Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

PS. Jeżeli masz problemy z jelitami, to jest bardzo duża szansa, że są one powiązane z Twoim kiepskim stanem psychicznym, zaburzona flora jelitowa - zaburzenia syntezy serotoniny, która w większości jest produkowana w jelitach.

 

Nie sugeruj się tym co pisze bo nie jestem lekarzem, ale być może kompleksowe zadbanie o Twoje wnętrzności, wyeliminowało by potrzebę zażywania leków ssri, ponieważ neurochemia samoczynnie by się wyregulowała przy zdrowych jelitach. Znów się powtórzę - po jakiekolwiek diagnozy - ,tylko do specjalisty.

Edytowane przez stass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za wskazówki, wiedziałam, że nie ma zdrowia psychicznego bez fizycznego i na odwrót, ale nie wiedziałam, że jelita  mogą  mieć tak duży w tym wszystkim udział.

 

Wiem też, że jestem marudna i piszę ciągle tak, jakbym nie chciała pomocy. Nie jest tak, dla mnie pewne rzeczy są bardzo trudne i właśnie do takich zaliczają  się kwestie finansowe i lekarze. W tym kraju żeby się skutecznie leczyć trzeba naprawdę mieć duże zarobki. Nie zarzucam nikomu jakieś ignorancji, że nie wie jak wygląda sytuacja w służbie zdrowia. Ja po kilku latach chodzenia po lekarzach i przyjmowania (nie raz bez żadnego pozytywnego skutku) leków, a zwłaszcza przez ostatnie 3 miesiące, jestem zwyczajnie tym zmęczona i kompletnie zniechęcona. 

 

Mam również problemy finansowe, z których próbuję się wygrzebać, ale to nie jest też łatwe. Zaznaczam, że absolutnie nie mam na celu wymusić od kogoś pieniędzy, nie po to o tym piszę. Po prostu, bardzo to leży mi na sercu. Jeden dług miałam u brata i go spłaciłam, o pozostałych rodzina nie wie i nie chcę  żeby wiedziała. Ze względu na to, że nie pochodzę ze względnie "normalnej" rodziny nie będę pożyczać od nich pieniędzy. Nie bez powodu studiowałam dziennie i pracowałam jednocześnie, a potem się przeniosłam na zaoczne studia żeby móc pracować na pełen etat.

 

Załamuje mnie również myśl, że tyle poświęciłam czasu, pieniędzy i sił na studia, które mi nie dały nic, ponieważ za takie same pieniądze mogę pracować w firmach gdzie wykształcenie nie jest potrzebne. Straciłam nadzieję na to, że będzie kiedyś u mnie finansowo dobrze. Studiując myślałam, zwłaszcza gdy rozpoczęłam studia inżynierskie, iż otworzy się przede mną furtka do godnego życia, że będę mogła w końcu mieć zapewniony spokojny byt. Rzeczywistość pokazała mi jak bardzo się myliłam. 

 

Zdaję sobie sprawę, że to moje użalanie się jest męczące, ale taka jestem i taką mam potrzebę. "Na żywo" nie mogę sobie na coś takiego pozwolić, nie mam komu się żalić, gdy powiedziałam swoim rodzicom, że ukończenie moich studiów nic nie da, to usłyszałam, że jestem mało ambitna, leniwa, że koleżanki córka po tych samych studiach zarabia bardzo dobrze itd. A ja pracowałam w 4 miejscach związanych z moim zawodem i wszędzie jest tragedia - nie dość że bardzo trudna i ciężka praca, w moim wypadku wiązała się w dwóch miejscach również z godzinnymi dojazdami w jedną stronę do firmy, to jeszcze atmosfera nie do wytrzymania, a zarobki tragiczne. Ponadto ubiegałam się również o pracę w kilku innych miejscach na stanowiska kierownicze i mimo doświadczenia zaproponowano mi na start najniższą krajową. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, tak to jest gdy naprodukowane oczekiwania i wyobrażenia zderzają się z rzeczywistością. Zamiast tego dobrze jest być otwartym na każdy scenariusz, nie oczekując żadnego, wtedy możesz uniknąć bolesnego zawodu, konstruktywnie reagując na zachodzące okoliczności.

 

Jak sama widzisz, studia nie są gwarantem ani szczęścia, ani statusu, ani bogactwa. Jest to też konsekwencja programowania naszych babć, rodziców i środowiska które wpajało nam przez lata, że są niezbędne by osiągnąć sukces życiowy.

