nie ma mowy. Jakby nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Z tego też powodu udało mi się wkręcić do szpitala na oddział wewnętrzny ,przeleżałam tydzień, dosłownie prześwietlili mi całe ciało,mam TK każdego odcinka ciała..Mnóstwo badań z krwi. Pielęgniarka pracująca na oddziale powiedziała,że nie widziała takich badań na oczy a pracuje już 18 lat w zawodzie.. Wszystko ok.. Gastro i kolono zrobione. wyszedł polip na zołądku,podobno niegroźny. Niestety nie udało się ,żeby na oddział przyszedł neurolog . Ci u których wcześniej byłam nie stwierdzili żadnych nieprawidłowości,ale badali mnie tylko podstawowo,nie zlecili badania mięsni EMG ponieważ nie widzieli podstaw.

Lekarz psychiatra z którym konsultowano mnie na oddziale stwierdził depresję i nerwicę zapisał duloksetynę,ale przeczytałam ulotke i oczywiscie boję się zażywać. Czy ktoś zażywał ten lek? Czy drążyć temat ze słabością mięśni czy dać spokój? Bardzo mi to utrudnia normalne funkcjonowanie. Aha zapomniałam dodać,że choruję na nadczynność tarczycy i od ludzi wiem,że w tej chorobie występuje osłabienie mięśni chociaż hormony mam już wyrównane...Sama nie wiem co robić..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×