 

Mam 26 lat, nie mam nawet matury. Jestem zaledwie po 2 letniej policealnej szkole medycznej, porzucając fałszywą skromność napisze że moje zarobki wynoszą dwukrotność najniższej krajowej, dzięki najbardziej niepraktycznemu systemowi edukacji w Europie, byłem i jestem skazany na samodzielne pozyskiwanie i poszerzanie wiedzy w swoim zawodzie, w wymiarze maksymalnie praktycznym. Pracodawcy są coraz bardziej świadomi, i coraz bardziej to doceniają, do matury nigdy już nie podejdę - nie mam takiej potrzeby.

Myślę że zamiast zabiegać o kolejne dyplomy, było by dla Ciebie lepiej, gdy byś odszukała swoją własną niszę, którą mogłabyś podążać, realizując swoje ambicje i zainteresowania, wtedy pieniądze automatycznie się pojawią jako skutek uboczny tego co robisz.

 

Nie rozumiem też, na jakiej podstawie wyrokujesz o swojej przyszłości, to że teraz zderzasz się z różnymi przeciwnościami przecież nie oznacza że do końca życia będziesz się z nimi zderzać, raz będzie łatwiej, raz trudniej. Naucz się myśleć konstruktywnie zamiast katastroficznie, skup się na tym co możesz zrobić teraz, w tym momencie by poprawić swoją sytuację, cofanie się w tył lub wybieganie w przód nie jest konstruktywne i niczego nie zmieni. Wychodz z założenia, że to co się stało, stało się dlatego bo miało się stać, pytanie jest czego mnie to nauczyło, i co mogę z tego wyciągnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też mam wrażenie, że w niczym nie jestem dobry (oprócz tego, że dobrze mówię po angielsku). Gdy ktoś mi mówi, że jest inaczej to zakładam, że robi to z litości, albo po to by coś ode mnie uzyskać. ;/ Jestem żałosny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Również gdy mnie ktoś chwali, to czuje że nie jest szczery, chce mi sie przypodobac, mówiłem to też mojej terapuetce gdy mnie chwaliła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, Alesko napisał:

Ja też mam wrażenie, że w niczym nie jestem dobry (oprócz tego, że dobrze mówię po angielsku). Gdy ktoś mi mówi, że jest inaczej to zakładam, że robi to z litości, albo po to by coś ode mnie uzyskać. ;/ Jestem żałosny.

Ale to i tak dużo, nie każdy potrafi się nauczyć obcego języka w stopniu biegłym. Znając dobrze angielski wiele możesz. Nie pocieszam Cię, to prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
24 minuty temu, neon napisał:

Również gdy mnie ktoś chwali, to czuje że nie jest szczery, chce mi sie przypodobac, mówiłem to też mojej terapuetce gdy mnie chwaliła.

Też tak mam, gdy ktoś mnie chwali od razu myślę, że chce czegoś ode mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
3 minuty temu, OnaW napisał:

Ale to i tak dużo, nie każdy potrafi się nauczyć obcego języka w stopniu biegłym. Znając dobrze angielski wiele możesz. Nie pocieszam Cię, to prawda.

 

 

I tak nie mogłem znaleźć pracy, zawsze znajdzie się ktoś kto zna angielski równie dobrze, ale robi lepsze wrażenie- trudno robić gorsze wrażenie ode mnie. Od jakiegoś czasu przestałem szukać, skupiłem się na poprawie stanu swojego zdrowia.

Edytowane przez Alesko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Alesko napisał:

 

 

I tak nie mogłem znaleźć pracy. Od jakiegoś czasu przestałem szukać, skupiłem się na poprawie stanu swojego zdrowia.

Teraz jest ciężko o pracę, mój chłopak od kilku miesięcy czeka aż firma do której się dostał rozpocznie szkolenia. Póki co cały czas pracuje na stacji paliw i jest z tego powodu bardzo nieszczęśliwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@stass Nie umiem już myśleć pozytywnie/konstruktywnie/optymistycznie czy jakkolwiek zwał. Nie jestem w niczym dobra i to jest fakt. Nie mam pojęcia, co mam ze swoim życiem dalej robić. To co mi sprawia przyjemność to nie koniecznie robię na tyle dobrze, żeby na tym zarabiać, albo po prostu nie jest to dochodowe. Lubię śpiewać, ale brak mi zdolności, żeby z tego móc wyżyć. Lubię zajmować się zwierzętami, ale z tego nie ma pieniędzy. Myślałam czasem o założeniu swojej działalności i np. prowadzeniu sklepu zoologicznego, ale tego na rynku jest pełno i nie będę się miała jak wybić. 

 

Wczoraj bardzo pokłóciłam się z mamą. Nie widziałyśmy się pół roku. Miałam nadzieję, że chociaż przez chwilę będzie fajnie i spokojnie. Myliłam się. W mojej rodzinie jest tyle zła, że nie chcę póki co w tym uczestniczyć. Z drugiej strony mam wyrzuty sumienia, bo przecież nie tylko mi jest ciężko ale nie umiem być ponad tymi wszystkimi krzykami, awanturami, wyzwiskami. 

 

Jeszcze w dodatku powiedziałam po raz pierwszy o tego typu problemach w mojej rodzinie swojemu partnerowi. Powiedział mi tylko, że ma nadzieję, że nie będę takich zachowań przerzucać na nas. Dokładnie powiedział tak: "mam nadzieję, że w  przyszłości nie będzie  takich zachowań, wiesz o czym ja mówię". Ja go retorycznie zapytałam, czy miały  miejsce takie zachowania, on odpowiedział  że nie, ale nie wie  co będzie, bo dopiero w lipcu razem zamieszkamy. Poczułam się tak, jakby mi sugerował, że pochodzę z patologii i żebym się pilnowała. Myślałam, iż wykaże on wobec mnie zrozumienie, ponieważ też pochodzi z rodziny patologicznej i również u niego w domu dochodziło do awantur przez ojca alkoholika. Myślałam, że doceni to, iż jestem wobec niego szczera i ufna. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

""mam nadzieję, że w  przyszłości nie będzie  takich zachowań, wiesz o czym ja mówię

 

a ja mam nadzieję, że niezależnie do jakich zachowań popchnie Cię twoja choroba, to będziesz mieć u niego wsparcie

Edytowane przez stass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

autorko

 

pytanie praktyczne- czy masz mozliwosc ze swojej pracy isc na 3 mce zwolnienie lekarskie? czy nie ma takiej opcji? czy w teoim miescie lub niedaleko jest szpital psychiatryczny?

mysle o oddziale dziennym to nic strasznego.idziesz na kilka godzin i wracasz do domu. jest to za darmo na nfz.

tylko nie wiem ile sie czeka w twoim miescie.

wspolczuje ze  ciezko znalezc psychiatre na nfz....u mnie jest od reki dostepny.

bardzo polecam oddzial dzienny

dostalabys duzo informacji o sobie.moze inspiracji. podnioslabys samoocene.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123Szpital psychiatryczny jest, ale mam z nim złe skojarzenia, bywałam tam w odwiedzinach u koleżanki na oddziale zamkniętym. 

 

Na L4 teoretycznie mogę pójść, ale już praktycznie to nie za bardzo, od marca do prawie końca maja byłam na urlopie bezpłatnym w pierwszej pracy, a w drugiej miałam home office. Teraz kończę w tej drugiej pracy zatrudnienie i zostaje mi ta pierwsza. Nie chcę znowu iść na urlop, źle by to wyglądało, zbyt zależy mi na tej pracy.

 

A jak wygląda taki pobyt dzienny w szpitalu psychiatrycznym? Ile mniej więcej godzin trzeba tam być? Może bym mogła ciągnąć drugie zmiany w pracy, a do szpitala chodzić na pierwszą zmianę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Istnieje coś takiego jak interwencja kryzysowa. Masz wtedy kilka spotkań z psychologiem w dość szybkim czasie na NFZ. Sprawdź czy jest coś takiego w twoim mieście lub okolicy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, istnieje coś takiego w moim mieście, ale z tego co czytałam, to musi się nagle coś złego przydarzyć, np. gwałt, wypadek, śmierć kogoś bliskiego żeby móc z tego skorzystać. U mnie takie rzeczy nie zachodzą, ja po prostu coraz gorzej się czuję. No i osoba, która prowadzi takie spotkanie nie musi być psychologiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie na oddziale dziennym bylo od 8 do 13.to zalezy od szpitala.

w teorii niby moglabys pracowac na 2 zmiane ale w praktyce to ja tego nie widze.jest sie tak zmeczonym psychicznie z poczatku ze po powrocie przesypia sie kilka godzin.wiekszosc osob tak ma.

jest jeszcze pomoc psychologiczna z mopru dla kazdego .nie tylko dla osob ubogich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To chyba jednak muszę pójść prywatnie. Jutro zadzwonię i się umówię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Masz do kogo się przytulić?

Edytowane przez Alesko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Alesko tak, mam chłopaka, niedługo zamieszkamy razem. On nie lubi za bardzo bliskości, ale chyba zaczyna rozumieć, że ja tego bardzo potrzebuję i coraz częściej jest dla mnie czuły. Negatywne myśli i złe samopoczucie przychodzą właśnie zwykle gdy go nie ma obok, choć czasem zdarza się, że ten gorszy stan pojawia się czasem przy nim. Teraz jest moment, gdy jestem zupełnie sama i przypomniało mi się kilka przykrych rzeczy. Znowu chce mi się płakać. Nie wiem, od czego to zależy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem totalnie zdołowana. Rozmawiałam z bliską mi osobą z rodziny, która ma dobre intencje i dobrze mi życzy. Stwierdziła, że nic dobrego mnie nie czeka z moim chłopakiem, ponieważ, w dużym skrócie mówiąc, skoro do tej pory nic nie osiągnął, to i tak nic już nie osiągnie, będzie mnie tylko ciągnął w dół. Ja również muszę się pogodzić z tym, że z moimi zdolnościami w kierunkach "niedochodowych" nie osiągnę sama stabilizacji, że powinnam związać się z kimś kto mi to zapewni. 

 

Znowu wróciło poczucie beznadziei. Znowu mam myśli, że nic dobrego w życiu mnie nie czeka. 

 

Ponadto przestaję wierzyć sobie. Dosłownie. Zaczynam mieć wątpliwości, czy aby na pewno jestem poczytalna. Prowadząc auto miałam niedawno bardzo niebezpieczną sytuację. W pierwszej chwili byłam przekonana o winie innego kierowcy, ale z biegiem czasu zaczęłam zastanawiać się, czy to przypadkiem nie ja zawiniłam. Musiałam pojechać w to miejsce,  przeanalizować różne "warianty" jak to mogło być, pytałam kilku osób, czy to możliwe, że ja popełniłam błąd. Wszyscy twierdzą, że nie. Dopiero wtedy uwierzyłam, że to nie ja stworzyłam zagrożenie na drodze. Podobnie dziś, rodzice zza granicą, więc miałam przypilnować monterów drzwi, czy wszystko jest ok, czy nic nie jest uszkodzone. No i przyjechali majstrowie, sprawdzamy czy wszystko w porządku,  niestety okazuje się, że są uszkodzenia/wady. Zrobiłam zdjęcie, przekazałam je rodzicom i stwierdzili, że nie zgadzają się na montaż tych drzwi. Monterzy uważają, że to wymysły, że drewno tak wygląda, bo to naturalny surowiec i koniec. Do tej pory zastanawiam się czy się nie przyczepiłam do "pierdoły". Jestem skołowana i bezsilna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znowu tu wracam. Jest mi smutno i czuję się beznadziejna, nic niewarta. Zamieszkałam razem z moim chłopakiem, wynajęliśmy wspólnie mieszkanie. Na początku była energia, poczucie, że będzie lepiej, że w końcu zacznie się układać. Ale tak nie jeet. W pracy mam problemy i mój partner jest chyba mną rozczarowany. Mieszkanie ma pewne niedociągnięcia i frustruje mnie to, że są te wady. Boję się, że gdy ktoś nas odwiedzi, to będzie o mnie źle myślał, że nie umiałam znaleźć czegoś lepszego. W pracy daję z siebie wszystko a i tak nawalam. To jest kolejne moje zatrudnienie i znowu muszę być ta gorsza, nieogarnięta. Chciałabym być w czymkolwiek dobra. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

y,yyy myślałaś o kajakowaniu ? (to głupie pytanie xd) ??

Edytowane przez Red Warrior 22

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, Red Warrior 22 napisał:

y,yyy myślałaś o kajakowaniu ? (to głupie pytanie xd) ??

Nie umiem pływać. Tu gdzie mieszkam jest możliwość "kajakowania" ale z doświadczenia wiem, że to może się źle skończyć. Myślałam o tym, żeby jeździć na rowerze, ale miejskich nie ma, a mnie nie stać na zakup, nawet na raty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, OnaW napisał:

Nie umiem pływać. Tu gdzie mieszkam jest możliwość "kajakowania" ale z doświadczenia wiem, że to może się źle skończyć. Myślałam o tym, żeby jeździć na rowerze, ale miejskich nie ma, a mnie nie stać na zakup, nawet na raty.

Na olx możesz za 120 zł kupić całkiem fajny rower 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Będę musiała poprosić mojego chłopaka o pomoc, bo się na tym w ogóle nie znam. W niedzielę chyba idziemy na kajaki z moim chłopakiem i znajomymi. Czy to głupio będzie wyglądać jak będę pływać ubrana w koszulkę na krótki rękaw i leginsy? Nie chciałabym zbyt wiele pokazywać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×